Jesienna rutyna - The Ordinary i kwasy CosRX


Zmiana pór roku najczęściej oznacza zmiany w mojej pielęgnacji, a koniec lata i nadejście jesieni to początek stosowania kwasów! Nie mogłam już się ich doczekać, bo letnia przerwa dała się mojej cerze we znaki: nierównomierny koloryt, rozszerzone pory, nierówna powierzchnia skóry - to chcę zmienić! Dlatego oprócz kwasów stosuję też 3 produkty popularnej ostatnio marki The Ordinary. Jeśli jesteście ciekawi, czego aktualnie używam - zapraszam!




Pielęgnacja poranna


mycie: Green Tea and Enzyme Powder Wash ByWishtrend
tonizowanie: hydrolat z czystka Bioline
esencja / serum:
Swanicoco AC Control Tea Tree Essence
The Ordinary Ascorbyl Glucoside Solution 12%
The Ordinary Niacynamide 10% + Zinc 1%
The Ordinary Alpha Arbutin 2% + HA
krem pod oczy: Innisfree Perfect 9 repair eye cream
krem z wysokim filtrem: Skinfood Dragon Fruit Powerful Sun Essence


Od ponad dwóch tygodni testuję enzymatyczny proszek do mycia twarzy Green Tea and Enzyme Powder Wash z ByWishtrend i właśnie od niego zaczynam rano moją pielęgnację. Zdradzę, że jestem zadowolona z jego działania - dobrze myje, nie wysusza, niedługo pojawi się pełna recenzja. Po umyciu twarzy spryskuję ją hydrolatem z czystka z Bioline, który wg słów producenta ma działanie przeciwobrzękowe, rozjaśnia cienie pod oczami, wyrównuje koloryt, oczyszcza i zwęża pory. Jednak u mnie przede wszystkim nawilża i tonizuje skórę, bo na moje przebarwienia taki hydrolat to stanowczo za mało. Po wklepaniu hydrolatu używam dwóch esencji/serum - zamiennie: jednego dnia jest to duet Swanicoco AC Control Tea Tree Essence + The Ordinary Ascorbyl Glucoside Solution 12%, a drugiego The Ordinary Niacynamide 10% + Zinc 1% oraz Alpha Arbutin 2% + HA i tak na zmianę.

Swanicoco AC Control Tea Tree Essence (recenzja) - esencja przeznaczona do cery tłustej i trądzikowej, używana latem spisywała się dobrze: cera mniej się przetłuszczała i zanieczyszczała, ograniczała powstawanie nowych zaskórników, ale nie poradziła sobie do końca z tymi już istniejącymi. Esencja już się kończy i myślę, że zostało jej na góra miesiąc stosowania.

The Ordinary Ascorbyl Glucoside Solution 12% - to serum z witaminą C jest najdłużej stosowanym przeze mnie kosmetykiem The Ordinary. Mimo, że używam go regularnie od ok. 1,5 miesiąca - nie widzę rezultatów. Oczywiście niełatwo zauważyć ochronę anty-rodnikową, jaką daje wit. C, ale obiecywanego rozjaśnienia cery też nie ma. Do plusów zaliczam łatwość stosowania - produkt jest żelowy, początkowo klejąca warstwa dość szybko się wchłania, nie podrażnia skóry, nie oksyduje.

The Ordinary Alpha Arbutin 2% + HA - ten produkt ma potencjał! Już po kilku dniach stosowania (osobno, bez Niacynamidu) zauważyłam bardzo delikatne co prawda, ale jednak widoczne rozjaśnienie mojej plamy na policzku (to przebarwienie posłoneczne mam od kilku lat i nic go nie rusza, więc każde rozjaśnienie świadczy o działaniu produktu i bardzo mnie cieszy :)). Alpha Arbutin to przeźroczysty żel, podobnie jak wit. C początkowo trochę się lepi, ale wklepany dobrze się wchłania. Nie podrażnia. Nie pachnie.

The Ordinary Niacynamide 10% + Zinc 1% - na razie nie potrafię wypowiedzieć się na temat rezultatów jego stosowania. Serum z niacynamidem dołączyłam do pielęgnacji po kilku dniach od wprowadzenia serum z arbutyną i stosuje je łącznie ok. 10 dni. Może nieco mniej przetłuszcza mi się cera dzięki dodatkowi cynku? Jeszcze za wcześnie na ocenę. Niacynamid jest nieco mniej gęstym żelem od Arbutyny, też należy go wklepać, nie podrażnia, nie pachnie.

Po zastosowaniu serum/esencji nakładam krem pod oczy. Rano używam Innisfree Perfect 9 repair eye cream, który wg zapewnień producenta zawiera kompleks 9 aktywnych składników o działaniu napinającym i rozjaśniającym skórę oraz zapobiega 9 oznakom starzenia się skóry. W praktyce oznacza to, że krem jest dość treściwy i gęsty, odżywczy, a na dobrze nawilżonej i odżywionej skórze zmarszczki są mniej widoczne. Niestety dla mnie ten krem jest zbyt ciężki - kiedy używałam go wieczorem, budziłam się rano z podpuchniętymi oczami, a po kilku dniach pojawiały się czerwone krostki. Dlatego zrobiłam sobie od niego przerwę, pół kremu oddałam koleżance (jest go aż 30ml w słoiczku) i teraz w pielęgnacji porannej daję mu drugą szansę i odpukać - na razie jest dobrze.

Ostatni krok w mojej porannej rutynie to krem z wysokim filtrem. Skończyłam już kremy Biore i Swanicoco, teraz używam Skinfood Dragon Fruit Powerful Sun Essence, który oprócz wysokiej ochrony dobrze przygotowuje twarz pod makijaż. Niedawno pisałam o lekkich kremach z filtrem, więc osoby zainteresowane zapraszam do tego posta.










Pielęgnacja wieczorna


demakijaż: Son&Park Beauty Water
mycie: Balea Reinigungs Oil + Green Tea and Enzyme Powder Wash ByWishtrend
tonizowanie: Oczyszczający płyn bakteriostatyczny Pharmaceris
kwasy:
Cosrx BHA Blackhead Power Liquid,
Cosrx AHA7 Whitehead Power Liquid
Norel Tonik żelowy z kwasem migdałowym  
anti-aging:
Missha Time Revolution The First Treatment Essence Intensive Moist
Swanicoco Peptine Care Skintoner i Emulsion 
krem pod oczy: La Roche Posey Redermic R


Wieczorem zależy mi, aby dobrze oczyścić twarz, więc jeśli nosiłam makijaż (nie maluję się codziennie) usuwam go wacikiem nasączonym Son&Park Beauty Water. To kosmetyk wielozadaniowy: można nim zmyć makijaż, może służyć jako toner oraz delikatny produkt złuszczający. Na mojej cerze spisuje się świetnie, nie podrażnia, szybko zmywa tusz i podkład. Po takim wstępnym myciu przechodzę do double cleansing, czyli mycia produktem olejowym i na bazie wody. Niedawno zaczęłam stosować niemiecki kosmetyk z drogerii DM, czyli Balea Reinigungs Oil i już się polubiliśmy. W odróżnieniu od tanich olejków koreańskich, ten jest nie tylko tani, ale ma krótki skład bez parafiny, dobrze się emulguje i naturalnie pachnie. Drugi krok to wspomniany już proszek enzymatyczny z zieloną herbatą Green Tea and Enzyme Powder Wash.

Po umyciu twarzy wklepuję Oczyszczający płyn bakteriostatyczny Pharmaceris, aby delikatnie obniżyć pH skóry i przygotować ją do lepszego wchłonięcia preparatów z kwasami. Płyn jest łagodny, nie piecze, nie podrażnia, zawiera 3% kwasu migdałowego. Następnie używam Cosrx BHA Blackhead Power Liquid i jest to zdecydowanie mój ulubieniec! Zawiera 4% naturalnych kwasów BHA (betaine salicylate + ekstrakt z kory wierzby) oraz składniki nawilżające tj. panthenol, kwas hialuronowy, niacynamid, arginina, dzięki którym jest zarazem skuteczny i łagodny. Szybko poradził sobie z rozszerzonymi i zanieczyszczonymi porami, bez podrażnień i przesuszenia. Po ok. 15 minutach nakładam drugi produkt z kasami, tym razem z AHA. Jest to albo Cosrx AHA7, albo Toner Norel, które stosuję zamiennie. Cosrx AHA7 Whitehead Power Liquid zawiera 7% naturalnych kwasów AHA (kwas glikolowy oraz hydrolat jabłkowy) oraz składniki nawilżające, ma działanie złuszczające oraz głęboko oczyszczające skórę, przeznaczony jest do walki z zaskórnikami zamkniętymi (whiteheads). Niestety nie jest tak skuteczny, jak jego brat z BHA, bo wciąż mam te kilka whiteheads na policzku, ale jest równie łagodny i nie podrażnia / nie szczypie. Co drugi dzień zamiast Cosrx AHA używam Norel Tonik żelowy z kwasem migdałowym. To kolejny łagodny produkt, tym razem z 6% zawartością kwasu migdałowego (AHA), o działaniu wygładzającym i rozjaśniającym skórę, łagodzi stany zapalne, delikatnie złuszcza martwy naskórek, nawilża.

Kiedyś stosując produkty z kwasami myślałam, że nie powinnam już niczego innego po nich używać i najczęściej kończyłam z podrażnioną i przesuszoną twarzą. Teraz wiem, że po odczekaniu ok. 15-20 min mogę spokojnie stosować ulubione kosmetyki. I tak - po 15-20 min od użycia produktu z kwasem AHA przemywam twarz płatkiem nasączonym esencją Missha Time Revolution The First Treatment Essence Intensive Moist (wygrywa konkurs na najdłuższą nazwę!). Ta wodnista esencja zawierająca 90% ekstraktu ze sfermentowanego jęczmienia ma za zadanie wygładzać, rozjaśniać, nawilżać cerę. I właśnie nawilżenie wychodzi jej najlepiej, już po jednej warstwie cera jest wyraźnie "napita", a Charlotte Cho poleca esencję Misshy do 7 skin method. Moja skóra odmawia przyjęcia aż 7 warstw i na co dzień stosuję ją jednorazowo (chociaż wklepanie 3x esencji świetnie sprawdza się u mnie przy problemach z ewentualnym przesuszaniem). Następnie używam duetu Peptine Care od Swanicoco, który pięknie sobie radzi z drobnymi zmarszczkami, liniami, czy bruzdami, dobrze  nawilża i odżywia skórę (tu pełna recenzja). Na noc pod oczy stosuję krem z retinolem z La Roche Posey Redermic R, który jest bardzo lekki i szybko się wchłania, nie budzę się po nim z opuchniętymi oczami, przy regularnym stosowaniu napina i wygładza skórę (recenzowałam go już kiedyś - tutaj link). U mnie najlepsze efekty daje używany razem z lekkim serum peptydowym, dlatego teraz stosuję go razem ze Swanicoco, a kiedyś z Aktywatory Młodości Peptyd Biomimetyczny od Ava Laboratorium i ten duet też gorąco polecam.








Po raz kolejny dostałam się do programu Swan, czyli akcji testowania i recenzowania organizowanej przez Swanicoco (wspominałam już kiedyś, że warto obserwować ich profil na IG) . Dostałam od nich kilka kosmetyków, w tym krem Swan Cream Intensive Vital (na zdjęciu powyżej) oraz pierwszą esencję i oba te kosmetyki powoli włączam już do swojej pielęgnacji: krem zastępuje mi emulsję Peptine Care, a pierwsza esencja zastępuje kończącą się powoli Misshę. Po ok. 5 tygodniach, zgodnie z wymogami akcji, możecie spodziewać się recenzji.

Gratuluję i dziękuję wszystkim, którzy wytrwali do końca :))) Dostaję czasem maile z pytaniami o konkretne produkty albo o kolejność używania, dlatego chciałam dokładnie wszystko opisać! Jednak, jeśli macie jakieś pytania lub wątpliwości - piszcie w komentarzach! Ciekawa jestem Waszych zmian w pielęgnacji - co nowego pojawiło się wraz z jesienią?


Pozdrowienia,
Magda


Koreańska rutyna pielęgnacyjna w obrazkach, wg Tracy z bloga Fanserviced-B

Prosta i skuteczna rutyna pielęgnacyjna na lato

14 komentarzy:

  1. Miałam próbki kremu z tej serii Norel i u mnie przy dłuższym stosowaniu skóra schodziła i brzydko to wyglądało -,-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli pewnie dla Ciebie za mocny, a może za mało dodatkowego nawilżenia stosowałaś?

      Usuń
    2. Nie wydaje mi się, chociaż nie znam się na tym :D

      Usuń
    3. Może po prostu Twoja cera go nie polubiła i tyle :)

      Usuń
  2. piękna ta twoja jesienna rutyna, jak zawsze ciekawe rzeczy, właśnie czekam na zamówione produkty z The Ordinary, naczytałam się opinii o nich i skusiłam się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje zainteresowanie spore wzbudza juz od dłuższego czasu hydrolat. Musze sie na niego w końcu zdecydować, ale jeszcze nie jestem pewna na który:/ Kremy pod oczy również ciekawe. La Roche na plusik

    OdpowiedzUsuń
  4. The Ordinary mnie kusi strasznie swoimi produktami, na arbutynę mogłabym się skusić, marzył mi się niacynamid ale cynk u mnie = pole pryszczy na twarzy. Ten proszek z By Wishtrend to cudo, dawno tak czystej cery nie miałam, tak samo produkty swanicoco - zobaczymy efekty, ale wstępnie jestem zadowolona z nawilżenia. Na ten krem z innisfree chciałam się skusić bo ta normalna wersja jest ok, ale za słaba jak na moje potrzeby, chyba czas szukać innego kremu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz jakieś przebarwienia czy nierówny koloryt - bierz arbutynę! A proszek też lubię bardzo, muszę się wreszcie zabrać za jego recenzję ;)) Z kolei ja tego wszystkiego ze Swanicoco nie mogę stosować razem, bo mnie za pycha - za dużo i za ciężko, więc zaczęłam od pierwszej esencji i kremu. Z tego kremu Innisfree wiele osób jest zadowolonych i u mnie teraz za drugim podejściem też jest ok. Niestety za pierwszym podejściem - zawsze mi coś pod oczami wyskakiwało, wybitnie mi nie służył.

      Usuń
  5. Z The Odrinary wzięłam serum z wit C i kwasem hialuronowym. I również nie widzę zbawiennego wpływu witaminki :/ Liczyłam na mocniejszy efekt rozjaśnień, bo jednak stężenie jest naprawdę spore! O.o A tu tylko mnie twarz piecze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też jestem lekko zawiedziona, ale nic - używam dalej, bo może to jeszcze zbyt krótko?

      Usuń
  6. O rany, ale dokładnie przemyślana pielęgnacja! Ja też wdrożyłam już kwasy, ale w postaci peelingów migdałem 40% raz w tygodniu, a w ciągu tygodnia pielęgnacja jest już mniej przemyślana, trochę błądzę. Przez ostatnie 8 miesięcy używałam duetu rozjaśniającego z Biochemii Urody (niebawem będzie wpis o nich), ale nie jestem zadowolona z efektów. Mam ogromną chęć na serum z arbutyną oraz tym z niacynamidem i tlenkiem cynku, choć są teraz niestety niedostępne. Ale zarówno z arbutyną, jak i z niacynamidem miałam już sporą styczność i było tak sobie, ale może tu formuła czyni cuda? :) Zobaczymy, jak tylko się pojawią, to kliknę, ustawiłam powiadomienie o dostępności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Migdał 40% też kiedyś stosowałam i efekty były naprawdę dobre! Teraz zaczęłam od małych stężeń, ale w planie mam peelingi kwasem mlekowym oraz serum z BHA z Biochemii (oba przywiozłam z Polski latem). A poukładać to jakoś musiałam, bo jak dokupiłam jeszcze produkty w The Ordinary, to się nagle strasznie dużo tego zrobiło :)))

      Usuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger