Różnice w składach tych samych kosmetyków: Korea a Polska

na przykładzie serum Holika Holika One Solution - Whitening


Dzisiaj ciekawa sprawa - czy słyszałyście albo zauważyłyście, że składy tych samych kosmetyków koreańskich różnią się w zależności od kraju zakupu? Sama natknęłam się w internecie na opinie, że lepiej kupić kosmetyk w Korei, niż w Polsce lub w innym kraju Unii Europejskiej, bo ten z Korei ma lepszy skład. Dlatego dziś kilka słów o tym, skąd się biorą różnice w składzie na przykładzie mojego serum z Holika Holika.

holikaholika



Od kilku lat mam problem z nierówną pigmentacją, tzn. mam tendencję do powstawania różnych plam i plamek na skórze, dlatego zazwyczaj poszukuję kosmetyków o działaniu rozjaśniającym i wyrównującym koloryt. Jakiś czas temu, skuszona zachwytami kilku osób na Instagramie, postanowiłam kupić serum Holika Holika One Solution - Whitening. Poszłam do sklepu, przeczytałam skład kosmetyku - bardzo zachęcający, znane z rozjaśniającego działania naturalne ekstrakty wypisane na samym początku składu, cena też super - akurat była 30% promocja, więc kupiłam. Tak się złożyło, że niedługo później znajoma blogerka pisała recenzję tego serum, którą oczywiście z ciekawością przeczytałam. Jedna rzecz od razu zwróciła moją uwagę: jej kosmetyk był kupiony w Polsce i miał inny skład od mojego - kupionego w Korei! W ten sposób na własnym przykładzie przekonałam się o czymś, o czym dotychczas zdarzało mi się jedynie czytać - czyli o różnicach w przepisach regulujących opis składu kosmetyków na opakowaniu.

W Polsce obowiązują przepisy unijne, a konkretnie rozporządzenie nr 1223/2009 (wszystkie przydatne linki zamieściłam na końcu tego posta). Wg tych przepisów, producent ma obowiązek podać skład kosmetyku wg nazewnictwa INCI (International Nomenclature of Cosmetic Ingredients), a poszczególne składniki podaje się w kolejności malejącej wg masy. W praktyce oznacza to, że na początku mamy wypisane składniki, których jest w kosmetyku najwięcej, więc mają największą szansę zadziałać na skórę, a im dalej dany składnik pojawia się w składzie - tym jest go mniej i ta szansa maleje. Zasada ta obowiązuje wszystkie składniki o stężeniu większym niż 1%, oprócz barwników, które wymienia się na końcu niezależnie od ich ilości oraz kompozycji zapachowych, które można określić zbiorczo jako parfum, fragrance lub aroma.

W Korei przepisy są bardzo podobne - również obowiązkowa jest lista użytych składników w kolejności malejącej do stężenia 1%, a barwniki i kompozycje zapachowe mogą być wymienione na końcu składu. Jednak wg przepisów koreańskich, jeśli jakiś składnik danego kosmetyku nie jest jednolity i składa się z kilku innych składników - wszystkie one powinny być wypisane oddzielnie. Daje to pole do różnych manipulacji składem i producent np. reklamuje produkt zawierający "XYZ Complex", który jako całość znajduje się wysoko na liście składników - powiedzmy na 1 miejscu, bo składa się z kilkunastu różnych ekstraktów, jednak wg przepisów koreańskich pojawia się na liście INCI w rozbiciu na poszczególne ekstrakty, ale wciąż na samej górze, dając złudzenie, że każdego z tych ekstraktów jest w produkcie relatywnie dużo.

Uff, nie jest łatwo to wytłumaczyć, więc posłużę się przykładem mojego serum z Holika Holika, które wg informacji na opakowaniu zawiera 72% Super Fruit Complex zamiast wody.

Oto skład na koreańskim opakowaniu:

Euterpe oleracea fruit extract, rubus fruticosus (blackberry) fruit extract, vaccinium macrocarpon (cranberry) fruit extract, vaccinium myrtillius fruit extract, methylpropanediol, water, glycerin, glycereth-26, niacinamide, diethoxyethyl succinate, dimethicone, butyrospermum parkii (shea) butter extract, PEG/PPG/polybutylene glycol-8/5/3 glycerin, bis-PEG-18 methyl ether dimethyl silane, phenyl trimethicone, ammonium acryloyldimethyltaurate/VP copolymer, nylon-12, butylene glycol, portulaca oleracea extract, PPG-26-buteth-26, PEG-40 hydrogenated castor oil, tocopheryl acetate, titanium dioxide, mica, lecithin, urea, viscum album (mistletoe) leaf extract, imperata cylindrica root extract, lactobacillus/soybean ferment extract, glyceryl caprylate, sodium methyl stearoyl taurate, synthetic fluorphlogopite, caprylyl glycol, allantoin, xanthan gum, caprylhydroxamic acid, coptis japonica root extract, paeonia lactiflora flower extract, ipomoea purpurea extract, lilium candidum flower extract, ehtylhexylglycerin, disodium EDTA, phenoxyethanol, fragrance.


A oto skład tego samego serum, którym posługują się polskie sklepy internetowe - czyli wg przepisów unijnych:

Water, Methylpropanediol, Glycerin, Glycereth-26, Butylene Glycol, Diethoxyethyl Succinate, Niacinamide, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/Vp Copolymer, Phenyl Trimethicone, Ppg-26-Buteth-26, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Caprylyl Glycol, Caprylhydroxamic Acid, Peg/Ppg/Polybutylene Glycol-8/5/3 Glycerin, Nylon-12, Dimethicone, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Extract, Phenoxyethanol, Imperata Cylindrica Root Extract, Titanium Dioxide, Bis-PEG-18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Glyceryl Caprylate, Lactobacillus/Soybean Ferment Extract, Viscum Album (Mistletoe) Leaf Extract, Synthetic Fluorphlogopite, Sodium Methyl Stearoyl Taurate, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Rubus Fruticosus (Blackberry) Fruit Extract, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract, Fragrance, Allantoin, Lecithin, Ethylhexyl Glycerin, Ethylhexylglycerin, Xanthan Gum, Mica, Tocopheryl Acetate, Japanese Coptis Extract, Portulaca Oleracea Extract, Disodium Edta, Paeonia Llactiflora Root Extract, Convallaria Majalis Extract, Magnolia Liliflora Flower Extract, Ipomoea Purpurea Extract, Lilium Candidum Flower Extract, Urea

Na zielono zaznaczyłam 4 roślinne ekstrakty wchodzące w skład "Super Food Complex", którym chwali się Holika Holika. Jak widzicie w koreańskiej wersji składu pojawiają się one na samym początku, jednak w składzie wg przepisów unijnych cały kompleks przesunął się znacznie dalej, a w serum najwięcej jest wody, rozpuszczalników, nawilżaczy, stabilizatorów oraz antystatyków plus niacynamid i ekstrakt z masła shea.

Dlaczego zaznaczyłam na czerwono phenoxyethanol? Jest to konserwant zaaprobowany do użytku w kosmetykach w maksymalnym stężeniu 1% (w UE, USA, Japonii), więc może służyć do wyznaczenia umownej granicy - składników pojawiających się na liście przed phenoxyethanolem będzie więcej niż 1%, a po nim - mniej. Widać to na przykładzie składu serum z polskiego sklepu internetowego: wszystko co występuje przed phenoxyethanolem jest w ilości większej niż 1%, a cała reszta, w tym moje cenne ekstrakty, w ilościach śladowych.

Skąd więc takie różnice w składzie i w jaki sposób 4 ekstrakty, o których już wiemy, że każdy z osobna to mniej niż 1% składu, dały producentowi łącznie 72% i wylądowały na początku składu z opakowania koreańskiego? Najprawdopodobniej do tych 4 ekstraktów doliczono jeszcze wodę i rozpuszczalnik methylpropanediol, co wszystko razem stworzyło reklamowany "Super Food Complex". To tylko moje przypuszczenie, ale mniej więcej by się zgadzało:
 --> cały kompleks razem stanowi 72%, jest to więc największy pod względem stężenia składnik
 --> pojawia się na liście INCI jako pierwszy
 --> wg koreańskich przepisów rozbity jest na części składowe
 --> przepisy nie regulują dokładnie, w jaki sposób należy to zrobić, więc ekstrakty wypisano na pierwszym miejscu, a po nich wodę i rozpuszczalnik
 --> powodując, że naiwna ja ucieszyłam się, że w serum jest tak dużo ekstraktów i je kupiłam.....

Zarówno w UE, jak i w Korei, składniki o stężeniu poniżej 1% można podawać na końcu składu, ale już w dowolnej kolejności - koreański producent zrobił jeszcze jeden manewr i wyrzucił konserwant na sam koniec (może to zrobić, prawa nie łamie, wystarczy że konserwantu jest np. 0,9%). Cały skład koreański jest przygotowany tak, żeby wyglądał lepiej i skłonił konsumenta do zakupu.

holika holika


Jaki z tego morał? Więcej informacji da nam skład produktów wg norm unijnych, dokładnie będziemy wiedzieć, których składników jest najwięcej i patrząc na 5-10 pierwszych z nich można się zastanowić, czy są to składniki odpowiadające danej cerze, czy nie. Skład z opakowania koreańskiego powie nam jedynie co jest w kosmetyku, ale nie w jakich ilościach.

Czy warto wobec tego sprawdzać składy kosmetyków koreańskich? Zawsze warto, bo produkt może zawierać alergeny lub substancje, których cera nie toleruje np. parafinę, ale skład wg przepisów koreańskich nie powie nam wiele o udziale danego składniku w całości kosmetyku.

Czy to oznacza, że producenci oszukują? Nie, nie oszukują, ale robią wszystko co mogą w granicach obowiązującego u nich prawa, żeby nas skłonić do zakupu.



Mam nadzieję, że ten długi i pewnie trochę skomplikowany wpis pomoże Wam w podejmowaniu zakupowych decyzji. Sama nauczyłam się na tym przykładzie, żeby aż tak bardzo nie sugerować się składem z opakowania i przyznaję, że trochę zraziłam się do tego serum i prawie wcale go nie używam...

Pozdrowienia,
Magda





Linki:

Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego I Rady (WE) NR 1223/2009z dnia 30  listopada 2009r. - na stronie 15 znajdziecie informację o oznaczeniach na opakowaniu.

Portal Kosmopedia - ciekawy artykuł o oznakowaniu kosmetyków w Polsce wg przepisów UE

Strona easylaw.go.kr - przepisy o oznakowaniu kosmetyków w Korei

Strona Paula's Choice - informacje o dopuszczalnym stężeniu phenoxyethanolu.

Podobną analizę składów dwóch innych kosmetyków znajdziecie u Tracy na blogu fanserviced-b.


32 komentarze:

  1. Bardzo pomocne! Nie znam się dobrze na składach, odpowiednich ilościach itd. i dopiero teraz sama testuję, sprawdzam i uczę się, a takie informacje są naprawdę przydatne. Trochę spadłam z nieba, bo czytając te wszystkie składy kosmetyków w Korei zdaje się, że wszystko jest tak idealne i napchane samymi naturalnymi składnikami, że nic tylko brać ! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie wiele osób tak myśli - skoro koreańskie, to na pewno dobre, a to nie zawsze prawda!

      Usuń
  2. Nie pomyślałabym o tym. Świetny post informacyjny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie łamią przepisów, ale to jednak dziadostwo, bo wprowadzają w błąd. Heh, człowiek musi uważać na każdym kroku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykorzystują każdą możliwość, żeby wcisnąć nam produkt!

      Usuń
  4. Oszukiwać, nie oszukują ale kombinują jak się da :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo to ciekawe co napisałaś!
    Ja zawsze wiedziałam, że to pomysłowa nacja jest :DDDDD "mali" spryciarze :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu jest taka konkurencja, że każdy kombinuje jak może; )

      Usuń
  6. Akurat o tym dobrze wiedziałam - co kraj to obyczaj i inne normy, podobnie z rosyjskimi kosmetykami idzie się naciać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym samym myślałam pisząc tego posta - słynne rosyjskie składy typu woda z rozpuszczonymi w niej olejami/ekstraktami. Ten sam patent!

      Usuń
  7. Własnie piszę post o moich uwagach na temat koreanskiej pielegnacji i zastanawiałam się, jak jest u nich z INCI a tu prosze Twój post- dziekuję:)
    Szczerze mówiąc kilka składów mnie przeraziło np maska w płachcie w której konserwant jest na 3 miejsu!
    Pozdrawiam Cie Madziu i zazdroszczę tego Seulu, po lekturze "Sekretów urody Koreanak" zamarzyła mi sie wycieczka do Korei...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób z automatu uznaje, że kosmetyki koreańskie są zawsze dobre i wartościowe, a to błąd, bo w Korei, tak samo, jak i gdzie indziej, łatwo trafić na bubel. Cieszę się, że post się przydał :)
      Koniecznie musisz sie wybrać na wycieczkę do Korei, my właśnie zwiedzamy wyspę Jeju - jest przepiękna! No i pomyśl o tych wszystkich zakupach, na które mogłybyśmy sie wybrać :D

      Usuń
  8. Super post! Nie miałam pojęcia! Ja akurat często zamawiam kosmetyki na Ebayu prosto z Korei, bo po prostu wypadają lepiej cenowo, składy sprawdzam w sieci i nigdy nie pomyślałam, że mogą się różnić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak naprawdę się nie różnią, ale mogłabym tak pomyśleć :P skomplikowane :P ostatnio weszło Hada Labo do Polski i podobno maja inne składy niż japońskie, muszę to skonfrontować :)

      Usuń
    2. W Polsce HL kupiła Dax Cosmetics, ale nie wiem czy wprowadzili dokładnie te same receptury, co w Japonii, ale to się akurat da łatwo sprawdxić, bo oryginalne lotiony Hada Labo na pewno są w COSDNA.

      Usuń
  9. Ha, a ja już liczyłam na post z serii jak to producenci nabijają nas w butelkę i wypuszczają "gorsze" produkty na rynek polski. Rzeczywiście, to nie jest łamanie prawa, ale gdyby nie Twój oświecony post, to ja widząc takie produkty, pewnie pomyślałabym, że rzeczywiście koreańskie produkty są bardziej naturalne i zdecydowanie lepsze od tych, które możemy nabyć w polskich sklepach internetowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - ja sama tak pomyślałam i dopiero po jakimś czasie zaczęłam badać sprawę.

      Usuń
  10. Ja pierdziele :D Trick niezły:D . Są jednak firmy takie jak Kaminomoto i shiseido ,które mają całkowicie inne składy skierowane typowo na inny rynek - tłumaczą to innymi potrzebami skóry :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dwa Koty już wiele razy o tym wspominała także nie jest to dla mnie niespodzianką, ale tego typu wiadomości nigdy za wiele ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to oczywiście żadna nowość, ale postanowiłam o tym napisać, po tym jak poczytałam w azjatyckiej grupie na Fb wypowiedzi osób przekonanych o wyższości kosmetyków w opakowaniu koreańskim, ze względu na dużo lepszy skład.

      Usuń
  12. Ależ miło się czyta jak ktoś rzeczowo zabiera się za analizę składów i rozporządzeń <3 :D Jest to na pewno ciekawostka na jakie myki można sobie pozwolić w innej części świata, tym bardziej, że zdarza mi się zamawiać koreańce. Będę miała na uwadze Twoje wskazówki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      Przed zamówieniem można porównać skład kosmetyku koreańskiego ze składem w sklepie polskim lub dowolnym z UE. Niestety nie zawsze dany produkt jest dostępny lub skład nie zawsze dostępny jest na stronie :/

      Usuń
  13. Jej, nieźle :) Sprytna manipulacja...

    OdpowiedzUsuń
  14. I prawda wyszła na jaw... :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Poważnie się teraz zastanawiam czy zainwestować w kosmetyki koreańskie skoro nie są tak cudownie naładowane składnikami silnie działającymi jak mi się wydawało? Chyba się wstrzymam z oszczędzaniem na zagraniczne kremy, które i tak w Polsce są 2x droższe niż te same w Korei.
    Postawie na razie na rodzime produkty, chociaż znalezienie na polskim rynku kremu do cery tłustej "nie matującego" z filtrem 15-30, lekkiego, nie powodującego błyszczenia i zatykania porów (ale bez alkoholu w składzie) i do 20 zł to jak szukanie igły w stogu siana!
    Może kiedyś mogłabyś zrobić oddzielny post na temat najlepszych koreańskich kremów z filtrem do certy tłustej- jakiś ranking? Bardzo ułatwiło by mi to rozeznanie wśród kosmetyków w które warto zainwestować.
    Niestety w Polsce producenci pakują filtry do kremów na dzień lub "uniwersalnych" ale nie wiadomo po co skoro ich faktor to tylko 2-4. Ani przed słońcem dobrze nie ochroni ani się na noc nie nada bo filtry też się rozkładają i podobno po tym czasie mogą przyspieszać powstawanie wolnych rodników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Besu! Masz rację - w Polsce nie jest łatwo znaleźć kosmetyk idealny do cery tłustej, za niewielkie pieniądze. O poście z filtrami myślę, problem jest taki, że dopiero niedawno wykończyłam moje zapasy LRP Anthelios oraz Vichy Capital Soleil (oba bardzo polecam!) i zaczęłam stosować filtry koreańskie: dr.G oraz Missha. Muszę kupić jeszcze kilka innych do porównania i wtedy zrobię ranking!
      A filtry niestety powodują większe powstawanie wolnych rodników, dlatego tak ważne jest stosowanie anty-oksydantów - zarówno w pożywieniu, jak i w kosmetykach. Dużo na ten temat pisze Ziemolina na blogu Kosmostolog.

      Usuń
  16. Nie wiedzialam o tej różnicy w przepisach. Dobrze wiedzieć, dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny post! Warto wiedzieć takie rzeczy i być świadomym pewnych manipulacji.

    OdpowiedzUsuń
  18. Chylę przed Tobą czoło za ten wpis! Wiedziałam, że coś jest na rzeczy, bo nie do końca wierzyłam, że to dwa różne produkty - no i mamy odpowiedź w kwestii oznaczania INCI :)
    Skoro prawo na to pozwala, to "wolnoć Tomku" :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czyli wychodzi na to, że skład ten sam, tylko przepisy pozwalają na manipulację i dowolność. Dobrze, że nas obowiązują unijne, bo moim zdaniem pokazują skład rzeczywisty. Bardzo ciekawy post :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger