Moja Włosowa Historia w zdjęciach: rok głupoty, eksperymentów i ciężkiej pracy











Jak zostać włosomaniaczką i zniszczyć sobie włosy?

Ile błędów trzeba popełnić, żeby naprawić zniszczenia?

Zwykle włosowe historie zaczynają się zdjęciami z dzieciństwa, ale u mnie wystarczy rok: myślałam, że zjadłam wszystkie rozumy, spaliłam włosy, a potem mozolnie nad nimi pracowałam, żeby dojść do tego co miałam rok temu. Historia zatoczyła koło, a ja zapraszam na Moją Włosową Historię, napisaną z okazji rocznicy powstania bloga!




***********************************************************************************************



Wszystko zaczęło się w listopadzie 2012, przypadkowo natknęłam się na blogi o naturalnej pielęgnacji, skąd szybko trafiłam na blogi włosomaniaczek. Zaczęłam czytać, dowiedziałam się o olejowaniu, o cudownej odżywce Garnier Avocado & Karite i że silikony to zło. Moje farbowane włosy nie były nawet mocno zniszczone, ale miałam problem z puszeniem. Stosowałam pierwszy lepszy szampon i odżywkę (Syoss), który akurat reklamowali w TV.



W lutym zaszalałam i spełniłam swoje marzenie - rozjaśniłam włosy! Myślałam o tym od dawna, miałam już dość czerni nadbudowanej na włosach przez lata farbowań średnim brązem z drogerii. Uznałam, że skoro zaczęłam olejowanie (zrobiłam to może ze 3 razy!) i znam się (sic!) na naturalnej pielęgnacji to wszystko będzie dobrze. Z koloru byłam zadowolona, a włosy bardzo dobrze zniosły zabieg.



















Zaraz potem wyjechałam na 6 tygodni do Indii. Z pięknego karmelowego koloru nie został nawet ślad, wszystko wypłukało się do rudości, a palące słońce i wysoka wilgotność dokończyły dzieła - na głowie miałam siano, nie dające się niczym poskromić. Nadal wierzyłam, że silikony to zło, stosowałam jedynie Garnier AiK, a moje włosy po prostu spaliły się w prawie 40-stopniowym upale. Dodatkowo wpadłam na super pomysł i wybrałam się do lokalnego fryzjera, gdzie Pani ścieniowała mi włosy na całej długości, z lewej krócej, z prawej dłużej. 



 Po przyjeździe do domu zabrałam się za ratowanie włosów. Zaczęłam od wizyty u sprawdzonego i drogiego fryzjera, gdzie chciałam tylko wyrównać i podciąć 2-3 cm, a fryzjerka zrobiła mi mocno krótkiego boba (zdjęcie zaraz po wizycie, nie oddaje prawdziwego stanu zniszczenia włosów). Ależ byłam zła! Jak mi przeszło pomyślałam, że może to i dobrze, pozbyłam się dużej ilości suchych włosów i zaczęłam kombinować, co by tu zrobić, żeby odrosły i były piękne.


Ponieważ coraz bardziej wkręciłam się w blogi włosowe i zaczęłam uważać się za 100% włosomaniaczkę - zaczęłam kombinować. Kupiłam różne półprodukty i ulepszałam nimi różne gotowe odżywki i maski w ilości hurtowej. A co, taka byłam mądra!
W czerwcu moje włosy powiedziały dość! Nietrafiona pielęgnacja, co chwilę coś innego, za dużo półproduktów dodawanych do drogeryjnych odżywek - włosy zamiast robić się piękniejsze, wciąż były suche, sztywne i napuszone. Zaczęłam myśleć nad ścięciem na krótko, ale zamiast tego napisałam tego posta z opisem swojej pielęgnacji i prośbą o pomoc. Dostałam wiele krytycznych komentarzy, które otworzyły mi oczy i zrozumiałam co źle robię. Pojęłam, że moje włosy nie lubią dolewania keratyny do każdej odżywki, dosypywania łyżki spiruliny, masło shea nie będzie im służyć bo są wysokoporowate, itp, itd. Zaczęłam regularne olejowanie i stosowanie masek, bez żadnych ulepszaczy. 




Dzięki różnym sposobom na przyspieszenie wzrostu moje włosy rosły całkiem szybko, więc w sierpniu trzeba było je podciąć i wyrównać (tym razem poleciało ok. 3 cm). Próbowałam też znaleźć farbę idealną - taką, która nie niszczy włosów i da fajny kolor, używałam naturalnych farb Color&Soin




oraz Biokap, ale nie byłam do końca z nich zadowolona. Powoli zaczęła mi kiełkować w głowie myśl o hennie, ale bałam się przesuszenia i tego całego bałaganu związanego z rozrabianiem i kładzeniem zielonej papki na głowę.




Olejowanie zaczęło dawać coraz lepsze efekty, znalazłam wreszcie swój ulubiony olej migdałowy oraz odkryłam, że mimo iż włosy nie lubią keratyny, to służą im inne proteiny, np. jajko raz na jakiś czas. Stosowałam też różne kuracje wewnętrzne, np. piłam siemię lniane, łykałam Calcium Pantothenicum, piłam skrzypokrzywę.  




Wreszcie w listopadzie zdecydowałam się na hennę, przeczytawszy najpierw wiele postów i artykułów na ten temat, oraz pytając się bardziej doświadczonych dziewczyn o radę. Po tym pierwszym razie kolor nie złapał bardzo mocno (zmieszałam hennę Khadi orzechowy i ciemny brąz), ale wreszcie moje włosy zaczęły się błyszczeć! Przesusz nie był tak straszny jak sądziłam, olejowanie migdałem na noc + maska rano poradziły sobie z nim po dwóch razach. 


 Hennę powtórzyłam już po 2 tygodniach, gdyż z rozjaśnianych włosów szybko się wypłukała. Za drugim razem zwiększyłam w mieszance ilość ciemnego brązu, co od razu widać w kolorze oraz użyłam gorącego żelu lnianego zamiast wody. Za trzecim razem (tym razem przerwa była 3 tygodniowa) na odrosty nałożyłam czystą hennę na żelu lnianym, a na końcówki mieszankę henny z odżywką i to będzie chyba mój ulubiony sposób hennowania! Przed świętami podcięłam włosy o ok. 2-3 cm i dążę teraz do ich wyrównania i zejścia z cieniowania.


W ten oto sposób historia zatoczyła koło - moje włosy są znowu ciemnobrązowe i podobnej długości co na początku roku 2013. Jednak JA jestem mądrzejsza o wiele doświadczeń, jestem też przekonana, że systematycznie stosując aktualną pielęgnację, za rok pokażę Wam włosy cud, miód, malina :)
Ulubione produkty:- rosyjskie szampony bez SLS / SLeS- maski Biovax (do ciemnych, do wypadających), Sleek Line Hair Repair- olej migdałowy <3- odżywka bananowa z TBS,  Garnier Fructis Oleo, balsam Seboradin regenerujący z żeń-szeniem, odżywka Balea z olejem arganowym (czarna) - jedwab Green Pharmacy do zabezpieczania końcówek.


Pozdrawiam Wam serdecznie i mam nadzieję, że moja historia będzie dla kogoś inspiracją i przestrogą - czasami jest tak, że początek przygody z włosomaniactwem może przynieść więcej szkód niż pożytku :) 
  

27 komentarzy:

  1. Zdjęcie z listopada 2013! Boskie włosy i fryzura :)

    OdpowiedzUsuń
  2. niesamowite zwroty akcji! ja też chciałabym coś zrobić z moimi włosami, ale nie bardzo wiem, jak się za to zabrać. mam cienkie blond, które wypadają, łatwo się ulizują, strąkują i ogólnie żyć przyjemnie z nimi nie jest :). do włosomaniactwa mi daleko, ale olejowanie zrobiłam testowo dwa razy - raz oliwą z oliwek, która nie zrobiła na mnie wrażenia, a drugi - olejem ze słodkich migdałów, który wydaje się fajniejszy, ale też nie ma wow. czy idealny olej od razu daje efekt wow, czy trzeba go stosować regularnie, żeby było widać niesamowite efekty? i jak często olejujesz włosy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli masz odwrotny problem niż ja. Olejowanie musi być stosowane regularnie i to kiedy zobaczymy efekty zależy od włosów. Ja się widziałam zmianę po ok. 3 mcach olejowania i stosowania Biovaxów, olejuję 2-3 razy w tygodniu, aktualnie migdałowym. Może spróbujesz jakiś lżejszy olej lub mieszankę olejową? Poszukaj w googlu "olejowanie a rodzaj włosów" i znajdziesz posty dziewczyn, które robiły zestawienia najlepszych olejów w zależności od porowatości włosów. Osttnio Italiana pisała, że dla cienkich przyklapniętych, niskoporowatych włosów olej jest lepszy niż maska (ale nie napisała jakiego używa).

      Usuń
    2. tak, spróbuję czegoś dostosowanego do moich kłaków, chociaż pewna nie jestem, czy mam niskoporowate włosy. poza tym sama mówisz, że trzeba poczekać na efekty, a ja bym chciała tak od razu widzieć, czy działa, czy nie ;) jeśli chodzi o moje włosy, wiem tylko tyle, że nie lubią protein (po Kallosie Latte są matowe i bez życia), zobaczymy, jak pójdzie z olejowaniem...

      Usuń
  3. Też mi się wydawało (jaka to ja jestem mądra) też kombinowałam za dużo - oklap, przeciążenie. Ale teraz jestem skrupulatna i nie mieszam tak wiele, nie nakładam tysiąca różnych. I czytam,baaaardz dużo.
    Ale twoje włosy są chyba niesforne :D za to mi bardzo podoba mi się efekt boba z kwietnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz podobne doświadczenia do moich :)
      A bob ładnie wygląda na zdjęciu, bo jest prosto od fryzjera, wymodelowany, z silikonowym serum, itp. Po pierwszym myciu nie był już taki piękny ;)

      Usuń
  4. Zdecydowanie jest to inspirująca historia! :) A grudniowe włosy wyglądają po prostu pięknie. Fryzura oprócz blasku i dociążenia zyskała bardzo ładny kształt. Widać, że wiesz czego nie robić, i jak ratować włosy w razie jakiejś małej wpadki. Jestem na tak :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  5. hej, mam pytanie jaki olej migdałowy kupujesz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam na helfy.pl 200ml oleju migdałowego z firmy KTC za 22zł, a jakiś czas potem zobaczyłam go w sklepie Kuchnie Świata za 11zł ta sama pojemność!

      Usuń
  6. Bardzo ciekawa historia! Życzę wytrwałości w dążeniu do celu! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Naprawde ładnie wyglądają teraz twoje włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. My kobiety czasem za bardzo lubimy zmiany, które niestety często nie są dla nas dobre. Całe szczęście potrafimy uczyć się na błędach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. też kiedyś miałam zapęd do takiego mieszania kreatyny, spiruliny i innych, ale odkładalam ich zakup i w końcu nie spróbowałam :) może to i dobrze dla moich włosów :) dobrze, że udało Ci się uratować włosy :) Ja też w tym roku planuję zejść z cieniowania, bo stwierdziłam, że włosy o jednej długości lepiej utworza taflę :) Zobaczymy, co mi z tego wyjdzie, bo mam bardzo gęste i nieraz już miałam wielką szopę, którą leciałam szybko do fryzjera zcieniować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to dobrze, że nie zaczęłaś kombinować z nadmiernym mieszaniem, tak jak ja
      trzymam kciuki, żeby udało Ci się zejść z cieniowania i uzyskać taflę!

      Usuń
  10. Świetna historia :D
    Każdy chwali olej migdałowy, a mój czeka jeszcze na testy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale widoczna różnica:) U mnie olej migdałowy nie sprawdził się jakoś specjalnie;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Moje też są wysokoporowate, wypróbuję olej migdałowy!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale masz teraz piękne włosy, od razu widać różnicę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. przeczytałam z zapartym tchem :)
    życzę wytrwałości w spełnianiu włosowych założeń i jak najmniej nietrafionych decyzji ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja zaczynałam tak samo;) U Ciebie różnica jest ogromna:) Teraz są piękne!

    OdpowiedzUsuń
  16. DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE MIŁE SŁOWA!!!

    :-*

    OdpowiedzUsuń
  17. Teraz wyglądają już bardzo ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. początki nie rzadko są pokręcone i nieudane, ale dzięki temu zdobywa się cenne doświadczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  19. ooo!! własnie takiego artykułu mi brakowało na Twoim blogu.:) przyjemnie sie czytalo. ciekawe sposoby z henna... zycze powodzenia w dalszej pielegnacji!

    OdpowiedzUsuń
  20. Pierwsze zdjęcie na pirata z Karaibów najlepsze! :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger