Co u mnie słychać, czyli nowości, współprace, wyjazd do Australii


Cześć Kochani!

U mnie ostatnio dużo się dzieje, sporo zajęć, przygotowań do wyjazdu oraz nowości kosmetycznych, a czasu coraz mniej, bo już dziś wylatujemy na prawie 3 tygodnie do Australii! Wykorzystujemy 2 rzeczy:

  • lecimy z Korei, a nie z Polski, co oznacza, że połowę drogi mamy już zrobioną i nie potrzebujemy przyzwyczajać się do zmiany czasu (bo tej praktycznie nie ma),
  • lecimy podczas największego koreańskiego święta, czyli Chuseok, które w tym roku trwa wyjątkowo długo, więc nasze dzieci nie stracą aż tak dużo dni szkolnych.





Jestem super podekscytowana tym wyjazdem, bo to od wielu lat nasze podróżnicze marzenie! Australia jest ogromnym krajem, więc przez te niecałe 3 tygodnie oczywiście nie zobaczymy wszystkiego, co byśmy chcieli, ale pobyt mamy już mocno zaplanowany i wiele spraw zabukowanych, np. trekking wokół Uluru czy wypożyczenie campervana i przejazd wzdłuż oceanu z Melbourne do Sydney. Dodatkowo, bilety zabukowaliśmy w taki sposób, że z Seulu lecimy najpierw do Tokio, gdzie mamy 8 godzin przerwy przed wylotem do Sydney, więc chcemy wyskoczyć i zobaczyć miasto (już planuję, jakie japońskie kosmetyki powinnam w tym czasie kupić :D). Trzeba by już powoli zająć się pakowaniem, ale jeszcze muszę przygotować kilka recenzji.






Jak widzieliście w poprzednim wpisie zostałam zaproszona do recenzji najnowszej maski z Klairs. Skontaktowała się też ze mną firma OrgaPlus i recenzuję na Instagramie ich 3 produkty: sztyft ochronny z wysokim SPF, maski w płachcie i serum z serii Rich Yet Light-Weight. Sztyft jest bardzo fajny, lekki i poręczny, idealny na nasz wyjazd, maski też są bardzo dobre, natomiast serum raczej nie nadają się dla mnie - mimo lekkiej konsystencji ma dużą zawartość olejów i obawiam się, że może zapychać (za to bardzo polubiła je moja mama). Firma OrgaPlus aktualnie planuje podbić rynek amerykański, więc recenzja blogowa po polsku ich nie interesowała, jedynie IG. Jestem też w trakcie przygotowywania kolejnego porównania kremów z wysokim filtrem, tym razem będą to koreańskie lekkie, niebielące kremy, oraz słynne, japońskie Biore. Niestety nie wyrobię się już z postem przed wyjazdem, ale żeby na blogu nie wiało nudą, pojawią się recenzje naturalnego duetu do pielęgnacji włosów, czyli szampon i odżywka z Jungle Botanics (mały spoiler: szampon uwielbiam <3, odżywkę niekoniecznie). Dostałam też miłą przesyłkę ze Swanicoco, w tym kolejny lekki krem z wysokim filtrem do testów.







Testowanie filtrów trwa!





W zeszłym tygodniu wybrałam się wreszcie do sklepu Deciem, aby zakupić kilka produktów The Ordinary. Na pewno słyszałyście o tej marce, bo już od dłuższego czasu jest bardzo popularna w mediach społecznościowych za sprawą niskich cen i prostych formulacji, opierających się często na 1 głównym składniku aktywnym. Niestety okazało się, że do Seulu nowości The Ordinary dochodzą z opóźnieniem i nie ma np. najnowszych serum z retinolem, czy Vitamin C Suspension. Kupiłam tylko serum z witaminą C (Ascorbyl Glucoside Solution 12%), Niacinamide 10% + Zinc 1% i Alpha Arbutin 2% + HA. Serum z wit. C zabieram na wyjazd, a 2 pozostałe zacznę stosować dopiero po przyjeździe.

Dla osób zainteresowanych ofertą The Ordinary mam ciekawy link - lekko krytyczne podejście do niektórych produktów i formulacji tej marki: beautyeditor.ca/2017/08/04/the-ordinary
Warto przeczytać, bo to pewna odmiana po samych peanach na cześć The Ordinary, jakie głównie można znaleźć w sieci.



Moje zakupy

Kilka fotek ze sklepu Deciem



Innisfree ulepszyło swoją podstawową linię masek, która teraz nazywa się My real squeeze mask. Zastosowano lepszy materiał, pojawiły się nowe składniki, całkiem zmieniono opakowania. Cenę też nieco podniesiono, ale w ramach promocji maski sprzedawane są teraz w ofercie 10+10, więc kupiłam, myśląc już o prezentach świątecznych (bo w Innisfree taka promocja nie zdarza się często). Te 20 masek kosztowało mnie w przeliczeniu 35zł.





A wychodząc na chwilę poza kosmetyki, to postanowiłam wziąć się trochę za siebie i swój cellulit. Zapisałam się na 3 różne zajęcia grupowe: joga, pilates i ballet fitness. Ten ostatni jest najgorszy, prowadzi go bardzo miła dziewczyna, rosyjska baletnica, która daje nam taki wycisk, że nie mogę potem zejść po schodach! Prawie 1,5 godziny ciągłego machania różnymi częściami ciała, na odpoczynki pomiędzy ćwiczeniami mamy po 10 sekund, żadnej przerwy na wodę, masakra! Trzymajcie kciuki, żebym wytrwała :)


A teraz żegnam się z Wami, pranie wyschło, śpiwory wywietrzone, pora brać się do roboty i pakować plecak. Ten post przygotowałam kilka dni wcześniej, więc kiedy go czytacie, my spacerujemy już ulicami Tokio :)

Zapraszam do śledzenia naszych wojaży na moim instagramie!

Pozdrowienia,
Magda





20 komentarzy:

  1. Udanej podróży oraz wielu cudownych wrażeń <3 Będę wypatrywać relacji na IG :)

    Oferta The Ordinary bardzo fajnie też została omówiona przez jedną z moich ulubionych zagranicznych youtuberek Stephanie Nicole. Mnie do marki nie bardzo ciągnie tzn. bardzo sobie chwalę serum z niacynamidem i cynkiem oraz pewnie sięgnę po kwas mlekowy i być może po Ascorbyl Glucoside Solution 12%. Reszta w tym nowości jakoś nie bardzo. Jestem w drużynie NIOD :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      Na kanał Stephenie na pewno zerknę, jak tylko będę mieć dobre wifi :)

      Usuń
  2. Kochana! Cudownej podróży i wspaniałych wrażeń życzę!
    I czekam na relacje z wyjazdu :)))))
    Uważajcie tam na siebie i bawcie się świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Achah, zakończenie mistrzowskie :D Udanej podróży Kochana, niech wszystkie Wasze plany się ziszczą, nie zapominaj też o podsycaniu Australijskich marzeń zdjęciami na IG. Co do kosmetyków, maski wyglądają bosko! Maseczka Klairs też bardzo mnie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia, mój IG (A zwłaszcza stories) już zaczął się zapełniać :)

      Usuń
  4. Oja - ale Ci zazdroszczę! Udanej podróży <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę podróży, oby była udana :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale zazdroszczę wakacji w Australii - w prawdzie nigdy jakoś szczególnie się nią nie interesowałam, ale widziałam zdjęcia i wiem że jest piękna i ma swój specyficzny urok, chociaż przerażają mnie te wszystkie jadowite i niebezpieczne stworzonka, które także tam żyją xD

    Co do Swanicoco, to będę wyczekiwać recenzji żelu ochronnego z filtrem bo mam go na oku, ale zawsze trafiają mi się próbki jakichś innych dostępnych w ich asortymencie, a ten jeden skutecznie mnie omija xD Krem i serum z serii Glacier nadal mam w łazience i oba produkty bardzo sobie chwalę - mam nadzieję, że Tobie też przypadną do gustu :)

    No nic, pozostaje mi tylko życzyć udanej podróży i wielu niezapomnianych wrażeń! :D

    Zapraszam na koreańskie rozdanie u Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ♡
      Żel Swanicoco warto brać - dobrze chroni i ładnie się nosi na twarzy! Ja teraz będę próbować australijskich filtrów:)

      Usuń
  7. Gratuluję wspaniałej współpracy, zazdroszczę strasznie wyjazdu do Australii, ćwiczenia z baletu bardzo muszę być ciekawe, dasz radę, trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Magda, życzę Wam udanej podróży!
    Wspaniałości tu same pokazujesz - maski Innisfree lubię, więc z pewnością nowe też do mnie zawitają :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Australia to również moje marzenie, więc zazdroszczę ogromnie i życzę Wam wspaniałej wyprawy!
    Cieszę się też, że blog Ci się tak rozbrykał :)*

    OdpowiedzUsuń
  10. Miłej i bezpiecznej podróży - w końcu Australia to trochę taki dziki kraj jeśli chodzi o gatunki :D Przypomniałaś mi, że muszę tą odżywkę wyjąć. Innisfree tymi nowymi maskami mnie kusi, ale wszędzie chyba póki co wyprzedają poprzednie wersje.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Kociamber w podróży , Blogger