...takie tam moje prywatne o bieganiu, radości i kontuzji...

Bardzo chciałam napisać dla Was takiego super motywującego posta o bieganiu, o tym jakie to jest super, jaką daje moc i siłę tak, że Wy po przeczytaniu tego posta od razu wstałybyście od komputerów i pobiegłybyście w podskokach do najbliższego parku. No ale nie umiem. Siedzę tak i myślę, że nie mam daru porywania ludzi do szczytnych idei, zazdroszczę tym, którzy bez przygotowania potrafią wyjść przed tłum i po prostu mówić. Ja nie umiem, wstydzę się, mam tremę. To jak mam pisać o mojej pasji, jaką powoli staje się bieganie?  No właśnie, może to tu jest klucz - powoli staje się - bo to nie jest tak, że wyszłam na dwór i od razu doznałam biegowego oświecenia. O nie, moja pasja rodziła się w lenistwie, zmęczeniu, pocie :)




Biegam od ponad dwóch lat, a biegowe początki opisywałam już tutaj. Przez te dwa lata moją motywacją były przede wszystkim uliczne biegi miejskie. Polegało to na tym, że aby zmusić się do regularnego biegania zapisywałam się np. na Biegnij Warszawo i wtedy mając bacik nad głową w postaci zbliżającego się terminu biegu, ćwiczyłam regularnie, żeby w ogóle mieć kondycję i dobiec do mety. No bo tak głupio brać udział i nie dobiec, prawda? 




Oczywiście nie chciałam też przytyć :) Bo ja uwielbiam słodycze! Najbardziej wszelkie czekoladowe cukierki, trufle, bombonierki, czekolady nadziewane i z orzechami. Lubię też jeść, próbować nowych smaków, obcych kuchni, a że zawsze byłam typem chudzielca, to mogłam zajadać się bez konsekwencji. Ten cudowny stan skończył się po urodzeniu dwójki dzieci, kiedy to okazało się, że nabyte w czasie ciąży kilogramy nie jest łatwo zrzucić. A z biegiem lat okazuje się, że to prawda co piszą w kolorowych babskich gazetach - z wiekiem metabolizm spowalnia i tyje się dużo łatwiej, a zgubić te kilogramy jest dużo trudniej. 


Problem z tym moim bieganiem był taki, że ja wcale ZA BARDZO NIE LUBIŁAM BIEGAĆ! To był po prostu najłatwiejszy sport, zaczęłam, kupiłam buty, więc biegałam, ale żeby zaraz mieć jakieś mistyczne uniesienia, radość z treningów czy tym podobne, to nie. Człowiek zmęczony, zdyszany, czerwony, spocony i śmierdzący. Z czego tu się cieszyć? I w ten sposób biegałam sobie przez dwa lata, z przerwami na jesień, zimę i wczesną wiosnę, bo przy brzydkiej pogodzie to mi się nie chciało. Tej zimy w ogóle nic mi się nie chciało, na siłownię ani na inny fitness też się nie chciało, ale słodyczy się chciało i wiosną okazało się, że jest mnie 5kg więcej, a przed majowym urlopem okazało się, że w żadne letnie spodnie nie wchodzę. I tu nastąpiło u mnie wielkie zdziwienie - jak to? No i co robić? Odpowiedź była jedna - biegać!



Od połowy maja, po zimowo-wiosennej przerwie, wróciłam więc do biegania i zaczęłam delikatnie, bez przeginania, po kilka kilometrów. Szło mi dobrze, nie czułam wcale tej długiej przerwy, a każde bieganie dawało radość dobrze wykonanej roboty. Biegająca koleżanka powiedziała mi o fejsowym klubie biegaczy, kliknęłam, polubiłam i przepadłam: 


Co piszą o tym klubie jego twórcy:

VIRTUAL RUNNER CLUB :

- nieistotne jest tempo
- nieistotne jest km/odcinek
- nieistotny jest końcowy wynik
- nieistotny jest czas w jakim robisz wybieganie
- nieistotna jest lokalizacja
- nieistotny jest Twój osobisty poziom biegowy

W każdym miejscu na Świecie ;)

Nieograniczona ilość biegaczy w jednym czasie ;)

Dowolne trasy ;)

ISTOTNE jest tylko jedno:

WSZYSCY biegniemy tego samego dnia!!!!
BIEGAJ Z WYOBRAŹNIĄ ;) Podczas biegu mamy świadomość towarzyszących nam Virtualnych biegaczy.
Biegamy razem!
Bez ograniczeń!

Co nas łączy? wspólne bieganie, bez względu na odległości między biegaczami,
bez względu na zaawansowanie ;)
Jeśli biegasz tam gdzie nikt nie biega, to od dzisiaj biegamy z Tobą ;)

Po prostu biegnij, a z Tobą Virtualni biegacze ;)

Dlaczego?
Z potrzeby ;)
Dość często podczas częstych wybiegań przychodzą cięższe chwile…
Najśmieszniejsze jest to, że największe problemy pojawiają się przed biegiem ;)
Pierwszy krok za próg naszej strefy komfortu.
Nie ma znaczenia czy biegasz rano, wieczorem czy w nocy.
Wspólne bieganie daje nam przestrzeń do motywowania się nawzajem.
Dla naszego UMYSŁU wystarczy już sama świadomość, że w tym samym czasie inny biegacz towarzyszy nam w biegu.
Możesz biegać sam z poczuciem, że nie jesteś sam ;)
Sprawdź!

PO KAŻDYM VIRTUALNYM BIEGU WRZUĆ FOTKĘ DO NAS NA PRIV WIADOMOŚĆ FAN PAGE VIRTUAL RUNNER CLUB. PO GODZINIE OD USTALONEGO CZASU TWORZYMY WSPÓLNY ALBUM Z FOTKAMI! …i mamy Radochę, że biegliśmy w fajnym teamie ;)
Szczerze? Kocham foty z priv biegów ;) Dziel się tym co widzisz i zasysaj ;) WOW!
"Chcesz się zmotywować? Zmotywuj innych by Cię motywowali"
PANRUNNER i Mateusz Jasiński 




Czemu mnie to wciągnęło? Bo na stronie VRC publikują swoje zdjęcia ludzie, którzy chwalą się, że właśnie przebiegli swoje pierwsze 3km, albo 10km, albo 25km. Są osoby, które otwarcie piszą o tym, że dzięki bieganiu wyszły z alkoholizmu i prowadzą całkiem nowe życie. Są tacy, którzy biją swoje rekordy, albo dopiero zaczynają. I wszyscy są szalenie pozytywnie zakręceni na punkcie biegania, a to się udziela! Od tego momentu i dla mnie każde wyjście na bieganie stało się wielką radością, naładowaniem energetycznych baterii i odpoczynkiem od codzienności, zastrzykiem endorfin. Zaczęłam lubić biegać i dzielić się tym z innymi, a dzięki temu biegało mi się jeszcze lepiej i wpadłam w bieganie po uszy :) Zapisałam się też na kilka biegów ulicznych, bo są to super pozytywne imprezy - cała ludzka rzeka biegnąca ulicami i doping kibiców to mega przeżycie!



Zakiełkowała w głowie myśl o przebiegnięciu dystansu półmaratonu, w sumie czemu nie - myślałam - biegałam w biegach na 10km, to pora powalczyć o jakiś większy cel. Zainwestowałam w nowe buty, znalazłam sobie fajny plan treningowy, zaczęłam go realizować i 14 lipca zapisałam się na BMW Półmaraton Praski. 

16 lipca kolano zakłuło mnie po raz pierwszy, tylko raz, więc pobiegłam dalej. Potem kłuło już regularnie, zwłaszcza po bieganiu. Zaczęły się konsultacje prywatne (pozdrowienia dla Żanety!) i googlowe poszukiwania problemu, trafił się lekarz-idiota (sorry, wiem że nie powinnam, ale on też nie powinien mówić pacjentce tych rzeczy, które mówił) i wreszcie na USG znaleziona przyczyna, która stawia pod dużym znakiem zapytania mój start w półmaratonie oraz oznacza dalsze włóczenie się po lekarzach. 

Po co to wszystko piszę? Żebyście wiedziały, że bieganie da się lubić! Że ważne jest znaleźć ludzi, którzy dzielą tę samą pasję, jeśli nie uda się w realu, to ci wirtualni też potrafią zmotywować! Że do wszystkiego trzeba podchodzić z głową i nie ulegać hurra-optymizmowi (to do mnie!). A na zakończenie dla tych, co niedawno zaczęły, albo właśnie zaczynają biegową przygodę, poniżej podlinkowane trzy fajne artykuły dla początkujących, napisane przez biegaczy, których blogi obserwuję:






Miłej niedzieli (gorącej, uff...) i pozdrowienia dla wszystkich, a dziś szczególnie dla biegaczek!












26 komentarzy:

  1. mi brak wytrwałości... ale Podziwiam Cię!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bieganie da się lubić , nawet w tak gorące dni :) Początki łatwe nie są ale potem jest co raz łatwiej jak i przyjemniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takie upały najprzyjemniej jest wieczorem, jak już słońce zachodzi, albo wcześnie rano - jak ktoś ma silną wolę, żeby wstać :)

      Usuń
  3. Dzisiaj właśnie znowu zamierzam biegać. Pamiętam jak 2 lata temu biegałam codziennie po jakieś 5-6 km. Teraz wyciągam z wielką niechęcią tylko 3.
    Nigdy nie lubiłam biegać, ale teraz jest jeszcze gorzej... Mimo wszystko się nie poddaję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michasiu - polub: www.facebook.com/VirtualRunnerCLUB może oni Cię zmotywują, tak jak zmotywowali mnie?
      A jak Ci się nie spodoba, to zawsze możesz "odlajkować" i już.

      Usuń
  4. Ja nie umiem biegać i nie lubię. Chyba nic mnie nie przekona do tego sportu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Najgorzej jest zacząć, potem bieganie wchodzi w nawyk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie! najgorsze to ruszyć własne "cztery litery" z kanapy :)

      Usuń
  6. bardzo szkoda, no bardzo... ale ufam, że uda się wyleczyć z kontuzji na czas, na czas byś mogła wystartować...
    nigdy nie lubiłam biegać, jestem za leniwa, prędzej zmuszę się do stepera;)

    pozdrawiam niedzielnie
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję!
      to może rower? mniej męczy niż bieganie, a jest też fajnym sposobem ruszania się na świeżym powietrzu

      Usuń
  7. O tak - bieganie to niesamowita frajda i przyjemność. Mnie też pochłonęło do końca :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Powiem Ci że liczyłam jednak na to, że nie mam racji... (na mail odpisałam)

    a co biegania.. ja nie lubię tak po prostu biec. uwielbiam gry zespołowe gdzie mogę biegać jak głupia cały dzień w ta i z powrotem ale bieganie dla biegania jest nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to ja mam tak z pływaniem - nudzi mi się podczas pływania, a podczas biegania nie :)

      Usuń
  9. ja właśnie zaczynam... po raz któryś już :P biegać nielubię ale wiem że to dlatego że nie mam kondycji a jak kondycji nabiorę to będzie łatwiej :) Mój problem to właśnie to że nie miałam z kim biegać, bieganie z kimś mnie motywuje,czas leci szybciej no i jakoś tak łatwiej jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację fajnie się biega z kimś - ja dopiero w tym roku zaczęłam biegać z moim mężem i to odkryłam

      Usuń
  10. ja bym chetnie pobiegala ale...nie mam z kim dzieci zostawic. wiem ze to brzmi jak wymowka ale niestety to smutna prawda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem. Sama tak miałam. Przez dwa lata zaledwie kilka razy udało mi się samodzielnie wyjść z domu, o regularnym trenowaniu nie mogło być mowy. Teraz na szczęście jest lepiej. O tyle lepiej, że planujemy następny kamień milowy - weekend bez dziecka. ;)

      Usuń
  11. Kochana Magdo. Od kilku tygodni zbierałam się, żeby do Ciebie napisać, długiego, prywatnego maila. Ale jak mam jeszcze czekać, na co, skoro piszesz taki post?

    Pierwszą iskierka do biegania był własnie Twój post, taki pierwszy o bieganiu. Że zapisałaś się na jakiś bieg i że bieganie wcale nie jest straszne. Iskierka zapaliła się i zgasła, głównie dlatego że rok temu zwyczajnie nie miałam możliwości urwać dla siebie godzinki kilka razy w tygdniu.

    Robiłam jeszcze kilka podejść do biegania i zawsze kończyło się to dość szybko. Nie miałam cierpliwości, nie miałam wytrwałości, dyszałam jak miech kowalski, bolały mnie stawy. Za gruba jestem na bieganie!

    Kolejny impuls był, kiedy zobaczyłam się z koleżanką, która niedawno ukończyła półaraton. Pomyślałam sobie: kurczę, palaczka może biegać, a ja umiem wzdychać i narzekać?

    I zaczęłam biegać. Kilka tygodni później napisałam na blogu post o bieganiu, który poza zmotywowaniem mnie okazuje się że pomógł i jeszcze komuś, bo od czasu do czasu pisze do mnie jakaś dziewczyna, że to on dał jej kopa do działania.

    Zapał, jak to bywa, z czasem ustąpił, choć nadal biegałam 1-2 razy w tygodniu. Miałam doła, że nie znam dystansu i nie potrafię go zmierzyć, zaczęłam szukać wymówek, choć najdłuższe przerwa i tak trwała 10 dni. I potem ni stąd, ni zowąd Ty się odezwałaś, zapytałaś jak tam z bieganiem i poradziłaś mi, bym zapoznała się z tym planem:
    http://bieganie.pl/?show=1&cat=13&id=3576

    Od tego czasu wszystko się zmieniło. Zaczęłam trenować zgodnie z tabelką: we wtorek, czwartek, sobotę i niedzielę. W pozostałe dni staram się pływac, choć jak mi się nie chce, to nie zgrywam twardziela. I Wtedy zaczęłam widzieć właściwe efekty: Po pierwsze, polubiłam bieganie i z niecierpliwością czekam na trenigni. Uwielbiam ten moment (na razie baaaardzo krótki, ale jest! kiedy po pierwszym wysiłku porządnie się rozgrzewam i czuję, że mogę tak biec, biec, i biec). Bardzo się cieszę, że przestałam się przejmować odległością i biegnę na czas. Dzięki temu, wiem, że z jednej strony mogę biec coraz dłużej, z drugiej - ta sama odległość, która niedawno pokonywałam w pół godziny (trasa po lesie), teraz zajmuje mi dwadzieścia minut. I że mogę przebiec inną trasę, którą półtora miesiąca tamu pokonywałam w większości marszem.

    I kilogramy wreszcie się ruszyły po dłuższym przestoju. :) Nie jestem superlaska (do superlaski nadal mam o 40 kg za dużo), ale widzę, że koszulki się jakieś takie większe zrobiły, a i codzienne czynności sprawiają mi o wiele mniej trudu. Nie wiem kiedy, ale to nieudolne dreptanie przerodziło się w pasję, która myślę, że zostanie ze mną na dłużej. Już teraz, na zapas, się martwię, co będzie z tym bieganiem, jak zrobi się chłodniej, póki co nie widzę siebie na bieżni na siłowni. ;)

    Mam nadzieję, że z kolanem trafisz na fachowca i że będzie dobrze. :*

    Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję za serdeczne zainteresowanie. Twoje dobre słowa dodały mi impuls do konkretnej zmiany. To dzięki Tobie zaliczyłam moje pierwsze 4 km i moje pierwsze pół godziny ciągłego biegu i w pewien sposób wszystko co będzie dalej, również zawdzięczam Twojej bezinteresownej życzliwości. Całuję i pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Doroto, aż mi się ciepło na sercu zrobiło czytając Twój komentarz w pracy, a dopiero teraz mam czas odpisać. Czy muszę pisać jak bardzo się cieszę? Bardzo, bardzo! Co z tego, że nie znasz kilometrów - wiele planów treningowych na półmaraton lub maraton przygotowywanych jest na zasadzie ilości przebiegniętych minut, a nie dystansu w kilometrach. Najważniejsze, że widzisz po sobie, jak Twoje ciało się zmienia a Tobie jest lżej! W tym, co piszesz i jak piszesz widzę swoją pasję i radość z ruchu i z biegania! I właśnie tego trochę się obawiam, bo w tym biegowym optymizmie ważne jest, żebyś byś pamiętała o regeneracji i odpoczynku, aby nie nabawić się kontuzji. Obiecaj mi, że przeczytasz wszystkie 3 artykuły, które podlinkowałam w poście! Zamiast dodatkowo chodzić jeszcze na basen lub rower - czasem lepiej zastąpić basenem lub rowerem jedno bieganie, lub w ogóle wyluzować i odpocząć. No i zawsze obowiązkowo na początku rozgrzewka, a na końcu rozciąganie.

      A jak zależy Ci, żeby jeszcze trochę kg zgubić to poczytaj np.:
      http://treningbiegacza.pl/jak-biegac-zeby-schudnac-odchudzanie-przez-bieganie-kompendium-wiedzy
      http://polskabiega.sport.pl/polskabiega/1,105609,15736454,Bieganie_a_odchudzanie__Jak_biegac__zeby_schudnac_.html
      http://jak-biegac.pl/jak-biegac-zeby-schudnac-i-zgubic-tluszcz
      z resztą w sieci znajdziesz dużo artykułów na ten temat.

      A tak w ogóle to dziś super dzień - byłam u fizjoterapeuty, który zajmuje się sportowcami, pooglądał mnie i wg niego wymagam odpowiedniego rozciągnięcia, masażu fizjoterapeutycznego (napięcie powięzi biodrowo-piszczelowej powoduje ucisk rzepki i kłucia) i od środy ruszam z masażem. Jestem dobrej myśli!!!

      Straaaaaasznie się cieszę i nie myśl sobie, że odpuszczę - jeszcze kiedyś przebiegniemy razem te 12km wokół jeziorka!

      PS
      może masz kogoś znajomego, kto ma założony licznik na rowerze i może zmierzyć Ci trasę przejeżdżając ją rowerem?

      Usuń
    2. Dziękuję za linki, obiecuję, ze przeczytam. :)

      Pilnuję, żeby się nie przetrenować, jak jakiś staw mi nie pasuje (coś strzyka, albo jest naciągnięte), odpuszczam sobie. Pamiętam, że dźwigam całe mnóstwo dodatkowych kilogramów i nie szaleję. Jak jeziorko będzie w przyszłym roku, a nie w tym, to też będzie spoko.

      Nie znam tutaj nikogo z rowerem, ani nawet bez. ;) Mąż pracuje w innym mieście, ja nie znalazłam póki co pracy, a Zocha nie chodzi do przedszkola, to i nie było jak znajomości nawiązać. :) Ale nic to! Zawsze mogę biec wzdłuż drogi i zmierzyć wg map google. ;)

      Usuń
    3. I bardzo się cieszę, że jesteś dobrej myśli! Mocno trzymam kciuki, i za fachową pomoc, i za Ciebie!

      Usuń
  12. A ja Tobie bardzo zazdroszczę tego biegania, tej adrenaliny. Kilka lat temu ćwiczyłam bardzo intensywnie, gdy przestałam czułam się jak narkoman na głodzie, ale odpuściłam sobie, czego bardzo żałuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, ale przecież nigdy nie jest za późno! Przeczytaj ten artykuł Mateusza, który jest trenerem, szalonym facetem i założył m.in. Virtual Runner Club na FB, a teraz chce zmotywować osoby w ogóle nie biegające do przebiegnięcia 5km: http://trenerbiegania.pl/post/93113999379/5km

      Tak jak radziłam Michasi - co Ci szkodzi polubić VRC na fejsie? Najwyżej odlajkujesz, jeśli Ci się nie spodoba, a codzienne wpisy biegających osób (bardzo różne dystanse) baaardzo motywują! Od czasu do czasu zobaczysz tam też i mnie! :D

      Buziaki i zaczynaj! Życia szkoda, żeby żałować tego, czego się nie zrobiło!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger