Nasze życie w Turcji - jak to wygląda naprawdę


Już od dłuższego czasu zabierałam się do tego wpisu, ale teraz zostałam zmotywowana wynikami ankiety, w której kilka osób prosiło o post o życiu w Turcji. Opiszę więc, jak się tu znaleźliśmy i co robimy, jakie mamy dalsze plany. Uczciwie ostrzegam, że wpis będzie długi, prywatny i zupełnie nie kosmetyczny.




Oboje z mężem pracowaliśmy w firmach, w których możliwe były wyjazdy za granicę, więc temat wyjazdu i przeprowadzki przewijał się u nas w rozmowach od lat. Jednak jakoś tak się składało, że lata leciały, a my wciąż pracowaliśmy w słynnym warszawskim Mordorze. Aż do ostatniego roku: zapragnęliśmy coś zmienić, przedyskutowaliśmy pomysł wyprowadzki zagranicę i doszliśmy do wniosku, że teraz albo nigdy, bo to już dla nas ostatni dzwonek. Z kilku stanowisk, na które zaaplikował mój mąż, zaproponowano mu pracę w Turcji na 2-letnim kontrakcie i w ten sposób staliśmy się typowymi expatami. Nie szukaliśmy więc pracy tu na miejscu, mąż zmienił stanowisko wewnątrz swojej firmy. Jednocześnie ja musiałam zrezygnować z pracy, co z jednej strony mnie cieszyło (wreszcie odpoczynek od korpo!), a z drugiej strony ciężko mi było zostawiać fajnych ludzi. Firma mojego męża zapewniła nam cały transport i przeprowadzkę, oraz opłaca wynajem mieszkania i szkołę dla dzieci, więc utrata mojej pracy nie jest dla nas odczuwalna finansowo. Dzieci chodzą do szkoły międzynarodowej, w której wszystkie lekcje prowadzone są po angielsku, więc dla nich też był to początkowo dodatkowy wysiłek i stres (teraz śmigają po angielsku, aż miło słuchać).

Ostro zabraliśmy się za naukę tureckiego, a ja w ramach nawiązywania nowych znajomości zapisałam się na zajęcia pilatesu, chodziłam na różne szkolne spotkania i planowałam zapisać się na stacjonarny kurs tureckiego. Jednak, żeby nie było za pięknie, po 5 m-cach pobytu dowiedzieliśmy się, że niestety będziemy musieli wyjechać z Turcji wcześniej niż zakładano (przede wszystkim ze względu na kryzys i oszczędności na rynku tureckim). Nie zostaliśmy na lodzie, mężowi dość szybko zaproponowano inne stanowisko i niedługo będziemy się znowu przeprowadzać. Jednak ta nieoczekiwana zmiana planów trochę nas zdołowała i podcięła nam skrzydła, ja stwierdziłam, że nie ma sensu szukanie znajomych na pozostałych 5 miesięcy, odpuściłam kurs tureckiego, w tym czasie rozpadła się też moja grupa pilatesu. Wszystko to plus tęsknota za domem, znajomymi i rodziną, nawet za pracą i Warszawą spowodowało, że zamknęłam się w czterech ścianach i złapałam doła. Wychodziłam jedynie po konieczne zakupy, a że zdecydowaliśmy się mieszkać poza miastem czułam się totalnie odcięta od ludzi. Teraz jest mi już znacznie lepiej, chcąc nie chcąc trzeba się zająć kolejną przeprowadzką i stosem wymaganych dokumentów, przeróżnymi ustaleniami, segregowaniem rzeczy, zakupami, itp, itd. Jestem też coraz bardziej podekscytowana nowym miejscem - ale na razie Wam nie zdradzę, skąd będę do Was pisać już od końcówki lipca. Będzie bardzo ciekawie!

Moje życie w Turcji nie jest więc szczególnie pasjonujące, ale jako typowemu introwertykowi nie przeszkadza mi to za bardzo. Dużo czytam, staram się regularnie pisać na blogu i dużo czytać innych blogów, ogarniam prowadzenie domu i przeprowadzkę do innego kraju (mojego męża nie ma, już pracuje w nowym miejscu), zaganiam dzieciaki i nadzoruję ich naukę do egzaminów w polskiej szkole (uczą się internetowo). Na nudę nie narzekam :). Szkoda, że tak nam się ułożyły sprawy i że opuszczamy Turcję znacznie szybciej, spędzimy tu 10 m-cy zamiast planowanych 2 lat. Szkoda też, że odpuściliśmy i nie staraliśmy się za bardzo nawiązać kontaktów i poznać nowych ludzi - ale nic straconego, nowy kraj przed nami!

Dlatego właśnie nie opisuję na blogu pielęgnacji Turczynek, bo z żadną się nie koleguję. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do wpisu gościnnego, który pojawił się u mnie na blogu w roku 2014 - kiedy jeszcze nie śniło mi się o przyjeździe tutaj -  o pielęgnacji urody przez Turczynki pisała u mnie Gosia z bloga Rodzynki Sułtańskie.

Natomiast jeśli chodzi o przepisy na dania kuchni tureckiej, to korzystam i bardzo cenię bloga Emilii Turcja od kuchni. Już nie raz jej posty podsunęły mi pomysł na obiad, potrawy są pyszne i proste w wykonaniu, a ułatwieniem dla mnie jest fakt, że wszystkie składniki mam łatwo dostępne! Wykorzystuję dużo warzyw: kabaczek, cukinia, bakłażan, fasolka, papryka pojawiają się u nas często; mięs: mielona wołowina i baranina na różne kotleciki lub do spaghetti; kaszę bulgur lub ryż oraz oczywiście lokalne przyprawy. Zajadamy się owocami, bo pojawiają się one na tutejszych rynkach znacznie szybciej niż w Polsce, teraz mamy jeszcze truskawki i czereśnie, ale są już lokalne nektaryny, brzoskwinie, morele, śliwki, arbuzy. Wszystko pyszne, bo dojrzało w tutejszym słońcu!

Udało nam się trochę zwiedzić Turcję i jeśli miałabym polecić tylko jedno miejsce to byłaby to Kapadocja. To niesamowita kraina, gdzie można spędzić kilka dni chodząc szlakami i oglądając skalne cuda natury. A lot balonem nad tymi skalnymi formacjami o wschodzie słońca, to niesamowite przeżycie i wspaniałe widoki.

Nasze dzieci, oprócz nauki w szkole międzynarodowej, realizują internetowo polski program uzupełniający. Polega to na tym, że w określony dzień i godzinę (wg planu dla swojej klasy) należy się zalogować na specjalną stronę internetową, przez którą prowadzona jest lekcja. Panią widać i słychać, na środku ekranu wyświetlana jest prezentacja dotycząca danej lekcji, uczniowie mogą zadawać pytania na czacie. Na takie lekcje loguje się czasem i ze 20 polskich dzieciaków z całego świata! Przedmioty są dwa: język polski i wiedza o Polsce (łączy historię, geografię i WOS). Oczywiście nie ma lekko - w ciągu roku należy "odrobić" pięć dużych prac kontrolnych z każdego przedmiotu i na koniec roku zdać egzamin z całego materiału (nasze dzieci właśnie się do niego uczą). Wcześniej nawet nie wiedziałam, że nasz MEN przygotował taki fajny program dla dzieci emigrantów. 

Z Turcją żegnamy się 30 czerwca, wylatujemy do Warszawy na egzaminy dzieci, a potem jeszcze jedziemy nad morze do moich rodziców. Pod koniec lipca wsiadamy w samolot i zaczynamy nową przygodę, podczas gdy cały nasz dobytek będzie sobie płynął w kontenerze i dotrze na miejsce gdzieś w połowie sierpnia (mam nadzieję!). 


Planuję jeszcze jeden turecki post na zakończenie pobytu i tak kończy się ten etap blogowania. Macie jeszcze jakieś pytania? Interesuje Was coś jeszcze? Dajcie znać w komentarzach!


Pozdrowienia,
Magda

 








24 komentarze:

  1. Szkoda, że tak krótko i że nie poznałaś jakichś turczynek, ale jestem też ciekawa nowego kraju widzianego Twoimi oczami! Ten system polskiej nauki dla emigrantów jest ekstra, nie wiedziałam o tym!

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie przed Wami kolejna przygoda :) Będę czekać na te posty o zminach! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaliczyłam już 13 przeprowadzek w życiu i jak muszę się spakować gdziekolwiek (choćby na urlop), to aż mam odruch wymiotny :P Ciężkie jest takie życie "na walizkach", nie umiem się jakoś przestawić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczęłam zliczać swoje poważniejsze przeprowadzki i wyszło mi 6, a teraz będzie 7. Jeszcze mi trochę brakuje do Ciebie :)

      Usuń
  4. Szkoda, że zostajecie w Turcji krócej niż planowaliście, ale z drugiej strony - nowa przygoda :) W Kapadocji byłam i zgadzam się, że to niesamowite miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, Turcję już odżałowaliśmy i teraz szykujemy się na nowe!

      Usuń
  5. A może to lepiej że tak znajomosci nie nawiązaliście? teraz trudniej by było się żeganć :). Dzieciakom życzę powodzenia! A gdzie teraz Was niesie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie powiem, będzie niespodzianka :)
      Z tymi znajomościami to dokładnie tak samo myślałam - aaa, nie opłaca się. Ale jednak to był błąd, bo za dużo czasu spędzałam samotnie :(

      Usuń
  6. Gratuluję odwagi! To naprawdę wielka sprawa. Łatwo jest mówić, trudniej zrobić :) Wy robicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Czasem znajomi mówią, że zazdroszczą, ale sami by się nie odważyli - czyli coś w tym jest :)

      Usuń
    2. Jest, jest :)
      To trudna decyzja i jeszcze trudniejsze jej zrealizowanie :)
      Do odważnych jednak świat należy!

      Usuń
  7. Trzymam kciuki za kolejną przeprowadzkę! Przede mną wyprowadzka do innego miasta, w połowie sierpnia będę już w nowej lokalizacji:) Ale marzy mi się też taka przeprowadzka do innego kraju - mam nadzieję, że kiedyś to się spełni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe życie przed Tobą, więc kto wie, gdzie jeszcze będziesz mieszkać :)

      Usuń
  8. Ciekawa jestem gdzie się teraz przeprowadzicie... :) Tak czy siak życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymam kciuki aby wszystko było po Waszej myśli :) Ja poproszę o więcej zdjęć z miejsc w których bywasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, właśnie przygotowuję post o Tajlandii z duuużą ilością zdjęć!

      Usuń
  10. Jaki świetny wpis - trzymam mocno kciuki za powodzenie w każdej z możliwych dziedzin. Co do znajomości, to może nawet lepiej, że ich tam nie ma, ciężko byłoby ponownie rozstać się z ludźmi, którzy są częścią świata :)
    Aż mnie ciekawość zżera skąd będziesz nadawać :) Skądkolwiek by to nie było, będę wpadać na bloga :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aga!!! Myślę, że nasza nowa lokalizacja (i kosmetyki z nią związane) bardzo Ci się spodoba!!! :)

      Usuń
  11. O jejku współczuję, rozumiem przeprowadzę z miasta do miasta ale tutaj to już nie taka łatwa sprawa :) Wieżę jednak że wszystko się ułoży :D Życzę powodzenia i znalezienia już na stałe tego wymarzonego zakątka na ziemi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Powodzenia w nowym miejscu, jestem ciekawa, gdzie teraz zamieszkacie :)) Cudownie, że udało Wam się zwiedzić trochę Turcję, też bym kiedyś chciała, lecz jak widzę sytuacje z ciągłymi zamachami to mi aż smutno :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba los nad Wami czuwa, skrócony pobyt i wyjazd w samą porę ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger