Podróże 2016: Tajlandia (duuużo zdjęć)


Do Tajlandii wybraliśmy się w drugiej połowie marca. Było już po wysokim sezonie, który przypada tam na listopad-luty ze względu na przyjemne temperatury (ok. 28-32st) i niewiele opadów. Od marca temperatura zaczyna rosnąć i do czerwca utrzymuje się w okolicach 40st. Mimo wszystko wybraliśmy się w marcu całą rodziną, licząc na mniejszą liczbę turystów i w planach mając tydzień zwiedzania i tydzień plażowania. Zobaczcie jak było!



Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Bangkoku, jego świątyń i pałaców. Nasze wyobrażenia o mniejszej ilości ludzi okazały się dość naiwne i większość zabytków zwiedzaliśmy wśród tłumów i w 40-stopniowym upale. Mimo wszystko uważam, że było warto i miejsca wymieniane przez wszystkie przewodniki: Pałac Królewski, Świątynia Szmaragdowego Buddy, Świątynia Świtu, Świątynia Odpoczywającego Buddy, Chinatown, Pływający targ - po prostu trzeba zobaczyć. Żar leje się z nieba, dobrze mieć kapelusz z szerokim rondem, a najlepiej parasolkę przeciwsłoneczną i obowiązkowo krem z wysokim filtrem i butlę wody!



























Po trzech dniach spędzonych w głośnym i tłocznym mieście, wyruszyliśmy pociągiem na północ kraju. Odpuściliśmy popularne wśród turystów północne miasto Chiang Mai, bo w marcu trwa tam w najlepsze wypalanie pól i jest spore zanieczyszczenie powietrza. Wybraliśmy się za to do Ayutthaya, dawnej stolicy Tajlandii, obejrzeć ruiny pałaców, świątyń buddyjskich i kamiennych posągów Buddy, do Lopburi z małpami zamieszkującymi świątynię i bezczelnie kradnącymi jedzenie, do Kanchanaburi, skąd najłatwiej dojechać do Parku Narodowego Erewan i jego pięknych wodospadów, a przy okazji można obejrzeć słynny most na rzece Kwai. W każdym z tych miast organizowane są nocne markety, gdzie się stołowaliśmy za kilka zł i oglądaliśmy różne ciekawe, lokalne przysmaki!

Odpuściliśmy zwiedzanie świątyni tygrysów i trekkingi na słoniach. Wystarczyło przeczytać kilka wpisów, gdzie ktoś zrobił dokładny wywiad, jak funkcjonuje tzw. świątynia z tygrysami, a nie tylko entuzjastyczne opisy karmienia małych tygrysiątek butelką, żeby z tej "atrakcji" całkowicie zrezygnować (zainteresowanym tematem polecam ten artykuł na blogu Animalus). Lekko zniesmaczeni historią z tygrysami zrobiliśmy podobne poszukiwanie informacji o parkach ze słoniami i tak samo zrezygnowaliśmy. Kręgosłup słonia nie jest przystosowany do dźwigania ciężarów, jakimi są duże drewniane siedzisko plus 2 lub 4 turystów, każda taka przejażdżka to dla niego męka. Żadne "sanktuarium" czy "schronisko" dla słoni, które oferuje turystom trekking na grzbiecie słonia, nie jest zainteresowane poprawą losu zwierzęcia, tylko zbijaniem kasy. Są jednak takie miejsca, gdzie za opłatą spędza się jeden lub więcej dni ze słoniami, karmiąc i myjąc zwierzęta oraz pracując na farmie. Niestety, zlokalizowane są głównie na północy kraju, gdzie nie pojechaliśmy.


















Plaże, plaże, plaże... Po bardzo intensywnym pierwszym tygodniu przyszedł czas na totalny relaks :) Do tego celu wybraliśmy wyspę Koh Lanta, na którą płynie się promem z miasta Krabi (do Krabi przylecieliśmy z Bangkoku samolotem tanich linii Air Asia, co oszczędziło nam sporo czasu). Sama wyspa nie jest zbyt ciekawa, wzdłuż głównej ulicy ciągną się typowe letnio-turystyczne sklepiki i restauracje i właściwie nie ma nic więcej. Nas głównie interesowały plaże oraz wycieczki na okoliczne wysepki połączone z pływaniem z rurką i oglądaniem podwodnego świata. Takich wycieczek zrobiliśmy trzy, z każdej byliśmy bardzo zadowoleni i oczarowani kolorowymi rybkami i życiem na rafach koralowych. Jeden dzień spędziliśmy też na znanej wśród wspinaczy Railay Beach, gdzie wysokie klify schodzą wprost do morza (na zdjęciu widzicie moją córkę na ścianie). Był to miło spędzony tydzień leniuchowania, pływania, snorkelowania i ogólnie nic nie robienia :).































Tajlandia to od lat bardzo popularny kierunek - przyroda jest piękna, zabytków bardzo dużo, jedzenie dość tanie, łatwo się po niej poruszać i znaleźć nocleg. Nadaje się na pierwszą wyprawę backpackerską, bez udziału biur podróży i na pierwszy, bardziej egzotyczny wyjazd z dziećmi. Nic tylko zacząć śledzić promocje lotnicze i polować na bilet w dobrej cenie!


A teraz mała sonda - wakacje z biurem podróży czy zaplanowane samodzielnie? Co wybieracie?


Pozdrawiam,
Magda


18 komentarzy:

  1. Przepięknie :) zabytki i przyroda- to jest chyba najpiękniejsze na świecie :)
    Jestem leniwa, wybieram organizację przez biuro podróży, urozmaiconą własnymi pomysłami ...choć mam gdzies z tyłu głowy plan na wielką wyprawę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzymam kciuki za realizację Wielkiej Wyprawy!!!

      Usuń
  2. Chciałabym się kiedyś znaleźć na takich prawdziwych egzotycznych targach produktów spożywczych - świeże rybki, owoce morza, itp :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne widoki :) Bardzo popieram Waszą postawę odnośnie słoni i tygrysów. Ja wolę zorganizować wyprawę sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, i nam zdarzyło się zachłysnąć Azją i jeździć na słoniach w Malezji, kiedy jeszcze nie interesowało nas, jak te biznesy są prowadzone :(

      Usuń
  4. Coś cudownego! Może kiedyś uda mi się zobaczyć te miejsca na włąsne oczy :)

    Oczywiście, że zaplanowane samodzielnie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę, wygląda to cudnie!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja wyszukuje moje wyprawy w necie. Czesto poniekad przez biuro ale to tylko dlatego, ze maja lepsze oferty na przelot i hotel. Na miejscu czas organizuje sobie sama. Nie cierpie latania grupa za parasolka i unikam tego jak ognia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, grupy z parasolką działają na nas, jak płachta na byka :)

      Usuń
  7. Chce tam! Teraz, już, zaraz ;)
    Ja podróże organizuję sama, bo lubię pełną swobodę. Tak daleko jeszcze nie byłam, ale to tylko kwestia czasu ;)
    Dzięki za podlinkowanie artykułu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przeczytać, zresztą podobne informacje można znaleźć w sieci nt "schronisk" dla słoni. A Tajlandię jak najbardziej polecam!

      Usuń
  8. Piękne widoki miałam i ja w tym roku polecieć ale niestety nie przmyślałam tematu i wybierając urlop nie przewidziałam pory deszczowej :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę! Wiele wspaniałych wspomnień :)
    Przydałoby mi się trochę takiego nicnierobienia :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Pokazałaś przepiękne miejsca. Bardzo chętnie wybiorę się kiedyś do Tajlandii, ale cieszę się też, że podałaś link do tego wpisu o świątyni tygrysów.
    Co prawda nigdy się nie interesowałam tematem i nawet nie wiedziałam, że takowa świątynia istnieje, ale tekst animalusa rozwalił mnie całkowicie. Nie rozumiem jak tak można, biedne tygrysy :< Aż mi się płakać chce ...

    OdpowiedzUsuń
  11. Rewelacja, fantastyczne zdjęcia, wspaniałe miejsca i piękne wspomnienia :) Może uda mi się kiedyś zrealizować marzenie i też pojechać do Tajlandii :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger