Dlaczego nie warto kupować indyjskich kosmetyków?



Dzisiaj zastanowimy się, czy w ogóle warto kupować indyjskie kosmetyki? Czy są one takie super jak się wielu włosomaniaczkom wydaje? 





1. Brak całego składu kosmetyku wypisanego na opakowaniu:
Nie musi to być regułą, ale w związku z tym, że w Indiach nie ma przepisu, który by nakazywał ów skład w całości umieszczać - producenci podają najczęściej jedynie listę składników aktywnych. 

2. W składach chowają się różne alkohole, sls-y i inne parafiny:
W sumie nie jest to nic strasznego, ale lepiej dokonywać wyboru wiedząc co jest w środku.

3. A tak w ogóle to kto wie, co oni tam jeszcze wrzucili do środka?



4. Śladowe ilości składników aktywnych:
Zdarzyło mi się znaleźć na półce olej z amlą - olejem była parafina (mineral oil) + amla 1%. Hmm, jakoś się nie skusiłam.


5. Możliwość podrażnień i uczuleń:
Nasza skora i włosy nie są przyzwyczajone do indyjskich, często egzotycznych składników, które Hindusi stosują od dziecka, więc im nie szkodzą.



6. Śmierdzą :)

7. Szybko się psują mimo dobrej daty ważności: 
Tu mam niestety kilka przypadków i wszystkie z firmy Biotique - mimo iż producent deklaruje ważność do 12 m-cy od otwarcia, tak po ok. 9 m-cach kilka produktów musiałam wyrzucić.


Na zdjęciach widzicie przykłady moich zeszłorocznych, zakupowych szaleństw :) Po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że bardziej byłam zadowolona z kosmetyków Himalaya Herbals, niż z Biotique, który reklamuje się jako producent kosmetyków naturalnych i zgodnych z zasadami ajurwedy.


Uprzedzając Wasze komentarze spieszę wyjaśnić, że ten post to żartobliwe przypomnienie dla mnie, że jednak nie warto wpadać w zakupowy szał (ach te niskie ceny!) i powiedzenie Wam, że już za 10 dni wylatuję do Chennai na tydzień (służbowo). Tym razem nie przywiozę aż takiej ilości kosmetyków! 








Pozdrowienia,

35 komentarzy:

  1. Nie miałam jeszcze żadnych indyjskich kosmetyków, ale będę miała na uwadze ten post ! Szczególnie jeżeli chodzi o te składy !

    OdpowiedzUsuń
  2. ja zdecydowanie wolę kosmetyki indyjskie czy arabskie od rosyjskich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wśród rosyjskich jeszcze nie znalazłam żadnej "perełki", niestety

      Usuń
  3. Nigdy nie miałam żadnych indyjskich kosmetyków ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie miałam indyjskich kosmetyków. Nie ciągnie mnie do nich :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę Ci podróży służbowej do Indii!
    Ja też chcę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Płonę z zazdrości przez te Twoje służbowe wyjazdy :D
    U mnie kosmetyki indyjskie sprawdzają się jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  7. W sumie to wszystko racja :) Ale i tak działają na mnie super, więc od czasu do czasu nie zaszkodzi jakaś indyjska dobroć :) A dla mnie one nie śmierdzą, uwielbiam takie kadzidlane wonie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie indyjskie kosmetyki w ogóle nie kuszą. Podejrzewam, że inaczej działają na grubych i gęstych azjatyckich włosach, niż na cienkich i delikatnych włosach większości słowianek ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Skusiłam się kiedyś na Amlę Jasmine, bo niby dla blondynek lepsza. A tam na 1szym miejscu parafina o.o
    Także rzeczywiście ostrożnie, chociaż kuszą mnie oleje typu Sesa na prosto włosów.
    A Himalaya Herbals można dostać i u nas, mam wrażenie że są przyzwoite akurat, więc dobry wybór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiele indyjskich olejków jest na parafinie, ale akurat o tym zazwyczaj wspominają na opakowaniu

      Usuń
  10. Mam dokladnie te same spostrzezenia, ale sa od reguly chwalebne wyjatki, maseczki hesh choćby czy kosmetyki od lass naturals, które są trochę takim hit or miss, albo sa genialne, albo mocno średnie :) reszta firm jak dabur, hem i inni niestety nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mam żadnych kosmetyków indyjskich. ; D

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej skoro nie dla siebie to przywiez dla nas kilka kosmetykow! Ja bym chetnie wziela udzial e takim indyjskim rozdaniu, a nuz by mi sie poszczescilo :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. nie używałam jeszcze żadnego kosmetyku indyjskiego,więc nie wiem ,ale chyba już tego nie zrobię po twoim poście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eee, nie jest aż tak źle! trzeba być tylko uważnym!

      Usuń
  14. wydaje mi się, że każde za duże szaleństwo nie jest dobre bo tak jak mi z Balea się zaszalało tak teraz nie wiem czy bym ponownie dokonała tych kroków :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Śladowe ilości składników aktywnych mają tylko tamtejsze sklepowe dziadostwa pokroju naszych drogeryjniakow, prawdziwe ajurwedyjskie oleje lecznicze są dosyć mocnymi koncentratami (aktualnie testuję amle 60% w sezamowej bazie nablyszcza jak szalona, na skórę głowy od kilku miesięcy stosuje dhathri plus które ziół ma 627gm/100 ml...czyli zdecydowanie nie jest to śladowa ilość)

    jest może możliwość zakupienia od Ciebie kilku indyjskich cudów z flip karta kiedy tam będziesz? Oczywiście z profilem dla ciebie wybacz pytanie ale to desperacja maniaka :P

    OdpowiedzUsuń
  16. ZAZDROOO! Zabierz mnie ze soba :) Jeśli można spytać, gdzie pracujesz? Bardzo mnie to zaciekawiło. Także chciałabym wiedzieć, jakie studia skończyłaś? :) mozesz pisać na maila aduuusx3@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. Taaak, na samym początku przygody z włosomaniactwem tez wychodziłam z założenia, że indyjskie, to i dobre. :) Nawet kupiłam olejek "amla", który amli nie miał w składzie wcale! Tylko parafinę, zapach i zielony kolor. Poważnie. Cóż, człowiek całe życie się uczy. Zazdroszczę wyjazdu i możliwości zakupowych ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie służą kosmetyki indyjskie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie dałam się nabrać na kiepskie składy, i jak na razie kupiłam tylko 100% zioła, lub olej Vatika. Obydwa to super sprawa. Może to i prawda z małą częścią produktów indyjskich, ale większość ma jakieś tam certyfikaty, po drugie nawet by pewnie nie mogły by się bez nich do Europy przebić. Tak mi się wydaję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak - post traktuje temat z przymrużeniem oka ;)

      Usuń
  20. We wszystkim trzeba znaleźć umiar. Blogosfera robi swoje i kiedyś też miałam wielką ochotę na kosmetyki indyjskie czy rosyjskie. Ale odpuściłam i nie żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale rosyjskie akurat cudnie pachną i mają przyzwoite składy;)

      Usuń
  21. wcale nie lubie indyjskich kosmetyków, drażnią mnie te kadzidlane zapachy... swoją drogą himalaa też nie taka do końca naturalna;) - ma swoje miejsce u mnie w Naturalnie nienaturalne;)

    miłej podróży:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Himalaja o ile pamiętam ma w sobie parabeny

      Usuń
  22. Nie można uogólniać. Są indyjskie marki, które nie przywiązują uwagi do składów (Himalaya z ich całym syfem, olej Navratna na parafinie itp.), ale są marki godne zaufania, jak Hesh Pharma czy Ban Lab. Warto być czujnym, sprawdzać info przed zakupem. Ja mam to szczęście, że kosmetyki indyjskie naprawdę mi służą. Ale nie kupuję niczego w ciemno, z kiepskimi składnikami.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger