Nowości z Tajlandii - kosmetyki koreańskie i japońskie


W poprzednim poście obiecałam, że pokażę Wam moje wakacyjne, kosmetyczne zakupy. Korzystając z faktu, że w popularnych sklepach Seven Eleven (to taki odpowiednik Żabki w Tajlandii) jest duży wybór mini produktów, a w drogeriach można dostać kosmetyki koreańskie i japońskie - postanowiłam zaszaleć. Poniżej krótka prezentacja tego, co przywiozłam, bo recenzje pojawią się na blogu dopiero za jakiś czas. Zapraszam!






Dla siebie wybrałam produkty z serii rozjaśniającej marki Hada Labo, skuszona wieloma pozytywnymi opiniami na zagranicznych blogach oraz polecaniem ich przez Azjatycki Cukier, czy w książce Charlotte Cho. Kupiłam:
- tonik / lotion rozjaśniający
- esencję wybielającą
- rozjaśniający krem na dzień 5w1 z wysokim filtrem SPF50, PA++++
Kosmetyki te zawierają arbutynę oraz witaminę C dla działania rozjaśniającego, oraz trzy typy kwasu hialuronowego dla optymalnego nawilżenia. Nie zawierają alkoholu, parafiny, sztucznych barwników i zapachów.

Do tego dobrałam jeszcze żel myjący z kwasami AHA i BHA oraz miniaturkę kremu na noc 3w1, który zastępuje krem, esencję i maskę na noc, tzw. sleeping mask.



Głównie z myślą o córce kupiłam przeciwtrądzikowy żel SmoothE z 2% zawartością kwasu salicylowego, ale później w innym sklepie znalazłam (reklamowany jako najmocniejszy na rynku) żel z 4% kwasem salicylowym tej samej marki. Kupiłam oba, bo tajskie upały mocno zaostrzyły trądzik mojej córki, ale już po kilku dniach stosowania serum z 4% kwasem poprawa jest ogromna! 

Oprócz SmoothE wzięłam jeszcze kilka mini produktów, tj. żele, serum, czy maseczki, wszystkie o działaniu przeciwtrądzikowym.




Postanowiłam wypróbować kilka lokalnych kremów BB/CC, więc kupiłam kilka saszetek. Trochę się jednak obawiam, że ich odcień nie będzie pasować mojej cerze o przewadze żółtych tonów. No nic, zobaczymy. Spodobały mi się kosmetyki z pomidorem, które mają działanie rozjaśniające i odmładzające (zawierają niacynamid), wzięłam też krem Melasma Clear.




Skusiłam się również na saszetki z serum ze ślimaka, którego jeszcze nigdy nie stosowałam oraz kolagenowe płatki pod oczy.





Wybór wcale nie był łatwy, szczególnie jeśli chodzi o mini produkty. W sklepie te wszystkie saszetki zajmowały kilka półek, a ja sprawdziłam składy większości z nich (rodzinie kazałam wtedy robić zakupy spożywcze :)). Wiele produktów okazywało się zwykłymi bublami napakowanymi parafiną, alkoholem lub silikonami zaraz na początku składu, podczas gdy składniki aktywne pojawiały się na końcu listy INCI. Dlatego zawsze zachęcam Was do świadomych wyborów i czytania składów kosmetyków. Koreańskie czy japońskie serum wcale nie musi być świetne, tylko dlatego, że pochodzi z Azji.

Kiedy ja to zużyję? Nie martwię się, bo nie wszystko jest dla mnie :) Część trafi do mojej córki, część do mamy, a część do Was, jako nagroda za udział w blogowej ankiecie, którą przygotowuję, więc nie zapominajcie zaglądać na bloga :)

Pozdrowienia,
Magda



19 komentarzy:

  1. Chciałabym przetestować takie kosmetyki :) Daj znać jak się sprawdzają :)
    Pozdrawiam serdecznie, Juliet Monroe KLIK :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie fajne, kolorowe - zupełnie takie inne :) Aż się uśmiecham bo opakowania sa takie hmm urocze :)
    Miałam olejek do demakijażu Hada Labo, bardzo lubiłam ..będę wypatrywać recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja - opakowania są słodkie!
      Olejek też stał na półce, ale stwierdziłam, że zrobię sobie w domu własny, bo mam jeszcze jakieś zapasy z ostatniego zamówienia z ZSK do zużycia.

      Usuń
  3. Opakowania jak zwykle urocze :3 chciałabym się móc tak obłowić jak Ty

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko takie egzotyczne i kolorowe :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba przyznać, że fajne opakowania potrafią robić!

      Usuń
  5. Szczątkowe informacje o kosmetykach azjatyckich, które do mnie docierają gdzieś z internetu jawią ich rynek jako zbawienny, uczciwy i innowacyjny, a tu proszę - parafinka i alkohol i u nich goszczą w kosmetykach ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A goszczą, goszczą, to wcale nie była rzadkość! Ale trzeba pamiętać, że generalnie te kosmetyki są bardzo mocno napakowane chemią, daleko im do naszych naturalnych producentów. No i ja przeglądałam tańsze kosmetyki, nie byłam w salonie firm tj. jak It's Skin, Missha, czy Face Shop.

      Usuń
  6. Wow, ile dobroci! Mam nadzieję, że wszystko przypadnie Ci do gustu. Poszalałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dużo dobrego słyszalam o produktach ze ślimaka :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Już same opakowania powodują, że się uśmiecham :)

    OdpowiedzUsuń
  9. opakowania mają fakt mega fajne, a z tych dostępnych w PL któraś z was używa może kremików bb od skin79? są świetne i może nie najtańsze ale sprawdzają się idealnie. produkt trafiony w 100% =, uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Czy te tajskie kosmetyki są bezpieczne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz, po kilku miesiącach i zużyciu wszystkiego, mogę odpowiedzieć, że nic złego się nie działo, nie wszystkie te saszetki były jednakowo dobre, po niektórych nie było widać wielkiego działania. Hitem okazała się kuracja z kwasem salicylowym Acne Plus, pięknie oczyszcza zapchane pory.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger