Moja kolorówka z Innisfree - mini recenzje


Moja koleżanka zdziwiła się ostatnio, kiedy wspomniałam coś na temat błyszczyka z Innisfree. Była przekonana, że firma oferuje jedynie produkty do pielęgnacji cery, a nie kolorówkę. Jednak gama ich produktów do makijażu jest bardzo szeroka i obejmuje nawet makijaż włosów (pisałam ostatnio o moim żelu barwiącym odrosty). Dlatego dziś pokażę Wam te kila sztuk kolorówki Innisfree, którą posiadam wraz z krótkim opisem.





Oto cała moja wesoła gromadka! Mam wszystkiego po trochu: 1 podkład i 2 pudry, cień i tusz do rzęs, 3 produkty do ust.




Zacznę od pojedynczego cienia w kolorze nr 23 - czyli ciepłej brzoskwini delikatnie połyskującej na złoto. Cień ten kupiłam na próbę, bo generalnie przy moich głęboko osadzonych oczach, opadającej i tłustej powiece nie używam cieni w ogóle, ale chciałam sprawdzić, czy może te koreańskie są bardziej wytrzymałe? Nie są - bez bazy kolor szybko traci intensywność i w połowie dnia cień znika z powieki (za to pojawia się jako pomarańczowy wałeczek w jej załamaniu). Dlatego nie zamierzam już więcej próbować z cieniami.

Podobnie rzecz ma się z ciekawym produktem, jakim jest kredka do konturowania powieki. Ma ona nietypowy, płaski kształt, jest bardzo miękka i służy do wyrysowania załamania powieki, którego Koreanki nie posiadają (oczywiście te, które jeszcze nie zrobiły operacji plastycznej). Myślałam, że u mnie posłuży do podkreślania kącika oka i również załamania powieki, ale podobnie jak z cieniem - szybko znika i zbiera się w załamaniu powieki. Oba te produkty na pewno lepiej trzymałyby się na bazie do cieni, ale od kiedy wyrzuciłam ostatnią (baza z Kiko Milano, naprawdę dobra!) nie kupuję już nowej, bo nie mam cierpliwości do moich oczu i cieni.





Na zdjęciach brakuje kredki do oczu Auto Liner w kolorze ciemno brązowym. Okazała się tak beznadziejna, że dawno temu ją wyrzuciłam. System automatycznego ostrzenia kredki nie zdawał w ogóle egzaminu, po miesiącu od rozpoczęcia używania kredka wyschła i zrobiła się tak twarda, że nie dało się nią rysować. Zdecydowanie jeden z najgorszych zakupów nie tylko w Innisfree, ale w ogóle w Korei.



Kolejny produkt do makijażu oczu to tusz do rzęs z linii Skinny Microcara. Z kilku dostępnych wersji wybrałam Volumecara - pogrubiającą. Bardzo ciekawiło mnie, jak te malutkie szczoteczki dadzą radę, bo producent oczywiście podkreśla łatwość użytkowania i dotarcia nią nawet do najkrótszych rzęs. Dla porównania zdjęcia zrobiłam z tuszem Miss Sporty (totalny niewypał) i widać na nich, jak mało jest tuszu Innisfree (tylko 3,5g) oraz o ile mniejsza i cieńsza jest szczoteczka. Jednak okazało się, że to nie rozmiar ma znaczenie i z tuszu Skinny jestem bardzo zadowolona! Dobrze pogrubia i naturalnie wydłuża rzęsy, maluje się nim bardzo komfortowo, nie osypuje się, łatwo się zmywa - jest to zdecydowanie najlepsza z moich 3 koreańskich maskar!





Z makijażu ust najsłabszy okazał się błyszczyk Lip Gloss w kolorze G2. Kolor to delikatny, naturalny róż z niewielkimi, połyskującymi drobinkami, dziewczęcy i spokojny. Do plusów mogę zaliczyć wygodny aplikator i fakt, że włosy nie przylepiają się pomalowanych ust. Jednak błyszczyk nie jest produktem trwałym - zostawia ślady na kubkach i schodzi sam z siebie gdzieś po ok. 1-2 godzinach, dlatego nie polecam.

Znacznie trwalszy okazał się balsam Glow Tint Lip Balm kolor nr 2 - myślałam, że jako balsam barwiący będzie dawał bardzo łagodny kolor, który szybko zniknie, ale jest wręcz przeciwnie - kolor jest delikatny jedynie jeśli przejadę balsamem po ustach tylko raz, ale już 2-3 warstwy dają konkretny róż, który utrzymuje się kilka godzin! Idealne połączenie długotrwałego tintu z pielęgnującym balsamem. Super produkt i szkoda, że ten odcień różu niezbyt mi pasuje, więc używam go dość rzadko.

Mój ulubieniec z tej trójki to Vivid Creamy Tint - kremowy tint w korze nr 12. Bardzo komfortowo się nim maluje, ma wygodny, krótki aplikator, lubię jego kremową konsystencję, dzięki której nie rozlewa się poza kontur ust, ładnie pachnie, a kolor jest żywy i długo się trzyma na ustach. Ulubieniec!


Od lewej: tint, błyszczyk, balsam

Od lewej: błyszczyk, balsam, tint


Podkład Smart Foundation w wersji Long Lasting, kolor 21, stoi na półce trochę zapomniany, bo ostatnio używam głównie podkładu w poduszce. Mimo to podkład lubię, zasługuje na nazwę long lasting, bo długo się utrzymuje na twarzy, jest lekki, nie ciemnieje, ma żółte tony, średnie krycie, z czego akurat jestem zadowolona, bo wygląda naturalnie. Na zdjęciu dla porównania kolor cushion'u mojej córki - Innisfree Long Wear Cover, też w kolorze 21, który przy tym podkładzie wypadł nieco jaśniej i mniej żółto.



po lewej: podkład, po prawej: cushion



Dwa ostatnie kosmetyki to pudry do twarzy. No-sebum Mineral Powder to bardzo popularny puder matujący, jeden ze światowych bestsellerów Innisfree. Ten puder mam w wersji sypkiej, biały proszek jest całkowicie niewidoczny na twarzy, matuje przez kilka godzin, idealnie sprawdza się też na powiekach oraz jako suchy szampon! Mineral UV Whitening Pact SPF50+ PA+++ to puder prasowany, w poręcznym pudełku z lusterkiem, którego ze względu na wygodę częściej używam i noszę przy sobie. Ten puder matuje równie dobrze, jego kolor (nr 2) to neutralny beż, delikatnie rozjaśnia i wyrównuje koloryt cery. Podkład ma wysoki filtr UV, ale oczywiście nie polecam stosować go jako jedynego produktu z filtrem, a tylko jako dodatek. Idealny do torebki, do poprawek w ciągu dnia.






Podsumowując - produkty są dość nierówne, niektóre naprawdę dobre, inne w porządku, a i jeden beznadziejny się trafił. Moja fascynacja kosmetykami Innisfree wygasła po pierwszym roku, kiedy to spróbowałam wielu produktów i na bazie własnych doświadczeń zgadzam się z ogólnie panującą opinią, że Innisfree to taka typowa porządna firma, ich kosmetyki raczej nie powinny nikomu zaszkodzić (chyba, że ktoś ma alergię lub bardzo wrażliwą skórę), ale również nie zrobią wielkiego Wow. A do moich makijażowych ulubieńców zaliczam tusz, oba pudry i kremowy tint.


Używacie koreańskich produktów do makijażu? Macie jakieś sprawdzone kosmetyki, a może niewypały? Dajcie znać w komentarzach, ciekawa jestem Waszej opinii!


Pozdrowienia!
Magda




10 komentarzy:

  1. Fajny post, bo właśnie zastanawiałam się jak mają się kosmetyki kolorowe z InnisFree. Ja ogólnie uwielbiam tą markę! Zwłaszcza maseczki do twarzy w płachcie i krem do oczu z orchidei- fenomen <3 Jakkolwiek trafił mi się jeden dziwny produkt, krem do twarzy z jeju volcanic jasnoniebieski i jakoś on tak pozostawia moją skórę nienawilżoną, ale tym samym dziwnie tłustą... nie bardzo się dogadaliśmy ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię ich maseczki, wybór jest naprawdę ogromny, a o kremie pod oczy z orchideą czytałam wiele pozytywnych opinii!

      Usuń
  2. Ja już w ogóle nie próbuję koreańskich cieni do powiek, bo próbowałam dwie paletki i na obu się zawiodłam pod względem pigmentacji. Ale rozumiem, że nie kładą takiego nacisku na cienie :) Uwielbiam za to ich eyelinery, tusze do rzęs, oczywiście kremy BB i produkty do ust :) Z Innisfree mam ten błyszczyko-sztyft i bardzo go lubię :) Muszę spróbować pudru no-sebum! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja cieni nie używam, ale od wielu osób słyszałam opinie, że te koreańskie mają słabą pigmentację w porównaniu do naszych! A puder No-sebum polecam - na lato jak znalazł!

      Usuń
  3. Z tego co kojarzę Innisfree ma jedne z lepszych składów w koreańskich kosmetykach. Ogólnie ja lubię ten sypki puder, bo u mnie utrwala makijaż na wiele godzin, nawet w lecie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie ma takich super składów - powiedziałabym, że są tak po środku - ani nie są marką w 100% naturalną, ale też nie są to jakieś słabe, pełne chemii i wypełniaczy produkty.

      Usuń
  4. Tak jak napisałaś - firma jak każda inna. Są i kity i hity :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mimo to na tyle bezpieczna, że polecałabym zacząć od niej przygodę z koreańskimi produktami, a nie od innych, tańszych i bardziej kolorowych ;)

      Usuń
  5. Bardzo polubiłam ten puder no-sebum :) A tusz zabawny, taka tyci tyci szczoteczka :) Ale z drugiej strony, nie lubię takich wielkich, więc możliwe, że i ja bym się polubiła z nią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie lubisz tych dużych szczotek - to na pewno :)

      Usuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger