Maska regenerująca, seria Morze Martwe Planeta Organica - jak spisała się u mnie?

Muszę przyznać, że jakoś nie miałam dotychczas szczęścia do rosyjskich kosmetyków do włosów - nie trafił mi się żaden wielki hit, którym byłabym zachwycona. Dlatego z ciekawością podeszłam do nowej, niebieskiej serii Morze Martwe z Planeta Organica i postanowiłam wypróbować ich maskę regenerującą. Jeśli jesteście ciekawe jak spisała się na moich włosach - zapraszam do recenzji.






Szata graficzna nowej serii jest prosta i elegancka, dobrze prezentuje się na łazienkowej półce. Maska zapakowana jest w kartonik, na którym znajdziemy wszystkie informacje po rosyjsku, oraz naklejkę polskiego importera. W środku znajduje się plastikowy słoiczek o pojemności 300ml kryjący różową maskę. 



Co obiecuje producent?

Regeneracyjna maska do zniszczonych włosów, stworzona na bazie 10 minerałów Morza Martwego, przenika głęboko w strukturę włosów, aktywnie odżywia, nawilża i wygładza je  na całej ich długości, napełniając zdrowym blaskiem.

Certyfikowane organiczne składniki maski posiadają wyraźne odżywcze i ochronne właściwości, regenerują keratynową strukturę włosów. Damasceński wosk pszczeli tworzy niewidoczną warstwę ochronną, ochraniając włosy przed negatywnym oddziaływaniem czynników zewnętrznych.

Wg zaleceń producenta maskę powinno nakładać się na umyte włosy i skórę głowy, pozostawić na 10-15 minut, a następnie spłukać. 



Jak widzicie na zdjęciach maska jest gęsta, ma konsystencję masła do ciała, jednak łatwo wydobyć ją ze słoiczka oraz nałożyć na włosy - dobrze się na nich rozprowadza i nie wymaga użycia wielkich ilości, jest wydajna. Trochę dziwnie pachnie, tak aptecznie, ale zapach nie zostaje na włosach, ani nie jest bardzo intensywny.





Skład (INCI): Aqua enriched with Dead Sea Salt Minerals,Cetearyl Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil* (organiczna oliwa z oliwek), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olejek z makadamii), Behentrimonium Chloride, Cetyl Esters, Cetrimonium Chloride, Bis-Cetearyl Amodimethicone, Aminopropyl Phenyl Trimethicone, Panthenol, Glyceryl Stearate, Cyclopentasiloxane, Hydrolyzed Wheat Protein, Bees Wax (wosk pszczeli), Tocopheryl Acetate, Parfum, Hydroxyethylcellulose, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Citric Acid.

W składzie znajdziemy wodę z minerałami z Morza Martwego, oliwę z oliwek, olej makadamia, pantenol, proteiny pszeniczne, dwa przyjazne silikony. Używałam jej zarówno zgodnie z zaleceniem producenta, po myciu oraz na olej, przed myciem. Za każdym razem sprawdziła się bardzo przyzwoicie: włosy były błyszczące, sypkie, nie przetłuszczały się szybciej niż zwykle (wolniej też nie). Brakowało mi jedynie  większego wygładzenia na bardziej zniszczonych partiach włosów. Dziewczynom o włosach w dobrej kondycji ta maska będzie się podobać. Nie zauważyłam różnicy w działaniu w zależności od czasu trzymania - czy było to 15 min, czy 45 min, efekt na moich włosach był ten sam. 


Gdzie ją kupić? Obawiam się, że przede wszystkim w sklepach internetowych oferujących kosmetyki rosyjskie. Cena ok. 26-30zł. 


Znacie kosmetyki z niebieskiej serii Morze Martwe? Polecicie coś ciekawego do przetestowania?





Pozdrowienia,





21 komentarzy:

  1. Skopiowałaś skład ze sklepu, czy przepisałaś z opakowania?, bo ja mam na opakowaniu trochę inny skład, niż ten podany w lawendowej szafie.
    Miałam, choć wolałam jej siostrę(z drobinkami do masażu)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.s po tuningowaniu sprawowała się znacznie lepiej :) Łączyłam ją z odżywką do włosów.

      Usuń
    2. Skład ze sklepu, bo gdzieś mi się zdjęcie opakowania zagubiło.
      Dobrze wiedzieć, że się lepiej spisuje po tuningu, zostało mi jeszcze trochę to spróbuję!

      Usuń
  2. Nie znam nic z tej serii :( raz miałam rosyjski balsam do włosów i bardzo lubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta seria pojawiła się na rynku w momencie, gdy podjęłam decyzję o banie zakupowym, stąd wszystkie produkty z tej gamy są mi zupełnie obce.
    Ale widzę, że u Ciebie bez zachwytów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dopiero odkrywam rosyjskie kosmetyki, ale obawiam się że dla moich zniszczonych włosów to zbyt lekka artyleria. :( Cieszę się, że się sprawdziła. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na mocno zniszczonych sprawdziły się Biovaxy i regularne olejowanie - polecam!

      Usuń
  5. Wydaje mi się, że dla moich wymagających włosów byłaby odrobinę zbyt słaba.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli w sumie taki średniaczek? Jakoś lubię cięższe rzeczy na końce, albo lżejsze na skórę głowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie była zła, lepsza niż rosyjskie odżywki jakie miałam, ale mogłaby być jeszcze lepsza :)

      Usuń
  7. Nie miałam nigdy tej maski ale podoba mi się jej kolor i konsystencja :). Ale raczej się nie nią nie skuszę bo znam tańsze, dzięki którym uzyskuję ten sam efekt :>.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem ciekawa tej maski :-) Jedyne co mogę powiedzieć to to, że wygląda pięknie! Eh mogłaby pachnieć truskawkami :-D

    OdpowiedzUsuń
  9. kolorek kuszący, ale za tą cenę to jakoś wcale mnie nie kusi ta maska, droga jak na rosyjski kosmetyk :/

    OdpowiedzUsuń
  10. mam wrażenie, że moim włosom by nie do końca podpasowała..

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakoś specjalnie mnie nie kusi. Mam w planach zakup ajuwerdyjskiej i tego będę się trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. miałam ją kupić ale sobie odpuściłam, bo marokańska jakoś mnie nie zachwyciła, więc bałam się ryzykować

    OdpowiedzUsuń
  13. hmm nie miałam okazji testować nic z tej nowej serii, ale składy są takie średnie. Nie są złe ale tez nie powalają wiec się jeszcze zastanowię.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger