Światowy trend eko-pielęgnacji, czyli dlaczego przestaje nam wystarczać własny ogródek

Dziś zapraszam Was do dyskusji na temat swoistej mody na eko-kosmetyki, a pomoże nam w tym poniższy artykuł napisany przez panią Katarzynę z portalu tanio.co. Mnie najbardziej zastanowiła teza o efekcie placebo, nigdy jakoś nie myślałam o działaniu kosmetyków pod tym kątem. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie na ten temat.

***


Skąd właściwie pomysł, aby podczas porannej toalety umyć ciało niemieckim żelem pod prysznic, a włosy francuskim szamponem? Już odruchowo nakładamy na włosy odżywczą maskę prosto z Rosji. Jeszcze tylko azjatycki krem BB na buzię, zaznaczenie oczu kohlem i jesteśmy gotowe do wyjścia! Co ciekawe – nie widzimy w tym nic niezwykłego. Świat się kurczy, a my zaczęłyśmy sięgać po kosmetyki dostępne nie tylko dla mieszkanek innych krajów europejskich, ale i Bliskiego czy Dalekiego Wschodu. Tak duże zainteresowanie zagranicznymi sposobami na bycie piękną, nie jest jednak wynikiem pondprzeciętnej ciekawości świata naszego pokolenia. Mają w tym swój udział dokonujące się na świecie intensywne zmiany polityczno-gospodarcze i procesy globalizacyjne, większa mobilność ludzi, swoboda handlu, a przede wszystkim ponadnarodowa wymiana informacji w Internecie. Z drugiej strony – tęskno nam do natury, do domu, do babcinych sposobów, które w świecie sztucznych substancji nabierają prawdziwej wartości. A może po prostu jesteśmy ekologicznymi patriotkami globalnej wioski?


W Polsce zapanowała swoista moda na orientalne i trudno dostępne kosmetyki – trend ten szczególnie mocnym echem odbija się w przestrzeni internetowej. Przestały nam już wystarczać miejscowe drogerie uginające się pod ciężarem upiększającego asortymentu. Chcemy wiedzieć co sprawia, że Azjatki długo zachowują młody wygląd, a Hinduski są posiadaczkami pięknych, długich włosów. Młode i dojrzałe kobiety coraz częściej rozpisują się na łamach swoich blogów nad niesamowitymi właściwościami indyjskich olejków do włosów i koreańskich kremów do twarzy. Być może w wielu przypadkach jest to jedynie efekt placebo – przecież trud włożony w zdobycie danego produktu powinien zostać wynagrodzony. Czy fakt zagranicznego pochodzenia preparatu równoznaczny jest z jego wyższą jakością? Prawda zapewne jak zwykle leży gdzieś pośrodku. Nie można jednak nie zwrócić uwagi jeszcze jedną tendencję – testowanie zagranicznych kosmetyków stało się pewnego rodzaju hobby, zajęciem, któremu wiele kobiet poświęca się po szkole, studiach, pracy i w wolnej chwili w opiece nad dzieckiem. Lubimy podczytywać, zdobywać, testować i opisywać swoje wrażenia. Tak po prostu.




Równocześnie z trendem na zagraniczne metody pielęgnacji, obserwuje się większą świadomość kosmetyczną polskich konsumentek. Analiza składów i wybieranie produktów na podstawie faktycznej zawartości dobroczynnych substancji nikogo już nie dziwi. Polki zaczęły dostrzegać moc naturalnych produktów, odszukiwać babcine sposoby na młody wygląd, a także same tworzyć kosmetyki odpowiadające ich potrzebom. Zmiana postaw klientek motywuje część firm kosmetycznych do poprawiania składów swoich produktów i faktycznego (a nie śladowego) umieszczania w nich substancji, którymi chwalą się w reklamach. Obserwuje się ponadto prawdziwy wysyp marek i całych serii produktów z wyraźnie podkreślonymi terminami: eko, bio, produkt naturalny, roślinny, wegański. I pomimo restrykcji, co do zasad umieszczania części tych zwrotów na opakowaniach, wszystkie one niesamowicie przyciągają naszą uwagę i są skutecznym działaniem marketingowym. Popularna marka Yves Rocher produkująca kosmetyki oparte na ekstraktach roślinnych ma w swojej ofercie serię kosmetyków typowo ekologicznych. Producentami, którzy odnieśli sukces na międzynarodowym rynku bio-kosmetyków są John Masters Organics i Dr Hauschka. Przykładem polskiej, prężnie rozwijającej się firmy bazującej wyłącznie na kosmetykach naturalnych jest przedsiębiorstwo Pat&Rub – powstałe w 2008 roku i współtworzone przez dziennikarkę Kingę Rusin.




Te dwa idące ze sobą w parze trendy sprawiły, że poszukujemy ekologicznych produktów i metod pielęgnacji poza granicami naszego kraju. Robimy to u naszych zachodniach sąsiadów – propozycje niemieckiej drogerii DM i marki takie jak Balea, Alverde, Waleda czy Lavera doceniane są przez coraz większą rzeszę rodzimych konsumentek. Zaufałyśmy również rosyjskim producentom i jak grzyby po deszczu wyrosły w polskim Internecie sklepy z ich naturalnymi produktami. W sieci bez problemu dostaniemy również owiane sławą indyjskie olejki pielęgnacyjne, takie jak Khadi, Amla czy Sesa, a także sekrety arabskiej pielęgnacji i makijażu: mydła Aleppo, Savon Noir, rękawica Kessa czy Kohl. Jeżeli chcemy zaopatrzyć się w produkty koreańskie, mamy możliwość złożenia zamówienia na Azjatyckim Bazarze, prowadzonym przez polską blogerkę i vlogerkę Azjatycki Cukier. Trudno powiedzieć, który rynek kosmetyczny zachwyci nas w dalszej kolejności. Może zapragniemy wycieczki do mroźnej Sandynawii, a może oddalając się jeszcze dalej od domu, dostrzeżemy niezwykłą zawartość kosmetyczek mieszkanek Nowej Zelandii? Bo dalej pozostaje nam już chyba tylko Księżyc.



Artykuł został opracowany przez portal z kodami rabatowymi Tanio.co specjalnie na potrzeby bloga Kociamber w podróży. Naturalne produkty kosmetyczne można znaleźć w serwisie w kategorii Zdrowie i Uroda.

Źródła fotografii:
© Petra Bork / pixelio.de, © Cristina Bedia / fotolia.com, © Bernd Kasper / pixelio.de



32 komentarze:

  1. Ciekawy artykuł,ale nie do końca zgadzam sie,że stwierdzeniem,ze to efekt placebo.O ile "wmawianie sobie" może przejść przy maskach i odżywkach tak cięzko oszukać np.pomiary włosów i przyrost po orientalnych olejkach czy też maskach.To czy włosy odpowiadaja nam danego dnia czy też nie często zależy od naszego nastroju,ale długość lub gęstość(obwód) włosów ciężko nim zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem żywym przykładem na super działanie oleju na włosy - dzięki olejowaniu naprawdę polepszył się ich stan! Z drugiej strony kupiłam wiele produktów właśnie przez blogową modę i próbowałam doszukać się ich super działania, jakie opisywały inne dziewczyny - bez rezultatu.

      Usuń
    2. Też kocham oleje,lubię je wąchać,nakładać,chodzić z nimi w zasadzie wszystko mi w nich pasuje i jeszcze ten uniwersalizm,moga być przed myciem a jako zabezpieczenie też po :) U mnie też z tych typowo modnych produktów sprawdziły się tylko szampony z Love2mix i maski planeta organica,balsamy z ich linii i maska drożdżowa to dla mnie osobiście niewypał,dlatego lubię testować na własną rękę różne mniej znane rzeczy.Też mam wrażenie,że olej dał mi najwięcej,maski zawsze jakieśtam używałam,puste bo poste ale zawsze chociaż minimalnie powinny nawilżyć a tu lipa-dokąd nie sięgnęłam po oleje :)

      Usuń
    3. Moim zdaniem to nie jest efekt placebo, raczej wynik kulejącej polskiej kosmetyki. Dla mnie większość produktów dostępnych na drogeryjnych półkach niczym się nie różni między sobą, i nie odpowiada mi pod względem składu.

      Przecież nie tylko zagraniczne kosmetyki robią furorę, warto pamiętać o takich markach jak Sylveco, Farmona, Barwa czy Biały Jeleń (pierwsze, które mi przyszły do głowy).

      Jeśli nie odpowiadają mi SLSy, silikony, prabeny, mogę pójść do apteki i zostawić naprawdę sporo pieniędzy, albo skorzystać z importowanych, wartościowych, a mimo to tańszych kosmetyków rosyjskich czy indyjskich.

      Nie sądzę, żeby to był efekt placebo. Owszem, zdarzyło mi się nie raz kupić coś tylko dlatego, że ktoś o tym napisał ;) ale rzadko to były rzeczywiście buble. Poza tym nie wiem czy tak trudno coś kupić zza granicy, mnie nawet łatwiej niż wychodząc do sklepu - siadam wygodnie, mogę być w wyciągniętej koszulce, obsmarowana przez Zochę i popijać sobie herbatkę i klikam wygodnie, a za kilka dni ktoś mi przynosi pod nos zapakowane śliczności. Stąd argument o trudzie w sprowadzeniu kosmetyku również odpada. ;)

      Jeżeli mam do wybory produkt polski i zagraniczny o porównywalnym składzie i cenie, zawsze wybiorę polski. Niestety rzadko mam taki wybór. Ot, i cała przyczyna fenomeny zagranicznych kosmetyków.

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy nawet bym powiedziała. Ale tak jak wyżej, efekt placebo nie do końca do mnie przemawia - może ono mieć jakieś znaczenie na początku, jednak stan naszych włosów, skóry głowy, twarzy czy ciała mówi sam przez się - albo maska nam służy albo i nie. Ewentualnie zawsze można posłużyć się zdjęciami porównawczymi, jeśli ktoś efektem placebo się przejmuję.
    Mnie fascynuje pielęgnacja z Dalekiego Wschodu, ponieważ... jest tania :) Szukam tanich sposobów na naturalną pielęgnację, ponieważ nie mam stałego dochodu, by pozwolić sobie na kosmetyki Pat&Rub czy Gaia Creams. Za to m.in. kocham oleje, rosyjskie kosmetyki, ale również polskie Sylveco czy Annabelle Minerals.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy aż taka tania...zależy od tego czego szukamy "lepsze" produkty niestety wcale nie są takie tanie,przynajmniej chcąc sciągnąć je do Polski.Muszę wychaczyć kogoś kto jedzie w bliższym lub dalszym czasie do Indii żeby mi troszkę zakupów za drobną opłatą zrobił :> Też mam słabość do olejowania.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. No właśnie, są tanie, pod warunkiem, że taki znajomy jedzie do Indii, albo się sam człowiek wybierze i tam zakupi kosmetyki - przykładowo, w Helfach ta odżywka: http://www.helfy.pl/wlosy/odzywki/odzywka-zwiekszajaca-objetosc-wlosow-bio-tymianek kosztuje aż 48zł (+ koszt przesyłki!), a ja za nią w Indiach dałam 159 rupii, czyli ok. 8zł! więc jest różnica i to ogromna...

      Usuń
    4. ja też już wiele razy pomstowałam na blogu na polskie ceny indyjskich kosmetyków - w Indiach produkty Biotique to koszt 5-10zł, a u nas 60zł, więc zgadzam się z Ag90. Z drugiej strony np. rosyjskie kosmetyki (duża pojemność - rozsądna cena) lub produkty w DM są jednak tańsze niż eko produkty w Polsce.

      Usuń
    5. Nie pisałam o kosmetykach, ale o pielęgnacji Dalekiego Wschodu :) I głównie oleje, zioła miałam tutaj na myśli.

      Usuń
  3. ja też nie do końca się zgadzam z artykułem, bo o wiele większą frajdę sprawia mi kupno polskiego dobrego kosmetyku (np. Sylveco czy ostatnio odkryte przeze mnie Zielone Laboratorium, jest też Lawendowa Farma i wiele innych "eko", polskich, dobrych firm) niż ściąganie czegoś z drugiego końca świata i potem wmawianie sobie, że jest super, hiper, mega ;) a że wybór w Polsce jest jeszcze mały i chętnie kupiłabym w Poznaniu np. kosmetyki Lusha, do których przyzwyczaiłam się w Turcji - przy okazji wizyty w Berlinie chętnie pójdę do tego sklepu i przy okazji wypróbuję kilka rzeczy z drogerii DM :) polskie marki powoli doganiają w tym temacie zagranicę, dlatego ja chętnie się któregoś pięknego dnia przerzucę tylko i wyłącznie na kosmetyki produkowane nad Wisłą :)

    i nie jestem też przekonana do tego, że to tylko placebo - zauważyłam naprawdę niesamowite zmiany w tym jak wygląda moja skóra i włosy, trochę nie chce mi się wierzyć, że mogłam to sobie wmówić albo naprawić strukturę włosów jedynie pozytywnym myśleniem i siłą woli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, jeszcze Lawendowa Farma! I Tuli, i mnóstwo innych mydlarni, których robi się coraz więcej :)

      Usuń
    2. Ale nie macie takiego wrażenia, że te wszystkie fajne, polskie, naturalne marki / firmy znane są w niewielkim kręgu np. Blogerek?

      Usuń
    3. tu możesz mieć wiele racji... Zanim zaczęłam z Kosmetyczną Wyspą, o większej połowie nie miałam bladego pojęcia, powiem więcej, szłam i kupowałam żel nivea, bo tani i cudnie pachnie i wszędzie go jakby pełno:P

      Usuń
    4. Może i tak. Chociaż ja wiele dowiedziałam się o naturalnych kosmetykach jak zaszłam w ciążę, a blogi odkryłam dopiero półtora roku później. Jest sporo informacji w internecie, gorzej jeśli ktoś kieruje się tylko reklamami w TV. Wtedy faktycznie z naturalną kosmetyką kiepsko. Reni Jusis w DDTVN i nie wiem czy coś jeszcze (nie oglądam, nie posiadam telewizora).

      Ekokosmetyką albo nas ktoś zarazi (ja zaraziłam siostrę i mamę), albo właśnie poszukujemy alternatyw bo ciąża, albo bo nadwrażliwość na drogeryjne, bylejakie składy. Blogi mimo wszystko pomagają to zmienić, a i oddziaływanie ich coraz jest większe, tak jak ich ilość.

      Nie można nie wspomnieć też o Wizażu :)

      Usuń
  4. Wydaje mi się ze przez autorkę artykułu przemawia pewnego rodzaju złośliwość.
    Fenomen zagranicznych produktów to głównie: dobry, naturalny skład, niska cena, unikalność produktu/składników.
    Nie twierdzę ze wszystkie rosyjskie lub wszystkie indyjskie produkty są dobre. Są takie co nie zachwycają składem czy ceną.
    Kolejna sprawa to minimalizm, produkty tego typu to są często jedno (oleje, glinki ) dwu (mydła Alep, Savon Noir), lub dosłownie kilku-składnikowe produkty 100% naturalne.
    Natomiast polskie produkty...są często za drogie, z resztą nie tylko polskie. Ceny są zdecydowanie naciągane, bo wiem że można zrobić kosmetyk taniej samemu, mało tego można kupić taniej.
    Co do produktów mineralnych, kwestia jest ta sama, można je kupić taniej lub drożej, w dodatku mało kiedy znajdziemy produkty 100% mineralne, a Annabelle ma duży plus, ponieważ kosmetyki są najtańsze z dostępnych w Polsce i mają 100% naturalny skład.
    Mamy tez polską firmę Cztery Pory Roku wydała ona w 90-kilku% ekologiczne balsamy do ciała i to w dodatku w śmiesznie niskich cenach, można? Pewnie, że tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogie? Wydaje mi się, że nie, Anabelle w porównaniu do np. Bare minerals jest dużo tańsze, ale wyobrażam sobie, że nastolatka zamiast wydać 30zł na krem Sylveco kupi raczej coś za kilkanaście w drogerii.
      Moim zdaniem naszych polskich produktów jest za mało - trzeba ich szukać i nie każdemu się chce. No i chyba brak też świadomości, takiego najprostszego rozumienia z czego powinien składać się kosmetyk, a z czego nie. Czy za dużo wymagam?

      Usuń
    2. nie za dużo i trafiłaś w sedno, heh to nawet moja mała misja;)

      Usuń
  5. hm, trudno się nie zgodzić z autorką... natomiast dla mnie odpowiedź na pytanie dlaczego za granicą szukamy jest prosta: bo często jest tych naturalnych marek po prostu więcej:), a jeśli chodzi o Alverde taniej, niż przytoczone P&R, czy nie wspomniane Phenome;)

    lubię takie artykuły...
    pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że taak! I dlatego zazdrościmy Ci tego Lusha, o ktorym mu tu w PL możemy sobie pomarzyć!
      Buziaki!

      Usuń
    2. a wiesz, że marzenie są do spełnienia?:P

      Usuń
    3. na pewno kiedyś się spełni!

      Usuń
  6. Doczytałam do końca i również jak moje przedmówczynie nie zgadzam się z ,,efektem placebo''..
    Kupuję kosmetyki takie, które się u mnie sprawdzają. Nie będę na siłę nakładała odżywki polskiej X, jeśli rosyjska Y pięknie wygładza i ujarzmia moje fale.
    Nie ma co się oszukiwać- włosy nie będą ,,udawać'', że podoba im się ta maska, a nie inna...

    Dzięki fascynacją nowymi firmami i ich produktami szczerze zaczęłam dogłębniej interesować się składami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli odpowiada Ci produkt Y i tak się składa, że nie jest polski, to nie ma co się zmuszać do używania produktu X. Mi jednak trochę szkoda, że zamiast fenomenu rosyjskich kosmetyków, nie mamy takiego samego fenomenu z polskimi kosmetykami w roli głównej.

      Usuń
    2. Ja również żałuję, że reju nie wiodą u nas polskie kosmetyki.
      Mimo wszystko widzę coraz to większe wybijanie się takich firm jak Sylveco itp. Jestem z nich można powiedzieć dumna i życzę coraz więcej takich odkryć :)

      Usuń
  7. Dlaczego szukamy poza naszymi drogeriami? No przyznaj sama, wiele "naszych" marek się skiepściło po wykupieniu ich przez wielkie zagraniczne koncerny. Zaczęły się podmiany składników na tańsze itp. Zresztą dzieje się tak nie tylko w branży kosmetycznej. Spójrzmy chociażby na Ptasie Mleczko Wedla. Z dzieciństwa pamiętam, że było przepyszne - teraz się nie da tego jeść. Przykłady można mnożyć.
    Zresztą, nie o tym chciałam. Zauważ, że jest wiele polskich firm, które nadal produkują rewelacyjne kosmetyki - vide wspomniane powyżej Sylveco.Tylko co z tego? Jest tak trudno dostępne w sklepach stacjonarnych, że mało osób spoza kręgów pasjonatek kosmetycznych je zna. Nie zgodzę się z tezą, że szukamy tylko czegoś egzotycznego. Wierz mi, widziałam już takie kremy azjatyckie, że nie nałożyłabym ich nawet na pięty.
    Świadome konsumentki po prostu szukają dobrych produktów, niezależnie od tego kto je produkuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Świadome konsumentki po prostu szukają dobrych produktów, niezależnie od tego kto je produkuje." - i to jest zdanie-klucz, z którym się zgadzam w 100% :)

      Usuń
    2. I ja też! :) I jeszcze dodam, że blogi, nawet tak skromne jak mój, pomagają szerzyć tę świadomość. To jest dobre :)

      Usuń
    3. No właśnie - polskie firmy i produkty naturalne da się znaleźć, ale trzeba szukać i wiedzieć, gdzie szukać. Myślę, że to zniechęca wiele osób i wolą iść do drogerii kupić co tam akurat jest na promocji.

      Usuń
    4. Otóż to! Trzeba też zwrócić uwagę, że nie tak łatwo być świadomym konsumentem, trzeba jednak poświęcić na to chwilę, niektórzy tego chcą inni idą na łatwiznę.
      Dodatkowo jest wiele marek, które mają świetne kosmetyki i są bardzo znane w blogosferze a jak bym zapytała którąś z moich znajomych zrobiłyby co najwyżej wielkie oczy, tutaj jak dla mnie dobrym przykłądem jest Sylveco czy Organique. O ile to pierwsze to nowa marka, to drugie, jest obecne od dawna, a mimo to kojarzy się tylko z mydłami i kulami do kąpieli, a przecież ma całą masę ciekawych i wartych swojej ceny kosmetyków.

      Usuń
  8. Z efektem placebo to jest różnie. Wydaje mi się iż np. piękne zdrowe, lśniące włosy hindusek to za pewne geny, ale także i odpowiednia systematyczna pielęgnacja, która faktycznie daje świetne rezultaty i przykładem jest wiele osób, które stosując się do receptur m.in indyjskich może poszczycić się dużo lepszą kondycją swoich włosów nie zależnie od genów.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger