Powrót z Kostaryki. Czy kupiłam coś ciekawego?

Witajcie po dłuższej przerwie! Cało i zdrowo wróciliśmy do domu, w piątek o 4:30 rano wysiedliśmy z Polskiego Busa w Warszawie. Mimo, że minęło już kilka dni, to wciąż odczuwam skutki 8-godzinnej różnicy czasu: ciężko mi zasnąć wieczorem i wstaję rano nieprzytomna. W domu trzeba teraz poświęcić dużo czasu dzieciom, a w pracy wpadłam od razu w wir wydarzeń, co wcale nie poprawia mojego samopoczucia. Dlatego aby było coś miłego - dziś trochę kosmetyków i zakupów!



Powiem szczerze, że przed wyjazdem do Kostaryki po cichu liczyłam na jakieś fajne zakupy, na naturalne kosmetyki np. z dodatkiem kokosa, którego jest tam pod dostatkiem lub owoców - mango, papai czy guanabany. Nic z tego! Na półkach królują Pantene, L'Oreal, Nivea, Dove. Warto dodać, że przez cały pobyt znalazłam dwa lub trzy typowe sklepy kosmetyczne, bo kosmetyki sprzedaje się tam albo w aptekach, albo w super- lub mini-marketach. 



Nie jest jednak do końca tak źle, bo oprócz międzynarodowych marek na półce zazwyczaj znajdziemy kilka kosmetyków firmy BioLand, która produkuje je z lokalnych, naturalnych składników, przy poszanowaniu zasad ochrony środowiska naturalnego. Szkoda, że zazwyczaj w sklepach dostępne były jedynie produkty do włosów (mają też cały asortyment ciekawych produktów do ciała i twarzy, który dane było mi zobaczyć i pomacać dopiero na lotnisku). Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć typową półkę z BioLand'em, w typowym markecie - szampon i odżywka kokosowa, szampon i odżywka aloesowa, szampon lub odżywka z keratyną. Trafiał się też szampon rumiankowy lub oliwkowy. Szkoda, że opakowania były pół-litrowe, bo chętnie wypróbowałabym kokosa lub aloes. 



W aptece skusiłam się na żel aloesowy - produkt naturalny, do pielęgnacji ciała, twarzy, włosów, nawilżający, kojący, świetny po opalaniu. Żel ma typową galaretkową konsystencję i nie jest lepki. Na razie stosowałam go do ciała, wypróbuję też na twarz. Jest to mój jedyny lokalny zakup, bo kolejny to już inna bajka...


W drodze powrotnej, na lotnisku w Panamie dałam się namówić na podkład Givenchy. Planowałam kupić Estee Lauder Double Wear Light, ale że Givenchy był droższy o jedyne 10$ - skusiłam się!



Producent obiecuje ujednolicenie i zmatowienie cery, bez nadmiernego wysuszenia. Zawartość ekstraktów z cynamonu i imbiru sprawia, że cera jest świeża i pełna blasku przez cały dzień, a mieszanka cynku reguluje wydzielanie sebum. Zawiera filtr SPF20 - PA++.




Podoba mi się jego opakowanie z pompką, przypomina trochę zapalniczkę :)



Jest to mój pierwszy podkład z wyższej półki i mam nadzieję, że dobrze się spisze (chociaż trochę mina mi zrzedła po przeczytaniu opinii w KWC, gdzie zbiera minusy za słabą trwałość i krótki mat). Mój kolor to 4 - Mat Beige:



W prezencie dostałam tez 2ml serum odmładzające:



Pamiętając moje indyjskie szaleństwo zakupowe, aż trudno mi uwierzyć, że teraz kupiłam jedynie 2 kosmetyki! Oczywiście to dobrze dla naszej kieszeni, a przecież nie będę przywozić sobie szamponu L'Oreal :) 


A propos szaleństwa zakupowego, to obserwowałam na Waszych blogach zakupy podczas słynnych obniżek w Rossmannie i innych drogeriach. Zazdroszczę! 


Pozdrowienia!


19 komentarzy:

  1. Super wycieczka, zazdroszczę. Zakupy bardzo mi się podobają :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ilościowo zakupy skromne, ale cenowo na pewno spore:))
    Zazdroszczę podróży!:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Givenchy kosztował 140zł, więc w porównaniu do ceny w PL (ok. 200zl) nie jest tak źle :)

      Usuń
  3. Ależ ja Ci takich podróży zazdroszczę !!!! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Super zakup :) zazdroszczę wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Skusiłabym się na ten żel aloesowy. Czekam na jego recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. fajnie ten zel sie prezentuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ach... kochana...koniecznie chcę taki naturalny żel aloesowy, może być świetny do naszych maseczek z glinkami, nie będą tak wysychać:D

    pozdrawiam ciepło
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O super pomysł z tymi maseczkami, nie pomyślałam o tym! Dzięki!
      *-)

      Usuń
  8. Jak będę wyjeżdżać gdzieś za granicę muszę koniecznie przyglądać się kosmetykom tamtejszych sklepach.
    Ciekawe czy mi uda się znaleźć coś ciekawego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Minimalizm zakupowy zachwyca.
    To był naprawdę długi urlop, oj teraz będzie ciężko wrócić do normalnego życia; praca, wystawianie ocen u dzieci. Dasz radę. Na taki żel tez bym się skusiła.

    OdpowiedzUsuń
  10. Współczuję niewielkiego smuteczku, jaki na pewno jest, że ta podróż już się skończyła. Z pewnością, kiedy otrząśniesz się z szoku, zaczniesz planowac następny wyjazd.

    Szacuneczek! Podziwiam Twój minimalizm, ja na pewno przytargałabym szampony i odzywki z kokosem i aloesem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. żel aloesowy mnie zaciekawił. Na taką wycieczkę chętnie i ja bym się wybrała....

    OdpowiedzUsuń
  12. a ja Ci zazdroszczę takiej podróży :) chociaż szkoda, że nie miałaś za bardzo kosmetycznego wyboru, zawsze miło jest spróbować czegoś obcego, ale może przy kolejnej podróży poszalejesz :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nic na siłę, nawet 2 inne kosmetyki to całkiem fajna sprawa :))

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja tak miałam z Bułgarią, kupiłam sobie troszeczkę olejku z róży damasceńskiej i mydełko, a też myślałam, że uda mi się poszaleć na bazarze w Stambule na jednodniowym wypadzie.
    Żelu bym nie kupiła, bo mam aloes na parapecie :) mam zamiar niedługo przesadzić go do większej donicy, by rósł i rósł. Polecam na twarz, szczególnie na stany zapalne.

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj szkoda, że nie udało ci się przywieść kosmetyków z Biolandu, są rewelacyjne (szczególnie seria aloesowa i z siemienia lnianego). Jako niemalże w 50% Kostarykanka zawsze przywożę ich ogromne ilości do Polski :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz na myśli kosmetyki do twarzy, czy do włosów?
      Bo włosowe były tylko w opakowaniach 500ml, więc szampon + odżywka to już dodatkowe 1kg do walizki :(

      Ale Ci zazdroszczę bycia w 50% Kostarykanką! :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger