Ja, zakupy i ostatnie zdjęcia z Chennai

Jeszcze kilka zdjęć z cyklu "co kupimy na ulicy w Chennai", które nie zmieściły się w ostatnim poście.

Można kupić sobie np. sztuczne włosy




albo pawie pióra



6 rodzajów bananów


pyszne owoce


lub soczewicę na obiad


do popicia sokiem z trzciny cukrowej






Ja z kolei codziennie rano wylewałam siódme poty, aby pysze indyjskie jedzenie nie zmieniło się w tłuszczyk :)



Po takim treningu śniadanie to sama przyjemność!




przepyszne owoce - zwłaszcza mango, na które jest teraz sezon



a wieczorkiem profilaktyka chorób układu pokarmowego - czyli Żołądkowa w miłym towarzystwie :)




No a teraz nie uwierzycie jak skromne są moje zakupy! Po zeszłorocznych szaleństwach teraz skusiłam się na:

- żel do mycia cery tłustej Lotus z olejkiem z drzewa herbacianego i cynamonem
- owocowy żel do mycia twarzy Biotique poprawiający koloryt
- peeling Bio Papaya z Biotique, mój ulubiony
- 2 pasty Dabur (bo tylko taki był wybór) - wypalająca paszczę czerwona RED oraz jeszcze mi nieznana z dodatkiem Mesawak



Ponieważ skończył mi się dezodorant - kupiłam wybielającą Niveę (w Indiach większość kosmetyków ma działanie wybielające, przynajmniej z nazwy :)). Dorzuciłam też słynne wiązane gumki, które okazały się słabe - bo rozciągają się po użyciu. A dla mojej córki, do jej indyjskich kreacji, naklejki na czoło, pomiędzy brwi :)




Moja córcia zażyczyła sobie indyjskie tuniki, więc dostała takie dwie:

do tego jeszcze pasujące legginsy

ta jest trochę za szeroka pod pachami, będę musiała zwężać


Dla siebie tym razem kupiłam tylko dwie pary spodni. Są to szerokie, uszyte z cieniutkiej bawełny, wspaniałe spodnie na lato, na gumce. Chodziłam już w nich w Indiach i w upały spisały się świetnie!



Jestem z siebie dumna :) Przy moich zapasach te zakupy i tak są duże :)




Pozdrowienia!



25 komentarzy:

  1. Indie...ajjjj fascynuje mnie ten kraj i nie ukrywam, że chciałabym wybrać się tam na wycieczkę. Na razie jednak z całą pewnością się wstrzymam ze względu na koszty, a postawię na Włochy ponieważ są nr 1 na mojej liście. Jestem totalnie zakochana w jedzeniu, klimacie, widokach...i...jedzeniu :) hehe :)
    Posyłam buziaki i w wolnej chwili zapraszam na mój nowy wpis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włochy uwielbia moja cała rodzina i co roku dzieci proszą nas, aby jechać tam na wakacje :)

      Zaraz zaglądam do Ciebie!

      Usuń
  2. ile wspaniałości... smakowitości... tuniczki super, spodnie rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  3. ale super :) tyle owoców, można wybierac co się chce :) kosmetyki też same cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę podróży ☻☻♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Twoje zdjęcia z Indii <3 Ciekawa jestem oczywiście nowych kosmetycznych nabytków. Zazdroszczę możliwości tylu podróży :)

    OdpowiedzUsuń
  6. cudownie! lubię mango:)... tuniki dla córci śliczne i te spodnie też fajowe - ach zazdraszczam:P
    pasta dabur, miałam z nem, była dla mnie prześwietna...
    może i nie zwariowałaś zakupowo, ale czasem mniej znaczy lepiej - może te kilka rzeczy i kosmetyków będzie służyło lepiej, niż jakieś tabuny... brawo za powściągliwość:P

    pozdrawiam ciepło
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chciałabym bardzo tej pasty z neem spróbować, ale jeszcze nigdzie jej nie widziałam

      dzięki :)

      Usuń
    2. ja kupiłam ją w polskim sklepie internetowym triny... - od razu 4 sztuki wzięłam - no bu tu to już wcale nie znajdę...;)

      Usuń
    3. Ja wolałam goździkową od neem. :)

      Usuń
  7. Piękne spodnie i tuniki! :) Podziwiam te zapał do treningów na wyjeździe! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byłyśmy we dwie z koleżanką i motywowałyśmy się nawzajem :)

      Usuń
  8. Marzy mi się kiedyś taka podróż do Indii ;) od dawna bardzo fascynuje mnie ich kultura i w ogóle wszystko ;) te kolory tam i zapewne zapachy muszą być cudne ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie byłam w tym kraju. Te włosy i pawie pióra straszne.
    Jedzenie wygląda mega smakowicie :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Zazdroszczę tej podróży!

    Pewnie rzucałabym się na te owoce i inne miejscowe przysmaki. :-)

    Ubrania bardzo mi się podobają.

    OdpowiedzUsuń
  11. Chciałabym takie spodenki na lato- dobra sprawa :)
    Faktycznie się powstrzymałaś! Super :)

    OdpowiedzUsuń
  12. poogladalam Twoje zdjecia i zaczelam strasznie strasznie tesknic za Indiami, ojczyzna mojego meza...za tym ulicznym gwarem, klaksonami, specyficznym zapachem powietrza, smakiem dojrzalego mango i wlasnie sokiem z trzciny (albo jeszcze lepiej badylkiem trzciny do obgryzania)...nawet za tesciowa zatesknilam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jak już za teściową zatęskniłaś - to brzmi poważnie ;)))

      Usuń
  13. A jesli chodzi o hinduskie piekne wlosy to nie powatpiewam w skutecznosc olejowania ale mysle ze najwieksza role ma cos na co wplywu raczej nie mamy, czyli geny. Mojej 5-letniej corce zaczelam olejowac wlosy w zasadzie od niedawna, jakies 3-4 mce (bedac w Indiach kilkakrotnie robilam podchody do olejowania, za kazdym razem konczac z przyklapem i wrazeniem tlustych niedomytych wlosow, ktore zniechecilo mnie do olejowania trwale i skutecznie. Powody: hinduska ilosc olei nalozona na moje slowianskie cieniaski+ nieodpowiednie oleje- moje wlosy nie przepadaja za kokosem ani amla na parafinie, a takich olei probowalam; teraz dopiero do tego doszlam dzieki polskim blogom wlosomaniaczek)
    Sie rozpisalam, a w skrocie chodzi o to ze moja corka- pol hinduska ;) i blizniaki czyli jeden hindus w dwoch osobach maja wlosy mocne i grube po tacie i mimo braku typowo hinduskiej pielegnacji czyli olejowania od malenkosci ;) - wlosy maja takie ze ja tylko pomarzyc moge i powzdychac z zazdrosci :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że prawda jak zwykle leży gdzieś pomiędzy: geny jak najbardziej mają wpływ i zazdroszczę pięknych włosów Twoim dzieciom! Myślę jednak, że olejowa pielęgnacja od małego też ma swoje znaczenie.

      Usuń
    2. Zdecydowanie geny wiele dają, ale przejrzyj sobie hinduskie blogi urodowe wiele dziewczyn wyjeżdzających do ameryki czy UK, lub poprostu porzucające tradycyjna pielęgnacje na rzecz dove i innego europejskiego chłamu po kilku latach płacze bo straciły dużą część włosów i w ogóle są "nie takie" po powrocie w kilka lat odzyskują to co miały wcześniej. Jak Kociamber mówi prawda lezy po środku obie rzeczy mają wpływ.

      Usuń
  14. Ale piękne wachlarze z pawich piór. Ostatnio nawet miałam już w koszyku pastę do zębów Meswak, ale się jednak powstrzymałam, widziałam tez taki korzeń meswaka, którym pociera się o zęby, aby je umyć, wybielić. Zainteresował mnie ta roślina.

    Gdzie następna podróż?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja ciocia kiedyś kupowała ten korzeń - to jest jak gałązka, obcinasz z niej delikatnie korę i w środku masz takie włókna - jak w szczoteczce (jest tego trochę na allegro). Pasta i szczotka w jednym.

      A następna podróż to z dziećmi w Tatry :)

      Usuń
  15. wow świetny post o tym co mozna zjesc na ulicy w Indiach, ekstra pomysl mialas! Wgl ciekawe rzeczy sobie tam kupilas, czemu akurat pasta? Czym sie rozni od tej naszej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! te pasty są całkowicie inne od naszych - przede wszystkim w smaku, który bierze się oczywiście z użytych składników. Wyobraź sobie pastę bez typowego miętowego smaku, ale za to imbir, pieprz, cynamon, goździk i do tego czerwony kolor :) Kiedyś kupiłam z ciekawości i polubiłam - więc teraz kupiłam 2 na zapas.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger