Koreańska maska rozjaśniająca w płachcie - recenzja


Popularne ostatnio koreańskie maski w płachcie trafiły i do mnie - pisałam Wam już, że mam możliwość kupić je w drogeriach Watsons (azjatycka sieciówka kosmetyczna, obecna w Izmirze). Dziś kilka słów na temat maseczki rozjaśniającej Radiant & Brightening by Watsons.








Co obiecuje producent?
- rozjaśnienie skóry, redukcja ciemnych plam i zmian pigmentacyjnych,
- poprawa poziomu nawilżenia cery,
- wzmocnienie elastyczności skóry i redukcja zmarszczek.
Aby uzyskać jak najlepszy efekt należy stosować maseczki codziennie przez 6 dni. Ja kupiłam sobie 3 opakowania (maseczki kupujemy pojedynczo, w jednym opakowaniu znajduje się 1 maska), bo przyznaję, że nie doczytałam w drogerii o tych sześciu dniach.

Całkiem niezły skład bogaty w składniki aktywne, nawilżacze i ekstrakty. Konserwowany parabenami.


Stosowanie
Maski stosowałam wieczorem, po porządnym oczyszczeniu twarzy i peelingu. Po wyciągnięciu maseczki z opakowania jest ona złożona, przy rozkładaniu trzeba usunąć dodatkową, zabezpieczającą folię ochronną. Płachta wykonana jest z miękkiego materiału i ponacinana w kilku miejscach, aby umożliwić lepsze dopasowanie do kształtu twarzy, jednak mam wrażenie, że lepiej pasowałaby osobom z mniejszą twarzą (dziewczynom w Korei?). Wycięcia na oczy umieszczone są dość blisko siebie, maska ledwo sięga brzegów twarzy i trochę odstaje przy brodzie. Producent zaleca trzymać ją 20 minut, a po zdjęciu delikatnie wmasować pozostałą esencję. Ja trzymałam swoje maseczki ok. 20-30 minut, przedłużenie czasu nie spowodowało żadnych skutków ubocznych, a esencji wciąż pozostawało sporo do wmasowania w skórę po usunięciu płachty. Warto dodać, że w opakowaniu jest dość dużo esencji (30ml), co umożliwia posmarowanie przy okazji szyi oraz dekoltu.









Efekty
Są zauważalne, co bardzo mnie cieszy, ale krótkotrwałe (co cieszy mniej). Skóra jest gładka i dobrze nawilżona, wręcz "pije" esencję, która jest lekka i szybko się wchłania. Cera jest wypoczęta, odświeżona, zmarszczki mimiczne przy uśmiechaniu są mniej widoczne, ale oczywiście nadal są ;). Moje posłoneczne plamy są lekko rozjaśnione, koloryt całej twarzy jest bardziej wyrównany. Naprawdę widzę różnicę, ale tylko wieczorem po usunięciu maski i jeszcze trochę następnego dnia. Efekt jest więc dość krótkotrwały i chyba w związku z tym powinnam stosować te maski rano, a nie wieczorem :)



Koszt 1szt maski to 3,99 liry czyli 5,30 zł, nie jest to cena wygórowana, więc myślę, że jeszcze kupię kilka sztuk maski Radiant & Brightening, a teraz do przetestowania mam wersję Renewal & Antioxidant.


Znacie maseczki w płachcie? Miałyście już okazję je stosować? Dajcie znać!

Pozdrowienia,
Magda


18 komentarzy:

  1. bardzo lubię maski w płacie przed wyjściem lub długą podróżą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć wiele osób stosuje je podczas długich lotów, ale jeszcze nie zdarzyło mi się widzieć w samolocie nikogo w masce :)

      Usuń
  2. Fajna ta maska, podoba mi się działanie :) Ja używam maseczek w kapsułkach i sama je sobie moczę w tonikach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam o takim sposobie, ale jeszcze nigdy nie próbowałam.

      Usuń
  3. Fajnie wyglądasz w maseczce :DDDD "zaleciało" milczeniem owiec :DDDD
    *:
    Miałam, dawno temu, jakąś maseczkę w płachcie, ale była kiepska.
    Kosmetyki azjatyckie już całkiem długo są u nas na topie, coś w tym musi być....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha, ha, dzięki! :D

      Ta maska miała najlepszy skład ze wszystkich dostępnych w sklepie i rzeczywiście widzę po sobie jej pozytywne działanie, więc coś w tym jest :)

      Usuń
  4. Ja uwielbiam maski w płachcie za ich działanie (jeszcze mi się bubel nie trafił), ale mogliby robić jakieś wersje mini, bo na moją drobną twarz zawsze sa za duże i muszę bawić się w kreatywne zaginanie brzegów ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam na IG, że są już takie 2-częściowe: osobno nakładasz na górną część twarzy i osobno na dolną, dzięki temu są lepiej dopasowane.

      Usuń
  5. Przywiozłam kilka podobnych z Japonii i szczerze mówiąc nie zauważyłam spektakularnych efektów, chociaż przyznaję, że skóra jest po nich ładnie nawilżona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - te spektakularne efekty to chyba osiągnie się jedynie stosując całą azjatycką rutynę i maskę codziennie, czego ja nie robię...

      Usuń
  6. Ostatnio stosuję częściej takie maski :) Ale zwykle są niedopasowane do mojej buzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ta maska u mnie też nie była zbyt dobrze dopasowana :)

      Usuń
  7. Nie wiem czemu, ale po maseczki w płachcie sięgam niechętnie, miałam chyba dwie, ale żadna mnie do siebie nie przekonała zbytnio...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi zazwyczaj się nie chce :P ale ponieważ jestem całkiem zadowolona z efektów, to może wejdzie mi w nawyk stosowanie takich masek?

      Usuń
  8. Lubię takie maski :) Chociaż faktycznie, wygląda się trochę jak z "Milczenia owiec" ;) Ale fakt, że powinno się je stosować rano, bo u mnie efekt widać potem przez większość dnia, a gdy stosuję wieczorem, rano znowu jest tak, jak było. Ogromnym plusem jest na pewno cena.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajna, fajna, lubię straszyć w domu takimi :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger