Turcja babskim okiem: Pierwsze kosmetyczne zakupy

Cześć Kochani! Witajcie po dłuższej przerwie! U mnie ostatnio dużo zmian - przeprowadziliśmy się do naszego docelowego miejsca zamieszkania w Turcji, czyli z miasta na wieś, gdzie czekaliśmy 2 tygodnie na założenie internetu. Cały czas czekamy też na większość naszych rzeczy - kontener z nimi dopłynie dopiero w pierwszej połowie listopada, mamy więc tylko część mebli i tak trochę koczujemy w naszym domu, np. dzieciaki śpią na materacach. Stąd też wziął się temat dzisiejszego wpisu - w walizkach mogłam wziąć tylko niewielką część moich kosmetycznych zbiorów (mocno pracuję nad ich zmniejszeniem :)) i szybko okazało się, że jednak trochę muszę dokupić na miejscu. Zapraszam Was na post z pierwszymi tureckimi nowościami!



Część pierwsza - zakupy potrzebne

Zaraz po przylocie do Izmiru okazało się, że w wynajętym mieszkaniu nie ma w ogóle mydła, a my też nic nie wzięliśmy. Zamiast kupować pierwsze lepsze mydło w płynie - postawiłam na naturę i w jednym z bardzo tu popularnych sklepików zielarskich (muszę im poświęcić osobny post) kupiłam takie oto naturalne mydełko z olejem z porzeczki. Po otwarciu pudełeczka okazało się, że mydło ma bardzo silny dziegciowy zapach, który na szczęście lekko się już ulotnił. Mydło jest świetne - nie wysusza i nie ściąga skóry, z braku żelu pod prysznic używam go codziennie na całe ciało i nic złego się nie dzieje. Od czasu do czasu używam go też do mycia twarzy i tutaj również spisuje się dobrze. Pięknie leczy moją trądzikową skórę na plecach! Jest też bardzo wydajne, na zdjęciu widzicie zużycie po dwóch miesiącach intensywnego użytkowania. Coś czuję, że następne mydło, jakie kupię, również będzie ziołowo-naturalne!



Nie wzięłam też żadnego balsamu do ciała, bo stwierdziłam, że przecież bez problemu kupię sobie coś ciekawego w Turcji. Wcale nie było to łatwe! Na sklepowych półkach królują produkty z parafiną w składzie - najpopularniejsze marki to Vaseline, Neutrogena i Dove (ten akurat bez parafiny), a poza tym kilka lokalnych marek. Zdecydowałam się na Dalan d'Olive, masło do rąk i ciała. Dawno nie miałam tak okropnego kosmetyku, właściwie to chyba nigdy! Mimo braku parafiny - balsam jest mega oblepiający, ciężki, zostawia niemiłą warstwę na skórze, którą zmywam pod prysznicem na drugi dzień. Skóra pod nim nie oddycha i w ogóle nie jest nawilżona, ani odżywiona. Tytułowa oliwa z oliwek znajduje się w składzie sporo za zapachem (!!!), co akurat widziałam, ale liczyłam na działanie masła shea (gdzieś tak po środku składu). Zużywam go do stóp i dłoni na noc i nadal szukam fajnego balsamu. 




Kolejna część zakupów to uzupełnienie dezodorantów, które skończyły się nam szybko po przyjeździe i żelu do twarzy dla córki (następnym razem kupię jej słynną różową Isanę Young, bo widzę po wielu recenzjach, że warto). Musiałam kupić też zwykły szampon oczyszczający z SLeS-em, bo z domu zabrałam same łagodne szampony (bałam się, że tu takich nie znajdę). I co? Okazało się, że wybór szamponów bez siarczanów jest spory, ale znalezienie szamponu bez silikonów to nie lada wyczyn! Większość z oglądanych przeze mnie mocniejszych szamponów miała w składzie ze dwa silikony, a niektóre jeszcze do kompletu Polyquaternium-7! Składniki te jak najbardziej lubię w odżywkach, bo pięknie wygładzają, ale w szamponach powodują u mnie wielkie przylizanie i przyklapnięcie włosów, nie wspominając o szybszym przetłuszczaniu. Wreszcie rumiankowy Tresan okazał się ideałem - jest mocniejszy detergent (SLeS), nie ma silikonów, są ekstrakty i substancje nawilżające. Super szampon! Moja córka jest święcie przekonana, że to jest szampon z odżywką, bo tak dobrze działa na jej włosy :)





Musiałam też dokupić odżywkę - to już kolejna butelka Elseve z kwiatowymi olejkami. Jestem w niej zakochana, pobiła ostatniego drogeryjnego ulubieńca, czyli olejkowego Garniera, wygładza, nadaje blasku, włosy są po niej miękkie, błyszczące, miłe w dotyku. Pięknie pachnie. Ma też dobry i bogaty skład, jest łatwo dostępna w drogeriach. Jeśli musicie kupić na szybko jakąś odżywkę w drogerii - polecam Wam olejkową Elseve. A gąbeczka do podkładu koniecznością nie była (promocja ;)) i właściwie powinna się znaleźć w drugiej części tego posta.



Część druga - zakupy dla przyjemności

Oprócz koniecznego uzupełnienia kosmetyków dla siebie i rodziny, skusiłam się na kilka nieplanowanych i nie-tak-bardzo potrzebnych produktów. Zaciekawiły mnie na przykład olejki Shiffa Home, które można dostać w wielu tutejszych sklepach, np. w Rossmannach. Po przejrzeniu strony producenta zdecydowałam się na dwa: olejek sosnowy - do stosowania na skórę głowy i włosy (zapobiega wypadaniu włosów) oraz na olejek z zawilca niebieskiego - o działaniu przeciwzmarszczkowym. Olejek sosnowy (terpentynowy) można dodać do aktualnie stosowanego szamponu oraz wcierać bezpośrednio w skórę głowy, co ma wzmacniać cebulki i w konsekwencji osłabiać wypadanie. Do szamponu dodałam, wcieram trochę nieregularnie, więc efektów jeszcze nie zauważyłam. Z kolei olejek z zawilca można stosować jak serum, kilka kropli należy wmasować w skórę twarzy, szyi i dekoltu, pod krem. Producent twierdzi, że olejek świetnie uelastycznia dojrzałą skórę i wygładza zmarszczki, jednak dla mnie jest trochę za ciężki, więc mieszam go sobie na dłoni z kremem nawilżającym i tak stosuję. Przeszkadza mi też jego mocny, kwiatowy zapach.



A tu mamy efekt promocji w popularnej tureckiej drogerii Gratis :) Na pędzle Real Techniques i całą szafę The Balm była obniżka 40%, więc ich cena końcowa była znacznie niższa niż ceny w polskich sklepach internetowych. Cóż było robić - wzięłam!



Ostatni zakup to łagodny szampon Nivalis z wyciągiem z czosnku. Szampon ten znam, kiedyś już go stosowałam i bardzo lubiłam, a teraz kupiłam go z typowego poczucia winy: chyba z pół godziny spędziłam na oglądaniu asortymentu wielkiego sklepu z naturalnymi kosmetykami, miły pan starał się jak mógł, żeby mi (po turecku!) wytłumaczyć, co do czego służy, więc głupio było wychodzić bez żadnego zakupu. A czemu nie kupiłam nic więcej? Wszystkie inne szampony były z silikonami (ten był jedynym bez nich!), odżywek prawie nie było, a kremy do twarzy mimo zawartości ciekawych olejków - były na parafinie. Ot i takie to naturalne kosmetyki...



Tym, co wytrwali do końca dziękuję, miło znowu być tu z Wami, wieczorami nadrabiam zaległości na Waszych blogach, a w planach mam kilka postów o tutejszych sklepach kosmetycznych - mam nadzieję, że temat Was zainteresuje!


Pozdrowienia,
Magda 

11 komentarzy:

  1. Mnie to rozczuliło opakowanie mydełka porzeczkowego. O szamponie z wyciągiem z czosnku czytam pierwszy raz i bladego pojęcia nie miałam, że taki istnieje. A olejki sama z chęcią bym przygarnęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co ciekawe - ten szampon pachnie wanilią :)
      Producent podkreśla na opakowaniu, że ekstrakt czosnkowy jest bezzapachowy :)
      Tutaj szampony czosnkowe są bardzo popularne i zawsze kilka rodzajów stoi na półce.

      Usuń
  2. Real Techniques ♥ Cudne są ich pędzle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mój pierwszy, ale jak najbardziej się z Tobą zgadzam!

      Usuń
  3. A ja dzisiaj rano o Tobie myślałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło! Mam tylko nadzieję, że pozytywnie :)))

      Usuń
  4. Piękna promocja Ci się trafiła! Jestem ciekawa wpisu o tureckich sklepach :)
    Też trochę koczowaliśmy w naszym wynajmowanym mieszkaniu, śpiąc na łóżku polowym i niewygodnym cienkim jednoosobowym materacu. Do dzisiaj nie mamy porządnego stolika, ale z tym czekamy do nowego miesiąca :) Życzę cierpliwości, bo do listopada jeszcze troszkę zostało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana - my nie mamy pralki! To jest dopiero jazda: część prania robię u sąsiadki, a drugą część wożę do pralni, żeby nie nadużywać jej uprzejmości i jakoś ogarniam :)

      Usuń
  5. Nigdy nie słyszałam o olejku z zawilca.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajne zakupy, szanmpon szosnkowy mnie zwlaszcza zainteresowal :) Zazdroszcze dostepu do tych sklepikow zielarskich i czekam na wpis o nich :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratis - fajna nazwa dla sieci sklepów:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger