Ranking azjatyckich, lekkich kremów z filtrem SPF50+, cz. 2


DLA CER MIESZANYCH I TŁUSTYCH


Świeżo po powrocie z Australii, gdzie smarowałam siebie i rodzinę tonami kremów z filtrem, mam dla Was drugą część testów i kolejne porównanie azjatyckich filtrów. W części 1 zajęłam się porównaniem produktów koreańskich (klik), ale dziś znajdziecie tu też jeden kosmetyk japoński - bardzo popularny filtr marki Biore. Do tego posta starałam się wybrać przede wszystkim kremy lekkie, niebielące, nietłuste, czyli idealnie nadające się dla cer tłustych i mieszanych.




Dla przypomnienia - co jest dla mnie ważne w kremach z wysokim filtrem? Przede wszystkim lekka formuła, czyli szybkie wchłanianie i brak tłustej warstwy po aplikacji. Zwracam też uwagę, czy krem nie bieli zbyt mocno - delikatne rozjaśnienie twarzy mi nie przeszkadza, ale biała maska już tak. Jako posiadaczka tłustej cery sprawdzam, czy krem nie powoduje zwiększonej produkcji sebum i czy nie zaczyna mnie zapychać. Nie zwracam aż tak dużej uwagi czy jest to filtr mineralny, czy chemiczny, (chociaż te chemiczne zazwyczaj są lżejsze i bardziej przyjazne cerom tłustym i mieszanym) lub czy zawiera składniki przenikające do krwiobiegu (chociaż oczywiście wolałabym, aby ich nie było).


Testowane kremy:

1. Biore UV Aqua Rich Watery Essence SPF50+ PA++++

2. Skinfood Dragon Fruit Powerful Sun Essence SPF50+ PA++++

3. Swanicoco Bio Cool Mint Sun Gel SPF50+ PA+++

4. OrgaPlus Ultra Pure Sun Stick SPF50+ PA++++




Testowałam 3 tradycyjne kremy oraz sztyft. Kremy zapakowane są w miękkie tuby o pojemności 50ml, a sztyft w porządny, twardy plastik (poj. 18ml). Opakowania są poręczne, produkt łatwo wydobyć, nic złego się z nimi nie dzieje, nie niszczą się, a napisy nie ścierają się.


Podobnie jak poprzednim razem zrobiłam test tłustości kremów na chusteczce - na poniższym zdjęciu widzicie rezultaty po ok. 1 godzinie. Najmniej tłusty jest filtr Biore, następnie filtr Skinfood, a największą tłustą otoczkę wypuścił krem ze Swanicoco. Sztyft OrgaPlus też trochę zatłuścił chusteczkę, ale ilość jest niewielka, porównywalna do Biore. Taki rezultat odpowiada rzeczywistemu uczuciu tłustości na twarzy, po posmarowaniu jej kremem: najlżejszy jest Biore, Skinfood jest nieco cięższy, ale nie błyszczy się, natomiast Swanicoco zostawia na skórze delikatną warstwę. Sztyft OrgaPlus jest wyczuwalny, ale nie mocno błyszczący.






Tym razem też przeprowadziłam test na balkonie, czyli opalanie ręki, ale aby rezultaty były łatwiej zauważalne użyłam kolorowej taśmy, jako granicy pomiędzy kremami. Z ręką wystawioną do słońca siedziałam na balkonie 1 godzinę, czytając książkę.



Od lewej strony:

1. Biore UV Aqua Rich Watery Essence SPF50+ PA++++

2. Skinfood Dragon Fruit Powerful Sun Essence SPF50+ PA++++

3. Swanicoco Bio Cool Mint Sun Gel SPF50+ PA+++

4. OrgaPlus Ultra Pure Sun Stick SPF50+ PA++++



Jak widzicie powyżej żadnej z testowanych kremów nie zostawia białej ani tłustej warstwy, wszystkie są lekkie i bardzo dobrze się wchłaniają. A jak sprawują się w praktyce? Tym razem pobawiłam się trochę ustawieniami kontrastu i nasycenia na zdjęciach, aby rezultaty mojego opalania były lepiej widoczne i oto one:




Mam nadzieję, że dość dobrze widać na zdjęciach to, co zaobserwowałam na żywo - najgorzej wypadł krem nr 1, czyli Biore :( W tym miejscu skóra jest wyraźnie podrażniona słońcem, zaczerwieniona, ma bardzo podobny odcień do skóry nad łokciem, gdzie nie byłam posmarowana w ogóle! Nieco zaczerwieniony jest też kawałek nr 2 - czyli posmarowany kremem Skinfood Dragon Fruit. Nie jest tak źle, jak przy Biore, ale jednak widać, krem nie ochronił skóry przed słońcem w 100%. Z kremów najlepiej wypadło Swanicoco, czyli nr 3 - brak podrażnień, zaczerwienienia, skóra ma równomierny odcień. Takie same pozytywne rezultaty dał sztyft OrgaPlus.



Biore UV AQUA Rich Watery Essence SPF50+ PA++++

Niekwestionowany król internetów - od kilku lat ten japoński krem z filtrem zbiera same ochy i achy w zachodniej blogosferze, recenzowany na forum Reddit oraz przez setki blogerek, w tym takie sławy jak Vanity Rex, Fiddy z Fifty Shades of Snail, czy Tracy z Fanserviced-b. Doczekał się kilku wersji, ja mam tę najnowszą z 2017 roku, którą udało mi się kupić w Hong Kongu, bo kremy Biore są trudno dostępne w Korei.

Wcale nie dziwię się jego popularności, zwłaszcza wśród dziewczyn z tłustą i mieszaną cerą, bo ten krem jest wręcz idealny! Zgodnie z nazwą jest to wodnista esencja, bardzo lekka, ale nie lejąca się, bardziej przypomina lekkie serum wodne, niż krem z wysokim filtrem. Szybko się wchłania, po aplikacji wyczuwalna jest bardzo delikatna satynowa warstwa, ale to uczucie znika po kilku minutach. Nic nie bieli (nie ma czym, bo to filtr chemiczny), nie tłuści, nie zapycha.

Ma jednak swoje minusy:
- bardzo, ale to bardzo pachnie alkoholem! Jeśli komuś przeszkadza alkohol w składzie lub zapach w Antheliosie XL, to Biore jest jeszcze gorszy,
- ze względu na tak lekką konsystencję łatwo nabrać go za dużo (tuba ma dość duży otwór) i jest mało wydajny,
- słabo chroni przed słońcem!





Skład:
Water, Ethanol, Ethylhexyl methoxycinnamate, Lauryl Methacrylate/Sodium Methacrylate Crosspolymer, Alkyl Benzoate, BisEthylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Dimethicone, Ethylhexyl Triazone, Silica Dimethyl Silylate, Dipropylene glycol, Xylitol, Dextrin palmitate, Acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Polysilicone-9, Glyceryl Stearate, Aminomethyl propanol, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Agar, Isoceteth-20, C30-45 alkyl methicone, Polyvinyl Alcohol, C30-45 Olefin, Sodium Hydroxide, Butylene Glycol, Propylene Glycol, Sodium Hyaluronate, Royal Jelly Extract, Citrus Aurantium Dulcis Fruit Extract, Citrus Grandis Fruit Extract, Lemon Fruit Extract, Phenoxyethanol, EDTA-2Na, BHT, Fragrance.

Link do oceny składu w COSDNA (klik).

Na niebiesko zaznaczyłam filtry UV - jak widzicie, w tym kremie są to tylko 3 substancje, tzw. filtry chemiczne, może stąd bierze się niski poziom ochrony mimo deklarowanego przed producenta SPF50+ i PA++++? Pod sam koniec składu znajduje się kilka ekstraktów i kwas hialuronowy, ale wątpię, aby miały szansę pozytywnie oddziaływać na skórę.


Cena w Japonii: 25zł



Skinfood Dragon Fruit Powerful Sun Essence SPF50+ PA++++

Ten krem wybrałam na podstawie jego składu - spodobało mi się, że zawiera wiele filtrów, a po wizycie w sklepie i próbie na dłoni spodobała mi się też jego konsystencja. Krem jest lekki, łatwo go rozsmarować i szybko się wchłania, nie bieli, nie tłuści. Mimo alkoholu na drugim miejscu w składzie pachnie bardzo przyjemnie - kwiatowo - owocowo. Po jego użyciu skóra jest wygładzona i satynowa, jak po delikatnym primerze. Bardzo przyjemny w użyciu krem, idealny pod makijaż! 







Skład: Water, Ethanol, Ethylhexyl Salicylate, Homosalate, Cyclopentasiloxane, Dibutyl Adipate, Dipropylene Glycol, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol, Polysilicon-15, Diethylamino hydroxybenzoyl hexyl benzoate, Butylene Glycol, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Styrene/Acrylates Copolymer, Ceteth -10, Tromethamine, Decyl Glucoside, Acrylate /C10-30Alkyl Acrylate Crosspolymer, Propanediol, Carbomer, Pentylene Glycol, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, 1,2-Hexanediol, Glycerin, Propylene Glycol, Saccharide Hydrolysate, Xanthan Gum, Viscum Album (Mistletoe) Leaf Extract, Portulaca Oleracea Extract, Centella Asiatica Extract, Dragon Fruit Extract (100 ppm), Turmeric Extract, Salvia Hispanica Seed Extract, Sodium Hyaluronate, Ethylhexylglycerin, Fragrance, Phenoxyethanol

Link do oceny w COSDNA (klik).

Dragon Fruit Powerful Sun Essence zawiera aż 6 substancji chroniących przed promieniowaniem UV  (wszystkie to filtry chemiczne) oraz ciekawe ekstrakty i kwas hialuronowy, które jednak podobnie jak w Biore znajdują się już pod koniec składu. 


Cena w Korei: ok. 45zł



Swanicoco Bio Cool Mint Sun Gel SPF50+ PA+++

To kolejny koreański krem z wysokim filtrem o ciekawej konsystencji - jest ona bardzo lekka, wręcz lejąca, ale wyczuwalnie tłusta, co potwierdził test na chusteczce. Krem wchłania się bardzo szybko, łatwo się rozsmarowuje i nie bieli, ale twarz lekko się po nim świeci. Myślę, że za ten efekt odpowiedzialna jest duża ilość olejów w składzie (zaznaczone poniżej na zielono). Nie stanowi to jednak dużego problemu, bo przypudrowanie załatwia sprawę. Na szczęście nie zauważyłam, żeby krem mnie zapychał. Bio Cool Mint pachnie świeżo, z bardzo delikatną nutą mięty. 






Skład
Aloe Barbadensis Leaf Juice, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Alcohol, Butylene Glycol, Homosalate, Ethylhexyl Salicylate, Pentylene Glycol, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Niacinamide, Caprylyl Methicone, Titanium Dioxide, Glycerin, Isononyl Isononanoate,Ethylhexyl Triazone, 1,2-Hexanediol, Water, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Lauryl Methacrylate/Glycol Dimethacrylate Crosspolymer, Ethyl Hexanediol, Cyclopentasiloxane, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Sorbitan Isostearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Aluminum Hydroxide, Isohexadecane, Stearic Acid, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Ethylhexylglycerin, Polysorbate 80, Adenosine, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Sorbitan Oleate, Pelargonium Graveolens Flower Oil, Amyris Balsamifera Bark Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Xanthan Gum, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Mentha Arvensis Leaf Oil, Sodium Hyaluronate, Boswellia Carterii Oil, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil, Juniperus Mexicana Oil, Sophora Japonica Fruit Extract, Pancratium Maritimum Extract.

Link do oceny w COSDNA (klik).


Bio Cool Mint Sun Gel zawiera 4 filtry chemiczne oraz 1 fizyczny - tlenek tytanu. Oprócz olejów zawiera też łagodzącą alantoinę, przeciwzmarszczkową adenozynę czy nawilżający kwas hialuronowy, ale podobnie jak u poprzedników wszystkie te dobroci znajdują się w drugiej połowie składu. Wyjątkiem jest tu sok z aloesu na pierwszym miejscu, dzięki któremu krem zyskuje dodatkowe działanie nawilżające. 

Cena w Korei: ok. 86zł



OrgaPlus Ultra Pure Sun Stick SPF50+ PA++++

Ten produkt dorzuciłam do tego porównania dodatkowo, bo nie jest to krem, ale ciekawa byłam jak się spisze w moim balkonowym teście. Wypadł bardzo dobrze, co mnie cieszy, bo używam go do ochrony miejsc wrażliwych tj. pieprzyki, znamiona, płatki uszu, itp. zarówno u siebie, jak i mojej rodziny. Sztyft jest przeźroczysty, ma żółto-cytrynowy kolor, nie bieli, ale nie nadaje się do całej twarzy:  zostawia wyczuwalną warstwę. Producent zachwala go jako produkt odporny na wodę i pot, hypoalergiczny, nadający się do stosowania u dzieci i dorosłych. Nie wklejam składu, bo jest on za długi - produkt zawiera niesamowite ilości ekstraktów i olejów, producent chwali się, że składników jest ponad 300!

Za ochronę przeciwsłoneczną odpowiada 5 filtrów chemicznych: Ethylhexyl methoxycinnamate, Ethylhexyl salicylate, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Bis-ethylhexyloxyphenol methoxyphenyl triazine, Octocrylene.

TU możecie poczytać o nim więcej. 






Moje wrażenia i podsumowanie

Nietrudno się chyba domyślić, że moim największym rozczarowaniem okazał się słynny filtr Biore. Byłby to krem dla mnie idealny, gdyby nie okazało się, jak słaba jest jego ochrona. Moja cera ma niestety bardzo duże skłonności do powstawania przebarwień, poza tym mam dużo pieprzyków, które wymagają wysokiej ochrony, więc dla mnie po teście na balkonie Biore jest spalone! Czy komuś mogę go polecić? Jedynie osobom z cerą tłustą lub mieszaną, którym nie przeszkadza alkoholowy zapach kremu i które będą go używać do ochrony podczas krótkiego pobytu na zewnątrz np. w drodze do pracy / szkoły, ale na pewno nie na plażę, wyjazdy, dłuższe wycieczki, itd.

Krem Skinfood polubiłam za przyjemność jego używania - żadnego bielenia, żadnej tłustej warstwy, ładny zapach, cera wygładzona i miękka. Szkoda, że mimo zawartości wielu substancji chroniących przed promieniami UV, w teście balkonowym nie wypadł najlepiej i tylko to (a może aż to) spowodowało, że nie wygrał dzisiejszego zestawienia.

Zwycięzca dzisiejszego rankingu to  Swanicoco Bio Cool Mint Sun Gel! Ochrona, którą daje, okazała się najlepsza i mimo pewnych wad (błyszcząca warstwa i konieczność przypudrowania twarzy) używam go codziennie z przyjemnością. Krem ma najbogatszy z prezentowanych tutaj skład, jest nawilżający i często nie stosuję już pod niego innego kremu.  Mimo zawartości dwutlenku tytanu - nie bieli. Można go kupić w sklepie BeautyTap - klik w cenie 29USD.

Jeśli jesteście zainteresowani poczytaniem o innych kremach - zapraszam do poprzedniego wpisu cz. 1 - klik, w której testowałam:

1. Missha All Around Safe Block Sebum Zero Sun

2. Innisfree Perfect UV Protection Essence, water base

3. Dr.G Brightening Up Sun

4. Missha All Around Safe Block Aqua Sun Gel

Lato już się skończyło, ale pamiętajcie, że zimą równie łatwo o poparzenia słoneczne, a promienie UVA docierają do nas niezależnie od pogody i stopnia zachmurzenia. Dlatego nie zapominajcie o stosowaniu filtrów: jeśli myśl o czerniaku wydaje się bardzo odległa i nierealna, to zapewniam, że zmarszczki i przebarwienia przyjdą znacznie szybciej!



Pozdrawiam serdecznie,
Magda



20 komentarzy:

  1. Świetny sposób testowania:) Pierwszy raz coś takiego widzę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki odważny test :D Dobrze, że nie siedziałaś dłużej, bo mogłoby być różnie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Lekki krem z tak wysokim filtrem?? Mam wrażenie, że to naprawdę niemożliwe połączenie:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, możliwe :) Dość dużo koreańskich kremów takich właśnie jest!

      Usuń
    2. Baba z lasu, w polskich kremach też da się znaleźć dobre produkty ;)

      Usuń
  4. Jestem pod wrażeniem tego, ile pracy włożyłaś w przygotowanie tego wpisu. Żadnego z nich nie znałam, ciekawi mnie azjatycka pielęgnacja, ale nie mam w tym zakresie szczególnego doświadczenia, ale moja cera jest właśnie mieszano-tłusta i to coś dla mnie. eBaya w razie czego ogarnę :D Dziękuję Ci za ten wpis. Jestem też pod wrażeniem tego, jak się poświęciłaś z testem na balkonie :P Ja bym się chyba nie poświęciła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Basiu! Poświęcenie nie było aż takie wielkie, bo siedziałam pod parasolem w cieniu z ręką wystawioną na część słoneczną i czytałam ciekawą książkę :) Muszę przyznać, że takie testy otwierają oczy na rzeczywiste działanie kremów z filtrami!

      Usuń
    2. Ja bym mimo wszystko nie chciała :D Ale jak najbardziej doceniam to, że Ty zrobiłaś taki test, bo masz rację - to otwiera oczy! A jeszcze zapomniałam dodać, że pierwszy raz spotykam się z takim chusteczkowym testem, super sprawa! Chyba wszyscy wiemy, jak wyglądają ręczniki papierowe po odsączaniu placków ziemniaczanych, czy pączków, tu wygląda podobnie, ale nie pomyślałabym o tym ;)

      Usuń
    3. Ha, ha, dobre porównanie do tych placków :) Gdzieś widziałam taki test i spodobał mi się - widzę ile dodatkowego "oleju" dokładam swojej i tak już przetłuszczającej się twarzy!

      Usuń
    4. Ja zobaczyłam u Ciebie po raz pierwszy i też mi się spodobał :)

      Usuń
  5. Fantastyczny test! Po próbie chusteczki brałabym Biore, a po doczytaniu notki do końca najbardziej podoba mi się sztyft - tylko obawiam się, że raczej nie jest to produkt na całą twarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, sztyft raczej na całą twarz się nie nadaje, ale do miejsc szczególnie wrażliwych jest jak znalazł!

      Usuń
  6. Bardzo wyczerpująca i precyzyjna recenzja oraz testy Kochana, wybierając któryś z powyższych, też postawiłabym na Bio Cool Mint Sun Gel, ochrona i nawilżenie, brak bielenia i wyraźnego natłuszczenia, to moja skóra lubi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne zestawienie. Ja zwykle brałam pierwszy lepszy krem, ale widzę, że jednak warto zwracać na to większą uwagę. U mnie jeszcze ważne jest, żeby krem taki miał ładny albo neutralny zapach. Jeśli śmierdzi chemią, to raczej nie będzie większej przyjemności z jego nakładania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Żadnego kremu nie używałam, ale muszę przyznać, że miałaś fajny sposób na przetestowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ze swojego doświadczenia dorzuciłabym do tej listy 2 filtry koreańskie, które były dla mnie pozytywnym zaskoczeniem, bardzo przyjemne w użyciu dla cery wrażliwej, mieszanej, z tendencją do świecenia się i początkami rosacea. Polecam je wszystkim, którzy lubią się z kosmetykami koreańskimi! Filtr, który poznałam dzięki dorzuconej do zamówienia próbce - The Face Shop Natural Sun Eco Extreme Sun Cream 50 +/PA++++. Filtr nie powoduje pieczenia, nie bieli, nie roluje się, pozostawia zmatowioną cerę. Jako, iż ma on lekko beżowy kolor subtelnie ukrywa niedoskonałości cery. Idealny, jeśli chcemy pominąć nakładanie podkładu, a jednocześnie tuszować drobne niedoskonałości cery. Zawiera filtry chemiczne i fizyczne: Ethylhexyl Methoxycinnamate, Zinc Oxide, Ethylhexyl Salicylate, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Titanium Dioxide, Bis-ethylhexyloxyphenol methoxyphenyl triazine.
    Drugi, który jest moim ulubieńcem zapewnia nieco niższą ochronę przeciwko UVA, ale jest bardzo przyjemny w stosowaniu - filtr zakupiłam w prezencie dla męża, nie omieszkałam jednak wypróbować go na sobie i cóż na tym jednym razie się nie zakończyło, podkradam go co chwilę...Przyłapałam się na tym, że sięgam po niego częściej niż Vichy Soleil i LRP Anthelios (matujący) - fajna alternatywa zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym, gdzie ta ochrona może nie być aż tak restrykcyjna. Filtr, o którym wspominam, to Tosowoong Men's Booster Repair Sun Cream Whitening & High Protection SPF50/PA +++. Dla mojej wrażliwej cery jest idealny, pozostawia ładne matowe wykończenie, nie bieli, nie roluje się i pozostawia skórę miękką i ukojoną. Jeśli chodzi o ochronę przeciwsłoneczną, zawiera: Ethylhexyl Methoxycinnamate, Ethylhexyl Salicylate, Phenylbenzimidazole Sulfonic Acid, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine. Dodatkowo zawiera parę ekstraktów roślinnych, wybielającą arbutynę i łagodzący panthenol.

    Pozdrawiam, Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za polecenie fajnych kremów! O The Face Shop słyszałam dobre opinie i teraz zrobiłaś mi na niego ochotę, ale o męskim Tosowoong nie słyszałam!

      Usuń
    2. Dzięki Aniu za dodatkowe polecenia, oba filtry opisałaś tak, że już teraz bym kupiła przynajmniej pierwszy (gdyby nie to, że trzeba poczekać jeszcze kilka dni do wypłaty :D)

      Droga Magdo - co za wspaniały blog *.* Oprawa graficzna przepiękna. I jaki dokładny opis filtrów, sposób ich przetestowania, pozaznaczany skład... W dwóch słowach - kupiłaś mnie! :D Dzięki serdeczne, na pewno będę wracać po więcej ^.^

      Pozdrawiam, Eichan

      Usuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger