Wielkie sprzątanie cz. 2, czyli denko marzec-kwiecień 2018


Dziś kolejny wpis z cyklu "wielkie pozbywanie się otwartych kosmetyków", czyli denko z ostatnich 2 miesięcy. W części pierwszej (klik) pisałam, że chodzi mi o uporządkowanie szuflad i półek, ale od pewnego czasu odczuwam też przesyt całą tą kosmetyczną ilością, która nie wiedzieć jakim cudem pojawiła się u mnie w domu. Stąd też potrzeba większej kontroli i planowane, systematyczne zużywanie całego otwartego nadmiaru kosmetycznego!







Kosmetyki do twarzy

Bardzo się cieszę, że udało mi się skończyć ich aż tyle! Niektóre były ze mną już zbyt długo i najwyższa pora zrobić miejsce następcom :)


Innisfree Green Barley Gommage Peeling Mask - fajny, 3-minutowy peeling. Nakładam warstwę na twarz, odczekuję 3 minuty i następnie masując i rolując go z twarzy pozbywam się przy okazji martwego naskórka. Zdecydowanie nie dla skór wrażliwych, bo alkoholem pachnie prawie jak wódka!

Clinique Clarifying Lotion 3 - to najstarszy okaz w dzisiejszym denku. Kupiłam go jeszcze w Turcji, ale nie polubiliśmy się (kolejny bardzo alkoholowy produkt - nie widziałam efektów innych niż przesuszenie skóry) i 3/4 butelki stało sobie przez ok. 2 lata na półce. Wreszcie w ramach pozbywania się staroci postanowiłam zużyć go na plecach - co wieczór przecierałam je wacikiem nasączonym tym tonikiem i tu spisał się świetnie: moja skóra wygładziła się i pojawiało się na niej znacznie mniej zmian trądzikowych.

Cosrx BHA Blackhead Power Liquid - to zdecydowanie najprzyjemniejszy produkt z kwasami BHA, jaki stosowałam. Działa delikatnie, ale skutecznie, nie tylko oczyszcza pory, ale też łagodzi i nawilża. Ma krótki, czysty skład bez zbędnych wypełniaczy. Ulubieniec!

Klairs Supple Preparation Facial Toner - niedawno robiłam recenzję porównawczą z jego młodszym bratem w wersji bezzapachowej. Lubię ten toner za dobre nawilżenie i łagodzenie, brak klejącej warstwy i przyjemny zapach. Jeśli chcecie poznać więcej szczegółów - zapraszam do recenzji (klik).

Illi Fresh Moisture Lip&Eye Remover - bardzo słaba i nie warta wspominania dwufaza, która tylko umocniła mnie w przekonaniu, że nie przepadam za tym typem produktu do demakijażu. Słabo rozpuszczała tusze i wodoodporne kreski na powiekach, a po to właśnie ją kupiłam.

La Roche Posay Effaclar Duo+ - kupiony latem w Polsce i wtedy stosowany bardzo ładnie wygładził mi cerę i powstrzymał nadmierną produkcję sebum. Dokończyłam resztkę i już kupiłam następną tubkę na lato!

Innisfree Perfect 9 Repair Eye Cream - bogaty i odżywczy krem pod oczy, który co prawda nie zostawia tłustej warstwy, ale może okazać się zbyt ciężki dla delikatnej skóry pod oczami. Nie polecam go, bo w ogóle nie widziałam obiecywanego działania anti-aging, w żaden sposób nie wpłynął nawet na najmniejsze zmarszczki wokół oczu.

Swanicoco Swan Cream Intensive Vital - bardzo przyjemny krem o konsystencji musu, dobrze nawilża, całkowicie się wchłania, nie zapycha porów. Świetnie służył mi zimą, ale dobrze, że się już skończył, bo podczas gorącego lata może być trochę zbyt odżywczy dla mojej tłustej cery.

9wish Rice Powder Polish - peeling na bazie ryżu: pudru oraz wody ryżowej, w sposób delikatny usuwa martwe komórki naskórka, nawilża, rozjaśnia i zmiękcza skórę. Przyjemny w użyciu, nie podrażnia, nie przesusza. Tutaj pełna recenzja.

The Ordinary Alpha Arbutin 2% oraz Ascorbyl Glucoside Solution 12% - o tych dwóch produktach Deciem wspominałam przy okazji postu o rutynie jesiennej (klik). Mimo bardzo przyjemnego stosowania (oba produkty są lekkie, żelowe, dobrze się wchłaniają) brak najważniejszego - czyli efektów! O używanych przeze mnie produktach The Ordinary planuję bardziej szczegółowy post, ale niestety zachwytu nie ma :(

Swanicoco Revol Ampoule Matrick - lekka ampułka anti-aging o bardzo dobrym i bogatym składzie. Efekty widoczne przy regularnym używaniu, najlepiej całego zestawu 4szt. Tutaj pełna recenzja.

Olejek z drzewa herbacianego -  mój must have! Stosuję zawsze na opryszczki, które lubią pojawiać się u mnie na ustach oraz na głębokie, podskórne gule, których co prawda nie mam za często, ale jeśli już są, to olejek szybko je zwalcza. Dodaję też parę kropli do ciepłej wody i zmuszam dzieci do płukania gardła, kiedy zimą dopada je przeziębienie :)

The Face Shop Herb Daily Cleansing Tissue - używam tych chusteczek do odświeżana twarzy i ciała po zajęciach fitness, nie służą mi więc do demakijażu i nie mogę ich ocenić pod tym kątem. Przyjemnie, choć dość intensywnie pachną i są mocno nawilżone.

Maseczki Origins -  cieszę się, że kupiłam mini wersje słynnych maseczek Origins, bo uchroniło mnie to przed wydaniem kasy na produkty pełnowymiarowe! Drink Up Intensive okazała się dla mnie zbyt treściwa, moja skóra jej nie "piła", maska zostawiała nieprzyjemną, klejącą warstwę, trochę podrażniała okolice nosa (pieczenie) i zawsze kończyło się na jej zmyciu. Clear Improvement też mnie nie zachwycił, ot kolejna maska z węglem jakich wiele na rynku.





Kosmetyki do ciała i włosów


Nie wiem, jakim cudem znalazł się na tym zdjęciu olejek do mycia twarzy, więc zacznę od niego :)

Balea Reinigungs Ol - z powodzeniem zastąpił mi olejki koreańskie, których nie jestem wielką fanką, głównie ze względu na ich skład. Przyzwyczaiłam się, że olejek myjący może dobrze działać i bazować na naturalnych olejach, a nie na parafinie, więc olejek z Balea idealnie wpisuje się w moje potrzeby. Kosztuje kilka EUR, dobrze zmywa makijaż i dzięki emulgatorom domywam go z twarzy jedynie ciepłą wodą. Polecam, warto wypróbować!



Farba Ryo z żeń-szeniem - pojawiła się też w poprzednim denku. Kolor 4.5 to ładny ciemny brąz, farba nie powoduje zwiększonego wypadania włosów, niestety nie jest zbyt trwała i mocniejszy szampon zmywa ją z siwych włosów.

Facelle Aloe Vera płyn do higieny intymnej - łagodny, nie wywołuje podrażnień, dobry skład, duża pojemność, niska cena - same plusy :). Ze względu na lekko kwaśne pH używam go też jako szamponu domykającego łuski włosów po farbowaniu.

Jungle Botanics Forest Leaves Cooling Shampoo - hipoalergiczny szampon o właściwościach łagodzących i chłodzących, bez silnych detergentów, z dodatkiem wielu ciekawych ekstraktów i olejków. Pełna recenzja tutaj

Aromatica Rosemary - wcierka na bazie alkoholu zawierająca ekstrakty z rozmarynu oraz m.in. z żeń-szenia, igieł sosny, nasion soi, ryżu, sezamu, oraz olejki eteryczne i biotynę. Wywołała u mnie wielki wysyp baby hair, ale nie pomogła na wypadnie. Pisałam o niej w tym poście.

Suplement Hairvity - to moje drugie opakowanie, ale szczerze mówiąc - nie wiem, co o nim sądzić. Niezbyt pomógł na wypadanie, ale może to dzięki niemu cały czas pojawiają się nowe włoski? Teraz kończę już 3 opakowanie i na lato robię przerwę.

Oshima Tsubaki Oil - japoński olejek z kamelii przeznaczony do pielęgnacji włosów, widocznie wygładzał, nawilżał, nabłyszczał włosy. Na pewno kupię następne opakowanie!

Fuss Wohl krem do stóp - przyjemny krem, szybko się wchłania i używany wieczorem nie tłuści pościeli, nawilża i zmiękcza skórę, choć raczej nie poradzi sobie z bardzo zniszczonymi stopami.

Whamisa Organic Fruits Body Lotion - treściwy i odżywczy, ale nie za gęsty i nie tłusty, bardzo dobrze radził sobie z przesuszoną skórą. Ma dobry skład, pełen ekstraktów roślinnych i olejków. Polecam!

The Saem Snail Soothing Gel - to moje kolejne opakowanie tego żelu i niestety ostatnie - nie mogę znaleźć go w żadnym sklepie, chyba został wycofany. Jest to mieszanka żelu aloesowego z filtratem śluzu ślimaka i z nawilżającą gliceryną, ponad to zawiera 22 roślinne ekstrakty: ziołowe, z kwiatów, korzeni, liści, owoców. Świetnie radził sobie z suchą, podrażnioną skórą. Ulubieniec!

Yope Imbir krem do rąk - po metalowym opakowaniu spodziewałam się tłustego i masełkowatego produktu, a Yope okazało się lekkim, ale skutecznym kremem nawilżająco-ujędrniającym. Krem pachnie korzennie i kojarzy mi się z kosmetykami z Indii. Mimo lżejszej konsystencji dobrze nawilża i regeneruje dłonie.

Evree Max Repair regenerujące serum do paznokci - wygodne serum z pędzelkiem, które przy regularnym stosowaniu wzmacnia paznokcie i zapobiega ich rozdwajaniu. Szybko się wchłania, nie brudzi, a tubka mimo, że niewielka, wystarczyła mi na długo.





Kosmetyki niezużyte

Przy okazji denka zebrałam też kosmetyki, których nie dałam rady zużyć i muszę wyrzucić je nieskończone. Najbardziej żałuję toniku z kwasem migdałowym z Norel, który należało skończyć w ciągu 6 m-cy od otwarcia. Niestety nie udało mi się to i 2/3 zepsutego toniku wylądowało w koszu. Bałam się też nałożyć maskę w płachcie z kwasem migdałowym, której datę ważności przegapiłam. Poza tym do kosza poszły stareńka odżywka z Joanny, trochę przeterminowanych półproduktów, maść na przebarwienia z Turcji, 2 wyschnięte kredki do oczu: Kiko i P2 oraz mini perfumy.






Maski w płachcie

Tutaj nie poszalałam, bo ostatnio mam lenia i masek zużywam niewiele. Oprócz 3 masek opisanych w poście "Maski w płachcie inne niż wszystkie", pozostałe 5 niczym szczególnym się nie wyróżniło. Ot, dobre nawilżenie, dobre dopasowanie, i tyle. Trochę zawiodłam się na masce 2GF Bio Mask ze Swanicoco, bo spodziewałam się po niej lepszych efektów anti-aging.







Próbki

Ostro wzięłam się za porządek w próbkach: część rozdałam, a te poniższe zużyłam, jeszcze inne odłożyłam sobie na wyjazdy.





Dziękuję wszystkim, którzy wytrwali do końca :) Tak wygląda moje denko z 2 miesięcy, bez masek i próbek:




A jak tam u Was? Przygotowujecie miejsce na nowe, letnie kosmetyki?


Pozdrowienia

Magda

16 komentarzy:

  1. Maskę Drink Up moja skóra uwielbia a tą czarną też mam z tym, ze fajnie oczyszcza ale skóra po niej domaga się 'picia' ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tego oczyszczania jakoś nie zauważyłam, ale moja skóra to twardy zawodnik ;)

      Usuń
  2. U mnie ten tonik z Clinique niestety tez niezbyt sie sprawdzil, alkohol niesamowicie wysuszyl mi cere :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja akurat byłam rozczarowana kremem do rąk Yope, ale miałam wersję herbata z miętą. Konsystencja też była lekka, jednak nawilżenie nie było dostateczne, a nie mam problemu z suchością skóry.
    U mnie denko jest niewielkie, więc na razie nie ma co pokazywać ;) Czekam aż się zbierze więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na początku byłam rozczarowana, bo spodziewałam się masełka, ale ogólnie działanie oceniam na plus!

      Usuń
  4. Na mojej suchej cerze maska Drink Up Intensive spisuje się znakomicie ;) Spore zużycie, zwłaszcza produktów do pielęgnacji twarzy :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten tonik/toner z Klairs muszę w końcu kupić! Ciągle mam go na liście, a jakoś nie mogę się zebrać żeby go kupić. Ja Effaclar Duo+ używam od wielu lat. Nie zliczę ile tubek zużyłam, ale zawsze go mam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toner Klairs bardzo polecam! A do Effaclaru Duo+ przekonały mnie właśnie bardzo pozytywne recenzje wielu osób!

      Usuń
  6. Ja chyba powinnam zacząć pisać denka, bo w końcu bym zrobiła porządek z resztkami :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Denko gigant, bardzo ładnie Ci poszło :) Sporo kojarzę z widzenia, choć sama miałam z nich niewiele :)

    OdpowiedzUsuń
  8. wow dużo ;) sprawdzę sobie peeling

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger