Krem Enzymion od Lush - czy warto?







Pamiętacie moje zakupy w niemieckim sklepie Lush? Jednym z kosmetyków, jakie wówczas kupiłam, był krem Enzymion.  Przez producenta zalecany do cer mieszanych i tłustych, a reklamowany jako najlżejszy nawilżacz w ofercie sklepu. Skusiłam się na niego po przeczytaniu wielu entuzjastycznych recenzji na angielskich i amerykańskich blogach, bo polskiej nie znalazłam ani jednej. 




Co obiecuje producent:

Delikatny krem do twarzy, uzupełnia wilgoć bez uczucia tłustości, pozostawiając matowe wykończenie. Używamy soku z całej cytryny na słoiczek kremu, aby nadać skórze promienny wygląd. Świeże owoce  zawierają enzymy i alfa-hydroksykwasy, aby usunąć martwe komórki skóry i pomagają pobudzić i rozjaśnić cerę.



Skład:

Fresh Organic Lemon Infusion - hydrolat cytrynowy
Fair Trade Organic Aloe Vera Gel - żel aloesowy
Fair Trade Organic Cocoa Butter - masło kakaowe
Stearic Acid - kwas stearynowy (stabilizuje, nawilża)
Freshly Juiced Papaya - świeży sok z papai
Organic Avocado Oil - olej awokado
Glycerine - gliceryna
Triethanolamine - emulgator, stabilizuje ph, może być drażniący
Freshly Juiced Organic Lemon - świeży sok z cytryny
Organic Cold Pressed Evening Primrose Oil - olej z wiesiołka
Organic Cold Pressed Wheatgerm Oil - olej z kiełków pszenicy
Tangerine Oil - olejek z mandarynki
Lime Oil - olejek z limetki
Cetearyl Alcohol - emolient tłusty
Lilial - zapach
Limonene - zapach
Perfume - zapach
Methylparaben - konserwant
Propylparaben - konserwant


źródło: Lush


Jeśli tylko nie przeszkadzają Wam parabeny użyte do jego konserwacji, to skład jest iście królewski! Olejki z cytrusów, zimnotłoczone oleje naturalne, nawilżający aloes i woda cytrynowa - bajka, dla cery tłustej skład jak znalazł!






Produkty Lush pakowane są w charakterystyczne czarne, plastikowe słoiczki, które podlegają recyclingowi, a dodatkowo firma organizuje różne akcje np. jeśli 5 opakowań po pełnowymiarowych produktach przyniesiemy do sklepu, otrzymamy maseczkę do twarzy gratis. Krem jest wegański, nie testowany na zwierzętach, a składniki nabywane są na zasadach sprawiedliwego handlu.


Jak każdy produkt z Lush, tak i Enzymion jest kosmetykiem wytwarzanym ręcznie. Daty produkcji i ważności, oraz imię i twarz osoby go robiącej znajdziemy na spodzie opakowania. 





Mam nadzieję, że udało mi się uchwycić na zdjęciach, jak lekką i delikatną konsystencję ma Enzymion. Przypomina mi ona gęstą śmietanę - nie jest lejąca, ale delikatna i puszysta. Krem pachnie delikatnie cytrusami, jest to bardzo przyjemny i niemęczący zapach. Wchłania się szybko i bezproblemowo, nie zostawia warstwy na twarzy, nie jest tłusty - wszelkie obietnice producenta są w tym zakresie spełnione.





Początkowo używałam go rano i wieczorem, ale moja cera szybko zbuntowała się przeciwko takiemu traktowaniu. Enzymy i olejki zawarte w kremie podrażniły i wysuszyły mi skórę, która zaczęła się delikatnie łuszczyć i stała się ściągnięta. Zaczęłam więc stosować go tylko rano, pod krem z filtrem i ten sposób okazał się dla mnie najlepszy. 

Do całej przyjemności stosowania (zapach, konsystencja, wchłanianie) należy dodać przyzwoite działanie kremu na mojej przetłuszczającej się cerze. Nawilża i powiedziałabym, że bardzo delikatnie i naturalnie natłuszcza. W niewielki (ale zawsze) sposób wpływa na zmniejszenie produkcji sebum. Niestety przebarwień nie rozjaśnił, ani nie zauważyłam jakoś tego obiecywanego rozświetlenia. Sądząc po reakcji skóry na jego zbyt częste stosowanie - enzymy z papai i olejki cytrusowe w nim zawarte jednak działają i może jak zużyję cały słoiczek, to coś zauważę.

Enzymion to bardzo dobry krem, o bogatym składzie, świetny dla cer tłustych, więc czemu jestem nieco zawiedziona? Wszystko przez recenzje! Naczytałam się o nim "ochów i achów", miał w cudowny sposób doprowadzić do ograniczenia przetłuszczania i pojawienia się na mej twarzy nowej, czystej, wolnej od przebarwień skóry. Make up miał się na nim trzymać do samego wieczora. O istnieniu sebum miałam zapomnieć. Przyznaję - napaliłam się jak szczerbaty na suchary i dlatego wydałam na niego 23EUR za 45ml. Jaki z tego morał? Recenzje Amerykanek czytamy z lekkim przymrużeniem oka :)


Czy wobec tego polecam ten krem? Tak, jako lekki nawilżacz z dodatkowym efektem złuszczania, idealnie nadaje się dla cer tłustych. Co prawda nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdybym do lekkiego kremu Sylveco dosypała trochę enzymu z papai lub ananasa (dostępne za 6zł na ZSK) i dorzuciła kilka kropli olejku z dowolnego owocu cytrusowego - wyszłoby na to samo. Ale chciałam wreszcie spóbować Lush'a i nie żałuję, że go kupiłam!



Czy produkty z Lush'a też Was kuszą? Macie na coś ochotę? Dajcie znać!

Pozdrawiam,




10 komentarzy:

  1. Ze dwa lata temu napaliłam się na szampony w kostce. Ale od tego czasu miałam kilka takowych, i wolę chyba jednak zwykłe. Czyściki na bazie migdałów i glinek robię sobie sama za 1/10 lushowej ceny, sporo ich produktów zawiera też składniki, których nie lubiłam/nie lubię,data ważności jest krótka, a dostępność kiepska... wskutek czego ominęła mnie lushowa chcica. Chociaż gdybym była z gotówką w ich sklepie, zapewne wyszłabym ze słoiczkiem jednym czy dwoma. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - wiele z ich produktów można zrobić w domu i to jest fajne. Gwarantuję Ci, że gdybyś weszła, powąchała, zobaczyła te kolory - na pewno coś byś kupiła :)

      Usuń
  2. Z chęcią bym spróbowała, bo ostatnio chodzi za mną jakiś krem lekko złuszczający :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zużyłam jedno opakowanie tego kremu i mam mieszane uczucia co do niego, nie ograniczył przetłuszczania się skóry, jako krem nawilżający może być ale bez efektu wow. Szampon w kostce miałam niebieski ale z moimi włosami nie za bardzo się polubił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już myślałam, że może ze mną coś nie tak, skoro takie cuda za oceanem wyczyniał, a u mnie nie..?
      Ale skoro u Ciebie też szału nie było, to znaczy, że jednak nie jest kosmetykiem idealnym.
      A na szampony w kostce to jakoś nie mam ochoty w ogóle, starczy mi po eksperymentach z kostkami z Mydlarni u Franciszka.

      Usuń
  4. Lush mnie bardzo kusi, pewnie bym wydała w nim sporo pieniędzy jakbym do niego trafiła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam okazję używać odlewki i nie zrobił na mnie większego wrażenia. Przypuszczam że na efekty potrzeba czasu, ale skoro nie jest u nas dostępny, to nie mam ochoty specjalnie go sprowadzać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja do kosmetyków Lusha jestem sceptycznie nastawiona po tym jak spleśniała mi bardzo szybko maseczka, mimo, że zajmowałam się nią tak, jak przykazali mi w sklepie, gdzie ją kupowałam. To były moje pierwsze i nie wiem czy nie ostatnie zakupy w tym sklepie. Chociaż muszę przyznać, że kule do kąpieli mają fajne. ;)
    Ten krem wygląda ciekawie, ale za takie pieniądze można znaleźć coś fajniejszego (i bez parabenów). ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetna akcja z tymi opakowaniami! Podoba mi się!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger