3 nietypowe rzeczy, które kupiłam w Korei


Może przewinęły Wam się gdzieś w internetach różne dziwaczne, azjatyckie wynalazki służące do poprawiania urody, np. masażery do twarzy, nakładki na usta lub aparaty do zmiany kształtu nosa? Ja czasem widuję podobne cuda w koreańskich sklepach, ale nie zdecydowałam się na ich zakup :) Jednak ostatnio kupiłam kilka rzeczy, na które nie zwróciłabym uwagi w Polsce, a okazały się całkiem przydatne. W dzisiejszym poście pokażę właśnie takie mniej typowe zakupy.



 
Paznokcie Dashing Diva

Zacznę od naklejanych paznokci Dashing Diva. Przeglądając blogi i konta na Instagramie nie da się nie zauważyć, jak popularne są w Polsce termiczne naklejki na paznokcie. Takie naklejki, oczywiście innego producenta, dostępne są też w Korei, ale tutaj o wiele bardziej popularne są gotowe płytki, które imitują żelowy manicure, marki Dashing Diva. Wybór wzorów i kolorów jest ogromny, firma wypuszcza też limitowane edycje nawiązujące np. do Chińskiego nowego roku (z pieskami), zimowe z płatkami śniegu, a teraz do sklepów weszła wersja sakura - czyli z kwiatami wiśni. Można też dokupić ozdoby typu naklejki albo różnej wielkości diamenciki do dekorowania paznokci. Zachęcona pozytywnymi opiniami moich koleżanek, ja też kupiłam swój zestaw, na początek w bardzo neutralnym kolorze.

W pudełeczku znajduje się 30 szt plastikowych płytek w różnych rozmiarach: 24 z nich w kolorze beżowym i 6 ozdobionych złotym brokatem oraz jednorazowy wacik odtłuszczający. Aplikacja jest bardzo prosta: po przygotowaniu własnych paznokci, opiłowaniu, odsunięciu skórek, przecieramy je wacikiem odtłuszczającym i naklejamy paznokcie sztuczne. Każda płytka ma pod spodem klej zabezpieczony przeźroczystą folią. Po zdjęciu folii naklejamy paznokieć jak zwykłą naklejkę. Płytka jest miękka i elastyczna, więc bez problemu dopasowuje się do kształtu paznokcia i dobrze się trzyma. Można ją przyciąć lub opiłować.

Swoje paznokcie nosiłam ok. tygodnia, prezentowały się naprawdę ładnie i żaden się nie odkleił. Niestety - ponieważ je nieco skróciłam i opiłowałam - zaczęły się rozwarstwiać na końcach i musiałam je zdjąć. Następnym razem nie będę skracać, więc mam nadzieję, że ponoszę je dłużej. Mimo 30 szt w opakowaniu, u mnie wystarczy ono na 2 użycia, bo nie wszystkie rozmiary płytek mi pasują. Koszt pudełka to ok. 30zł.




Po kilku dniach paznokcie zaczęły się łuszczyć




Korektor do włosów 

czyli Innisfree Real Hair Make up jelly concealer. W zeszłym roku wiele marek wypuściło kolorowe produkty do włosów służące do ukrywania różnych niedoskonałości. Można więc kupić specjalny pisak o grubej i miękkiej końcówce, którym dorysowuje się lub uzupełnia braki w linii włosów np. jeśli mamy przerzedzone zakola. Są też specjalne cienie, które aplikuje się na przedziałek, aby nie był mocno widoczny. Ja kupiłam pastę - żel do ukrywania odrostów, bo nie chcę niszczyć ich zbyt częstym farbowaniem, a na moich ciemnych włosach srebrne nitki są mocno widoczne.

Mój jelly concealer przypomina z wyglądu podkład w poduszce - pudełeczko ma lusterko, przekładkę na gąbeczkę i jest okrągłe, jak typowy cushion (ale jest mniejsze i brązowe). Jednak sam produkt różni się konsystencją - nie jest to nasączona gąbka, a gęsta, żelowa pasta, którą na włosy nakłada się dołączonym aplikatorem. Przypomina mi pastę do butów, taką starszego typu, w puszce :). Nie mam żadnych problemów z równym zamalowaniem moich odrostów tym korektorem, gąbeczka dobrze nabiera gęsty żel, a następnie łatwo rozprowadza go na włosach. Mój kolor to 2 Espresso brown, dobrze wtapia się w moje włosy i długo się na nich trzyma (miałam problem ze zmyciem go z dłoni po zrobieniu zdjęcia!). Żel nieco brudzi palce, jeśli przeczeszemy dłonią po włosach, a to dlatego, że nie dokupiłam do niego fixera, który oczywiście też jest w ofercie i zapobiega brudzeniu i schodzeniu koloru. Szczerze mówiąc kupując ten korektor nie byłam przekonana, czy w ogóle będę go używać, więc nie chciałam dodatkowo inwestować w fixer.

Z żelu jestem zadowolona, pozwala mi przeciągnąć czas pomiędzy farbowaniami o dodatkowe 2-3 tygodnie, nie jest widoczny na włosach, nie przetłuszcza ich, ani nie powoduje przyklapnięcia, dostępny w kilku kolorach. Kupiłam na promocji za niecałe 30zł.







Wałek na USB

Wyśmiewałam się z nastolatek noszących takie wałki, a teraz sama go kupiłam! A to dlatego, że niedługo planuję obciąć grzywkę i mam nadzieję, że taki gruby wałek pomoże mi ją dobrze ułożyć. Na środku grzywki mam tzw. wicherek, który powoduje, że moje włosy kładą się na jedną stronę, a jeśli próbuję układać je w stronę przeciwną - robi się coś w rodzaju grzywki Alfa (chodzi o kosmitę z serialu :)) Wałek podłącza się kablem USB np. do komputera albo do power bank'a i można go użyć po kilku minutach, kiedy gaśnie lampka kontrolna. Wałek jest ciepły, ale nie gorący, mocowany na tradycyjny rzep, wspomagany plastikową nakładką. Trzyma się dobrze, nie jest ciężki, należy go zdjąć, kiedy wystygnie. Na razie testowałam go na bocznych pasmach włosów i wszystko jest OK.

A czemu śmiałam się z nastolatek? W Seulu w komunikacji miejskiej można spotkać młode dziewczyny z takimi lub podobnymi wałkami na głowie. Nikt się nie krępuje i w drodze do szkoły, albo na randkę, grzywka nakręcona jest na wałek, aby po przybyciu na miejsce prezentowała się idealnie! Czytałam gdzieś, że jest to pomocne podczas gorącego i wilgotnego lata, bo grzywka zawinięta na wałek nie przetłuszcza się od spoconego czoła i jest dłużej świeża. No cóż, na pewno jest w tym sporo racji, ale ja nie zamierzam nosić mojego wałka poza domem :)

Wałki dostępne są w różnych rozmiarach, kolorach i kształtach (są też takie spłaszczone, o przekroju elipsy). Za swój zapłaciłam ok. 40zł. 






Coś Was zdziwiło? Wiem, że nie są to bardzo nietypowe rzeczy, ale jeszcze całkiem niedawno nie spodziewałabym się, że kupię sobie coś takiego :)


Pozdrawiam,
Magda

20 komentarzy:

  1. Jak to mówią, nigdy nie mów nigdy ;)

    Mnie samą najbardziej zaciekawił wałek na usb :D aż szkoda, że nie było takiego ustrojstwa gdy przez lata nosiłam grzywkę :))
    Zamiast korektora do włosów kupuję maski odświeżające kolor, super sprawa :) bo z korzyścią dla włosów ogólnie, taki bonus poza kolorem i maskowaniem odrostów, które są po prostu siwe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz taką maskę, która rzeczywiście potrafi zamaskować siwe włosy? Ja miałam kiedyś właśnie taką odświeżającą kolor, ale niestety siwych to ona nawet nie ruszała o ton...

      Usuń
    2. Tak, Collistar Magica CC Care & Color Multi-Tone Shine Mask jest prawdziwą petardą (robiłam recenzję) oraz Pura Cosmetica (tę testowałam także na Mamie, która ma 100 % siwych włosów i świetnie odświeża kolor maskując odrosty wydłużając czas farbowania o 2 tygodnie. Przy czym Mama tak samo myje włosy codziennie). Zużyłam dwa opakowania i zamierzam o niej napisać, bo na pewno kupię ponownie.

      Usuń
  2. Ale ciekawe rzeczy, szczególnie ten wałek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie wałki to w Korei bardzo popularna sprawa :)

      Usuń
  3. Paznokcie ładne, ale ciekawi mnie jak długo wytrzymają bez wcześniejszego skracania.
    Wałek to fajna rzecz, bardzo nowocześnie z tym USB, ale ja do grzywki jestem tak bardzo zniechęcona, że nawet wałek by nie pomógł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja koleżanka nosi je do ok. 10 dni, ale to oczywiście zależy od tempa wzrostu paznokcia.

      Usuń
  4. Z sentymentem do Korei wspominam właśnie te nastolatki z wałkami na czole czy korektory do włosów stosowane na mojej głowie w pracy. Koreankom nie podobały się moje baby hair, więc "malowały" więcej włosów właśnie takim cudem ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej ten wałek to spoko sprawa! Paznokcie by mi się przydały, bo ja to hybryd nie lubię a te mi przypominają paznokcie, które jako dziecko się naklejało do paznokci na taką tasiemkę :D fixer do włosów - pomysł niezły, szkoda że różowych nie mają :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają pełno takich niby zmywalnych farb w kolorach tęczy, na pewno znalazłabyś coś dla siebie :)

      Usuń
  6. Wałek na USB mnie rozwalił! Czego to ludzie nie wymyślą? :-)

    Te paznokcie widziałam u Ciebie na IG. Ciekawy pomysł.

    A o zamalowywaniu odrostów słyszałam i właśnie kombinowałam, czy nie użyć tak swych minerałków. Taki korektor to fajna sprawa, gdy ktoś przyciemnia włosy (bo do ciemnych odrostów ludzkość na jasnych włosach jakoś jest bardziej przyzwyczajona, a jasne odrosty na ciemnych włosach wyglądają dziwniej i chyba jednak gorzej - a ja teraz mam już coraz więcej siwych zresztą...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ja używam pudru mineralnego jako suchego szamponu, to Ty możesz spróbować z minerałami w roli korektora! Czemu nie!

      Usuń
  7. Taki wałek to fajny wynalazek, mi by się też przydał :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Sam wałek może mnie aż tak bardzo nie zdziwił, ale już fakt, że dziewczyny noszą go publicznie - owszem :D
    W Polsce są też takie spraye do zamalowywania odrostów :)
    Jestem zaskoczona tymi płytkami do paznokci - tzn. widziałam je już u Ciebie, ale nie sądziłam, że one mogą aż tak ładnie wyglądać i że są elastyczne. Myślałam, że to coś bardziej jak tipsy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w Polsce używałam suchego szamponu Batiste w kolorze brązowym, który też dość dobrze maskował odrosty! A paznokcie są naprawdę dobre, w ogóle nie przypominają tipsów :)

      Usuń
    2. Och, ja tego szamponu nienawidziłam :D Nie, to określenie nie jest przesadzone :D

      Super :)

      Usuń
  9. korektor do włosów jest fajny, mi nigdy nie chce się farbować :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wałek na usb, u łał :D Ale te paznokietki bym wypróbowała! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. No wałek mnie zainteresował, fajnie, że nie wstydzą się nastolatki nosić go publicznie :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger