Rozgrzewająca odżywka od Jungle Botanics


Forest Leaves Warming Treatment,


czyli druga część recenzji mojego naturalnego zestawu do pielęgnacji włosów. O szamponie pisałam w poprzednim poście, a dziś zapraszam na opis działania maski, która wg producenta ma działanie rozgrzewające.




Forest Leaves Warming Treatment to maska przeznaczona do włosów bardzo zniszczonych i suchych, po koloryzacji lub trwałej. Wytwarzane podczas aplikacji ciepło powoduje lekkie rozchylenie łusek włosa i lepsze wnikanie substancji aktywnych, dzięki czemu włosy stają się miękkie i zdrowsze.


Podobnie jak szampon, odżywka zawiera wiele ekstraktów i olejów, które nawilżą, odżywią i wygładzą włosy. W skład olejowego kompleksu nazwanego przez producenta Amazon Forest Complex, wchodzi 10 olejów: pracaxi, moringa , acerola, orzech brazylijski, kokos, winogrona, z pestek moreli, avocado, macadamia, sea buckthorn, bawełna, słonecznik, açaí, kamelia i argan. O dobroczynnym działaniu tych olejów na włosy możecie poczytać na stronie marki - tutaj. Co ciekawe w masce znajdziemy również kwas salicylowy, dzięki któremu skóra głowy będzie lepiej oczyszczona z sebum. Maska nie zawiera silikonów i ftalanów i mimo, że nie jest to produkt w 100% naturalny, to ilość ekstraktów i olejów jest naprawdę imponująca.


Skład:
Water, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Propylene Glycol, Steartrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Polyquaternium-7, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Salicylic Acid, Pentaclethra Macroloba Seed Oil, Bertholletia Excelsa Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Butylene Glycol, Origanum Vulgare Leaf Extract, Ocimum Basilicum (Basil) Extract, Moringa Oleifera Leaf Extract, Malpighia Emarginata (Acerola) Fruit Extract, Gaultheria Procumbens (Wintergreen) Leaf Extract, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Eucalyptus Globulus Leaf Extract, Crocus Sativus Flower Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Extract, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Extract, Achillea Millefolium Flower Extract, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Prunus Persica (Peach) Kernel Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Hippophae Rhamnoides Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Oil, Euterpe Oleracea Fruit Oil, Camellia Japonica Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, 1,2-Hexanediol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Fragrance


Maska zapakowana jest w biały, prosty kartonik, o bardzo minimalistycznym wyglądzie. W środku znajdziemy miękką, plastikową tubę o pojemności 200ml, z zamknięciem typu klik. Pod zakrętką tuba była dodatkowo zabezpieczona srebrną naklejką. Zamknięcie tuby chodzi dość lekko i chociaż w domu nie stanowi to problemu, to obawiałabym się zabrać tę maskę w podróż.






Maska ma biały kolor i zapach przypominający kwiatowe perfumy (pewnie za sprawą Fragrance na końcu składu). Nie jest on na tyle silny, żeby przeszkadzał, ale odrobinę dziwi użycie takiej kompozycji zapachowej w masce o nazwie Forest Leaves, która czerpie aktywne składniki z dżungli... Konsystencja jest bardzo lekka, przypomina krem nawilżający i nie ma problemu z wydobyciem maski z tuby. Równie łatwo aplikuje się maskę na wilgotne włosy, mimo braku silikonów łatwo ją nanieść i niewielka jej ilość wystarczy do pokrycia moich krótkich włosów.


Najczęściej stosuję tę maskę jak odżywkę, czyli po umyciu włosów rozprowadzam równomiernie na wilgotnych kosmykach, lekko wmasowuję i trzymam jakieś 3 min, a następnie spłukuję. Przy takim sposobie używania moje włosy są sypkie i miękkie, lekkie, nie przetłuszczają się szybciej, ale niestety są też słabo wygładzone i końce są lekko spuszone. To normalna reakcja moich włosów na odżywki / maski naturalne, bez zawartości silikonów. Dlatego zawsze używam serum silikonowego (już o nim kiedyś wspominałam - Mise en Scene, Perfect Repair, bardzo popularny w Korei serum - olejek). 


Kilka razy zrobiłam sobie maskę z prawdziwego zdarzenia! Nałożyłam Forest Leaves Warming Treatment w większej ilości niż zazwyczaj, na lekko osuszone włosy, a następnie czepek i na to turban z ręcznika. Dopiero przy takim zastosowaniu poczułam efekt rozgrzewający, o którym pisze producent, bo skóra głowy bez podgrzewania turbanu suszarką zrobiła się ciepła. Całość trzymałam ok. 15min, a następnie spłukałam letnią wodą. Efekt to lekkie, uniesione włosy pełne objętości z mocno spuszonymi końcami. Dlatego nie planuję już powtarzać takiego zabiegu. 





Podsumowując:
Z tej serii zdecydowanie polubiłam szampon i będę do niego wracać, efekt chłodzenia, zapach, działanie, lekkie wydłużenie okresu pomiędzy myciem włosów - to wszystko przemawia na tak. Maska absolutnie nie jest zła, ale wydaje mi się, że lepiej się sprawdzi u posiadaczek włosów naturalnych, niezniszczonych, niskoporowatych, czyli odwrotnie niż zapewnia producent.




Maska dostępna jest tutaj - klik, aktualnie na promocji -10% w cenie 14,90USD. Można ją też kupić w zestawie z szamponem chłodzącym, o którym pisałam w poprzednim poście (cena zestawu 30,65USD). Podobnie jak przy szamponie - cena nie jest niska, ale porównywalna do innych naturalnych marek.



Pozdrowienia,
Magda




** Wpis zawiera linki afiliacyjne, czyli jeśli klikając na któryś z nich zrobisz zakupy w sklepie, ja dostanę niewielką prowizję, ale ziarnko do ziarnka i mam nadzieję, że dzięki temu uzbieram na jakiś fajny kosmetyk do zrecenzowania na blogu :) **

3 komentarze:

  1. Widziałam to serie u paru blogerek. Fajne, ale na razie efekt ochłodzenia średnio potrzebny xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm, szampon chętnie bym wypróbowała ale obawiam się, że maska mogłaby się u mnie nie sprawdzić :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Możliwe, że wypróbuję szampon bo mnie zainteresował.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger