Amilie vs Annabelle Minerals - który podkład wybieram?

Pora podsumować moje testowanie mineralnego podkładu do twarzy

Skąd w ogóle pomysł na sypki podkład mineralny? 

W ramach przechodzenia na naturalną pielęgnację postanowiłam nie obciążać skóry twarzy ciężkimi, zapychającymi pory podkładami, a w zamian dać jej naturalność i delikatność minerałów. 






Czyste podkłady mineralne - takie jak Amilie i Annabelle Minerals nie zapychają, nie obciążają, pielęgnują, tworzą naturalny filtr UV, wręcz powodują, że skóra wygląda lepiej. Tyle obietnice producentów, a jak się to sprawdziło u mnie przeczytacie poniżej.


Mój wybór Amilie i Annabelle Minerals oraz zakupy z tym związane opisywałam już w dwóch postach:

Spełniona zachcianka - podkłady mineralne z Amilie oraz Annabelle Minerals

Próbki zakupiłam w internetowych sklepach producentów, wybrałam sobie kolory dość jasne, a z AM wybrałam po jednej próbce z formuły kryjącej i matującej (w Amilie mają tylko formułę kryjącą).

Do plusów testowania Amilie należy zaliczyć możliwość zakupu niewielkiej próbki - nie jest nam żal wydać 2,90zł na torebkę strunową z 0,25g produktu i można pozwolić sobie na zakup kilku kolorów (wybieramy spośród sześciu gam kolorystycznych). Taka torebeczka starczyła mi na tydzień użytkowania i to pozwala spokojnie ocenić produkt. Minusem jest oczywiście trudność w wysypaniu proszku z saszetki - osadza on się w plastikowym zamknięciu i czasem ciężko było mi wysypać odpowiednią ilość.

Cechą samego podkładu jest delikatność - dla jednych wada, dla innych zaleta. Oczywiście jak to przy minerałach możemy stopniować efekt krycia dokładając kolejno cienkie warstwy. Podkład jest raczej suchy, dość pylisty, podkreśla meszek na twarzy, ale jak widać na zdjęciach poniżej, ładnie wtapia się w skórę jeśli weźmiemy pod uwagę kolor. 






Inaczej przedstawia się testowanie Annabelle Minerals. Próbka zawiera 1g produktu i kosztuje 7,50zł, a zapakowana jest w poręczny, plastikowy słoiczek. Większy jest też wybór formuł - matująca, kryjąca, rozświetlająca, a kolory podzielone są na 3 tonacje - beige, natural i golden. 

Sam puder jest bardziej wilgotny, kremowy, zbity w małe granulki i bardziej widoczny na skórze. Trzeba przy nim uważać, aby jednorazowo nie położyć zbyt grubej warstwy, bo zrobi nam z twarzy maskę, ale stosowany umiejętnie daje ładne krycie już za pierwszym razem. Szybko stapia się ze skórą, daje fajny satynowy efekt. 





Oba podkłady nakładałam najczęściej metodą na sucho (bo szybciej) pędzlem flat top, ale zdarzyło mi się i kilka razy zwilżyć pędzel hydrolatem. Nie widziałam wielu różnic w zachowaniu się podkładu w zależności od metody nałożenia, ale Amilie nakładany w ten sposób nie podkreślał tak meszku na twarzy. 

Dla mnie wygodniejszy i przyjemniejszy w użytkowaniu jest Annabelle Minerals i to niego zdecydowałabym się gdyby nie jedna istotna rzecz: trwałość! Na mojej tłustej cerze oba podkłady pięknie matują ok. 2 godz, następne 2 godz. można wytrzymać - ale już po 4 godzinach świecę się przeokrutnie! Do tego podkład spływa z czoła i zbiera mi się w poziomej zmarszczce jaką niestety posiadam - wygląda to okropnie, takie podkładowe ciasto. Zbieram go bibułkami matującymi, co powoduje, że wieczorem przy demakijażu po podkładzie nie ma już śladu. 

Zastanawiałam się nawet, czy to może coś ze mną jest nie tak - wszędzie tylko zachwyty nad minerałkami, a u mnie jakoś nie działają... Zaczęłam się przekopywać przez wszystkie wizażowe i blogowe recenzje. Odetchnęłam z ulgą - co jakiś czas zdarza się recenzja dziewczyny z tłustą cerą, na której minerały w ogóle się nie trzymają. 

Jaki z tego morał? Polecam zakupić próbki, zanim zdecydujecie się na pełne opakowanie, gdyż ich ceny przedstawiają się następująco (swoją drogą uważam, że o bardzo dobre ceny, w porównaniu z minerałami z zagranicy):

Amilie 5g 36zł
AM 4g 30zł lub 10g za 50zł



Wynik mojego testu jest więc taki, że nie kupię żadnego z testowanych podkładów! Wyjęłam z szafki trochę zapomniany Clinique Stay-Matte i od pierwszego użycia widzę różnicę - lekki błysk na czole pojawia się po ok. 5 godz, spokojnie przetrwam dzień z użyciem jednej bibułki matującej.



Próbowałyście minerałów? Zaliczacie się do grupy zwolenniczek?

Dajcie znać, jakie polecacie podkłady matujące. Taka wiedza jest dla mnie zawsze przydatna :)



Pozdrowienia!


21 komentarzy:

  1. Ja jestem zwolenniczką, używam obecnie AM, ale kuszą mnie te z kolorówki z dodatkiem krzemionki i innych składników pomagających przy cerze tłustej i mieszanej - więc może nie skreślaj jeszcze minerałów? :)
    Ja po 4-5 godzinach zaczynam się błyszczeć, co jest w miarę do wytrzymania. Ale minerałki, przynajmniej te co mam teraz, nie do końca sprawdzają mi przy łuszczeniu się skóry (stosuję kwasy na zimę).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podkład z kolorówki, sama kręciłam go w moździerzu :)
      Lepszy jest podkład z AM - ładniej kryje.
      A trwałość mają taką samą, albo trochę słabszą.

      Usuń
    2. I nie zauważyłaś poprawy jeśli chodzi o błyszczenie? Bo w tym pokładałam największą nadzieję...

      Usuń
    3. Nie, byłam bardzo rozczarowana, bo dodatkowo zamówiłam Ronasphere, które nic nie dało

      Usuń
  2. Właśnie się niedawno zastanawiałam, co z Twoimi minerałkami :)
    Mi tam kompletnie nie zależy na macie, podoba mi się rozświetlona skóra (bo też i tłustej nie mam, więc częściej ściągnięcie mnie dopada), i z podkładów jestem noga. Z czasów bardziej tłustoskórych pamiętam, że chwaliłam sobie podkład pharmaceris - pracowałam w salonie, gdzie obowiązkowa była biała odzież (taaak, właśnie w tej sieciówce) i nie brudził mi białych koszulek, a także nie spływał z twarzy przy pomocy suszarki. Miał tez wadę: było go widać na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie -nic z tego nie wyszło. Pharmaceris jest chyba z tych gęściejszych, więc pewnie dlatego widać go było na twarzy.

      Usuń
    2. Ale nie wyglądał jak maska, tyle że ja widziałam, że tam jest. Nikt inny mi nic nie powiedział na ten temat, więc chyba nie było tak źle ;)

      Usuń
  3. Ja robie własne pudry mineralne z kolorówki i je uwielbiam:)

    Zapraszam też na konkurs na moim blogu, do wygrania zestaw hammam: czarne mydło Savon Noir i rękawica Kessa!
    http://madie.randan.pl/konkurs-wygraj-zestaw-hammam-czarne-mydlo-savon-noir-i-rekawice-kessa/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Obecnie testuję AM, niedługo planuję zamówić próbki Amilie. Szkoda, że u Ciebie się nie sprawdziły.
    Mam pytanie: w AM pasuje mi kolor golden fair, golden fairest też OK. Jaki kolorek powinien mi pasować w Amilie? ;)


    Pozdrawiam,
    Marswi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli z AM pasują Ci dwa takie jasne kolory z tonacji ciepłej (golden), to z Amilie najlepszy powinien być Golden Fair i/lub Sesame lub Ivory i Soft Honey. Generalnie dwa najjaśniejsze kolory z ciepłej tonacji, czyli dwa od lewej :) Trzeciego już bym nie polecała, bo najprawdopodobniej okaże się za ciemny.

      Ja co prawda nie testowałam odcieni ciepłych tylko beże i neutralne, ale teraz wyciągnęłam resztki swoich próbek, żeby ocenić kolor i tak bym Ci radziła :)

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo :). Golden Fair w Amilie pewnie będzie zbyt biały (przynajmniej tak wygląda na zdjęciach ;) ) więc zamówię kilka próbek z drugiego rzędu od lewej.


      Pozdrawiam,
      Marswi.

      Usuń
  5. ach, byłam ciekawa. Szkoda, że tak się zachowuje na Twojej skórze,. Ciągle myślałam sobie, że minerały bardziej dla cer tłustych bo jakby nie było to jest proszek...
    Na razie używam bebiki, ale też ostrzę ząbki na jakiś podkład mineralny, tylko nie wiem, czy mi w ogóle taka forma podkładu przypadnie;)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - zawsze się musi trafić taka jedna, której coś nie pasuje :)))
      A na poważnie to też wiązałam z minerałami duże nadzieje. Próbki są fajną sprawą - można sprawdzić "z czym to się je", dobrać kolor i zaoszczędzić kasę na dużym opakowaniu. Sprawdź sobie kilka kolorów na próbkach i ocenisz, czy Ci służą, czy nie.

      Usuń
    2. hahaha
      Bardzo fajną, kiedyś były u nas w Lily Lolo, a jak ostatnio chciałam zakupić to widziałam, że już nie ma:( Ale jak na wiosnę będę w Pl, to bym sobie zamówiła, tylko muszę to zapisać, bo kurcze skleroza galopująca mnie dopada;)

      Usuń
  6. Ja miałam tylko jedną próbkę z Earthnicity minerals, ale przypadła mi ona do gustu:) Uważam, że takie miniaturki kosmetyków są naprawdę super, bo mimo, że mało, mówią wiele o kosmetyku, np. mnie ostatnio strasznie zapchał fluid z vichy. Dobrze, że to była próbka, kosmetyku na pewno nie kupię...

    OdpowiedzUsuń
  7. Kupiłam próbkę Annabel Minerals ale jakoś nie mogę zacząć testowania, jak się sprawdzi, to pewnie zainwestuję w minerały ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że się u Ciebie nie sprawdziły, ja polubiłam zarównie Annabelle (w formule matującej, Golden fairest), jak i Amilie (Sesame) :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A wiesz, że to już nieprawda - odkąd moja cera się uspokoiła i już się tak nie błyszczy, używam Anabelle, bo miałam jeszcze jedną próbkę - kryjący Natural Light - i jestem bardzo zadowolona.
    Chyba będę musiała jakiś update tego posta zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozbawiło mnie pierwsze zdanie :D Ale masz rację, czasem tak jest, że po czasie inaczej coś odczuwamy, wszystko zależy też od stanu cery :) Dodaj jakiś edit i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja wolę markę Earthnicity. Produkty są bardzo wydajne i wyglądają naturalnie na twarzy, nie tworząc efektu maski. Zawsze do nich wracam. Dodatkowo świetnie trzymają się nawet w upał, czy podczas intensywnego dnia.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger