Malinowa konfitura ze Starej Mydlarni


Wyobraźcie sobie pyszną konfiturę z malin - obłędnie pachnie, ma cudny kolor i pełno małych pesteczek. Niestety - nie nadaje się do zjedzenia, bo to peeling do ciała ze Starej Mydlarni! Zapraszam na kilka słów o tym cudnym kosmetyku!




Plastikowy słoiczek zawiera 250gr malinowej galaretki, w której zawieszone są mniejsze i większe drobinki. Peeling średnio nadaje się do stosowania na sucho, nie zawiera żadnych olejków, ani maseł, nie ma więc poślizgu i bez wody nie rozprowadza się dobrze. Testowo użyłam go w ten sposób i po wyjściu spod prysznica moja skóra była lekko podrażniona i zaczerwieniona. 

Użycie na wilgotną skórę to zupełnie inna bajka! Produkt nie spływa, można się nim porządnie wyszorować. Podczas mycia powstaje delikatna, biała piana. Gdybym miała ocenić siłę tego peelingu w 10-cio stopniowej skali, dałabym mu 6-7 punktów. Do słabych nie należy, ale miewałam już peelingi mocniejsze.




W składzie co prawda mamy SLS, ale peeling nie wysusza skóry, nie zostawia też tłustej warstwy (bo nie ma ona z czego powstać). Za właściwości ścierne odpowiadają zmielone pestki moreli i łupiny orzechów oraz całe pestki malin. Przyzwyczajona jestem do peelingów cukrowych i solnych, których drobinki rozpuszczają się pod wpływem ciepłej wody, ale tutaj nie ma tego efektu i peeling trze cały czas tak samo mocno - pestki się przecież nie rozpuszczą :) Dzięki temu jest całkiem wydajny.




Pachnie pięknie, obłędnie, naturalnie, malinowo! Wygląda jak żelowa galaretka z owocami lub dobra konfitura. Idealnie nada się dla fanek mocniejszego zdzierania i braku tłustej warstwy po kąpieli. Skóra po nim jest gładka, delikatnie nawilżona, miękka. Szkoda tylko, że zapach nie utrzymuje się na skórze!




Dostępność: stoiska Stara Mydlarnia, strona producenta

Cena: ok. 20zł


Po skończeniu tego peelingu mam zamiar pobawić się w tworzenie własnych peelingów kawowych, solnych lub cukrowych, mam zapas olejów oraz olejków eterycznych, które chcę wykorzystać. Jeśli znacie jakieś fajne przepisy lub macie własne metody robienia takich peelingów - dajcie znać, chętnie skorzystam!


Pozdrawiam,
Magda


13 komentarzy:

  1. wow, bardzo ciekawa konsystencja, tak, jak powiedziałaś - konfitury :D

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie na blogasku jest kilka przepisów na peelingi, kawowy tez, także przybywaj :D Konfiturka wygląda świetnie mniam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kupiłam ją kiedyś komuś na prezent. Jeny, jak to obłędnie pachniało! *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Wygląda przepięknie, ale nie lubię tej firmy. Cena i skład są nieadekwatne. Też chciałabym wrócić do tworzenia własnych kosmetyków, ale gdzieś po drodze straciłam zapał... ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakich produktów SM używałaś?
      Ja mam peeling enzymatyczny, ale średnio jestem zadowolona.
      A wracając do tworzenia własnych kosmetyków - zacznij może od czegoś prostego, tak jak peeling właśnie i rób tylko po jednej porcji. Ja mam taki plan, że przed prysznicem zmieszam sobie po 2 łyżki cukru i oleju, dodam kilka kropli olejku eterycznego i peeling gotowy! Roboty mało, a własny kosmetyk jest 😀

      Usuń
  5. Ojejku! Wygląda faktycznie tak, że chce się go zjeść!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyglada tak,mze az sie glodna zrobilam...

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli mozna zrobić komuś psikus i dać go gofrów ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha - można i na pewno ten ktoś zauważyłby różnicę dopiero po ugryzieniu takiego gofra! :D

      Usuń
  8. Ja przedwczoraj odkryłam właśnie cały słoik zeszłorocznego domowego dżemu z malin i spożywam go sobie powolutku :) a co do pilingów - do stóp świetna jest zwykła sól+olej, np. oliwa ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger