Tureckie ciekawostki na pożegnanie


Nasz pobyt w Turcji dobiega końca - smutno, że coś się kończy, ale fajnie, że zacznie się nowe. Na pożegnanie przygotowałam listę tureckich ciekawostek: rzeczy, które mnie zdziwiły, rozśmieszyły, zastanowiły, zapisywałam je sobie przez ostatnie tygodnie. To już ostatni turecki wpis, takie luźne uwagi plus trochę zdjęć tutejszych okolic. Zróbcie zatem kawę lub herbatkę i zapraszam!




Parkowanie na rondzie? Czemu nie! Ronda z reguły są dość szerokie i często widzę, że ktoś sobie wewnątrz takiego ronda zaparkował :) Cofanie na autostradzie, jazda pod prąd, skręcanie w prawo z lewego pasa? Też nie problem. Warszawska koncepcja świateł "późne żółte - wczesne czerwone" jest tutaj znana i stosowana w jeszcze szerszym zakresie. Kierunkowskaz? A po co - przecież wiadomo, że trzeba zmienić pas, bo ciężarówka jedzie. To codzienność na lokalnych drogach, która wcale mnie nie denerwuje i co gorsza sama zaczynam podobnie jeździć :)





Wiele leków u nas wydawanych tylko na receptę w Turcji można kupić bez niej - apteki wydają je bez problemu, sama mam zamiar zaopatrzyć się w jakiś produkt z retinolem (a konkretnie z tretinoiną) na następny sezon jesień/zima.





Turczynki noszą długie włosy, podczas całego pobytu widziałam jedną dziewczynę ściętą na krótko i kilka z fryzurą typu bob. Wszystkie pozostałe, starsze i młodsze, mają włosy za łopatki.





Śpiew muezzina budził nas już ok 4:00 rano - łącznie słychać go aż 6 razy w ciągu doby, bo zaraz za płotem naszego osiedla mamy meczet. Technika ułatwia życie naszemu muezzinowi: nie musi wdrapywać się już na swój minaret, tylko komórką wdzwania się i uruchamia głośniki - może więc śpiewać sobie z własnego domu. Muezzina lubią okoliczne psy - zawsze wtórują mu wyciem!





Izmir i wybrzeże Morza Egejskiego są bardziej greckie, niż tureckie, co potwierdzają sami Turcy. Miasto jest bardzo otwarte i kosmopolityczne, ludzie nowocześni, wykształceni i mniej religijni niż w głębi kraju. Gdyby nie plakaty w sklepach nie zauważyłabym, że trwa ramadan. Na ulicach dziewczyny paradują w kusych szortach, muzułmanek w chustach na głowie jest znacznie mniej, niż w innych częściach kraju. Niestety, ciężko się dogadać - bardzo mało osób mówi po angielsku.




Będę tęsknić za tureckimi śniadaniami, które są serwowane cały dzień. Na stół wjeżdżają małe talerzyki i miseczki z kilkoma rodzajami serów, oliwek, past, do tego warzywa i pieczywo, gotowane jajka lub omlet, potem kilka rodzajów dżemów, konfitur, kajmak z miodem. I oczywiście herbata w tulipanowej szklaneczce. Stół jest cały zastawiony i wszystko jest pyszne.




Wiele sklepów otwiera się o godz. 9.00, nawet piekarnie - próbowaliśmy kiedyś kupić chleb o 8.30 rano, gdzie tam, za wcześnie, piekarz jeszcze nie wyjął go z pieca. Tureccy piekarze mogą sobie dłużej pospać niż ich polscy koledzy.




Uwielbiam tureckie targi owocowo-warzywne, taki tradycyjny targ odbywa się w każdej okolicznej miejscowości w inny dzień tygodnia. Sprzedawcy głośno nawołują i zachwalają swój towar, wszystko jest ładnie, równo poukładane, a zielenina co chwile zraszana jest wodą, wybór warzyw i owoców ogromny. Sama przyjemność oglądać i kupować.




Wizyta u męskiego fryzjera to dopiero frajda dla panów - mój mąż to uwielbia! Za 25 lirów, czyli ok. 33 zł jest obcięty, ogolony, ma przycięty zarost oraz brwi, fryzjer przycina też włoski w nosie i zapalniczką opala płatki uszu!!! Dopiero po tym wszystkim następuje mycie włosów, odżywka, masaż, suszenie, żelowanie fryzury, pokropienie jakąś wodą po goleniu. Całość trwa dobrze ponad godzinę. No i nie jest to żadne SPA, tylko zwykły "pan Miecio za rogiem".




Może to dzięki takiej profesjonalnej usłudze fryzjerskiej tureckie chłopaki prezentują się nienagannie: włosy idealnie ułożone na żel, broda ładnie przycięta i wyczesana. Moda na drwala szybko tu nie minie!




Izmir to bardzo wietrzne miasto, wieje tu dużo i mocno. Ja, wychowana nad Bałtykiem, przyzwyczajona jestem do sztormów jesienią, czy zimą, ale huraganowe wiatry latem w temperaturze 30st i w pełnym słońcu, to dla mnie coś dziwnego. Burze też są tu konkretne: pioruny walą często i gęsto, jest bardzo głośno i trochę (dla mnie) strasznie, bo domy nie mają piorunochronów. Teraz latem jednej nocy potrafi przejść kilka burz.




Koło naszego osiedla mieszka sobie żółw. Dziki żółw. Wygląda dokładnie jak żółwie, które hodowali w akwariach moi koledzy z podstawówki. Raz znaleźliśmy go na środku drogi, dla pewności zatrzymaliśmy się i przenieśliśmy go na drugą stronę ulicy. Drugi raz widziałam go, jak podjadał sobie nektaryny, te dojrzałe, które spadły z drzewa, w ogródku sąsiada.


Uwielbiam Kapadocję! Ale o tym już pisałam :)





Pozdrawiam Was mocno, wszystkim życzę cudownych wakacji i do usłyszenia z Polski!

Magda



17 komentarzy:

  1. Ah ten festiwal balonów, to na pewno niesamowite uczucie zobaczyć go na żywo :)Świetne ciekawostki, haha fajne informacje o fryzjerach, faktycznie dbają o klienta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak tam pięknie... Nie mogę oderwać oczu od tych zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezuśku pięknie! Chciałam kiedyś jechać do Turcji (myślimy o podróży poślubnej) ale dla mnie trochę strach, przez to co się dzieje :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strach, my odpuściliśmy zwiedzanie Stambułu, baliśmy się i woleliśmy nie ryzykować :(

      Usuń
    2. To chyba sobie odpuszczę :(

      Usuń
  4. Pięknie tam jest, i te zwyczaje też mi się podobają. :D Wyjące psy za tym no muezzinem też są urocze :D Zazdroszczę wyjazdu, też bym to wszystko chciała z bliska zobaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia :) Odwiedziłabym ten kraj ale teraz ( zresztą jak większość) się boje

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ śniadanko! Zgłodniałam strasznie :)))
    Piękne widoki, egzotyczne wspomnienia, wspaniałe doświadczenia.
    Oby kolejne miejsce było równie cudne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śniadanko było The Best!
      Będzie nam brakować takich sniadań!

      Usuń
    2. Nie dziwię się :)
      Przy takim śniadanku można cały dzień siedzieć :)
      Macie niesamowicie ciekawe życie!

      Usuń
  7. Brakuje targow wypchanych turkish delight i moich kochanych lazni tureckich... ale patrzac na Twoje zdjecia zatesknilo mi sie za turcja. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Brakuje targow wypchanych turkish delight i moich kochanych lazni tureckich... ale patrzac na Twoje zdjecia zatesknilo mi sie za turcja. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdięcie z balonami robi wrażenie, jak muezzin śpiewa i wtórują mu psy to musi być słośno

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger