Zimowa rutyna pielęgnacyjna - nawilżanie i ochrona


W poprzednim poście opisałam swoje doświadczenia z kwasem mlekowym oraz kosmetyki, które ratowały moją podrażnioną i przesuszoną skórę. Dziś chcę pokazać pozostałe produkty, których używam zimą, pomiędzy kwasowymi peelingami. Ze względu na ostrą pogodę (duże mrozy, silny wiatr, mocne słońce) zależy mi przede wszystkim na nawilżaniu i ochronie skóry.



 
Pielęgnację wieczorną zaczynam od porządnego oczyszczenia twarzy olejkiem i pianką. Z niemieckiego olejku Balea jestem zadowolona, ma dobry skład, ładnie się emulguje, dobrze zmywa makijaż (chociaż miewa problemy z mocniejszym tuszem), kosztował ok. 2-3 EUR. Na łagodną piankę z Etude House zdecydowałam się z ciekawości, szukałam czegoś delikatnego, a ten produkt pochodzi z nowej linii Soon Jung przeznaczonej dla cer wrażliwych, potrzebujących ukojenia i wzmocnienia bariery ochronnej. Mimo swojej łagodności pianka myje dobrze, jest gładka i aksamitna, nie przesusza skóry.

Po umyciu twarzy nakładam dłońmi tzw. pierwszą esencję, czyli Swanicoco 1st essence. Są to produkty zazwyczaj lekkie i wodniste, które należy stosować na samym początku, jeszcze przed następnymi krokami w pielęgnacji. Większość z nich opiera się na ekstrakcie z efektów drożdżowej fermentacji np. ryżu lub jęczmienia (kto jeszcze nie słyszał historii o producentach sake i ich gładkich, jasnych dłoniach?), który znajdziecie w składzie jako Galactomyces, Saccharomyces Ferment lub Bifida Ferment Lysate / Extract / Filtrate. W esencji Swanicoco aż 99% stanowi właśnie ekstrakt Bifida Ferment, ma ona za zadanie nawilżać, odżywiać i wzmacniać skórę oraz ułatwiać przenikanie w głąb naskórka kolejnych kosmetyków. Na ile to się dzieje, trudno ocenić, ale esencja ze Swanicoco sama wchłania się szybko i całkowicie oraz dobrze nawilża. Zaraz po esencji nakładam peptydowy toner i emulsję, również ze Swanicoco. Są to kosmetyki napakowane peptydami, naturalnymi ekstraktami, zawierają EGF - epidermal growth factor, czyli tzw. czynnik wzrostu skóry, ekstrakt z żeń-szenia, niacynamid, kwas hialuronowy. Jest to moja zimowa pielęgnacja anti-aging, bo latem emulsja jest nieco za treściwa i muszę z niej zrezygnować. Szczegółową recenzję tej peptydowej pary możecie przeczytać tutaj, są to kosmetyki naprawdę godne polecenia. Pielęgnację kończę wklepaniem kremu pod oczy (opisane poniżej).

Trochę się tu rozpisałam, ale cała moja wieczorna rutyna jest krótka: mycie zajmuje mi góra 2-3 minuty, a potem wklepuję jeden produkt po drugim, nie czekając aż całkowicie się wchłoną. Na twarz jeszcze wilgotną od pierwszej esencji nakładam toner, chwilkę wklepuję, na jeszcze wilgotną od tonera skórę nakładam emulsję, chwilę wklepuję. Nakładam krem pod oczy, wklepuję i już. Całość to może jakieś 6-8 minut?

Mimo zimowej pory, na razie brak w tej pielęgnacji kwasów. A to dlatego, że jak wiecie z poprzedniego posta, jestem świeżo po zakończeniu serii peelingów kwasem mlekowym, który w mocniejszym stężeniu podrażniał mi cerę. Planuję odczekać jeszcze ok. tygodnia i wrócić do ulubieńców, czyli Cosrx BHA Liquid oraz Norel Tonik migdałowy. Oba te produkty działają łagodnie, ale skutecznie. Również za ok. tydzień, po powrocie z wyjazdu, chcę rozpocząć stosowanie serum z retinolem LIQ CR, początkowo 2x na tydzień i stopniowo zwiększać częstotliwość. Także już niedługo moja pielęgnacja rozszerzy się, ale jak na razie jest szybka i nieskomplikowana ;)


Produkty:
Balea Reinigungs Ol
Etude House Soon Jung pH 6.5 Whip Cleanser
Swanicoco Bio Therapy 1st Essence
Swanicoco Peptine Care Toner
Swanicoco Peptine Care Emulsion







Kremy pod oczy stosuję naprzemiennie dwa, rano najczęściej Innisfree, a wieczorem Sulwhasoo, ale nie jest to sztywna reguła. Do kremu Innisfree robię już drugie podejście, bo stosowany latem zawsze mnie zapychał, ale zimą służy mi wyjątkowo dobrze. Ten krem jest gęsty, treściwy, odżywczy, nie wchłania się od razu, tylko otula skórę. Jednak mam wątpliwości co do jego działania anti-aging: co prawda zaraz po użyciu drobne zmarszczki są o wiele mniej widoczne, bo skóra jest dobrze nawilżona i odżywiona, ale jak tylko krem wchłonie się całkowicie, wszystko wraca do normy. Podobnie jest z ekskluzywnym kremem Sulwhasoo, którego słoiczek 20ml kosztuje ok. 150-180USD. Krem zawiera wyciąg z korzenia żeń-szenia czerwonego oraz Ginsenoside Re, czyli esencję z kwiatu żeń-szenia. Producent obiecuje poprawę w wyglądzie zmarszczek wokół oczu, ujędrnienie i nawilżenie skóry. Produkt ma wspaniałą, lekko maślaną konsystencję, przyjemnie się aplikuje, charakterystycznie pachnie żeń-szeniem, podobnie jak Innisfree zostawia miłą, otulającą warstewkę. Zaraz po jego użyciu skóra jest gładka i odżywiona, ale na drugi dzień - nie widzę różnicy. Chyba powinnam zacząć wykonywać zalecany przez Sulwhasoo masaż tym kremem, może wtedy efekty będą lepiej widoczne? Jak widzicie na zdjęciu, nie kupiłam całego słoiczka kremu, a jedynie 18ml w próbkach, co kosztowało mnie 16zł (kupowałam z 11 Street - koreańskiego portalu podobnego do naszego allegro). Takie próbki dostępne też są (chociaż drożej) na amazonie i ebay'u.


Produkty:
Innisfree Perfect 9 Repair Eye Cream
Sulwhasoo Concentrated Ginseng Renewing Eye Cream Ex







Pielęgnacja poranna jest u mnie szybka i prosta. Sucha i mroźna zima spowodowała, że moja zazwyczaj mocno przetłuszczająca się cera uspokoiła się i rano bardzo często wystarczy jej mycie ciepłą wodą. Jeśli jednak czuję potrzebę lepszego domycia twarzy - sięgam po piankę z Etude House. Następnie dłońmi wklepuję pierwszą esencję ze Swanicoco, a zaraz po niej złoty lotion Hada Labo Premium. Jest to wersja ultranawilżająca, zawiera aż 5 rodzajów kwasu hialuronowego oraz ekstrakt z alg, przeznaczona jest dla cer suchych i odwodnionych. Konsystencja jest gęsta, żelowa, śliska, chwilkę zajmuje zanim wchłonie się całkowicie. Dla mnie to produkt idealny na zimę, bo latem jest po prostu zbyt treściwy.  Bardzo dobrze nawilża i ujędrnia skórę! Na zakończenie stosuję krem - staram się zużyć uzbierane miniaturki i próbki kremów do cer suchych i wrażliwych. Zużyłam już 2 mini produkty z cica od Innisfree, kończę ten Physiogel ze zdjęcia, w kolejce czekają próbki Bandi, SVR, Mamonde i inne.


Produkty:
Etude House Soon Jung pH 6.5 Whip Cleanser
Swanicoco Bio Therapy 1st Essence
Hada Labo Gokujyun Premium Lotion
Physiogel Daily Moisture Therapy






Kremy z wysokim filtrem stosuję na ok. 30 min przed wyjściem z domu. Aktualnie staram się skończyć tę dwójkę ze zdjęcia - w każdym z nich jest już resztka, ale ostatnio nie wychodzę zbyt często, więc i kremy nie chcą się skończyć :) O kremie Dragon Fruit ze Skinfood pisałam już w poście Ranking lekkich, azjatyckich kremów z filtrem. Lubię go za lekkość, szybkie wchłanianie, brak białej czy tłustej warstwy. Poza tym ładnie, owocowo pachnie i ma wysoką ochronę. Natomiast krem figowy z Innisfree nie zachwyca mnie do końca, bo niestety bieli. Jest to filtr mineralny, więc wysoka zawartość tlenku cynku i dwutlenku tytanu powoduje powstawanie białych smug, nawet dobrze rozsmarowany i wklepany daje lekki efekt rozbielenia twarzy. Warto wiedzieć, że część koreańskich kosmetyków rozjaśniających polega właśnie na takim fizycznym "pomalowaniu" twarzy na biało i ten krem do nich należy. Osoby o jasnej karnacji, ale np. trochę nierównym kolorycie będą zadowolone, bo Innisfree ładnie wyrówna kolor.


Produkty
Skinfood  Dragon Fruit Powerful Sun Essence SPF50+ PA++++
Innisfree FIG Brightening Sun Cream SPF50+ PA++++





Masek w płachcie nie opisuję tutaj, bo zużywam ich dość dużo, w zależności od aktualnych potrzeb cery, 2 lub 3x w tygodniu (często pokazuję je w moim Insta Stories). Staram się zmniejszyć trochę swoje zapasy, ale i tak od czasu do czasu daję się skusić rynkowym nowościom lub promocjom. Teraz najczęściej sięgam po maski łagodzące i nawilżające, ulubieńcy to Cosrx maska ślimakowa, Dr.Jart+ Soothing oraz nawilżająca Innisfree second skin.

W poście o peelingach kwasem mlekowym pokazywałam Wam jeszcze mój zestaw do zadań specjalnych z Dear Klair's oraz maści i balsamy z centella asiatica. Są to kosmetyki, po które sięgam w przypadku dużego przesuszenia lub podrażnienia skóry, bo świetnie łagodzą, nawilżają i chronią skórę.


Dajcie znać, jak zmienia się Wasza pielęgnacja zimą i czego aktualnie używacie. Jeśli opisywałyście ją na swoim blogu, to koniecznie poproszę o link!


Pozdrowienia
Magda


14 komentarzy:

  1. Żeń szeń w produktach to ja lubię, ale ten krem z sulwhasoo ma tak zaporową cenę, innisfree mi się marzył ale postawiłam na AHC póki co i mam zapas na parę lat z tego co widzę. Hada jest ciągle na mojej liście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sulwhasoo dla mnie też jest za drogie, jedynie próbki i mini produkty wchodzą w rachubę. A jak ten AHC się sprawuje? W Korei jest bardzo reklamowany!

      Usuń
    2. Wstępnie jest dobrze, zdziwiłam się bogatą formułą AHA i rzeczywiście nawilżenie jest odczuwalne :)

      Usuń
  2. Dużo ciekawych kosmetyków. Marka Innisfree robi się coraz popularniejsza, chyba skuszę się w końcu na wypróbowanie czegoś. Chociaż na razie mam już skompletowaną pielęgnację. U mnie też oczyszczanie i nawilżanie wieczorem trwa kilka minut, chyba że akurat robię peeling i pozwalam sobie na dłuższy masaż, albo robię maseczkę glinkową - oj, wtedy samo zmywanie to min. 10 minut.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Innisfree ty o taka porządna, może trochę nudna marka - bez fajerwerków, ale krzywdy nie powinna zrobić. Ja glinki lubię, ale zazwyczaj nie chce mi się bawić w ich nakładanie i potem zmywanie!

      Usuń
  3. U mnie jest mniej więcej podobny schemat przez cały rok, jedyne co zmieniam to formuły produktów, zwłaszcza kremów z filtrem oraz nawilżaczy tzn. na późną jesień/zimę do wczesnej wiosny bardziej otulające, a w pozostałej części roku lżejsze. Latem też dość często bazuję na samych serach bądź MMHC z NIOD, który jest moją "bazą" do wszystkiego :D Cały rok w zasadzie używam kwasu laktobionowego, bo nie planuję żadncyh egzotycznych rejonów podczas wakacji. Za to na pewno zrobię sobie przerwę od retinolu Liq CR, aczkolwiek bardzo niechętnie, bo rezultaty bardzo mi się podobają i na jego miejsce ponownie wstawię NIOD Non-Acid Acid Precursor 15% - w zeszłym roku używałam z powodzeniem :)


    W moim przypadku całą pielęgnację określa/narzuca rosacea, więc to na tej części skupiam się najbardziej. Dzięki temu od dawna nie stosuję leków i mam nadzieję, że będzie tak przez długi czas. Ogólnie moja pielęgnacja nie jest jakoś specjalnie rozbudowana, lecz staram się by działała wielopoziomowo i jednocześnie nie tłoczyła się na półce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie podobie - latem bardzo lekkie formuły i praktycznie brak kremów, za to zimą bardziej kremowo i otulająco. Nasze cery są zupełnie różne, ale jak tylko wrócę do domu i do dobrego internetu, przejrzę Twoj ostatni post o pielęgnacji z ciekawością!

      Usuń
  4. Musze przyjrzec sie blizej temu olejkowi Balea ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Te właściwości "brightening" odrobinę rozczarowują :D W sensie liczyłabym na coś więcej niż fizyczne rozjaśnienie skóry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, a na dodatek to nie jest wspomniane na opakowaniach, więc bez analizy składu ciężko się domyślić w jaki sposób dany produkt ma rozjaśniać lub wyrównywać koloryt skóry. Dodam, że składy najczęściej podane są po koreańsku :)

      Usuń
  6. Bardzo solidna ta pielegnacja. Aktualnie poszukuję dobrego kremu z filtrem, rozważę Twoje propozycje

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawa i przyjemna pielęgnacja. Uwielbiam wszelkiego rodzaju sera i olejki, lubię pięknie pachnące kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe produkty, żadnego z nich nie miałam.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger