4 x 23 kg, czyli nasze polskie zakupy


Uff, wróciliśmy. Po miesiącu spędzonym w Polsce przyjechaliśmy do Seulu wioząc walizy wypełnione po brzegi, każda ważyła przepisowe 23kg (limit w PLL LOT). Jesteście ciekawi, co przywozimy z Polski i za czym najbardziej tęsknimy mieszkając w Korei?


Oczywiście jest to nasze polskie jedzenie! I nie ma znaczenia, że koreańska kuchnia bardzo nam smakuje, chodzi raczej o dodatki oraz dania na śniadania lub kolacje. W Korei nie jada się np. kanapek, tutaj chleb zastąpiony jest ryżem, który wiele osób je na okrągło, przez cały dzień. W sklepach można dostać chleb tostowy, w piekarniach jest bardzo drogi chleb przypominający nasz polski, ale gorzej z dobrą szynką (nie mylić z popularną mielonką) lub serem białym i żółtym. Nie twierdzę oczywiście, że tego wszystkiego nie ma, ale jest albo drogo, albo wybór jest ograniczony, albo trzeba jechać gdzieś daleko, miód smakuje jakby był rozwodniony wodą z cukrem, a dżemy są bardzo przesłodzone. Dlatego nasze walizki wypełnione były przede wszystkim różnymi rodzajami paczkowanych wędlin, serów, kabanosami, powidłami śliwkowymi, itp, itd, a mój mąż przydźwigał nawet kilka kg mąki razowej do pieczenia chleba :)


Druga ważna rzecz to buty - ja z numerem 40 i moja córka z 40,5 mamy marne szanse na zakup butów w Korei, bo tu w zwykłym obuwniczym rozmiarówka kończy się zazwyczaj na 39 (można kupić buty sportowe w sklepach firmowych typu Nike czy Adidas, lub buty w H&M lub Zarze). Dlatego wizyta w Polsce to koniecznie zakup potrzebnych butów, a przy okazji dzieci naciągają mnie na jakieś nowe ubrania :)


W punkcie trzecim zaczynamy zbliżać się do kosmetyków, bo kolejne zapasy, jakie zawsze robimy w Polsce dotyczą... dezodorantów! Tak, przywozimy nasze ulubione marki, bo w Korei można spotkać deo z Nivei lub Bourjois i może jeszcze jakąś lokalną markę i to by było na tyle. Podobno Rexona dostępna jest w jednej z sieci marketów, ale akurat ich sklepów nie ma u mnie w pobliżu. Ceny zwykłej Nivei zazwyczaj oscylują ok. 35zł bez promocji. A wszystko dlatego, że Koreańczycy pocą się znacznie mniej niż my, lub wcale i nie potrzebują tak często używać dezodorantów, więc i wybór w sklepach jest mały. Jednak tego lata kilka popularnych firm np. Skinfood czy Innisfree wypuściło deo w sztyfcie, będę musiała wypróbować.


Naiwnie planowałam, że nie kupię żadnych kosmetyków w Polsce, ale kiedy wybrałam się do Rossmanna po dezodoranty, to oczywiście do koszyka wpadło kilka innych rzeczy (tych wizyt w Rossmannie było kilka, szczerze mówiąc ;)). Dla Was nie jest to pewnie nic nowego, ani ekscytującego, ale ja postanowiłam wypróbować takie ciekawostki, jak:

  • wygładzający balsam do ciała Koncentrat Detox z kwasami AHA od Venus Body Care, 
  • polecany przez Idalię suchy olejek do ciała z Garniera, 
  • maseczki węglowe z AA, bardzo fajne dla cer tłustych,
  • kremy do dłoni i stóp: polecane przez wszystkich czerwone Evree i Fusswohl z łojem jelenia, którego nie znam (nie ma już Isany z mocznikiem?),
  • cień Color Tattoo - bo akurat był na promocji - ale kolor Creme de Rose okazał się praktycznie niewidoczny na mojej powiece,
  • klasyk - szampon Alterra z papają,
  • klasyk - gąbeczki Calypso,
  • kremy oliwkowe z Ziaji - są świetne w roli kremów do rąk!




Na Allegro zamówiłam sobie bestsellerowy tonik z kwasem migdałowym z Norel Dr Wilsz, o którym było głośno w blogosferze w zeszłym roku, ale jakoś nigdy nie udało mi się go kupić. Przy okazji (były małe problemy z dostawą) dostałam od sprzedawcy niezłą ilość próbek.




W sklepie iwos.pl kupiłam:

  • maskę enzymatyczną z Ava polecaną na wielu blogach,
  • tonik z czystka z popularnej ostatnio firmy Bioline - coraz więcej tych ładnych buteleczek widzę na Instagramie,
  • miałam wypróbować Vianek, ale w końcu z sentymentu wzięłam żel rumiankowy z Sylveco, bo bardzo miło go wspominam,
  • kwas mlekowy służy do przygotowywania samodzielnie peelingów kwasowych, mam zamiar zimą podziałać trochę mocniej na moją skórę.




A w starej dobrej Biochemii Urody (od tego sklepu zaczynałam kilka lat temu moją przygodę ze świadomym dbaniem o cerę) zamówiłam dwie ciekawostki:

  • kwasowy Booster BHA/LA 5% - czyli kolejny produkt na zimę, to coś w rodzaju kwasowego serum, nieco mocniejsze niż mój ulubieniec z Cosrx, 
  • odmładzający Booster jedwabisty C25+Q10 - czyli ciekawy produkt z witaminą C o wysokim stężeniu, bezwodny, w formie gładkiej pasty. Trochę zmęczyło mnie klejące serum OST C20, więc ciekawa jestem tego produktu.




Wśród moich zakupów nie mogło zabraknąć ochrony przeciwsłonecznej - kupiłam swój ulubiony Anthelios XL SPF50+ fluid do twarzy oraz mgiełkę Anthelios XL SPF50 przeciwko błyszczeniu się skóry, której jestem bardzo ciekawa! Przy okazji do koszyka wrzuciłam Effaclar Duo (+), bo na wyjeździe potrzebowałam kosmetyku regulującego do cery tłustej, a nic takiego nie zabrałam ze sobą. Zarejestrowałam się też na stronie LRP i otrzymałam dwa plastry do kontroli ilości promieniowania UV. Plasterki te nalepia się na skórze w widocznym miejscu, a do odczytu informacji potrzebna jest specjalna aplikacja na telefon. Więcej informacji na stronie producenta - klik.






Ostatnia nowość u mnie (przywieziona z Niemiec przez siostrę), to olejek do demakijażu Balea, który gorąco polecała moja znajoma. Składowo i cenowo wypada znacznie lepiej niż olejki koreańskie, więc jestem ciekawa, jak będzie się spisywał w praktyce.




Aaa i jeszcze Agnieszka z bloga Kosmetyki z mojej półki była tak kochana i dała mi swój egzemplarz książki Skóra, azjatycka pielęgnacja po polsku. Mimo, że przeczytałam wiele recenzji, to i tak z ciekawością sięgnęłam po tę pozycję. Jestem teraz w połowie czytania i widzę, że raczej nic mnie w niej nie zaskakuje, ale dobrze przypomnieć sobie niektóre rzeczy i usystematyzować wiedzę. Dzięki Aga!



Tak przy okazji - wrzucę jeszcze moje kosmetyczne zużycia podczas wizyty w Polsce. Jak widzicie podczas wyjazdów korzystam głównie z saszetek i małych pojemności, a tego akurat w Korei nie brakuje. Jeśli macie jakieś pytania do poszczególnych produktów, piszcie śmiało w komentarzach.





Podsumowując - przywieźliśmy dużo wszystkiego, ale było warto! Kosmetycznie skupiłam się na kwasach, bo kosmetyków z nimi jest w Korei stosunkowo niewiele, a moja skóra bardzo je lubi. Kremy do dłoni/stóp czy balsamy do ciała, też są lepsze w Polsce (jakościowo i cenowo) niż w Korei. Teraz muszę tylko zaplanować, w jaki sposób 'upchnąć' to wszystko w mojej pielęgnacji ;)


Pozdrowienia,
Magda


31 komentarzy:

  1. Też mam 40 stkę w sensie stopę (w zasadzie od wczoraj również mam tyle lat! o rany, rany! może to coś znaczny;)
    Ale dziwne z tym deo ...ciekawe czemu się mniej pocą? Myślisz że dlatego, że piją dużo herbaty ? czy to w Japonii?
    Ty wiesz, że ja się jakoś kwasów obawiam - stare to i durne :)
    Fajne nowości, życzę Ci żeby nic nie zawiodło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To stóweczka! Witaj w gronie fajnych babek z czwórką na początku ;)))
      A to pocenie, to podobno genetyczne jakieś i to rzeczywiście prawda, a nie miejska legenda, bo mój mąż wypytywał znajomych w pracy i nikt nie używa deo (i nie czuć tego :))

      Usuń
  2. Wow niezłe bagaże i bogata zawartość walizek. Fajnie, że pomimo tylu ciekawych kosmetyków azjatyckich, które masz na wyciągnięciu ręki nie zapominasz o naszych kosmetykach tych Rossmannowskich i tych innych, miłego używania i do zobaczenia...mam nadzieję, buźka pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie wiem jak się zmieściliście w tak małym limicie wagowym :DDD
    Interesujące z tym poceniem się, czy raczej nie poceniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nas to zdziwiło - jak ich organizm sobie radzi latem podczas dużych upałów i wysokiej wilgotności?

      Usuń
    2. Poca sie, poca, ale to kamufluja. Widzialam takie same wkladki jak i u nas, wyglada to cos takiego jak maly padding tak jak do biustonosza, ale wklada sie to pod pachy, zeby nasiakalo potem.
      I widzialam, jak tam bylam, ze tak jak i u nas, kroluja dezodoranty w sprayu. Macie tez tam te mokre "chusteczki", ktore wygladaja jak mokre chusteczki do rak, ale te sa do ciala i nasaczone substancjami przeciwpotnymi i zapachowymi. I wycieraja sie tymi chusteczkami za kazdym razem jak ida do toalety.
      Przynajmniej tak to widzialam, jak tam bylam 4 lata temu. U nas jest bardzo podobnie. Choc pojawily sie juz dezodoranty z kulce lokalnych marek.

      Usuń
    3. Myślisz, że się pocą, ale wstydzą się przyznać? Wcale bym się nie zdziwiła :) Koleżanki w pracy mojego męża twierdzą, że deo używają jedynie gorącym latem albo w bardzo stresujących sytuacjach. Niestety wybór dezodorantów w sprayu nie jest za duży, w porównaniu do Polski - jest słabo. A te chusteczki, o których piszesz, też używam, zawierają po prostu puder, więc to takie tylko lekkie kamuflowanie :/

      Usuń
  4. Nieźle z tymi butami :D Ja noszę normalnie 36 i to jeszcze czasem bywa za tęgie albo za duże, a jak kiedyś zamawiałam jakieś japonki na ebay z Azji (z Chin chyba) to wyszło mi, że powinnam brać 38. I są idealne xD Ceny oraz dostępność dezodorantów i antyperspirantów też mnie lekko zszokowały ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koreanki są drobne i niewysokie, to i stopy mają małe. A z deo wszędzie jest jedynie Nivea, ale nie dość, że jakoś nie przepadam za ich dezodorantami, to jeszcze nie chcę przepłacać 3,5x !

      Usuń
  5. A próbowałaś kosmetyków z "Mydlarni u Franciszka"?
    Ja swoją przygodę z naturalnymi kosmetykami zaczęłam tam :D kocham ich musy do kąpieli i olejki po których nie trzeba już niczym smarować ciała bo wychodzisz z wanny albo z pod prysznica pachnąca i "natłuszczona" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach to dodawanie komentarzy...chciałam jeszcze dopisać, że niestety ceny tam są nie za niskie ale odkąd przeszłam na pielęgnacje ciała i twarzy "od nich" zmniejszyły się moje problemy z wypryskami i moja skóra przeszła totalny detox po używaniu zwykłych zapychaczy sklepowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, chociaż nie miałam akurat nic do kapieli. Szorowałam sie za to ich rękawicą Kesa i szczotką do ciała oraz uwielbiałam mydło Savon Noir w wersji eukaliptusowej - świetne dla tłustej cery!

      Usuń
    2. Taa...to szczotka o którą moje ciało ponownie się prosi :) ale w ciąży tak ciężko zmotywować się do takich rzeczy :)

      Usuń
  7. Nie miałam pojęcia że z jedzeniem czy butami ba nawet deo jest taka lipna sytuacja u Was ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne zakupy poczyniłaś, niech Ci dobrze służą :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ileż oni zaoszczędzą pieniędzy na dezodorantach :D zakupy boskie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przecież wiadomo, że nie można opuścić Polski, a nawet Europy, bez stosownych zakupów :D
    Ciekawe, jak się u Ciebie sprawdzi tonik Norela. Ja go nie miałam, mimo że już kilka Noreli przetestowałam. Mam nadzieję, że za jakiś czas zatęsknisz za Polską (lub pokończą Ci się polskie zapasy :P) i znowu nas odwiedzisz. Tym razem nie zamierzam zapisywać się na żadne głupie warsztaty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za Polską zatęsknimy, jak tylko skończą się wszystkie przywiezione szynki i sery ;)))

      Usuń
  11. Kurcze, kiepsko macie z butami. Moja mama na rozmiar 41 i nawet u nas czasami ma problem, żeby znaleźć coś mądrego.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo, że mieszkam w UK i jest to nadal Europa, to i tak za każdym w razem podczas pobytu w PL kompletuję kilka paczek różności. Przestałam napychać walizki z wygody i lenistwa (wolę wysłać :D), ale nie zmienia to faktu, że tak zwyczajnie na co dzień brakuje niektórych rzeczy i nie wszystko można zamówić przez Internet :/

    Kupiłam książkę "Skóra, azjatycka pielęgnacja po polsku" przede wszystkim przez wzgląd na Autorkę, bo choć nie zawiera odkrywczych treści, tak to dzięki Jej wiedzy wkraczałam w świat pielęgnacji ponad 15 lat temu :D Pani Basia, to prawdziwa legenda w polskim światku urodowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przez sentyment do BU zrobiłam w tym roku u nich zakupy :) Moje pierwsze (beznadziejne) posty na tym blogu dotyczą kosmetyków z BU :)
      A książka mi się podobała i na pewno można ją polecać wszystkim początkującym w świecie dbania o urodę. Ciekawe - nawet gdybym nie wiedziała kto ją napisał, to czytając od razu kojarzyła mi się z BU i ich asortymentem :)

      Usuń
    2. Zdecydowanie masz rację, to jest świetna pozycja dla osób zaczynających swoją przygodę, choć myślę że także dla każdego, kto chce w jakimś stopniu utrwalić posiadaną wiedzę.
      Pamiętam początku BU i te długie okresy oczekiwania na realizację zamówienia. Wszystko wtedy raczkowało :D ale zachęcona wcześniejszymi doświadczenia z forum, które było prowadzone przez Panią Basię weszłam w ten świat. To była fajna przygoda, lecz szybko się przekonałam że to nie jest kierunek jakim będę podążać ;) Za to ciekawa jestem Twoich odczuć odnośnie Boostera C25 + Q10, bo bazuje on na moim ulubionym składniku (etylowanym kwasie askorbinowym), z którego MOC miałam przyjemność poznać podczas używania ELAN z NIOD i obecnie Booster C25 z Hylamide, i tutaj ten drugi preparat wypada nieco słabiej niż ELAN.

      Usuń
    3. Moc jest - każdorazowo po aplikacji czuję lekkie mrowienie/szczypanie (a nie mam wrażliwej skóry) i booster złuszczył mi skórę z brody i nosa. To tyle jeśli chodzi o aspekty widoczne. Wierzę, że skoro szczypie, to jednak działa anty-wolno-rodnikowo gdzieś tam głęboko w skórze i pobudza ten mój stary kolagen ;) Niestety, z rozjaśnieniem przebarwień słabo, nic jeszcze nie widzę w tym temacie.

      Usuń
  13. Nie ma to jak dobry zapas polskich kosmetyków. Fajne ciekawostki napisałaś, oj nie wiem czy ja bym długo wytrzymała bez chleba o ryżu, nie mówiąc o serach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chleb i ser to towary bardzo deficytowe w Korei, ciężko jest wytrzymać!

      Usuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger