Tygodniowa wycieczka do Indii (dużo zdjęć)


Wykorzystując tygodniową przerwę w szkole w związku z tzw. Chińskim Nowym Rokiem (w Korei nazywa się on Lunar New Year) wyjechaliśmy na wycieczkę. W wyborze kierunku pomogło nam szkolenie mojego męża w Indiach, które odbywało się na tydzień przed tym świętem. Postanowiliśmy, że ja z dzieciakami dolecimy do Delhi w piątek po ostatnich lekcjach i wszyscy razem spędzimy tydzień zwiedzając Rajasthan, jeden z bardziej turystycznych stanów Indii, znany z pięknych pałaców i fortów. Jest to mój powrót do Indii po 3 latach oraz pierwsza wizyta na północy kraju, bo dotychczas odwiedzałam jedynie południe, głównie Chennai. Zapraszam Was na relację fotograficzną z tego wyjazdu!





Nasz plan był ambitny i obejmował Delhi, Agrę z Taj Mahal oraz najbardziej znane miasta Rajasthanu, czyli Jaipur, Jodhpur i Udaipur, oraz Ajmer i Pushkar. Korzystając z pociągów lub autobusów, a nawet samolotów, nie byłoby możliwe odwiedzić wszystkie te miasta w przeciągu tygodnia, więc zdecydowaliśmy się na wynajem samochodu. I tu ciekawostka - w Indiach wynajmuje się samochód z kierowcą! Po tygodniu spędzonym w podróży wcale się temu nie dziwię - szalony ruch miejski, setki motorków i riksz, brak kierunkowskazów, krowy i psy na środku jezdni, ciężarówki jadące pod prąd na drodze ekspresowej - to wszystko ogarnie jedynie kierowca Hindus. Spaliśmy w niedrogich quest house'ach lub hotelikach, ale gdybym miała wybierać jeszcze raz, zdecydowanie postawiłabym na nieco droższe hotele, bo jakość łazienek i czystość ręczników pozostawiała często wiele do życzenia!


Taj Mahal, Agra

Niewątpliwie Taj Mahal jest najbardziej znanym zabytkiem w Indiach! To mauzoleum, które wybudował muzułmański władca Szahdżahan po śmierci swojej ukochanej drugiej żony Mumtaz Mahal. Żonę musiał kochać bardzo, bo właściwie non-stop była w ciąży, a zmarła rodząc 14-te dziecko. Po dalsze ciekawostki odsyłam Was do Wikipedii (klik), a od siebie dodam, że mimo, iż jest to miejsce tak znane i tak turystyczne, to wciąż robi wrażenie i na pewno warto je zobaczyć! Biały marmur najpiękniej wygląda o świcie i wtedy też jest nieco mniej turystów.


Wejście przez bramę - pierwszy widok na Taj Mahal






A teraz mała kosmetyczna ciekawostka :) Biały marmur Taj Mahal robi się coraz bardziej brudny i żółty, ze względu na zanieczyszczenie powietrza i natłok turystów, więc dostanie odmładzającą maseczkę! Zewnętrzne ściany budowli zostaną obłożone glinkową maseczką z Fuller's earth, dokładnie taką samą jak np. glinka w maseczce do twarzy HESH Multani Mati. Okazuje się, że Fuller's earth ma właściwości rozjaśniające i oczyszczające nie tylko cerę, ale również marmur!




Wielki Meczet w Fatehpur Sikri

Miasto zbudowane w XVIw. przez mongolskiego władcę Agbara, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, okazało się warte odwiedzenia. Wielki Meczet rzeczywiście jest wielki, a szczególnie piękne są bramy prowadzące na jego dziedziniec oraz grobowiec sufickiego pustelnika, wykonany z białego marmuru. Do tego grobowca zjeżdżają wierzący z całego świata, aby modlić się o posiadanie dzieci. 












Meczet w Ajmerze i przejażdżka na wielbłądzie

Nasz kolejny przystanek to zupełnie nieturystyczne miasto Ajmer, z następnym ciekawym meczetem. Jest on mniejszy, ale bardzo kolorowy i gwarny, przypomina raczej ogrodzone miasteczko z ciasnymi uliczkami. Z Ajmeru pojechaliśmy do miejscowości Pushkar, której największą atrakcją są wycieczki na wielbłądach po okolicznych półpustynnych terenach. Nasza wycieczka trwała ok. 2,5 godz i przyznaję, że pewne części ciała trochę później bolały :)



 

Mój widok z góry. Wielbłąd jest bardzo wysoki!






Udajpur

ze względu na swoje jeziora nazywany jest Wenecją Wschodu lub Miastem Jezior. Jest to bardzo turystyczne miejsce, pełne zabytków i świątyń, ale też małych kafejek, sklepików i restauracji na dachach budynków. Najwspanialsza budowla to pałac miejski, który góruje nad miastem i wieczorem jest pięknie oświetlony. 

Śniadanie z widokiem





 


Mehendi mojej córki


Jodhpur

To kolejne miasto z pięknymi świątyniami i pałacami, ale największe wrażenie robi górujący nad nim wielki fort. Dopiero z fortu widać, że pewna część budynków pomalowana jest na niebiesko i stąd miasto otrzymało przydomek Blue City. 




Siedzisko na słonia, oczywiście dla maharadży

Sukienka maharadży

Sala do imrez

Blue City



Jajpur

to już ostatnie miasto na naszej trasie! Oczywiście co w nim jest? Piękne świątynie, pałace i forty :) Trochę już mieliśmy dosyć, ale trzeba przyznać, że zarówno Amber Fort, jak i pałac maharadży robią wrażenie!



Marmurowa wanna dla żon maharadży (miał ich 12)

Piękna mozaika z malutkich lusterek

Wszechobecna w Indiach swastyka - symbol szczęścia i pomyślności

Na górę do fortu można wjechać na słoniu, wjeżdżali i turyści zagraniczni, i lokalni

Żal nam było tych biednych słoni i wdrapaliśmy się na własnych nogach

Piękny Palace of Winds, ale widoczny tylko z zatłoczonej ulicy :(

 I jeszcze obowiązkowe ;) odwiedziny w warsztatach z biżuterią i produkcją kolorowych materiałów:

Panowie szlifują kamienie szlachetne




ALE

Wszystkie te miejsca są przepiękne i warte zobaczenia, budowle zachwycają wielkością, kunsztem wykonania oraz ilością ozdób, ale trzeba pamiętać, że poza pięknymi pałacami pełnymi turystów toczy się normalne życie. I tu Indie Północne nie różnią się wcale tak bardzo od poznanego przeze mnie Chennai: dużo biedy, bezdomnych i żebraków, brudno, wszędzie pełno śmieci, krowy, psy i ich kupy, panowie bez żenady sikający na murki przy chodniku, śmierdzi. Jako biali turyści traktowani byliśmy oczywiście jak chodzące worki pieniędzy i nagabywani przez stada dzieciaków o pieniądze, co w wielu krajach jest normalne, ale np. Jodhpurze zrobiło się mało przyjemnie kiedy lokalne dzieciaki obrzucały nas balonami z wodą, a moją córkę próbowali obmacywać. Dlatego mimo całego piękna, pysznego jedzenia, kolorowych ubrań, wielu znajomych mieszkających w Indiach - ja nie potrafię się do nich przekonać. Mówi się, że Indie wywołują skrajne emocje i albo je się kocha, albo nienawidzi. Ja nie mam aż tak skrajnych odczuć, na pewno nie nienawidzę, ale skoro zobaczyłam już Taj Mahal, wracać nie planuję. Absolutnie nie chcę Was zniechęcać, ten kraj jest tak inny od naszego, że trzeba go zobaczyć, żeby wyrobić sobie własną opinię. Muszę uczciwie dodać, że dodatkowo mogła mnie zniechęcić książka Pauliny Wilk "Lalki w ogniu", którą czytałam w czasie moich wyjazdów do Chennai i wiele rzeczy w niej opisanych widziałam, albo słyszałam od znajomych. Książka bardzo mnie zdołowała, ale uważam, że powinni ją przeczytać wszyscy interesujący się Indiami!



Tym razem nie zrobiłam żadnych zakupów kosmetycznych, przywieźliśmy jedynie herbaty i przyprawy, ale jeśli macie ochotę zobaczyć jak szalałam w Indiach kilka lat temu - zerknijcie tutaj (klik). Jeśli macie ochotę poczytać o tym, co robiłam w Chennai - kliknijcie tu.



Wszystkim wytrwałym dziękuję za uwagę i obiecuję, że to już ostatnie zdjęcia :)


Buziaki!

Magda






Produkcja soku z trzciny cukrowej

Take out w gazecie :)






Nasza trasa:



8 komentarzy:

  1. Chciałabym pojechać do Indii - zobaczyć choćby Tal Mahaj ;) Oraz innych kilka pięknych miejsc.. ale tak jak piszesz Indie, mają dwie twarze - ta druga niebezpieczna, niestety też odstrasza..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, może kiedyś trafi się jakaś dobra okazja do wyjazdu! A o tej drugiej twarzy Indii trzeba po prostu zawsze pamiętać i mieć oczy dookoła głowy!

      Usuń
  2. Dziękuję za relację. Mnie Indie nie ciągną - jestem pod dość obszernej lekturze i oglądaniu reportaży. TO straszne, że tak przepiękny kraj ma tak strasznie brudną drugą twarz. Obawiam się, że nie dałabym rady psychicznie po prostu. Tym bardziej jestem wdzięczna za Twoją relację Kociamberku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie już też zupełnie nie ciągną - jedynie Taj Mahal był na mojej liście miejsc do zobaczenia. Najgorsza jest ta wszędzie widoczna bieda i świadomość, że bardzo ciężko coś z tym zrobić...

      Usuń
  3. Przepiękne budowle, architektura oraz kolory :) O Indiach mało co wiemy bo nawet nie wspomina się o tym kraju w tv. Bieda robi swoje. Cieszę się, że nie poparłaś takiego wykorzystywania słoni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To racja, bo jeśli pojawia się jakaś informacja o Indiach, to często jest negatywna (gwałty) i utrwala stereotypy.

      Usuń
  4. Do Indii nigdy mnie nie ciągnęło, ani nie ciągnie. Chyba za dużo się nasłyszałam, naoglądałam o tym kraju. Ale doceniam smaczki w postaci pięknych pałaców i kuchni :).

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie, tak szczerze, w ogóle nie ciągnie do Azji - ta inność sprawia, że boję się, że bym się tam nie odnalazła. Choćby nawet kulinarnie :D Choć czytam i oglądam z przyjemnością :)
    Ale za to wpis przeczytałam z dużą przyjemnością, a sporo widziałam na Stories. Z tym obmacywaniem i balonami to coś strasznego :( Niemniej jednak widoki piękne! A ciekawostka z glinką świetna!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger