Maska GlamGlow Super-mud DIY - zrób ją sama!



Jeśli jesteście posiadaczkami tłustej cery słyszałyście zapewne o cudownych, glinkowych maskach do twarzy GlamGlow. Reklamowane jako hollywoodzki sekret piękna i młodości, mimo swojej horrendalnej ceny, biją rekordy popularności w USA. Myślę, że właśnie dlatego równie popularne stało się robienie własnej wersji tej maski, a przepisy można znaleźć na YouTubie oraz na amerykańskich blogach. Ja również się skusiłam na swoją własną GlamGlow Super-Mud, a co z tego wyszło przeczytacie poniżej.



Żeby wiedzieć, czego właściwie powinnam użyć, aby jak najdokładniej odtworzyć oryginalną recepturę, zajrzałam na polską stronę Sephory oraz Douglasa. Składu nie znalazłam, jedynie opis producenta:
Zaawansowany system oczyszczania skóry, który sprawia że cera nabiera świeżego blasku. Opracowany w laboratoriach GLAMGLOW skutecznie walczy z najczęściej rozpowszechnionymi problemami skóry twarzy: z rozszerzonymi porami, przebarwieniami, wypryskami, zaskórnikami, podrażnieniami.
Innowacyjna formuła idealnie oczyszcza skórę z nadmiaru tłuszczu, talku i zamieszczeń, a zawarte substancje czynne idealnie ją pielęgnują. Kosmetyk działa złuszczająco, antybakteryjnie, matująco, nie wysuszając przy tym skóry. Dodatkowo stymuluje regeneracje komórek. Glamglow to pielęgnacja rodem z Hollywood, spełniająca najwyższe wymagania. (źródło)


Brzmi pięknie, prawda? Jeśli jednak spojrzymy na stosunek pojemności (30ml) do ceny (199zł) mina nam zrzednie. Skład maski znajduję wreszcie na amerykańskim Amazonie:



źródło


Przekonuję się, że cudowne (podobno) działanie maski wynika z połączenia peelingujących i oczyszczających właściwości kwasów: glikolowego, migdałowego, salicylowego, azelainowego i pirogronowego oraz glinki, węgla oczyszczonego, aloesu i olejków eterycznych i kwiatowych ekstraktów (rumianek i nagietek). Uff, skład długi, ale wspaniały - szczególnie dla cer tłustych, podrażnionych, dojrzałych. Muszę ją mieć!


Zabieram się za oglądanie filmików na YouTubie i studiowanie pinterestowych wpisów - znajduję przepis, bo większość dziewczyn robi swoje maski właśnie wg niego:

2 łyżki oleju kokosowego
1/4 szklanki glinki bentonitowej
8 kapsułek węgla
1 łyżka żelu aloesowego
pół szklanki mocno zaparzonego rumianku
3 krople olejku miętowego
2 krople olejku eukaliptusowego
+
dla wzmocnienia efektu: 
pół łyżeczki serum z kwasem salicylowym lub zamiennie 2-3 krople olejku z drzewa herbacianego
pół łyżeczki serum z kwasem glikolowym lub zamiennie 2-3 krople olejku cytrynowego


Wykonanie jest banalne - wszystko wymieszać - a maska powinna wytrzymać w lodówce do miesiąca, jak dobrze pójdzie :) W porównaniu do oryginału mało w tym przepisie kwasów, ale zamierzeniem autorki było stworzenie maski na bazie produktów dostępnych zazwyczaj w domu.



Zabieram się zatem do roboty i przygotowuję swoje składniki (ww przepis dzielę na 2, bo boję się, że wyjdzie mi za dużo): 



  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 30ml glinki (ja mieszam ghassoul i czarną, bo takie posiadam)
  • 4 kapsułki węgla
  • 1 łyżeczka żelu aloesu
  • 1/4 szklanki rumianku
  • olejki: miętowy i cedrowy (nie mam eukaliptusa)

jako "kwasowych wzmacniaczy" używam:
  • kwas glikolowy: pół łyżeczki kremu Glyco-A 12% 
  • kwas salicylowy: 1 tabletkę aspiryny (rozpuszczam w odrobinie wody)
  • później decyduję się jeszcze dosypać szczyptę kwasu migdałowego, a gdybym miała w domu Acnederm (kwas azelainowy) - też wrzuciłabym go z pół łyżeczki.

Oto fotograficzna dokumentacja z tworzenia tego uroczego błotka:

Ostudzony rumianek wlałam do miseczki na samym końcu - w ten sposób można "wyregulować" gęstość i konsystencję maski.


A oto i produkt finalny:



Maseczki użyłam już 3 razy i jeszcze została mi ponad połowa słoiczka. Przechowuję ją w lodówce, ale olej kokosowy w składzie powoduje, że maska może być dość zbita zaraz po wyjęciu, więc na chwilę stawiam ją na kaloryferze. Nakładam na oczyszczoną i wypilingowaną twarz na 15 min, trochę w tym czasie przysycha (warto spryskiwać twarz, aby tego uniknąć), bezproblemowo zmywam letnią wodą, przecieram twarz tonikiem, nakładam Sylveco lekki krem rokitnikowy. I idę spać. Warto dodać, że maska przyjemnie pachnie olejkiem miętowym.


JAKI EFEKT?
Po pierwszym razie byłam lekko zawiedziona - bo efekt był jak po zwykłej masce glinkowej, ale już pod drugim i trzecim użyciu zrozumiałam, dlaczego tyle osób zachwyca się tą maskę!

Tak się złożyło, że za każdym razem maski używałam późnym wieczorem. Zaraz po jej zmyciu twarz była super gładka, miękka, odświeżona i lekko ściągnięta (ale bez uczucia wysuszenia i ciągnięcia na maksa). Krem Sylveco od razu się wchłaniał, cera wręcz go piła. I tyle, albo aż tyle. Zwężenia ani oczyszczenia porów nie zauważyłam. 

Natomiast na drugi dzień budzę się nowa ja! Buzia nadal jest super gładka, pory zwężone, mniej widoczne, zaskórniki jakby się pochowały. Mam wrażenie satynowej skóry, która jednak potrzebuje dodatkowej porcji nawilżenia, ale krem Sylveco sobie z tym radzi. Ten efekt utrzymuje się jeszcze przez 2 kolejne dni. Z każdym użyciem maski obserwuję wyraźne wygładzenie skóry i zmniejszanie się wielkości zaskórników. Rozjaśniają się tez czerwone kropki / blizny po gojących się większych wypryskach.







Ta maska na pewno zagości u mnie na dłużej. Myślę, że następnym razem użyję trochę mniej oleju kokosowego i dam 2 tabletki aspiryny, aby mocniej uderzyć w zaskórniki. Zastanawiam się, jak musi działać oryginał, jeśli mi udało się uzyskać tak dobre efekty prostym DIY (w końcu to jedynie wzbogacona maska glinkowa). 

Ciekawa jestem Waszego zdania - wydałybyście 200zł za słoiczek 30ml z tą 'cudowną' maseczką? 



Pozdrowienia,
Magda

PS
Warto wiedzieć, że w ofercie producenta znajdziecie też:
GLAMGLOW POWERMUD - podwójna siła oczyszczania
GLAMGLOW TINGLING & EXFOLIATING - formuła przeciwzmarszczkowa
GLAMGLOW THIRSTYMUD - nawilżająca
GLAMGLOW BRIGHTMUD - na okolice oczu 




37 komentarzy:

  1. no ej, lece do apteki po aspiryne i wegiel, sprobuje koniecznie. cena tej maseczki to kosmos, w zyciu bym tyle nie wydala na kosmetyk (no moze perfumy)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy bym nie dała 200 zł za 30 ml kosmetyku, choćby nie wiem jak był genialny. Musiałabym zarabiać kilka tysięcy miesięcznie, żeby na taki krem sobie pozwolić :D Dobrze, że dziewczyny zrobiły wersję DIY, oszczędzimy pieniążków:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Twój blog ;)
    Z całą pewnością zrobię ją w domu, ale użyję różowej glinki. Co do składu, to faktycznie nic odkrywczego, tylko po prostu fantastycznie dopasowana kombinacja kwasowa. Wtenczas polecam zainteresowanie sie seria Perfecta Pharmacy, tonik, krem i chyba żel do mycia. Każdy z tych produktów to kombinacja kwasu salicylowego, migdały i glikola. Sama zastanawiam się nad kupnem kremu, ale w tej chwili samodzielnie się peelinguje. Super post, proszę takich więcej !

    OdpowiedzUsuń
  4. marzy mi się ta maseczka, jestem nawet skłonna wydac tyle kasy na nią. Świetny przepis, zaraz zapiszę, może uda mi się zrobić, może nie będę musiała kupować oryginału :)

    OdpowiedzUsuń
  5. robię! dzięki za przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ojej :D muszę to mieć ;) zapisuję sobie tą Twoją stronę w zakładkach :D nie usuwaj! ;)
    Ciekawi mnie jak zachowałaby się na mojej skórze ;)
    Niestety 2stów bym za nią nie dała...ale jak mam wszystko, tylko trzeba zmieszać tooo jak najbardziej :D

    OdpowiedzUsuń
  7. O kurde, muszę ją sobie kiedyś zrobić (albo kupić haha:P). Zapisuję linka! W sumie wszystkie składniki wymienione przez autorkę przepisu mam, poza olejkami - muszę zrobić zakupy. Jeny, w ogóle się nie znam na olejkach. Ile one mogą stać, w sensie jaką mają zazwyczaj datę ważności? Są jakieś olejki które generalnie warto mieć? Jak dotąd używałam tylko rozmarynowego, może czas wreszcie włączyć ich trochę więcej do pielęgnacji :)
    Co do kwasów, to aspirynę na pewno w domu znajdę, ale poza tym mam tylko z Biochemii Urody tonik z kwasami AHA/BHA 10%, może coś mi doradzisz? Coś kupić coś jeszcze, czy też mogę skorzystać tylko z tego co mam? W jakich proporcjach?

    OdpowiedzUsuń
  8. Z nieba mi spadłaś! Poszukuję właśnie kosmetyków z kwasem salicylowym, które nie byłyby napakowane alkoholem - zaraz sprawdzę sobie tę serię Perfecta.
    No i oczywiście bardzo się cieszę, że lubisz mojego bloga!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Spróbuj - ja też pomyślałam, że najpierw spróbuję sama zrobić i zobaczę, czy warto, ale jak wiadomo każda cera reaguje inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  10. daj znać, jak się sprawdzi u Ciebie - ciekawa jestem, czy będziesz tak samo zadowolona!

    OdpowiedzUsuń
  11. mnie strasznie ciekawi ta oryginalna maska - ale 2 stówy za taki mały słoiczek uważam za przegięcie...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ajc, cena zdecydowanie dosc spora ;) Super, ze zamiescilas przepis, musze koniecznie wyprobowac tego cukada :)

    OdpowiedzUsuń
  13. na pewno wypróbuję

    OdpowiedzUsuń
  14. Oooooo, ja dotychczasowo względnie bez zainteresowania spogladalam na te maski, bo jak nie mam tyle kasy to po.co się napalac? Ale teraz no to normalnie chyba sama taką sobie zrobię :) oczywiście jak uzupelnie to, czego nie mam :) a.te.olejki to.są takie zwykłe.eteryczne czy jakieś specjalne, które można stosować na twarz? Głupie pytanie ale nigdy się takimi olejkami nie interesowałam.

    OdpowiedzUsuń
  15. najlepiej kupować 100% olejki eteryczne - ale uwaga to jest co innego niż olejki zapachowe do kominków, ja swoje kupuję w sklepach zielarskich lub na zrob sobie krem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Spokojnie mogą postać, mają chyba ze 3 lata ważności.
    Już kiedyś pisałam o olejkach, więc zapraszam :)
    http://kociamberwpodrozy.blogspot.com/2014/01/olejki-eteryczne-jak-wzmocnic-wosy-i.html
    Moim ulubionym jest ten z drzewa herbacianego: idealny na trądzik oraz na opryszczkę! Lubię też miętowy za jego cudny zapach i lawendowy.
    Jeśli nie chcesz dokupować już żadnych kwasów, możesz zmniejszyć ilość rumianku w maseczce i dolać trochę toniku (jeśli Ci nie żal). Nie wiem jaką masz cerę, bo mogłabyś sobie kupić jakieś serum z kwasem i dodać go pół łyżeczki do maski, teraz takie serum ma np. Bielenda, Iwostin, albo kupić w sklepie z półproduktami np. kwas migdałowy, który potem można wykorzystać i zrobić sobie własny tonik lub serum.

    OdpowiedzUsuń
  17. dokładnie, to są składniki, które często mamy w domu, albo za niewielkie pieniądze możemy dokupić!

    OdpowiedzUsuń
  18. jasne, polecam wypróbować! Najgorsze w tym wszystkim było odkręcanie kapsułek z węglem, bo palce miałam całe czarne, a tak poza tym - to prosta sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dzięki za informacje. Rozejrze się za takowym :)

    OdpowiedzUsuń
  20. genialny przepis.. chętnie bym wykorzystała podobny, ale dla sucharków :)

    OdpowiedzUsuń
  21. To świetnie, że uzyskałaś tak dobre efekty! :) Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Dzięki! :D w lutym wybieram się zatem na internetowe zakupy i kręcę maseczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  23. To tej maski jest tylko 30 ml?! Widziałam ją tylko na zdjęciach i wyobrażałam sobie duże pudło. A Ty mnie zachęciłaś do umieszania czegoś. Może w weekend znajdę chwilę i tez sobie sprawię taką satynową skórkę?

    OdpowiedzUsuń
  24. Koniecznie muszę wypróbować! Zrobię sobie maseczkę za 129zł, a co! :) Czego się nie robi dla skóry!
    Przy okazji, nominowałam Cię do zabawy Liebster Blog Award! Mam nadzieję, że odpowiesz, chociaż w komentarzach! :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Patrycjo, nic prostszego: nie dodajesz żadnych kwasów, glinkę bierzesz białą, olej kokosowy, żel z aloesu i np. miód. Do tego można wycisnąć kilka kapsułek wit. A+E i powinno być OK!

    OdpowiedzUsuń
  26. Bo pudełko jest rzeczywiście duże, tylko słoiczek w środku malutki!

    OdpowiedzUsuń
  27. Zrób, zrób, a co!
    Zaraz zaglądam i odpowiadam :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wow, genialny pomysł :) Mnie te całe Glam Glow nie kuszą, ale taka samorobna - jak najbardziej :) Może coś pokombinuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Super pomysl! Ja jakos nie mam parcia na te maski, ale kto wie:P
    Zprobuje to zrobic sama:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Genialna jesteś!
    Pokombinuję z Twoją wersją. Zaciekawił mnie ten kwas glikolowy. Jesteś z niego zadowolona?

    OdpowiedzUsuń
  31. Dzięki :)
    Glyco A jest mocny, nawet jak dla mnie. 2 lata temu też go stosowałam i pamiętam, że mnie nieźle wysuszał . Teraz stosuję 2 -3 razy na tydzień, na całą noc, tylko trochę piecze zaraz po nałożeniu. Poczytaj sobie o nim na KWC - niektóre dziewczyny praktycznie nie mogły go stosować ze względu na pieczenie. Wylinki nie robi, ale to pewnie dlatego, że nie stosuję go częściej.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja jestem trochę leniwa, przyznam się ;) I wybieram zawsze gotowe maski. Ja bardzo lubię te produkowane przez Bielenda. Moja ulubiona to maska kolagenowa algowa < href="http://www.prokosmetyk.pl/produkty/597/Bielenda_Maska_algowa_do_twarzy_190g_Kolagenowa.html">http://www.prokosmetyk.pl/produkty/597/Bielenda_Maska_algowa_do_twarzy_190g_Kolagenowa.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger