Kosmetyki w tropiki - co się sprawdziło, a co nie

Przed wyjazdem do Kostaryki opisywałam na blogu moje kosmetyczne przygotowania:

- kosmetyki w tropiki, cz. 1 - twarz, makijaż, włosy,

- kosmetyki w tropiki, cz. 2 - ciało, higiena.

Radziłam się Was, co wziąć ze sobą i praktycznie każdy produkt z mojej wakacyjnej kosmetyczki został dokładnie przemyślany. Mimo to, nie uniknęłam błędów i dziś właśnie będzie takie kosmetyczne podsumowanie wyjazdu: co się sprawdziło, a co nie. Mam nadzieję, że komuś się przyda przy planowaniu kosmetyczki na wakacyjny wyjazd.






( `v´ )
`•.¸.•´



W pielęgnacji twarzy większość kosmetyków spisała się naprawdę nieźle. Codziennie rano stosowałam serum z wit. C z Biochemii Urody, na które po kilku minutach aplikowałam krem Anthelios XL z filtrem SPF50+. Z obu kosmetyków jestem zadowolona, serum fajnie wygładziło mi cerę, a Anthelios skutecznie zadbał, aby nie pojawiły się na niej posłoneczne plamy (niestety, jeden dzień kiedy nurkowaliśmy, a właściwie snorkelowaliśmy, popsuł moje starania....). Sprawdził się też mój tonik DIY własnego pomysłu: hydrolat lawendowy, pantenol, aloes, mocznik oraz koncentrat przeciwtrądzikowy w jednym kosmetyku świetnie odświeżały i nawilżały mi cerę. Stosowany na noc krem Alverde z glinką mógłby mieć nieco silniejsze działanie, bo jednak upał i wilgoć zrobiły swoje, a ja wróciłam z mocno zanieczyszczoną cerą, ale ponieważ bywało już gorzej uznaję, że jako-tako dał radę.


Najgorszym wyborem okazał się żel-krem intensywnie nawilżający Yves Rocher dla cery normalnej i mieszanej. Producent zachwala go, jako krem lekki o świeżej konsystencji, natomiast na mojej cerze tworzy on barierę, nie wchłania się do końca, jest długo wyczuwalny, co w upale jest bardzo niekomfortowe i daje wrażenie, że cera pod nim nie oddycha. Takie samo odczucie miał po nim mój mąż - nie dajcie się więc zwieźć nazwie "żel-krem". Mało przydatny był też balsam ochronny do ust SPF30 L'biotica - użyłam go może 2-3 razy. Nie żeby był zły, ale jakoś w ogóle o nim nie pamiętałam.


( `v´ )
`•.¸.•´



W pielęgnacji ciała trochę się zmieniło w porównaniu do planów widocznych na zdjęciu. W ostatniej chwili (ze względu na miejsce w kosmetyczce) zrezygnowałam z malinowej wody toaletowej YR oraz żelu pod prysznic YR, zastępując go zwykłym mydłem. Mydło wróciło nietknięte, bo w każdym miejscu, w którym spaliśmy mydełko było w łazience, a ja żałowałam, że nie mam czegoś bardziej nawilżającego do mycia ciała. Duży dezodorant Mineral Garnier wymieniłam na mniejszą Rexonę Aloe Vera Fresh w kulce i średnio z niej byłam zadowolona - znacznie lepiej sprawdzają się u mnie klasyczne dezodoranty w spray'u. Kolejny zawód to Biotique Bio Morning Nectar SPF30, który po kilku dniach musiałam wyrzucić bo się rozwarstwił, a jedna warstwa miała dziwny, bury kolor. Kupiłam na miejscu tradycyjny balsam do opalania Nivea.


Wodę termalną Uriage kupiłam specjalnie na wyjazd - przydała się do nawilżania spalonych pleców mojego męża i sporadycznie do twarzy. Ze względu na dużą pojemność nie nosiłam jej ze sobą w torebce, więc ten zakup okazał się mało praktyczny, dalibyśmy radę i bez niej. Balsam 3w1 po opalaniu z Yves Rocher wybrałam ze względu na "ochy i achy", jakie dostał w KWC. Czy jest aż taki cudowny jak opisują dziewczyny? Owszem, jest to dobrze nawilżający i natłuszczający balsam o dość lejącej konsystencji, miły w stosowaniu. Jednak obecność parafiny na szóstym miejscu w składzie (bardzo długi ten skład, zajmuje prawie połowę tylnej nalepki) oraz parabenów może zniechęcić wiele osób. Nie kupiłabym go, gdyby YR publikował składy na swojej stronie. Krem do rąk Pharmaceris okazał się strzałem w dziesiątkę - podobnie do opisywanego przed momentem balsamu - mocno nawilżający i natłuszczający, ale o lekkiej, lejącej konsystencji, pomógł moim dłoniom wyglądać porządnie po słońcu i słonej wodzie.


( `v´ )
`•.¸.•´



W pielęgnacji włosów zmian nie było, wzięłam to, co widzicie na zdjęciu, jedynie odżywkę w spray'u przelałam do mniejszej butelki. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona odżywką do spłukiwania Elseve Color-Vive. Okazała się gęsta, mocno emolientowa, już przy spłukiwaniu czułam wygładzone włosy, nie powodowała szybszego przetłuszczania. Pod koniec wyjazdu wpadłam na pomysł dodawania do niej jednej porcji olejku Alverde, nie spowodowało to efektu tłustych włosów, a ja miałam poczucie lepszego zabezpieczenia i zadbania o włosy. Jej siostra w spray'u też nie była zła, rozpylałam ją hojnie na włosy, nie sklejała ich, ułatwiała rozczesywanie. Razem z mężem zużyliśmy obie buteleczki z szamponami (jeden delikatny, drugi oczyszczający). To był dobry pomysł, aby zabrać oba rodzaje szamponów zwłaszcza, że w dni plażowe mocno je zabezpieczałam :)


Jak zabezpieczałam włosy w dzień bez plaży? 
Szampon --> odżywka d/s --> odżywka w spray'u b/s --> jedwab lub olejek Alverde na końce. 
Włosy gładkie, miłe, lejące, dociążone.

Dzień plażowy:
Szampon --> odżywka d/s --> przeczesanie wilgotnych włosów dłonią z jedną porcją olejku Alverde --> odżywka w spray'u b/s --> jedwab na końce.
Włosy przeciążone, końce trochę zlepione, przytłuszczone, schowane pod czapką z daszkiem :)

Efekt - wróciłam z włosami w tym samym kolorze (bez efektu spłowienia), w takim samym stanie, co przed wyjazdem! Było warto :)


( `v´ )
`•.¸.•´


Z pozostałych produktów klapą okazały się chusteczki Cleanic Deo - nawet nie otworzyłam opakowania! Nie użyłam też podkładów w saszetkach, jedynie kilka razy pomalowałam usta kredką Astor. Przydatne okazały się chusteczki odświeżające Nivea - do przetarcia twarzy i czasem rąk. Żelu antybakteryjnego Carex użyłam zaledwie kilka razy - wszędzie, gdzie jedliśmy była możliwość umycia rąk.


A wiecie czego zapomniałam? Lnianej torby plażowej! Zastanawiałam się, którą wziąć, bo uzbierało nam się kilka w domu i w efekcie nie wzięłam żadnej :) Ręczniki, balsam, książkę, itp. upychaliśmy do plecaka.


( `v´ )
`•.¸.•´


Mam nadzieję, że moje podsumowanie okaże się pomocne, zwłaszcza w sezonie letnim. Jeśli macie swoje pomysły i patenty na pakowanie kosmetyczki na wyjazd - zapraszam do komentowania!


Pozdrawiam,





18 komentarzy:

  1. Bardzo fajny i pomocny post. Mimo wszystko według mnie to mega dużo kosmetyków na wyjazd :D. Osobiście mam o wiele mniejszą kosmetyczkę wyjazdową.
    Bardzo zaciekawiło mnie to serum z witaminą C :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak biorę mniej to zawsze mi czegoś brakuje :)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy post:) Sporo tego wyszło, jednak wiadomo-wszystko potrzebne:) Mam pytanie: czy zawsze kupowałaś serum z wit. C z biochemii, czy może kiedyś sama takie kręciłaś/używałaś innego? Bardzo mnie zaciekawiło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, po raz pierwszy zdecydowałam się na serum Antiox z wit. C z BU. Wcześniej używałam Auriga Flavo C Forte i bardzo byłam zadowolona, na mojej tłustej cerze sprawdzało się świetnie, napinało i delikatnie rozjaśniało cerę.
      Serum z BU nie daje aż takich efektów na początku, ale stosując je regularnie widzę poprawę napięcia i wygładzenie. Niestety nie widzę efektów rozjaśnienia...

      Usuń
  3. Ja też po Twoich doświadczenia jestem zaciekawiona serum z BU. Tak myślałam, że kremik od YR się nie sprawdzi, bo mi taki efekt dawał już w naszym klimacie, co dopiero tam, gdzie pojechałaś. Gdy będę wyjeżdżać koniecznie wezmę Twój zestaw do włosów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, cieszę się, że skorzystasz z moich doświadczeń :)
      O serum z BU poczytaj powyżej, a tutaj jak było robione:
      http://kociamberwpodrozy.blogspot.com/2014/04/robimy-sobie-serum-czyli-serum-antiox-z.html

      Usuń
  4. Całkiem dużo rzeczy wzięłaś tam ze soba. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj strasznie tego dużo ! Ja awsze nie mogę się zdecydować co wybrać !

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. niedługo pojawi sie jej recenzja u mnie na blogu:))
      pozdrawiam

      Usuń
    2. ja muszę wreszcie zacząć ją używać :)

      Usuń
  7. Bardzo przdatny post :)
    Będę miała na uwadze tą odżywkę z Elseve.

    OdpowiedzUsuń
  8. świetny post! martwię się, że gdybym ja nakładała tyle na włosy byłyby bardzo przetłuszczone....ostatnio nie mogę sobie z nimi poradzić

    OdpowiedzUsuń
  9. dziękuje kochana za taki post,niedługo też wybieram się na dłuższy wyjazd i na pewno skorzystam z kilku twoich propozycji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super, cieszę się, że post jest przydatny!

      Usuń
  10. Też się zastanawiam nad odżywką elseve w sprayu, żeby troche ochronić włosy przed słońcem. Widzę, że warto!. :) Super, że udało Ci się nie "spłowieć", choć sama nie obraziłabym się gdyby włosy z powrotem trochę pojaśniały.

    Ogólnie widać, że przygotowałaś się do wyjazdu bardzo skutecznie, myślę, że jedyną wpadkę z myjadłem można śmiało przemilczeć. ;) Tej rexony w kulce nie cierpię, męczyłam ją przez kilka miesięcy i wreszcie wyrzuciłam opakowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze wiedzieć, że nie ja jedna mam takie odczucia co do tej rexony

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger