Podróże 2014: Costa Rica - stolica i pech z wulkanami


Witajcie! Korzystając z wymuszonej przerwy (ale o tym później) postanowiłam napisać kilka zdań, co u nas słychać, gdzie jesteśmy i co robimy. Niestety na tablecie pisze mi się bardzo niewygodnie, więc będą to raczej luźne zapiski i spostrzeżenia + zdjęcia. 

1. San Jose - sprawdziły się słowa znajomych i opisy czytane w necie - nie jest to miasto ani zbyt piękne, ani ciekwe. Największym zabytkiem jest teatr:






Ulice są bardzo zatłoczone i głośne, mimo upału 36st większość kobiet i dziewczyn chodzi ubranych w dżinsy rurki + czarna bluzka + szpilki, piękne, długie, czarne włosy noszą rozpuszczone. Uff, ja chyba bym się rozpuściła po 5min. 



"Kobieta Kostaryki" tak nazywa się ten pomnik i trafnie oddaje typową figurę tutejszych pań :) co ciekawe, nikt tu nie wstydzi się swojego tłuszczyku i pulchne dziewczyny chodzą w mocno opiętych ubraniach, podkreślających wszelkie fałdki.







2. Wulkany

Moim marzeniem i must see w Kostaryce było wejście na najwyższy wulkan w kraju - Irazu, z którego przy dobrej pogodzie widać i Pacyfik, i Morze Karaibskie. Irazu mierzy 3432 m. npm, ale na szczęście wjeżdża się samochodem praktycznie pod sam wierzchołek. Niestety pogoda nam nie dopisała, niebo było mocno zachmurzone i nie tylko nie widzieliśmy oceanu, ale również jednego z kraterów (Irazu ma ich kilka).


Na tej wysokości po prostu byliśmy już w środku chmury ...




Nie zrażeni niepowodzeniem na Irazu, postanowiliśmy spróbować szczęścia na wulkanie Turrialba, zwłaszcza, że leży on po drodze na wybrzeże karaibskie, gdzie się wybieraliśmy. Turrialba jest nieco niższy niż Irazu, ale również z niego widać oba wybrzeża Kostaryki. Po przyjeździe do miasteczka o tej samej nazwie okazało się, że wulkan się budzi, wyrzuca chmury trujących gazów i wejście na niego jest zabronione. Na razie odpuściliśmy więc wulkany (jeszcze dwa przed nami) i wyruszyliśmy na karaibskie plaże.


3. Jedzenie

Typowym śniadaniem na Kostaryce jest gallo pinto (nakrapiany kogut) czyli ryż z fasolą z dodatkami np. gulaszem mięsnym lub z jajkami. Podawany jest wszędzie i każdego ranka małe lokalne knajpki są zapełnione ludźmi go jedzącymi. Moje śniadanie gallo pinto + omlet:


Oczywiście przepyszne soki owocowe 




Wczoraj spróbowałam ceviche - tradycyjnego dania krajów Ameryki Południowej. Przyrządza się je zalewając surową, posiekaną rybę sokiem z limonki, do tego dodaje się cebulę, paprykę, sól. Tak przygotowane danie marynuje się od 1 do 3 godzin. Smakowało pysznie, ale chyba to właśnie ceviche jest przyczyną moich żołądkowych kłopotów. Dość powiedzieć, że łyknęłam już dwa Stoperany i dwa Nifuroksazydy :))) odpuściłam więc dzisiejszy spacer po dżungli (poszedł mój mąż) i piszę do Was słuchając szumu morza i deszczu.



Nasze wrażenia z pobytu na wybrzeżu karaibskim przedstawię w następnym poście. Park Narodowy Cahuita, w którym jesteśmy jest mocno "deszczowy" o czym właśnie się przekonujemy:




Pozdrowienia i uściski!


Kociamber w podróży :)


15 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. ja też... przyznam choć może to brzydko. Mam jednak nadzieję że kiedyś i ja się wyrwę na pewien czas wypocząć.... - moje marzenie....

      Usuń
    2. Oczywiście! Trzeba mieć marzenia i dążyć do ich realizacji!

      Usuń
  2. świetne zdjęcia, można tylko pozazdrościć takiej podróży ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko pozazdrościć wyprawy !! :) Szkoda że pogoda nie dopisała , bo widok z takiego wzniesienia musiał by być bajeczny !!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kończy się tu już pora sucha, więc z pogodą bywa różnie.

      Usuń
  4. Wspaniale ! Mogłabyś powiedzieć w jakich granicach pieniężnych mieszczą się takie podróże jak ta?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najdroższy jest bilet lotniczy, ale oczywiście można polować na promocję. My za bilet Berlin - San Jose zapłaciliśmy 2170zł za osobę. Potem drogie jest spanie tu na miejscu, hotel to koszt ok. 30usd za dwójkę. Jedzenie jest nieco tańsze niż w Polsce. Zwykłe autobusy są bardzo tanie, ale takie turystyczne, trochę lepsze to wydatek 20-30usd za kurs, ale jeżdżą pomiędzie wieloma miejscami, które są na naszej liście "must see".

      Usuń
    2. Dziękuję, już wiem na co teraz zbierać pieniądze :D

      Usuń
  5. Zdjęcia koło wulkanu są świetne :)
    Sama chciałabym tam być!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne zdjęcia. Ja chyba również ugotowałabym się w takim stroju i z rozpuszczonymi włosami :D.
    Dania wyglądają pysznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale Ci fajnie :) Zwłaszcza zdjęcia z wulkanu robią wrażenie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Co za pech z tymi wulkanami. Mam nadzieję, że już czujesz się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Już tak, leki zrobiły swoje!
      Dziś zjedliśmy pół wielkiego, świeżego ananasa, był przepyszny, ale obawiam się co będzie się po nim działo jutro ;))))

      Usuń
  9. Ale masz fajnie! :) Też bym chętnie gdzieś wybyła.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger