Rozsądek a pokusy, czyli niemieckie zakupy - DM, Budni, Lush

 Tak jak obiecywałam we wtorek - dziś krótka relacja zakupowa z wyjazdu do Hamburga. W planach miałam odwiedzenie trzech sklepów z kosmetykami, a listę zakupów i dokładny internetowy research zrobiłam już wcześniej, jechałam więc przygotowana. Bardzo chciałam uniknąć zakupowego szaleństwa, o co łatwo wśród niedrogich DM-owych kosmetyków oraz nie wydać fortuny w Lush'u. Same oceńcie, czy mi się udało.

 Zaczęłam od drogerii Budni, która podczas mojego jesiennego pobytu w Hamburgu nazywała się jeszcze Budnikowsky. Poprzednio nie miałam okazji do niej wstąpić, więc tym razem nadrobiłam i zwiedziłam dwie :). Ta w centrum miasta miała dużą część poświęconą kosmetykom naturalnym, także tym z wyższej półki cenowej np. John Masters Organics, The Organic Pharmacy czy Korres. Mają też swoją linię tańszych kosmetyków naturalnych - Aliqua, bardzo podobną w stylistyce do Alterry czy Alverde. Budni w dzielnicy, gdzie mieszka moja siostra, nie było już takie exclusive, bardziej przypominało Rossmanna.

Budni

 W DM-ie tym razem omijałam produkty do pielęgnacji twarzy, odpuściłam też szampony. Przeglądałam za to zawartość szaf z kolorówką, szczególnie kusiło mnie Alverde. Podobała mi się też bogata oferta produktów spożywczych eko, ale ani mąki, ani płatków nie zamierzałam dźwigać w walizce :)


DM


A na co zdecydowałam się w DM i Budni?


1. Balea do stóp i rąk:

  • dezodorant do butów dla mojego syna - młodego piłkarza
  • chłodzący żel do stóp i kolejny krem Urea - mój ulubieniec
  • postanowiłam też wypróbować Urea do dłoni - zobaczymy, czy pobije Isanę


2. Alverde:

  • kolejna pasta 5 w 1 - używają jej moje dzieci, bo ma łagodny miętowy smak
  • płyn do płukania bez cukru i alkoholu 


3. Zakupy w Budni:

  • szampon Logona aloesowy z serii daily care - bez sulfatów, będzie moim podstawowym, delikatnym szamponem
  • baza pod lakier odżywcza P2 - pięknie wygładza płytkę i długo się trzyma
  • odżywczy krem do skórek P2
  • róż mineralny Lavera w kolorze 02 Plum Blossom


4. Włosy:

  • zapas ulubionej odżywki Balea Oil Repair
  • polecana przez moją siostrę maska Alverde nabłyszczająca (morela + cytryna)
  • polecana przez blogerki odżywka Balea (mango + aloe vera)


5. Różne:

  • mineralny brązer Alverde - totalny bubel, część brązowa jest bardzo twarda i nie da jej się nabrać na pędzel
  • mineralny korektor Alverde w kolorze 10 Natural Beige - jak na razie zdaje egzamin
  • cążki do paznokci dla męża
  • krem pod oczy Balea Vital 5 w 1
  • kremik gratis - Balea Soft


6. Dezodoranty:

  • Mango Mambo bez aluminium, dla córci
  • Alverde mięta i bergamotka, dla męża




$$$



Do wizyty w sklepie Lush trochę się przygotowywałam - podoba mi się filozofia firmy, ręczny wyrób kosmetyków za świeżych składników, brak testów na zwierzętach, angażowanie się w wiele kampanii środowiskowych i charytatywnych (więcej tutaj). Ich stronę internetową przejrzałam chyba w całości, czytałam wiele blogowych wpisów poświęconych produktom dedykowanym cerze mieszanej i tłustej. Sprawdziłam, które kosmetyki wymagają przechowywania w lodówce, a które można trzymać w łazienkowej szafce. Moja finalna lista obejmowała:

- czyścik do twarzy i ciała Herbalism - łagodnie złuszczający, głęboko oczyszczający, na bazie glinki i mączki ryżowej, odświeża, oczyszcza, uspokaja,

- krem nawilżający Enzymion - zawiera mieszankę ekstraktów z ananasa, papai i cytryny, nawilża, delikatnie rozpuszcza martwy naskórek, najlżejszy w ofercie sklepu, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy,

- maseczkę Magnaminty - głęboko oczyszczająca maska do twarzy, na bazie glinki chińskiej, oczyszcza pory, złuszcza, łagodzi zaczerwienienia, wygładza,

- tonik Tea Tree Water - rozjaśnia, oczyszcza, odświeża, oprócz olejku z drzewa herbacianego zawiera też wyciąg z greipfruta i jagód jałowca.

Nie zdecydowałam się na żaden produkt do włosów, bo zbierały bardzo sprzeczne opinie - dla niektórych buble, dla innych cudo. Nie warto ryzykować.


A jak finalnie wyglądają zakupy?


Jest Hebalism i Enzymion, ale nie udało się kupić Magnaminty - były tylko duże opakowania, a takiego nie miałabym szansy zużyć przed końcem daty ważności. Zrezygnowałam też z toniku Tea Tree, ze względu na koszty, spróbuję go zrobić samodzielnie. Za dwa pełnowymiarowe produkty zapłaciłam po przeliczeniu 147zł. Dużo, ale wstępne testy wskazują, że warto :) Dostałam dwie male próbki: czyścik Dark Angels oraz maska Magnaminty (to te małe, otwarte pudełeczka). Na pewno pojawią się szczegółowe recenzje pod koniec używania kremu Enzymion i czyścika Herbalism.



Mam nadzieję, że dobrnęłyście do końca :) Jeśli jesteście szczególnie ciekawe jakiegoś konkretnego produktu - dajcie znać poniżej, recenzje na pewno będą się pojawiały. 



Pozdrowienia!





38 komentarzy:

  1. same dobroci :) mam nadzieję, że też będę miec okazję byc w DM :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W takich miejscach słowo rozsądek istnieje w moim słoniku gdzieś na samym końcu taką czcionką ze go nie widać !! :D Lush ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej Herbalism jest super! zawsze miałam dylemat - brać Angels on Bare Skin czy Herbalism ;) za parę dni też będę na szybkich zakupach w DE (wracamy ze Stambułu i mamy kilka godzin czekania w Berlinie), mam puste pudełka Lusha do wymiany na maseczki i powoli układam w myślach listę pozostałych zakupów, właśnie z Lusha i z dm ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to ja miałam dylemat czy brać Dark Angels czy Herbalism i po wielu przeczytanych recenzjach padło na Herbalism! Też będę zbierać opakowania :)

      Usuń
    2. Jak to do wymiany na maseczki, Dziewczyny? Jak to działa? :)

      Usuń
    3. za przyniesione do sklepu 5 pustych opakowań dostaje się maseczkę gratis (taką z tych świeżych, do przechowywania w lodówce i szybkiego zużycia)

      Usuń
  4. ileż wspaniałości, sama chętnie zapoznałabym sie bliżej z produktami marki lush:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czuję, że zbankrutowałabym w DMie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. zazdroszczę opanowania :D popadłabym w obłęd i szaleństwo zakupowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja i tak za dużo kasy wydałam...
      i co gorsza po przyjeździe jeszcze też pokupowałam co nieco.. ;)

      Usuń
  7. Ciężko się nie skusić na wszystkkoooo :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj gdybym wpadła do DM to mój portfel by piszczał z rozpaczy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. muszę w końcu wybrać się do Lusha :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie bym się wybrała do DM.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hehe! nie ma to jak wpuścić blogerkę do DM! Albo do Lush. Tego drugiego - zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
  12. Mieszkam w Niemczech, ale o tej drogerii Budni nie słyszałam ;) teraz sprawdziłam i filie ma niestety tylko w północnych Niemczech :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Trochę bym się bała wejść do Lusha bo bym chyba zbankrutowała :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lush faktycznie wyszedł drogo, ale jeśli warto, to warto ;) Kupiłam sobie ten Rossmanowski odpowiednik Balei do stóp i jestem nim zachwycona, jeszcze nie miałam nic tak dobrego - i to za piątala. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to super, jak będziesz miała możliwość to zamów sobie Balea Urea do stóp, jest jeszcze lepszy i tez niedrogi

      Usuń
    2. Na razie trzeba i zacisnąć pasa, i pozużywać zapasy, bo mi się znów porozbudowywały niemożebnie, mimo rozsądnych zakupów. :)

      Usuń
  15. Bede we wrzesniu w Dublinie i tez mam nadzieje zahaczyc o Lusha :) Mialam Lushowe szampony w kostce , ale bylo to dawno temu przed epoka wlosomaniactwa, kiedy na sklady nie patrzylam w ogole- a etraz doczytalam ze myselko ma w skladzie SLS. No i zamowilam sobie zapas mydelek z Lawendowej farmy wiec pod tym wzgledem jestem zaspokojona ;)
    Natomiast bardzo chce wyprobowac LUSHowej henny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, oni sami mówią o tym, ze mimo używania naturalnych składników, w niektórych produktach znajdziemy czy sles, czy parabeny. Ważne jest, żeby zerknąć na skład, jeśli zależy nam, aby ich uniknąć.
      Hennę widziałam, wygląda jak tabliczka czekolady :)

      Usuń
  16. Nie rób mi tego... zazdroszczę i to bardzo :D

    OdpowiedzUsuń
  17. DM na szczęście aż tak mnie nie kusi (no, troszeczkę tylko, chętnie bym sięgnęła po serię Urea do stop i rąk), ale za to Lush... Stamtąd wyszłabym z worami <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale najpierw tam trzeba wejść z worami pełnymi pieniędzy :)

      Usuń
  18. Zazdroszczę takich zakupów. Jak tylko dotrę do Berlina jesienią to napadnę na DM i Lush'a. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetne zakupy, najbardziej jestem ciekawa oczywiście Lush'a :)

    OdpowiedzUsuń
  20. oj jak ja bym chciała kiedyś tak pobuszować w zagranicznych sklepach :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Oj chciałabym kiedyś zrobić takie zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
  22. O widzę moje ulubione odżywki do włosów Balea :)
    Gdzie jak gdzie, ale do Lusha to bym się wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
  23. ach ciekawa byłam natury z bundi - mam na myśli markę własna drogerii;)
    a co do bronzera alverde, jestem zaskoczona, bo u mnie się świetnie sprawdzał, tylko ciepła kol,orystyka mi nie odpowiada...
    może spróbuj z innym pędzlem...

    pozdrawiam ciepło
    :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Zaszalałaś! :) Byłam w czerwcu w DM i żałuję, że kupiłam tylko cztery kosmetyki.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger