Włosowe DIY: wcierka do skóry głowy i nawilżająca mgiełka do fal

Już od jakiegoś czasu "chodziło" za mną ukręcenie kilku własnych kosmetyków. Myślałam o olejku do twarzy i żelu hialuronowym, o wcierce do skóry głowy, o toniku, a ostatnio o nawilżającej mgiełce do włosów służącej do rewitalizacji fal na drugi dzień. W weekend zabrałam się do roboty i wyszło mi łącznie 5 kosmetyków! Dziś przedstawię Wam dwa włosowe: wcierkę oraz mgiełkę.



Rozpoczęłam od kawy w ulubionym kubku i od wyłożenia moich półproduktowych zapasów na stół. W głowie miałam już zamysł i gotowy przepis, ale jeszcze przejrzałam wszystkie słoiczki szukając dodatkowych pomysłów oraz produktów z kończącą się datą ważności :) Oznaczyłam poziom 100ml na obu butelkach i przystąpiłam do dzieła.

Jak wiecie całkiem niedawno odkryłam, że na mojej głowie da się wyczarować ładne fale, które jednak na drugi dzień już takie ładne nie są. Moim sposobem na ich rewitalizację jest spryskanie wodą i ugniecenie z odrobiną odżywki b/s. Skoro i tak muszę zwilżyć włosy, to postanowiłam robić to - zamiast zwykłą wodą z kranu - nawilżającą mgiełką. 

Przepis na mgiełkę:
wyciąg z aloesu - 10ml
kwas hialuronowy - 5ml
wit B3 - 5ml
mleczko pszczele - 10 kropli
olejek lawendowy - 5 kropli

Wszystkie składniki wlałam / wsypałam do butelki, dopełniłam wodą demineralizowaną do kreski oznaczającej 100ml i wkropiłam konserwant FEOG - 11 kropli. Całość należy dobrze wymieszać, aby rozpuściła się wit. B3.

Użyte w mgiełce składniki tj. wyciąg z aloesu, kwas hialuronowy czy witamina B3 znane są z działania nawilżającego, uelastyczniającego i wzmacniającego. Mleczko pszczele dostarczy moim włosom niewielkiej dawki protein, a olejek lawendowy pomoże w regeneracji zniszczonych włosów i nada kosmetykowi ładny zapach.








Wcierkę do skóry głowy robię już po raz kolejny - chciałabym, aby ograniczała przetłuszczanie i wypadanie włosów, stąd składniki takie, jak odświeżający hydrolat z mięty oraz olejki: cedrowy, tymiankowy i rozmarynowy. Z kolei gotowe ekstrakty mają wzmocnić i odżywić cebulki włosów. 

Oto mój przepis na wcierkę:
ekstrakt wzmacniający - 5ml
ekstrakt z kofeiną - 5ml
wyciąg z aloesu - 5ml
kwas hialuronowy - 10ml
mleczko pszczele - 2,5ml
hydrolat miętowy - 50ml
olejki eteryczne - po 10 kropli

Podobnie jak w mgiełce - wszystkie składniki przelałam do butelki, uzupełniłam wodą do 100ml i dodałam 11 kropli konserwantu. Porządnie wymieszałam i wcierka gotowa.




Pozostało jeszcze opisać obie butelki, wraz z datą wykonania kosmetyku. Na zdjęciu po prawej widzicie całą moją radosną twórczość :)





Lubicie pobawić się w kosmetyczne DIY? Macie duże zapasy półproduktów? Ja wytrwale dążę do ograniczenia zawartości mojego półproduktowego pudełka :) Po tym weekendzie ubyło z niego kilka buteleczek!



Pozdrowienia,




28 komentarzy:

  1. Niedawno zrobiłam następne półproduktowe zamówienie. :) Bardzo lubię półprodukty, ale staram się kupować pod konkretną recepturę. Jak do tej pory, przeterminowała mi się tylko guma ksantanowa, ale to dlatego że jest potwornie wydajna. Myślę, że jest nieźle. :)

    Podoba mi się przepis na wcierkę, szkoda, że mi się tak nie chce tych wcierek wcierać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się już poważnie ograniczyłam :) ale jak czytam opisy na ZSK - to chciałabym mieć wszystko!
      A wcierki wcieram nawet całkiem regularnie, chociaż czasem mi się nie chce :)

      Usuń
    2. W letnie miesiące bałam się cokolwiek wcierać, potem się zrobiło jeszcze gorzej... teraz mam w kolejce ajurwedyjski tonik orientany i wodę szungitową do włosów. Kusi mnie też kuracja lotonu przeciwko wypadaniu włosów (jednak jest dostępna u mnie stacjonarnie, wybadałam gdzie ją mają), no i zaczętą rzepę joanny. Nie lubię wcierek używać przed myciem na brudną skórę głowy. Nie lubię zaraz po myciu, bo włosy szybciej wyglądają nieświeżo. Mycie włosów i przed i po wcieraniu to jakieś nieporozumienie.... no i tak zawsze mi z tymi wcierkami nie po drodze.

      Usuń
    3. ja na brudną używam niestety, wiem oczywiście, że lepiej na czystą skórę, ale przy moich szybko przetłuszczających się włosach - nie ma takiej opcji, bo musiałabym się przestawić na codzienne mycie, a tego nie chcę

      Usuń
  2. Prawdziwe laboratorium masz w domu :) Wolę kupować już gotowe kosmetyki jednak tylko ze względu na to, że jestem leniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś miałam wielką fazę na półprodukty, kręciłam swoje własne kremy - wtedy to dopiero było laboratorium :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. najwięcej w tej chili mam olejków eterycznych, a je się wolno zużywa

      Usuń
  4. Używam podobnej mgiełki do reanimacji loków:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się ograniczam do zużywania półproduktów solo. Rzadko coś mieszam. A już na pewno nie w takim wymiarze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Woow, ile tego. Ja tak nie eksperymentuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę się wreszcie zmotywować i zabrać za wcierki. Jak na razie używam farmona/jantar, ale tylko po myciu, 2-3 razy w tygodniu, a to za mało :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie po myciu za bardzo obiążają, więc ja używam przed myciem, na całą noc, bo głowę zawsze myję rano.

      Usuń
  8. Przygarnęłabym oba produkty :)
    Szkoda, że u mnie ubogo w kwestii półproduktów.

    OdpowiedzUsuń
  9. niedobrze, przez ciebie zachcialo mi sie kol;ejnego zamowienia polproduktow :/ Wcierke taka tez bym chetnie ukrecila ;) A ostatnio nawet ten ekstrakt mialam zamowic ale zrezygnowalam buuu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból :)
      A te ekstrakty zamówiłam jakiś czas temu i robię z nich właśnie trzecią wcierkę i to już ich koniec. Na razie nie będę zamawiać kolejnych.

      Usuń
  10. do mgielki polecilabym jeszcze troszku hydrolizowanej keratyny, wiele kreconowlosych ja poleca na podbicie skretu :) U mnie tez tak dziala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z keratyną moje włosy się nie lubią, ale liczę na proteiny z mleczka pszczelego!

      Usuń
  11. Lubię bawic się w DIY ale zimą ;) nie wiem od czego to zależy :D ale latem czy wiosną zupełnie nie mogę się do tego zabrać ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jestem strasznym leniuchem i wolę gotowe ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajna ta mgiełka. Moje loczki takiej potrzebują, więc chyba sobie ukręcę. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mgielke chetnie bym wyprobowala, moje wlosieta bardzo sie lubia z mleczkjiem pszczelim ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdy nie robiłam sama kosmetyków :), ale mam nadzieję, że w mojej szkole kosmetycznej wkrótce się to zmieni :))

    Dodaję do obserwowanych :)

    OdpowiedzUsuń
  16. o kochana, prawdziwy zestaw młodego chemika! :D moje umiejętności kosmetycznego DIY kończą się na cukrowo-miodowym peelingu do ust ;)) Twoje cuda są bardzo PRO, gratuluję! żałuję, że nie mam do tego drygu, bo super jest kupować te półprodukty za niewielkie pieniądze, a potem pewnie satysfakcja z dobrze ukręconego kosmetyku nieziemska, co? :)

    OdpowiedzUsuń
  17. myślę o jakimś specyfiku na moje naczynka nieszczęsne... ale obawiam sie by sobie krzywdy nie zrobić

    OdpowiedzUsuń
  18. Też to lubię :P Ale ostanio tylko korzystam z tego co mam bo mam tego za dużo a daty ważności się kończą, w planach za to mam do kupienia wiele nowości :)
    pozdrawiam laborantkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Super :) też muszę pomyśleć o wcierce do skóry głowy, bo jesień to niezbyt miły czas dla włosów.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger