Peeling kwasowy w domu: kwas mlekowy 80%


Jesień i zima to dla wielu posiadaczek cery tłustej i mieszanej czas na wykonywanie peelingów kwasowych: albo samodzielnie w domu, albo u kosmetyczki. Na łamach tego bloga już  kilka razy opisywałam moje własne peelingi, głównie robione na bazie kwasu migdałowego (na końcu posta załączam linki do wcześniejszych wpisów). W tym roku zdecydowałam się jednak na zmianę i podczas wakacji w Polsce kupiłam kwas mlekowy 80% do rozcieńczania i stosowania jako peeling. Dziś zapraszam na długi wpis, dokładnie podsumowujący moje doświadczenia i rezultaty, które jednak nie do końca spełniły moje oczekiwania.



Dlaczego kwas mlekowy?

kwas mlekowy należy do grupy alfa-hydroksykwasów (AHA), występuje w trzech postaciach, a w kosmetyce używana jest forma prawoskrętna, czyli kwas L-mlekowy. Zabiegi z tym kwasem stanowią alternatywę dla popularnych peelingów kwasem glikolowym, ale o silniejszym działaniu nawilżającym i przeciwstarzeniowym.

Kwas mlekowy polecany jest przy:
  • skórze tłustej i trądzikowej, z rozszerzonymi porami,
  • przebarwieniach,
  • zmarszczkach i niewielkich bliznach,
  • cerze zniszczonej, szarej i suchej, wymagającej pobudzenia.

A rezultaty, jakie można osiągnąć to między innymi:
  • gładka skóra o ładnym kolorycie,
  • rozjaśnienie plam i przebarwień,
  • spłycenie drobnych zmarszczek i blizn,
  • wzmocnienie struktury kolagenowej skóry właściwej.

Więcej na temat kwasu możecie poczytać na stronach sklepów z półproduktami kosmetycznymi, tj. Mazidła, ZSK lub Ecospa. Ja swój kwas marki Biocosmetics kupiłam w sklepie iwos.pl podczas wakacji w Polsce.





Przygotowanie cery do peelingu

Mimo, iż wizja samodzielnych peelingów, bez wydawania pieniędzy na wizyty w salonach kosmetycznych, jest kusząca, to do takich zabiegów trzeba się odpowiednio wcześniej przygotować. Nałożenie dużego stężenia kwasu na skórę, która wcześniej z kwasami nie miała do czynienia, najprawdopodobniej zaskutkuje podrażnieniem lub popaleniem skóry. Dlatego już wczesną jesienią można zacząć stosować kosmetyki z niskimi stężeniami kwasów AHA, np. toniki dostępne w drogeriach, które nie zrobią cerze krzywdy (Lirene, Pharmaceris, Bielenda). Ja w ramach przygotowania skóry stosowałam naprzemiennie polski tonik Norel z 6% kwasem migdałowym wraz z koreańskimi COSRX: BHA Blackhead Power Liquid oraz AHA 7 Whitehead Power Liquid. Można też korzystając z posiadanego kwasu zrobić sobie tonik samodzielnie o stężeniu np. 5%. Popularny jest ten przepis ze strony ZSK.



Przygotowanie roztworu

Kwas mlekowy dostępny w sklepach z półproduktami ma stężenie 80%, którego absolutnie nie należy nakładać na skórę! Najczęściej polecanym sposobem na przygotowanie peelingu jest mieszanka 3:1, czyli 3 części wody na 1 część kwasu. Od takiej mieszanki ja zaczęłam swoje peelingi, ale jeśli chcecie przygotować inną moc roztworu, poniższa ściąga może być pomocna:

Roztwór 10% -  5 ml kwasu mlekowego i 43,75 ml wody
Roztwór 20% -  10 ml kwasu mlekowego i 37.5 ml wody
Roztwór 30% -  15 ml kwasu mlekowego i 31.75 ml wody
Roztwór 40% -  21 ml kwasu mlekowego i 25.0 ml wody
Roztwór 50% -  26 ml kwasu mlekowego i 18.75 ml wody



Wykonanie peelingu

Swoje peelingi robiłam zawsze wieczorem, po dokładnym umyciu i osuszeniu twarzy (aktualnie używam olejku myjącego z Balea oraz łagodnej pianki z Etude House, z obu jestem bardzo zadowolona). Przed zabiegiem warto posmarować okolice oczu, ust i płatków nosa tłustym kremem, aby ich nie podrażnić. Do przygotowania peelingu używałam przefiltrowanej i przegotowanej, chłodnej wody, plastikowej łyżeczki o pojemności 1ml i kieliszka od wódki żołądkowej :) Roztwór nakładałam na twarz patyczkiem kosmetycznym - maczałam go w płynie i miziałam po twarzy, omijając oczy i usta, w ten sposób nakładałam 2 warstwy kwasu. Czas trzymania stopniowo wydłużałam od 3 do 10 minut, po upływie których kilkakrotnie myłam twarz wodą z mydłem, uważając na oczy i dokładnie spłukując. Używałam zwykłego mydła w kostce, aby jego zasadowe pH zneutralizowało kwas na mojej twarzy. Słyszałam też o metodzie polegającej na myciu twarzy wodą z sodą oczyszczoną, ale nie stosowałam jej. Peeling robiłam raz w tygodniu, najczęściej w weekend.



Efekty podczas i po peelingu

Pierwszych 5 peelingów zrobiłam roztworem 3:1, co daje nieco ponad 20 procentowy peeling kwasowy. Podczas nakładania i trzymania mieszanki na twarzy czułam szczypanie, a właściwie delikatne kłucie, jakby setki małych igiełek kłuły mnie w skórę. Nie było to najprzyjemniejsze doznanie, ale też niezbyt bolesne i dało się wytrzymać. Na drugi dzień moja skóra zawsze była mocno napięta i naciągnięta, jakbym zrobiła porządny lifting, oraz przesuszona. Uczucie napięcia przechodziło już następnego dnia, a cera jeszcze przez kilka dni pozostawała sucha, ale gładka, pory i zaskórniki mniej widoczne. Taki dobry stan utrzymywał się jednak krótko - jakieś 3-4 dni, a potem wszystko wracało do normy, dlatego zdecydowałam się na zwiększenie mocy moich zabiegów.


Kolejne 3 peelingi zrobiłam roztworem 2:1, czyli ok. 30 procentowym i trzymałam go na twarzy jedynie ok. 5-7 minut. Efekty mocniejszego peelingu nie różniły się wiele od tego słabszego roztworu: bardzo napięta skóra następnego dnia, wizualnie ładna cera "bez porów" przez kilka dni, ale jednoczenie bardzo sucha i wymagająca kilku warstw nawilżania na dzień. Niestety pojawiły się minusy - mocniejszy peeling wywoływał u mnie podrażnienie, za pierwszym razem jedynie łuszczące miejsca na skórze, ale po drugim i trzecim peelingu następnego dnia budziłam się z kilkoma czerwonymi plamami na twarzy - na czole pomiędzy brwiami, koło nosa, przy kącikach ust - były to bardzo suche miejsca z piekącą, pękającą i łuszczącą się skórą. Ratowałam się maścią łagodzącą z z wąkrotą azjatycką, czyli popularną centella asiatica - cica (ByWishtrend oraz Innisfree), australijskim Lucas PawPaw Ointment oraz niebieskim kremem Midnight Blue Calming Cream z Klairs. Wszystkie te specyfiki dobrze łagodziły pieczenie i zaczerwienienie, ale pełne wyleczenie plam trwało nawet do 5 dni.




Pielęgnacja

Na czas peelingów musiałam wprowadzić specjalną pielęgnację, aby użyć bardzo suchej i ściągniętej skórze. Od razu po zabiegu oraz przez następne 3 do 4 dni stosowałam jedynie łagodząco-nawilżające kosmetyki z Klairs, które moja skóra bardzo dobrze toleruje: Supple Preparation Facial Toner, Rich Moist Soothing Serum oraz Midnight Blue Calming Cream. Przynosiły one prawdziwą ulgę i dawały nawilżenie, ale i tak najlepiej było kiedy stosowałam je kilkukrotnie w ciągu dnia, a nie jedynie rano i wieczorem. Dopiero po ok. 4-5 dniach mogłam wrócić do mojej zwykłej rutyny, oczywiście bez mocniejszych preparatów typu retinol czy kwasy. Przy tego typu peelingach stosowanie kremów z wysokim filtrem uważam za konieczność i przed każdym wyjściem z domu używałam krem Skinfood Dragon Fruit z SPF50+ i PA++++.
 


Podsumowując 

Początkowo eksperyment z kwasem mlekowym uważałam za niezbyt nieudany. Słabszy roztwór nie dawał widocznych efektów, a mocniejszy wywołał podrażnienia i przesuszenia skóry. Dlatego po 8 sesjach średnio zadowolona - zrezygnowałam. Jednak minęło już 1,5 tygodnia od ostatniego peelingu, moja twarz wróciła do siebie po podrażnieniach, a ja zaczęłam dostrzegać pozytywne zmiany w wyglądzie cery, która:

- jest gładsza, zniknęły nierówności, czy grudki,
- jest trochę jaśniejsza,
- pory są mniej widoczne,
- cera wydaje się bardziej sprężysta, gęstsza, młodsza.

Twarz wygląda wyraźnie lepiej, więc planuję raz na miesiąc wykonywać słabszy peeling w roztworze 3:1, aby podtrzymać rezultaty. Chciałabym też rozpocząć stosowania słynnego serum z retinolem LIQ CR, który przywiozłam z Polski, a lepiej nie łączyć go z drażniącym peelingiem kwasowym.


Moje doświadczenia z kwasem mlekowym:
  • brak wysypu
  • brak złuszczania skóry, nie odsłonił się nowy naskórek
  • brak wpływu na przebarwienia pozapalne (PIH)
  • skóra bardzo napięta przez następny dzień po peelingu
  • konieczność stosowania mocno nawilżająco-łagodzącej pielęgnacji
  • podrażnienie wywołane mocniejszym stężeniem
  • pozytywne efekty widoczne po zakończeniu kuracji (8 peelingów co 7-10 dni)


Ciekawa jestem Waszych doświadczeń - czy wykonujecie podobne peelingi w domu? Jeśli tak - jakim kwasem? A może chodzicie na zabiegi do kosmetyczki?


Pozdrowienia,

Magda




Powiązane wpisy:

- samodzielne wykonanie peelingu kwasem migdałowym z ZSK
- peeling gotowym preparatem Biocosmetics Kwas Migdałowy i Kojowy 40%
- lekkie azjatyckie kremy z filtrem cz.1
- lekkie azjatyckie kremy z filtrem cz. 2


8 komentarzy:

  1. używam płynów i toników z kwasami, ale w tym roku taki samodzielny jeszcze nie stosowałam, zachęciłaś mnie do tego kwasu mlekowego, tylko z obawy na podraźnienia też zastosuję słabszy roztwór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z mocniejszym roztworem ja też nie będę już ryzykować.

      The Ordinary ma 10% kwas mlekowy, to może być ciekawa i łagodna opcja, przynajmniej nie trzeba się samemu bawić w przygotowywanie mieszanki.

      Usuń
  2. Ja jakoś nie do końca przepadam za kwasami, strasznie mnie przesuszają, teraz cały czas stosuje By Wishtrend 5% Mandelic Acid i to jeden z tych kwasów, które toleruje, aczkolwiek kusi mnie wypróbować coś innego, chociaż na bank nie będzie to kwas mlekowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo kwas migdałowy jest łagodny, a jednocześnie skuteczny.
      Kwasu migdałowego Ci nie polecam chyba, że jakiś delikatny preparat, typu 5% Lactic Acid z TO?

      Usuń
  3. ten kwas mlekowy byłby idealny dla mnie! :O Muszę go mieć i zrobić peeling!

    dodaję do obserwowanych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko koniecznie uważaj ze stężeniem i zacznij od niskiego!

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Mnie mlekowy nie zachwycił, ale może kiedyś dam mu jeszcze szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. czyli na PIH lepiej np. salicylowy ?

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger