Porozmawiajmy o sprzęcie, czyli lokówko-suszarka Philips Volumebrush Ionic

Pewnie wiele z Was nie musi używać tego typu urządzeń, ale ja doceniam zalety lokówko-suszarki już od wielu lat. Jako posiadaczka włosów ni to falowanych, ni to prostych, zazwyczaj półdługich, które lubią się puszyć, na takiej szczotce mogłam osiągnąć niezłe efekty. Moja poprzednia suszarko-lokówka od Rowenty umarła śmiercią naturalną (miałam ją ok. 10 lat), więc musiałam kupić nową i wybór padł na Philips Volumebrush Ionic. Czy jestem z niej zadowolona i jak wypada w porównaniu do Rowenty - przeczytacie poniżej.

Kociamber w podróży blog




Ponieważ poprzednią lokówkę kupowałam tak dawno temu, to przed tym zakupem sprawdziłam w internecie, jakie urządzenia są aktualnie oferowane. Model Philipsa spodobał mi się ze względu na obrotową szczotkę i funkcję Care, która wraz z jonizacją zapobiega niszczeniu włosów. W sklepie miałam mało czasu - spieszyło mi się i na dodatek było już późno i za 15 minut zamykali sklep. Nie miałam już czasu, żeby poprosić na miejscu o podłączenie i sprawdzenie działania. Duży błąd!


Trochę techniki
Suszarka Philipsa wyposażona jest w dwie szczotki o ceramicznej powłoce: wąską i szeroką, wg producenta "szeroka szczotka z włosia pozwala na lepsze modelowanie delikatnych, cienkich włosów. Dzięki dużej objętości można je łatwiej nawinąć i dokładniej wysuszyć, bez obawy o ich zniszczenie." Każda ze szczotek ma plastikową osłonkę przed odkształcaniem dość miękkich, naturalnych włosków. Jak widzicie poniżej - wystarczy ją położyć, żeby włoski zaczęły się odginać.

Kociamber w podróży blog


Lokówka ma moc 1000W, ma dwie siły nadmuchu plus funkcję Carę, oraz dwie prędkości kręcenia szczotki. Brak zimnego nawiewu. Przyciski nawijania i odwijania włosów umieszczone są w dobrym miejscu, tuż pod palcami. Dzięki silniczkowi wytwarzającemu miliony jonów ujemnych, który jest wbudowany w urządzenie, włosy nie elektryzują się, są jedwabiście miękkie i łatwe do ułożenia. 

Kociamber w podróży blog


Moja opinia
Początki współpracy nie były łatwe. Pierwsze wrażenia po użyciu szczotki to:
- ona jest strasznie głośna!
- jest wielka!
- nigdy nie opanuję tych cholernych guziczków!

Byłam załamana - w porównaniu do Rowenty, która miała zwykłą plastikową szczotkę z plastikowymi ząbkami, ciężko mi było nawinąć włosy na miękką szczotkę, a guziczki nawijania/rozwijania ciągle mi się myliły. 

Na najmniejszej mocy (oznaczenie - pojedyncza czerwona "fala") lokówka dmucha dość łagodnie, ale mocno ciepłym powietrzem. Na mocniejszym ustawieniu (dwie czerwone fale) lokówka dmucha bardzo gorącym powietrzem, które parzy przyłożoną do niej dłoń, jest też znacznie głośniejsza. W funkcji Care (dwie niebieskie fale) moc jest taka sama jak przy falach czerwonych, głośność też, ale temperatura spada - powietrze jest średnio ciepłe, da się przyłożyć dłoń bez efektu poparzenia, ale absolutnie nie jest to ani chłodne, ani tym bardziej zimne powietrze. I tego właśnie najbardziej nie lubię - brak chłodnego nawiewu to dla mnie największy minus. Cóż - moja wina, że nie doczytałam, ani nie sprawdziłam tego w sklepie.




Używam tej większej szczotki na podsuszone wcześniej włosy, na ustawieniu Care. Lokówka ładnie wygładza i daje efekt lekko wyprostowanych włosów, który jest tym lepszy, im mniej ich nawinę na szczotkę. Cały czas guziczki do nawijania mi się mylą i zdarza mi się rozwijać, zamiast nawijać, ale nie szarpie włosów, ani nie wkręca ich w szczotkę. Często więc stosuję ją tradycyjnie, bez używania funkcji obrotu. Nie wiem, czy na włosach widać jakość szczególnie efekty jonizacji. Teraz już tego nie sprawdzę, ale mam wrażenie, że chłodny nawiew w Rowencie bardziej wygładzał i nabłyszczał włosy, niż funkcja Care w Philipsie.

W EuroAGD Philips Volumebrush Ionic zebrał bardzo dobre opinie (klik), znalazłam też stary filmik Katosu, która prezentuje tę lokówkę - w 6:30 minucie możecie usłyszeć ją w akcji.


Podsumowując:
cały czas uczę się tej szczotki, jeszcze trochę tęsknię za starą Rowentą, ale zaczynam doceniać zalety nowoczesnego Philipsa:
- ceramiczna powłoka
- naturalne włosie
- jonizacja
- delikatność.

Największymi minusami są:
- głośna!
- duża
- mogłaby bardziej wygładzać włosy
- brak chłodnego nawiewu.


Lokówko-suszarka Philips Volumebrush Ionic jest łatwo dostępna stacjonarnie i w sklepach internetowych, koszt ok. 200zł, ja swoją kupiłam w hipermarkecie Real :)



Używacie takich wynalazków? Macie swoich ulubieńców?

Pozdrowienia,




9 komentarzy:

  1. Moja mamcia ma taką z Remingtona i ją uwielbia ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja właśnie u mamy podpatrzyłam taki wynalazek :)

      Usuń
  2. Miałam kiedyś do czynienia z taką suszarką, ale zawsze bardzo plątała mi włosy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak - przy Twoich długich włosach może być problem!

      Usuń
  3. jeszcze kilka miesięcy temu chciałam sobie kupić taki "kombajn" ale sobie odpuściłam :) jednak ciekawa sprawa, tylko właśnie przydałby się chłodny nawiew :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie znajdziesz podobną z chłodnym nawiewem, chociażby Babylissa. Taki "kombajn" bardzo ułatwia życie rano!

      Usuń
  4. Miałam takie w sprzedaży w sklepie - panie je chwaliły, no choć jak sama widzisz ma pewne minusy, ale co najważniejsze, żadna nie wróciła z reklamacją, żeby się popsuła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O i to jest ważne!

      U mnie to pewnie kwestia przyzwyczajenia :) W Philipsie jest dużo więcej "bajerów" niż w moim starym sprzęcie.

      Usuń
  5. Ja zdecydowanie nie potrafiłabym się obsługiwać, moje sprzęty to suszarka, lokówka i prostownica i tyle, nawet samych kosmetyków do włosów mam mało hihi ;P

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger