Peru i Boliwia 2006: wulkany, kaniony, pustynie

 




W Arequipie kupujemy gotową wycieczkę 'outdoorową' w lokalnym biurze podróży. Czemu się na to decydujemy? W ciągu kilku dni zobaczymy o wiele więcej, niż sami moglibyśmy to zaplanować i zrealizować, a oprócz żelaznych punktów zwiedzania Peru typu Kanion Colca, mamy w planie miejsca nie zaznaczone na mapach. W następnych latach wielokrotnie będziemy korzystać z takich gotowych, ale nie sztampowych, zorganizowanych wycieczek, poznając przy tym wielu ciekawych ludzi i wiele miejsc. A tymczasem pakujemy się naszą czwórką do mini vana i wraz z kierowcą Pedro i przewodnikiem Eliasem wyruszamy o świcie z miasta.

Po drodze mijamy mokradła, które stanowią zasób słodkiej wody, z którego korzystają stada wikunii, alpak i lam. To z ich wełny robi się popularne kolorowe i ciepłe czapki i szaliki, które można kupić dosłownie na każdym kroku. Najdroższa jest wełna z wikunii - niesamowicie lekka, miękka i ciepła, jej włókno ma jeszcze mniejszą średnicę niż kaszmir, czy wełna merynosa (szalik - ok. 800zł!). W ubiegłym wieku odzież z tej wełny stała się towarem wysoce luksusowym, a masowe polowania prawie doprowadziły do wyginięcia tych pięknych zwierząt. Obecnie wikunia jest pod ochroną, raz na rok dzikie wikunie są łapane i strzyżone, a potem znowu wypuszczane na wolność. Strzyżenie ma charakter lokalnego święta, a tradycja ta kultywowana jest od czasów inkaskich.





Po jakimś czasie z terenów moczarów wyjeżdżamy wyżej i wychodzimy z auta na dłuższy spacer pooglądać ciekawe formy skalne, pozostałości po wybuchach okolicznych wulkanów. Podoba nam się ogromna przestrzeń, kolory i cisza - inni turyści tu nie dotarli. Widocznym znakiem, że jednak inni też tu docierają jest pani - siedzi w środku niczego i robi czapkę na drutach! Za zdjęcie oczywiście kasuje kilka drobniaków :)





Strój Indianek jest charakterystyczny: noszą po kilka dość grubych spódnic na raz, na głowach melonik, a czarne włosy związują w warkocze. Teorii na temat meloników znalazłam w sieci kilka - najpopularniejsza głosi, że meloniki podarowali Indianom Brytyjczycy budujący statki na jeziorze Titicaca. Mężczyznom to nakrycie głowy się nie spodobało, ale paniom a i owszem. Ponoć melonik przekrzywiony, noszony na boku głowy - oznacza pannę, a na czubku - mężatkę. 


Naszym następnym celem jest Kanion Colca, przez wielu uznawany za najgłębszy kanion na świecie, dwa razy głębszy od Wielkiego Kanionu Kolorado. Jego ściany wznoszą się w najwyższym miejscu nawet na 3400m z jednej, a 4200m z drugiej strony, a dołem płynie rzeka Rio Colca. Pierwszego przepłynięcia kanionu kajakami dokonała grupa studentów z Polski w 1981r., z krakowskiego klubu kajakowego AGH Bystrze i do dziś możemy o tym przeczytać na pamiątkowej tablicy w centrum miasteczka Chivay. My jednak nie zamierzamy spływać kajakiem, a jedynie (lub aż!) zejść na dół i przenocować w kanionie. Cały nasz dobytek oraz żywność i namioty ładowany jest na muły, a my kamienistą i dość zdradliwą ścieżką schodzimy kilka godzin w ostrym słońcu, podziwiając widoki. W tym miejscu głębokość kanionu to ok. 1500 metrów.


Cabanaconde , miasteczko nad kanionem


tarasowe poletka


 
cel naszej podróży - oaza Sangalle na dnie kanionu

jeszcze trochę trzeba wytrzymać


NAGRODA!

Po spędzeniu reszty dnia w basenie i leniuchowaniu, a następnie nocy w namiotach - trzeba niestety wrócić jakoś na górę.... Wstajemy kiedy jest jeszcze ciemno i po szybkim śniadaniu zaczynamy o świcie kilkugodzinną wspinaczkę, żeby zdążyć przed palącym słońcem. Dobrze, że chociaż nasze plecaki jadą na mułach!
 


 
Nasz przewodnik Elias

Po szczęśliwym wyjściu z Kanionu Colca pojechaliśmy na Mirador Cruz del Condor - czyli punkt widokowy usytuowany na brzegu kanionu, z którego można co rano obserwować wznoszące się w niebo kondory. Są to gigantyczne ptaki, o rozpiętości skrzydeł ok. 3 metry, wadze do 15kg, które do wzniesienia się z kanionu wykorzystują ciepłe prądy powietrzne. Niestety - żadnego z nich nie zobaczyliśmy: albo byliśmy zbyt późno, albo nie mieliśmy szczęścia. Lornetka nie pomogła, jakby to powiedział Kubuś Puchatek: Im bardziej patrzyliśmy, tym bardziej kondorów tam nie było!



Mirador, źródło



Nie jesteśmy tak odważni jak polscy kajakarze, ale swój spływ górską rzeką w tych pięknych okolicznościach przyrody też odbyliśmy! Adrenalina skoczyła mi wysoko, na szczęście nie zaliczyliśmy żadnej wywrotki, bo rzeka momentami mocno rozbijała się o wystające z dna głazy!







Wracając powoli do Arequipy, zmęczeni po przeżyciach kilku ostatnich dni, mieliśmy jeszcze szansę zobaczyć skrawek najsuchszej pustyni na świecie. Co prawda właściwa pustynia Atakama leży w granicach Chile, ale obszary leżące bezpośrednio w jej sąsiedztwie (w tym południowe wybrzeże Peru) również mają charakter pustynny. Drobny piach i pył wciskał się w każdą szczelinę, a mieliśmy wrażenie, że jesteśmy na księżycu.











I to już koniec. Po kilku bardzo intensywnie spędzonych dniach i wielu przejechanych kilometrach, żegnamy się z Pedro i Eliasem, bo czeka na nas największa atrakcja Peru, czyli ruiny Machu Picchu. Ale o tym dopiero w następnym odcinku :)


Pozdrowienia,
Magda

14 komentarzy:

  1. WOW, niesamowita wycieczka! Cudowne miejsca, które sama z chęcią bym zobaczyła! <3 Nie mogę się doczekać kolejnego odcinka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieknie:) splyw musial byc fantastyczny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Justyna Wiśniewska15 lutego 2015 20:09

    Niezywkłe że takie miejsca sa ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. był fantastyczny, ale i trochę napędzał stracha!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję! Przez moment cieplej mi sie zrobiło!

    OdpowiedzUsuń
  6. wow, wspaniałe wspomnienia:) Niesamowicie wygląda ta kobieta dziergająca na drutach - czysta egzotyka, wrta kilku drobniaków;)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  7. o rety, i znowu to samo! przychodzę do Ciebie i odlatuję do alternatywnej rzeczywistości :O niesamowite te Twoje podróże i nie mam słów, by opisać, jak bardzo Ci ich zazdroszczę. na pocieszenie mówię sobie: co się odwlecze, to nie uciecze, ale i tak średnio pomaga ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. wszędzie dookoła pustka i skały - a tu siedzi sobie pani i czapkę robi! to było na prawdę dziwne :)

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo proszę, cała przyjemność po mojej stronie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepiękne widoki. Świetny opis. Z niecierpliwością oczekuję kolejnej części.

    OdpowiedzUsuń
  11. Genialnie się z Tobą "podróżuje". Dzięki za świetną wyprawę ;) Pozdrawiam - M.

    OdpowiedzUsuń
  12. piękna relacja :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger