Maski w płachcie inne niż wszystkie, cz. 3


W dzisiejszym poście przedstawiam kolejne maski nieco inne niż te zwykłe, białe płachty. Jeśli nie czytaliście poprzednich części, to wystarczy kliknąć tu: część pierwsza, część druga. Wszystkie osoby zaczynające przygodę z maskami w płachcie zachęcam też do przeczytania postu z 10 radami, jak wzmocnić działanie masek w płachcie, może się przydać. A teraz zapraszam już na prezentację dzisiejszych masek!






JAYJUN - Anti-Dust Whitening Mask

To ciekawa maska w 3 krokach o działaniu rozjaśniającym:
  • Krok 1 to Anti-Dust Whitening Mask tradycyjna maseczka w płachcie, o dużej zawartości składników łagodzących i rozjaśniających, przywraca skórze poszarzałej, zmęczonej i narażonej na działanie smogu zdrowy koloryt, odżywia i nawilża. Esencja tej maski ma bardzo długi skład, pełny ekstraktów, olejków, substancji nawilżających i emolientów.
  • Krok 2 to Anti-Dust Luster Ampule, czyli całonocna maska tzw. sleeping pack, również o działaniu rozjaśniającym, wygładzającym i odżywczym. 
  • Krok 3 to Anti Dust Eyes Under Corrector - przeciwzmarszczkowy i rozjaśniający krem pod oczy, wzmacnia delikatną skórę, pomaga zredukować cienie pod oczami. 
Tyle producent, a jak to wszystko wygląda w praktyce?


1. Maska:

esencja: mleczna, żelowa, gęsta, duża ilość
zapach: bardzo delikatny, nie przeszkadza
płachta: z białej mikrofibry, przyjemna w dotyku, śliska, trochę za duża, ciężko było rozprostować zmarszczki na tkaninie
czas: maskę trzymałam 25 min, po jej zdjęciu na twarzy zostało dużo esencji, która mimo wklepania wciąż była wyczuwalna, a twarz była błyszcząca i mokra; po 30 minutach na skórze nadal miałam wyczuwalną, klejącą warstwę, którą w końcu zmyłam ciepłą wodą
efekt: widoczne odżywienie mojej trochę przesuszonej (wtedy) skóry, lekkie wygładzenie zmarszczek i wyrównanie kolorytu.

2. Sleeping pack:

To saszetka z żelową maseczką całonocną, która podobnie jak esencja w masce, okazała się klejąca i utworzyła na skórze nieprzyjemną warstwę. Na szczęście przezornie nałożyłam ją przed naszym wieczornym seansem filmowym i kiedy po 2 godz. filmu na twarzy wciąż miałam lepką powłokę - po prostu zmyłam ją ciepłą wodą. Dlatego nie wypowiem się na temat działania :(

3. Krem pod oczy:

Krem okazał się bardzo przyjemny, saszetka wystarczyła na kilka użyć. Oczywiście po tych kilku razach nie zauważyłam działania rozjaśniającego, ale krem nie był bardzo treściwy i dobrze się rozprowadzał, nawilżał oraz odżywiał.

Podsumowując - świetny zestaw dla cer bardzo suchych i suchych, być może i dla normalnych, bo taka cera ma szansę wchłonąć mocno treściwą esencję z maski oraz maskę całonocną. Dla mojej tłustej cery zestaw okazał się w 2/3 rozczarowaniem, bo z całej trójki tylko krem pod oczy nadawał się do użytku. Wszystkie składy dostępne są w Cosdna po wpisaniu hasła JAYJUN ANTI-DUST.






Ariul Juice Cleanse Mask, Wheat & Celery

Tutaj producent wpadł na ciekawy pomysł zastosowania w masce składników używanych często w zdrowych, zielonych sokach oraz smoothie, aby zafundować skórze swoisty detox. Ja wybrałam wersję Wheat & Celery, ale są też Kale & Grapefruit oraz Raspberry & Lentil. Moja maska ma za zadanie nawilżać i odżywiać, dostarczać antyoksydantów oraz rozjaśniać. Zwróciłam na nią uwagę ze względu na nietypowe opakowanie, czyli rozdzielenie maski i esencji. W jednej części opakowania znajduje się sucha płachta, a w drugiej - w kształcie butelki - esencja, którą należy przelać. Ta czynność okazała się dość prosta, nie wolno się jednak spieszyć, bo nadmiar esencji może wypłynąć przez otwór, którym ją wlewamy :) Sama płachta też jest ciekawa - żółte kropeczki, które na niej widzicie, to witamina C w proszku! Esencja zawiera m.in. wyciągi z pszenicy, miodu, selera, gruszki i awokado, oraz niacynamid, panthenol, adenozynę. Tutaj pełny skład.

esencja: przeźroczysty, gęsty płyn
zapach: bardzo delikatny, nie przeszkadza
płachta: sprawia wrażenie papierowej, ale dobrze dopasowana rozmiarem i wycięciami, żółte kropeczki z witaminą C zostają na swoim miejscu i nie rozpuszczają się od esencji
czas: maskę trzymałam 25 min, po jej zdjęciu wklepałam resztki esencji, która dopiero po ok. 10 minutach wchłonęła się zostawiając wyczuwalną warstwę, która zniknęła po użyciu kremu nawilżającego
efekt: odświeżenie i bardzo delikatne rozjaśnienie, naturalny efekt glow dzięki warstwie suchej esencji na skórze, który znika zaraz po użyciu kremu nawilżającego.

Podsumowując - pomysł i wykonanie ciekawe, ale efekty nie powalają. Zastanawiam się, czy rozdzielenie esencji i maski w opakowaniu ma jakieś znaczenie, np. dla tych kropeczek z wit. C, czy to jedynie zabieg marketingowy. Papierowa płachta jest też mniej komfortowa w noszeniu od tych z materiału lub mikrofibry.


 




Make p:rem Wrapping me. Whitening sauna mask

Kolejny interesujący pomysł to zastosowanie srebrnej folii na tradycyjną, bawełnianą maskę. Dzięki dwóm warstwom uzyskujemy efekt sauny na twarzy, aktywne składniki działają lepiej dzięki wytworzonemu ciepłu, a maska nie wysycha zbyt szybko. Produkt ma za zadanie nawilżyć, rozjaśnić, zrelaksować i odświeżyć wygląd cery. Zawiera niacynamid, nawilżającą trehalozę, witaminę C, sfermentowane ekstrakty roślinne, etc. Pełny skład tutaj.

esencja: wodnista i lejąca, jest jej bardzo dużo w opakowaniu
zapach: bardzo delikatny, świeży, trochę słodki, nie przeszkadza
płachta: z zewnątrz srebrna folia, wewnątrz cienka bawełna, płachta jest dwuczęściowa, część górna pasowała u mnie idealnie, część dolna trochę odstawała na brodzie (była za sztywna i nie dało się jej zawinąć pod spód)
czas: producent zaleca 10min, ja trzymałam ok. 15min, podczas których czułam bardzo łagodny efekt ciepła na twarzy
efekt: po zdjęciu esencja szybko się wchłonęła, nie zostawiła żadnej nieprzyjemnej warstwy, raczej aksamitną gładkość. Cera była zauważalnie gładsza, uspokojona, zrelaksowana, a koloryt wyrównany.

Podsumowanie - efekty w pełni zgadzają się z zapewnieniami producenta i jest to zdecydowanie najlepsza maska z dzisiejszej trójki. Ma jednak pewien minus - cienka warstwa bawełnianej maski podklejonej pod folią nie jest w stanie utrzymać dużych ilości esencji, którą ją nasączono. Efekt - kapanie! Było to na tyle uciążliwe, że musiałam zrobić sobie coś w rodzaju śliniaczka z ręcznika papierowego, żeby zabezpieczyć bluzkę przed plamami! Pierwszy raz trafiłam na tak mocno cieknącą maskę!





Ciekawostka

W Korei wreszcie pojawiają się tzw. morning mask, które są popularne w Japonii. W drogeriach od niedawna można kupić japońskie Saborino Wake Up Sheet Morning Mask, ale również Missha i Innisfree mają już swoje odpowiedniki. Na czym to polega? W opakowaniu przypominającym nawilżane chusteczki dla bobasów znajduje się ok. 30 maseczek w płachcie, które nakładamy na twarz po przebudzeniu (nawet bez uprzedniego mycia). Taka maska zastępuje 3 kroki: oczyszczanie, toner i primer, a zdejmuje się ją po 1 minucie i można nakładać już sunscreen i makijaż. Maski Saborino zawierają łagodne kwasy owocowe, kolagen, kwas hialuronowy, wit. C, ekstrakty roślinne i chyba muszą być niezłe, bo zdobyły nagrodę @cosme The Best Cosmetic Award za 2017 rok. Missha ma bardzo podobny pomysł (nawilżające Pong Dang Water masks), za to Innisfree wypuściło poranne płatki, nasączone esencją z zieloną herbatą, które trzymamy na twarzy przez 3 min.






Warto dodać, że w Japonii nie tylko te poranne, ale również tradycyjne maski w płachcie często pakowane są zbiorczo np. po 5 lub 10 szt w jednym opakowaniu zamykanym jak woreczek strunowy. To rozwiązanie jest na pewno lepsze dla środowiska, bo generuje mniej śmieci, ale do Korei jeszcze nie dotarło. 



Trafiła Wam się jakaś ciekawa albo nietypowa maska ostatnio? Dajcie znać!
Co sądzicie o ciekawostkach? Pewnie niedługo morning masks pojawią się również w Polsce. 


Pozdrowienia,
Magda

21 komentarzy:

  1. Saborino co za rewelacyjny pomysł! Sama chętnie coś takiego bym przygarnęła ale coś czuję, że rozleniwiłabym się jeśli chodzi o pielęgnacje :D. Sama mam maski z czarną herbatą od A'Pieu w opakowaniu jak na chusteczki :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam mieszane uczucia co do Saborino - tak przez 30 dni nie myć wodą twarzy...? A w Apieu już bardzo dawno nie byłam, muszę zajrzeć!

      Usuń
  2. Ciągle nie mogę się przekonać do masek w płachcie, a one jakby ewoluują. Te ostatnie to fajne rozwiązanie dla osób, które rano nie wyrabiają się w czasie.
    Co do tej na noc, to też przerasta mnie spanie z czymś lepkim na twarzy. I z nowymi kremami robię tak, jak Ty. Nakładam wcześniej i w razie czego zmywam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ewoluują, ewoluują, tutaj producenci prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowszych produktów, byle by tylko przyciągnąć klientów!

      Usuń
  3. Zdecydowanie to najładniejsze maseczki jakie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie spojrzałam na nie od tej strony, ale rzeczywiście - każde opakowanie ciekawe i ładne!

      Usuń
  4. Świetne są te poranne maski i jaka oszczędność czasu ! Ale ciekawa jestem Twojej opinii... gak bez porannego mycia twarzy ? 3w 1? Jak Ty to widzisz ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie jestem przekonana do końca - tak raz na jakiś czas, to czemu nie, ale przez 30 nie myć twarzy wodą ciężko mi sobie wyobrazić, ale może zbyt tradycyjnie podchodzę do tematu :)

      Usuń
  5. Lubie, gdy maski nie sa standardowe :) a te dodatkowo sa piekne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To racja, wszystkie opakowania są bardzo ciekawe!

      Usuń
  6. Te chusteczkowe maski wydają się być super wygodnym rozwiązaniem jak ktoś narzeka na brak czasu. MAm nadzieję, że do nas dotrą za jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że jak już są w Korei, to niedługo sklepy internetowe też będą je miały!

      Usuń
  7. Bardzo ciekawe i innowacyjne maseczki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej serii staram się wybierać te najciekawsze!

      Usuń
  8. Bez umyyyyciaaa? Nieee :D Nie widzę tego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na dłuższą metę też nie - raz na jakiś czas jeszcze mogłabym to wypróbować, ale regularnie - nie!

      Usuń
  9. Widziałam te kolorowe 30paki maseczek, ale nie doczytałam, że są jednominutowe. Myślałam, że to takie normalne maseczki :) Aczkolwiek i te japońskie i te z Misshy mam na wish liście na ebay, bo nie są super drogie, a pomysł wydaje mi się ciekawy zwłaszcza, że ja zużywam kilka-kilkanaście maseczek w płachcie miesięcznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten blog jest bardzo dobry pod względem wyglądu.Na dodatek bardzo dużo ciekawych komentarzy jest.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger