Moje doświadczenia z The Ordinary, 4 mini recenzje


Czy jest jeszcze ktoś, kto nie słyszał o The Ordinary? Mimo, że jest to marka kanadyjska, szybko dotarła i do nas, zyskując całkiem sporą liczbę fanów. Ja też uległam jej czarowi - proste formuły, konkretne stężenia składników aktywnych, apteczny wygląd i niska cena - czego chcieć więcej? Pierwsze zakupy zrobiłam w sklepie stacjonarnym Deciem (firmy matki The Ordinary) w Seulu, drugie online na stronie producenta. Dziś opiszę swoje doświadczenia z czterema pierwszymi produktami, które zaczęłam używać już zimą.




Za pierwszym razem kupiłam te oto 4 buteleczki, mój wybór był przemyślany i poprzedzony długim studiowaniem strony internetowej producenta. Skupiłam się na walce z przebarwieniami i ochronie przeciwko wolnym rodnikom. Do koszyka trafiły więc:

  • Niacinamide 10% + Zinc 1%
  • Alpha Arbutin 2% + HA
  • Alpha Lipolic Acid 5%
  • Ascorbyl Glucoside Solution 12%




Kilka słów à propos opakowań - każdy produkt zapakowany jest w szklaną buteleczkę o pojemności 30ml z pipetą. Naklejka zawiera podstawowe informacje, bez zbędnych ozdobników (w takim samym stylu utrzymane są kartoniki, które wyrzuciłam), całość sprawia profesjonalne, apteczne wrażenie. Na stronie internetowej theordinary.com też dominują biele i szarości, więc cały przekaz jest spójny i czytelny.




Niacinamide 10% + Zinc 1% *
cena 5,90EUR

* każdy nagłówek podlinkowany jest do strony produktu, więc jeśli chcecie poczytać opis producenta, czy przejrzeć skład wystarczy kliknąć

To ciekawe połączenie witaminy B3 z cynkiem ma ograniczyć produkcję sebum i przyspieszyć gojenie niedoskonałości, ale jak zaznacza producent - nie jest to lek na trądzik. Niacynamid to bardzo wszechstronny i dobrze przebadany składnik kosmetyczny, ma działanie m.in. nawilżające, redukujące drobne zmarszczki, antyoksydacyjne, wspomaga walkę z przebarwieniami skóry i nadmierną produkcją sebum. Dodatek cynku wspomaga proces oczyszczania skóry, ściąga nadmiernie rozszerzone pory i zmniejsza skłonność skóry do powstawania zaskórników.

Produkt ma postać bezbarwnego i bezzapachowego, lekkiego żelu, który łatwo nabrać pipetą. Szybko wsiąka w skórę bez pozostawiania klejącej warstwy. Serum stosowałam przede wszystkim rano, ale zdarzało się i wieczorem. Nie rolowało się pod kremem nawilżającym, ani makijażem, więc samą przyjemność stosowania oceniam bardzo pozytywnie. A jak rezultaty? Widoczne, ale bez szaleństwa. Stosowane rano, serum na pewno ograniczało produkcję sebum w ciągu dnia - moja skóra nie świeciła się i nie wymagała dodatkowego przypudrowania. Działanie oczyszczające czy ściągające rozszerzone pory oceniam na 3+ (w szkolnej skali 1 do 6), czyli coś się poprawiło, ale zmiana nie była wielka. Serum nie wpłynęło na koloryt cery, ani na zmarszczki.

Czy kupiłabym ponownie? Raczej nie, chociaż chętnie będę próbować innych kosmetyków z zawartością witaminy B3.




Alpha Arbutin 2% + HA
cena 8,90EUR

To typowe serum rozjaśniające przebarwienia i plamy na skórze, wzbogacone kwasem hialuronowym. Alpha arbutyna działa na zasadzie zahamowania aktywności enzymów, dzięki którym w skórze produkowana jest melanina. Nie tylko ogranicza powstawanie przebarwień, ale jest też skuteczna w rozjaśnianiu już istniejących plam i przebarwień posłonecznych. Zazwyczaj stosowana w stężeniu 1%, tutaj użyto 2%, a dodatek kwasu hialuronowego ma wspomagać jej wchłanianie.

Serum jest bezbarwne i bez zapachu, szybko się wchłania, nie zostawia warstwy na skórze, jest lekkie i przyjemne w użyciu. Po ok. 2 tygodniach co wieczornego stosowania zauważyłam łagodne zmniejszenie ciemnej plamy na policzku, wieloletniej pamiątki po wakacyjnym słońcu, ale niestety to tyle. Buteleczka starczyła mi na ok. 3,5 miesiąca i nawet po jej skończeniu nie zauważyłam żadnych dalszych zmian.

Czy kupiłabym ponownie? Nie, ale muszę uczciwie przyznać, że moje przebarwienie jest już mocno utrwalone przez czas i chyba jedynie mocne peelingi kwasowe lub laser dadzą radę je usunąć.




Alpha Lipolic Acid 5%
cena 6,80EUR

Kwas alfa liponowy jest mocnym antyoksydantem, silniejszym od wit. C, który łatwo przenika do głębszych warstw skóry. Ma działanie przeciwzmarszczkowe (spłyca istniejące i zapobiega powstawaniu nowych zmarszczek), rozjaśniające i zapobiegające przebarwieniom, obkurczające nadmiernie rozszerzone pory, regenerujące. Wspomaga działanie produktów z wit. C i E. Jest silnie działającym składnikiem i zazwyczaj stosowany jest w stężeniu do 2%

To serum ma bardzo krótki skład: 5% stanowi kwas ALA, a pozostałe 95% to propanediol (roślinny glikol, dobra baza do rozpuszczania kwasów). To wpływa na jego konsystencję i zachowanie na skórze - serum jest gęstsze od poprzedników, dość oleiste, jasno-żółte, wolno się wchłania, a po jego aplikacji odczuwam delikatne mrowienie, ale nie jest to nic poważnego i ustępuje po ok. 2 minutach. Niestety mała przyjemność stosowania tego serum powodowała, że nie używałam go tak, jak sugeruje producent (2-3x w tygodniu), a jedynie raz, góra dwa razy na 1-2 tygodnie. Nie widziałam więc żadnych obiecywanych rezultatów, czyli poprawy kolorytu i struktury skóry, więc zniechęcona odstawiłam serum na jakiś czas.

Czy kupiłabym ponownie? Oj nie, ale ponieważ znalazłam mnóstwo pozytywnych recenzji na temat jego działania, postanowiłam dać mu drugą szansę: zaczęłam nakładać mniejszą ilość, na jeszcze lekko wilgotną od tonera cerę, a po kilku minutach wklepuję niewielką ilość lekkiego kremu nawilżającego. W ten sposób całość wchłania się znośnie i mam nadzieję, że osiągnę ten obiecywany glow ;) O rezultatach dam znać w następnym poście z produktami TO.



Ascorbyl Glucoside Solution 12%
cena 12,90EUR

O korzyściach stosowania serum z witaminą C nie muszę chyba pisać, bo jest to składnik znany i często stosowany w kosmetykach. The Ordinary ma w ofercie całkiem niezłą ilość produktów z różnymi formami wit. C, a ja zdecydowałam się na ascorbyl glucoside. Jest to forma rozpuszczalna w wodzie, o wiele bardziej stabilna niż kwas askorbinowy, ale łagodniejsza w działaniu. Oprócz wszystkich zalet serum z wit. C, AGS posiada silniejsze działanie rozjaśniające.

Serum stosuje się bardzo przyjemnie, jest żelowe, szybko się wchłania, nie pozostawiając warstwy. Nie czuć żadnego mrowienia, czy pieczenia po jego użyciu. Niestety, nie widać też żadnych zmian. Dotychczas używałam produktów z kwasem askorbinowym, po których w mniejszym lub większym stopniu widziałam zwiększone napięcie i wygładzenie cery, wyrównanie kolorytu, skóra wyglądała na młodszą. To serum skończyłam i nic - zero efektu, ani napięcia, ani wygładzenia, o wyrównywaniu kolorytu nie wspomnę. Duży zawód!

Czy kupiłabym ponownie? Nie




Podumowanie

Jak widzicie - szału nie było. Wszystkie produkty wybrałam bardzo starannie, na zasadzie odpowiedzi na potrzeby mojej cery, ale niestety nie osiągnęłam oczekiwanych rezultatów. Najlepiej oceniam serum z niacynamidem i mogę je polecić osobom z cerą przetłuszczającą się. Z serum ALA jeszcze powalczę, ono jest bardzo wydajne i wciąż mam go całkiem sporo.

Mimo wszystko, nie dałam za wygraną i zrobiłam drugie zamówienie. Tym razem skusiły mnie nowości zawierające składniki znane z produktów NIOD (to najdroższa marka w portfolio firmy Deciem, a ich produkty są o wiele bardziej wyrafinowane, niż proste The Ordinary), czyli serum Buffet + peptydy miedziowe 1% oraz serum z witaminą C w formie Ethylated Ascorbic Acid. Przy okazji do koszyka wrzuciłam serum z retinolem w skwalanie oraz kwas migdałowy 10%. Aktualnie stosuję Buffet, na recenzję jeszcze za wcześnie, ale zdradzę, że go lubię. Niestety serum z wit. C okazało się bardzo podobne do mojego kwasu ALA - też jest na propanediolu, więc jest równie oleiste i słabo się wchłania. Może cery normalne lub suche się z nim polubią, więc po przylocie do Polski planuję je sprzedać na kosmetycznej grupie na FB. Retinol i kwas migdałowy będę stosować jesienią, więc ich recenzje pojawią się dopiero za kilka miesięcy.





Przy okazji wpisu o The Ordinary nachodzi mnie taka dygresja - czego zabrakło, aby taka marka / firma pojawiła się u nas? Przecież to nie jest nic odkrywczego, od lat działają w Polsce sklepy typu Zrób Sobie Krem, Biochemia Urody, Mazidła, E-naturalne, Eco Spa i pewnie jeszcze wiele innych, których nie znam. Oferują to samo, a nawet więcej - proste receptury, w tym z ekstraktami, kwasami, witaminą C, retinolem, itd. Oczywiście jest różnica - tu trzeba wymieszać ze sobą zawartość kilku fiolek / buteleczek, aby otrzymać gotowy produkt, ale gdyby tak któryś z tych naszych sklepów zaczął sprzedawać swoje zestawy w formie gotowej, miałby lepszą ofertę niż The Ordinary. Czy trzeba było dopiero biznesowego geniuszu (i szczypty szaleństwa) Brandona, założyciela Deciem, żeby rozkręcić na cały świat sprzedaż takich prostych i tanich kosmetyków? Zawsze mam wrażenie, że jest to stracona szansa przynajmniej dla kilku polskich firm i żal mi, że takie The Oridnary nie powstało u nas... A druga myśl to, że na przykładzie The Ordinary można się po prostu dużo nauczyć - nowoczesna strona internetowa, dobre kampanie marketingowe, aktywna obecność w mediach społecznościowych, ciekawe zdjęcia produktów, czy to tak dużo? I mimo całej mojej sympatii do ZSK, Biochemii czy Mazideł - trzeba przyznać, że długa jeszcze droga przed nimi. I pewnie to jest spora część odpowiedzi na moje pierwsze pytanie.


A wracając na ziemię - dajcie znać, czy znacie produkty The Ordinary! Jeśli tak, to który z nich sprawdził się u Was najlepiej? A jeśli nie, to na co macie ochotę z ich oferty? Ja wierzę, że mimo wszystko z moich drugich zakupów będę bardziej zadowolona :)


Pozdrowienia,
Magda

27 komentarzy:

  1. Wszystko na nie, a myślałam, że wszystkie ich kosmetyki są wspaniałe!Miałam dwa ich produkty, z których byłam zadowolona: serum z resveratrolem i kwasem ferulowym oraz serum retinoid 2%, w planach mam zakup Buffetu i peelingu AHA 30% +BHA 2%, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma wspaniałych kosmetyków dla wszystkich :))) A to serum z resveratrolem i kwasem ferulowym dobrze Ci się wchłaniało? Bo ono chyba też jest na propanediolu, o ile dobrze pamiętam!

      Buffet polecam, a peeling AHA też chcę!

      Usuń
  2. Ja dopiero rozpoczynam przygodę z The Ordinary i używam serum z kwasem salicylowym, jak na razie dobrze radzi sobie z nieprzyjaciółmi. Za to w zapasie mam właśnie serum z wit.C oraz z kwasem alfa liponowy ;). Może u mnie lepiej się sprawdzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwas salicylowy to mój ulubieniec :) Mam z nim serum z Cosrx, więc dlatego nie kupowałam go z TO. A które serum z wit. C kupiłaś? Ich oferta jest naprawdę spora!

      Usuń
    2. Dokładnie to samo co Ty ;). Pierwszy raz będę używać serum z wit.C dlatego wolałam wybrać delikatniejszą opcję.

      Usuń
  3. Ja mam tylko serum z cynkiem i B3 i póki co nie umiem nic na jego temat powiedzieć bo dla mnie miesiąc to za krótko aby stwierdzić czy taki preparat działa. Ale ale odkryłaś przede mną coś nowego bo jago stosuje zawsze na noc a Ty tak normalnie na dzień, ze pod podkład? 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jego działanie było dobrze widoczne :) Tak, na dzień pod krem z filtrem. B3 jest świetnym antyoksydantem, więc dodatkowo wspomaga filtry w walce z UV. Ładnie się wchłaniało, nic się nie rolowało. Spróbuj!

      Usuń
  4. Mnie ciekawi ta marka od dawna, ale jakoś nie mam chęci zakupu jeszcze. A próbowałaś Uguisu no fun na to przebarwienie? U Ciebie powinno być lepiej dostępne, bo ja na ebay widzę tylko jeden sklep z tym dziadostwem, a u mnie naprawdę pomogło na przebarwienia z tym, że potem nie mogłam tego kupić, a teraz ma kosmiczną cenę i do tego jest dosłownie na jednej aukcji ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, dzięki! nie znam, zaraz poszukam :)

      Usuń
    2. Ja polecam to w proszku, nie żadne mydła tylko czysty proszek. Mieszasz z wodą na papkę i nakładasz jak maseczkę. Aż sama mam ochotę kupić, ale no :)

      Usuń
  5. Teraz zabilas mi cwieka, bo szykowalam sie na taka kuracje jesienia. Chyba poszukam czegos innego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale kurację czym - kwasem ALA? Myślę, że do niego trzeba mieć specjalne podejście - np. bardzo uważać z ilością (za dużo nigdy się nie wchłonie), aplikować na wilgotną cerę, itp. Poza tym pamiętaj, że ja mam tłustą cerę, która nie "pije" kosmetyków tak, jak np. cera normalna czy sucha. I oczywiście każdy się różni, co nie pasuje mi, może dla Ciebie będzie idealne :)

      Usuń
  6. Najbardziej zaciekawił mnie Alpha Lipolic Acid - może zadziała lepiej przy Twojej nowej metodzie aplikacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką mam właśnie nadzieję, bo ten kwas podobno potrafi czynić cuda :)

      Usuń
  7. Mam podobne przemyślenia do mazideł/zsk itd. Bardzo chętnie bym kupiła gotowe zestawy. Miałam fazę na kręcenie prostych kosmetyków, ale mi przeszło. Lekkie zafiksowanie na punkcie bakterii mnie powstrzymało. Aczkolwiek wszystko robiłam zgodnie z instrukcją i zasadami higieny, ale i tak lekka niepewność we mnie siedziała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby takie E-naturalne albo Biochemia miały gotowe produkty, to niektóre z nich byłyby znacznie ciekawsze niż TO!

      Usuń
  8. to drugie mazidło bym chciała, tak z ciekawości :) w sumie od nich planuję kupić tonik bo narazie mam to 'cudo' pod oczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kofeinę masz na myśli? I jak - zadowolona jesteś? Usuwa opuchliznę / cienie?

      Usuń
  9. Ja nie miałam styczności z tą marką, ale słyszałam masę dobrych rzeczy na jej temat. Chociaż u Ciebie widzę, że nie sprawdziły się tak genialnie, jak wszędzie czytałam :P Mimo wszystko, może kiedyś na coś się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, wielkich efektów u mnie nie było, ale nie wykluczone, że u Ciebie będą!

      Usuń
  10. Ale przecież e-naturalne ma gotowe kosmetyki- mają linię Lynia. Nie ma tego dużo, ale może się rozwiną. Szata graficzna jest fajna. Jeszcze nad marketingiem muszą popracować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za przypomnienie, zapomniałam o tej linii, ale to niestety tylko potwierdza to, co napisałam - przecież ta linia jest na rynku od kilku lat i jest bardzo, bardzo słabo znana...

      Usuń
  11. No to pozamiatane ;) Nie, nie miałam jeszcze styczności z tymi kosmetykami, ale pomimo wielu publikacji na ich temat jakoś mnie nie chwytają za serce.
    Mam co prawda jeden produkt, wygrałam w konkursie u Agaty, ale użyłam go raptem kilka razy, więc trudno mi jednoznacznie polecić. Baza wygładzająca - silikonowa, świetnie wygładza i tuszuje rozszerzone pory, ale boję się, że stosowana codziennie zapcha mi skórę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie chwytają Cię za serce, to nic na siłę! A silikonów nie musisz się obawiać, są w każdym podkładzie czy kremie BB, najważniejsze to je dobrze usunąć wieczorem!

      Usuń
  12. Coś tam jednak zdziałały, i za to wielki plus. Może trzeb zużyć więcej niż jedno opakowanie, żeby efekt był naprawdę wielki? Najbardziej podoba mi się serum z cynkiem, u mnie mogłoby się sprawdzić.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki za szczerą recenzję. Wiadomo że nie ma uniwersalnych kosmetyków dla każdej skóry, ale w dobie gdzie w internetach pełno ochów i achów każda szczera opinia jest na wagę złota.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger