Wycieczka do Australii - zakupy, dużo zdjęć


O wycieczce do Australii marzyliśmy od dawna, fascynował nas ten wielki kraj-kontynent z niesamowitą przyrodą, pustynią, pięknymi plażami oraz słońcem, ale odległość z Polski oraz ceny biletów skutecznie zniechęcały do wyjazdu. Od kiedy mieszkamy w Korei odległość zmniejszyła się o połowę, a i ceny biletów są niższe, więc postanowiliśmy to wykorzystać. Na wyjazd wybraliśmy naszą jesień - czyli australijską wiosnę, bo to najprzyjemniejsza pora do zwiedzania, a dodatkowo w tym czasie w Korei jest dużo dni wolnych w związku z narodowym świętem Chuseok. Zapraszam Was na foto relację, w której znajdzie się też i Tokio oraz moje japońskie zakupy!





Skąd nagle Tokio, skoro miała być wycieczka do Australii? Celowo zdecydowaliśmy się na trasę Seul - Tokio - Sydney, z 8 godz. przerwą w Tokio, aby choć przez kilka godzin zobaczyć stolicę Japonii, bo mimo, że mieszkamy tak blisko, jeszcze tam nie byliśmy! Oczywiście przez te kilka godzin nie zwiedziliśmy wiele, ale przyjemnie było pospacerować ulicami miasta, pooglądać spieszących się ludzi, podziwiać kolorowe neony. Mimo, że Tokio ma prawie taką samą liczbę mieszkańców, co Seul (ponad 9mln ludzi) - na nas sprawiło wrażenie bardziej zatłoczonego, tłumy na ulicach i w metrze były większe niż w Seulu. Może to wrażenie wzięło się z faktu, że pojechaliśmy zobaczyć słynne skrzyżowanie Shibuya, z pomnikiem psa Hachiko (kto oglądał film "Mój przyjaciel Hachiko" ten zna jego historię)? Moja córka wykorzystała tę wizytę na zakup kilku najnowszych wydań mangi, a ja na drobne zakupy kosmetyczne. Najchętniej kupiłabym znacznie więcej, ale przed nami wciąż była Australia i konieczność noszenia tego wszystkiego w plecaku... W każdym razie do Tokio planujemy wrócić :)







to tylko mały wycinek półki z produktami Hada Labo

Moje japońskie zakupy :)

Dokupione na lotnisku w Tokio


Australia - Uluru / Ayers Rock

Najważniejszym punktem programu, było zobaczenie słynnej skały Uluru (inaczej Ayers Rock lub The Rock), świętego miejsca dla Aborygenów. Uluru wyrasta nagle pośród pustyni, ok. 400km od miasta Alice Springs, ma 300m wysokości i ok. 8km obwodu. Dzięki zawartości tlenków żelaza przyjmuje różne kolory, w zależności od oświetlenia może być pomarańczowa, czerwona, bordowa. My mieliśmy to szczęście obserwować skałę po deszczu (naprawdę szczęście - ostatni raz padało tam w grudniu 2016!) - miała wtedy niesamowity fioletowy kolor!

W Alice Springs wykupiliśmy 3 dniową wycieczkę, w ramach której pierwszego dnia zobaczyliśmy Uluru (obeszliśmy ją dookoła), drugiego siostrzaną formację skalną Kata Tjuta (z trekkingiem w Valley of the Winds) a trzeciego dnia zrobiliśmy długi szlak w pięknym Kings Canyon. Nasz przewodnik Rayan był jednocześnie naszym kucharzem i kierowcą, spaliśmy na kempingach pod gołym niebem obserwując gwiazdy, wstawaliśmy przed 5.00 rano, aby oglądać wschody słońca i była to jedna z najlepszych wycieczek, na których byłam.






zachód słońca

wschód słońca







w tym kociołku na żarze piecze się dla nas chleb na kolację!






Podróż campervanem z Melbourne do Sydney

To spełnienie kolejnego podróżniczego marzenia - od zawsze chciałam wyruszyć w trasę tym wielkim domem na kółkach, żeby móc stanąć np. przy pięknej plaży, zrobić tam sobie kolację i zostać na noc, bez konieczności poszukiwania hotelu. Nasz samochód był gigantyczny, przez co dość ciężko się go prowadziło, ledwo co mieścił się w pasach na wąskich dwupasmówkach i łatwo łapał wiatr, ale za to jaka wygoda w środku! Mieliśmy w nim swoje wielkie łóżko (nad kabiną kierowcy), a każde dziecko miało swoje. Do tego całe niezbędne wyposażenie kuchenne, mini łazienka i telewizor (którego ani razu nie oglądaliśmy). Spędziliśmy w nim 9 dni i mimo różnych niewygód - spodobało nam się!






Great Ocean Road

to nasz pierwszy cel - czyli niesamowicie malownicza droga wiodąca głównie klifami nad oceanem. Oczywiście piękne widoki gwarantowane!








tak się kończy skakanie przez fale



Moonlit Sanctuary Wildlife Conservation Park

Chociaż wiele australijskich zwierząt widzieliśmy na dziko (w tym koalę), to wybraliśmy się do tego parku, żeby nie tylko zobaczyć, ale też dowiedzieć się o nich czegoś ciekawego.







Obserwowanie wielorybów w Eden

Australijską wiosną humbaki wraz z młodymi migrują na południe wzdłuż wybrzeża Australii i można je obserwować zarówno z brzegu, jak i z pokładu wycieczkowych łodzi. My wybraliśmy się na specjalny rejs i znowu dopisało nam szczęście - już kilkanaście minut po wypłynięciu zobaczyliśmy mamę wraz z kilkutonowym maluchem, który był w bardzo dobrym nastroju: wyskakiwał ponad wodę, kręcił fikołki, machał płetwami i ogólnie dobrze się bawił.







Blue Mountains National Park

Dwa ostatnie dni naszej trasy spędziliśmy na szlakach w Górach Błękitnych, które mają niesamowity klimat - na dole kaniony i las deszczowy, na górze skały i wodospady.









Sydney

To już końcówka naszej podróży: wybraliśmy się na popularną plażę Bondi, a wieczorem oglądaliśmy animacje wyświetlane na jednym z dachów opery.













Zakupy

a raczej ich brak :) Jak widzicie na poniższym zdjęciu - w Australii nie poszalałam. Posiadane zapasy i zakupy japońskie spowodowały, że kupiłam jedynie krem z filtrem do twarzy i ciała oraz wielofunkcyjny balsam Lucas' Papaw Ointment. Jakoś nic do mnie w australijskich sklepach nie przemówiło, chociaż zastanawiałam się chwilę stojąc przed półką z kosmetykami Antipodes.





Ten wyjazd narobił nam jedynie ochoty na dalsze zwiedzanie Australii, bo zdołaliśmy zobaczyć tylko małą jej część. Kto wie, może kiedyś los nas rzuci w te strony :)

A jaka jest Wasza podróż marzeń?


Pozdrawiam,
Magda


17 komentarzy:

  1. Magdo, Magduniu, Kociamberku ! Cieszę się niesamowicie z Twojej fantastycznej przygody, tak jak bym ją sama przeżywała. Te wspaniałe widoki nie sposób ogarnąć wyłącznie zmyłem wzroku. Musiało być ....nastąpił brak słów ....
    Jedno z moich podróżniczych marzeń spełni się już wkrótce bo w styczniu :) ale wiele jeszcze mam niezrealizowanych pragnień. Australia z Nową Zelandią jest też na niej jest :)
    A co to takie AHA z zakupów w TOkyo ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana :* Australia jest przepiękna i tyle tam jeszcze wspaniałych miejsc, których nie widzieliśmy! Ciekawa jestem, gdzie Ty się wybieresz w styczniu, mam nadzieję, ze że zdjęcia pojawią się na IG lub blogu :)
      To AHA to mydełko z kwasami :)

      Usuń
  2. Brak mi słów. Takie cuda zobaczyć na własne oczy?! szczerze zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna wycieczka! W Tokio podobało mi się, ale te tłumy były męczące ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, tej Japonii to bardzo zazdroszczę, nawet jeśli był to tylko krótki postój :D Oglądałam film o psie Hachiko i pamiętam, że nie dość że płakałam przez całe ostatnie 30 minut seansu, to jeszcze później przez dobry tydzień na samo wspomnienie zakończenia xD Może to dlatego, że sama mam psa - Huskiego, więc mogłam sobie wyobrazić top cierpienie. Co do widoków, to są zachwycające i chciałabym móc je również zobaczyć na żywo!

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Seulu do Tokio leci się niecałe 2godz, więc kiedyś jeszcze musimy się wybrać i pozwiedzać na spokojnie.
      A podróż do Australii polecam z całego serca!

      Usuń
  5. Ładnie w tej Australii, chociaż ja do tej pory boje się jechać - jak miałam 14 lat to jakoś nie myślałam, że może mnie coś tam ugryźć i zabić, a teraz - pierwsze skojarzenie z Australią to pająki. Tokio wydaje mi się, że codziennie przeżywa większe oblężenie turystów niż Seul i stąd też wydaje się być przeludnione, nie wiem jak to się przenosi na wielkość obu miast bo nigdy nie porównywałam, ale co widzę vlogi z obu miast to odnoszę właśnie wrażenie, że w Tokio masz milion osób na jeden metr kwadratowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nic nas nie pogryzło, jedynie raz na szlaku widzielismy węża, który uciekł na nasz widok :)
      A w Tokio na pewno dodatkową mase robią turyści, jest bardzo tłoczno!

      Usuń
  6. Chciałam cos powiedzieć ale na widoki zaparło mi dech!

    OdpowiedzUsuń
  7. przepiękny kraj, miło jest nacieszyć oczy, choć chciałabym kiedyś zobaczyć to wszystko co Ty :) na pewno to miejsce na liście do zobaczenia przed śmiercią ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne miejsce <3 No i podróż kamperem ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. moja przyjaciółka kilka lat temu wyjechała do Australii, mieszka w Perth i raczej już nie wróci (nie dziwię się)piękny, ciekawy i wyjątkowy kraj, zazdroszczę wycieczki, piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Wooow! <3 Od kiedy dwa lata temu poznałam parę z Australii, tylko czekam na możliwość wycieczki w te miejsca. Twoje zdjęcia są przeeeemagiczne! Świetny pomysł z tym karawanem! Mój chłopak byłby w siódmym niebie, mi być może zabrakłoby odwagi ;D
    P.S. Pomnik Hachiko musiał być bardzo wzruszającym punktem w podróży do Tokio.
    Pozdrawiam ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ah, jak cudownie! Wspaniałą podróż :) Mam nadzieję, że też kiedyś uda mi się tam pojechać, marzenie :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger