Indie: pierwsze mycie proszkiem Meera

Indie: pierwsze mycie proszkiem Meera


Dziś wreszcie zabrałam się za prezent od Priyi i umyłam głowę Meera Herbal Haiwash Powder, o którym pisałam Wam TUTAJ. Wg opisu na opakowaniu jest to mieszanka korzeni, kwiatów i liści z 7 ziół o działaniu chłodzącym, wzmacniającym i odżywiającym włosy. Zobaczmy więc czy tak zadziała i u mnie :)

Indie: weekendowe zwiedzanie - porcja zdjęć

Indie: weekendowe zwiedzanie - porcja zdjęć



Wreszcie weekend! Sobotę poświęciliśmy na zwiedzanie, byliśmy w Snake Park, w dwóch świątyniach, w Forcie St. Georg, w katedrze, a głowny meczet, jako niewierni, mogliśmy oglądać tylko z daleka. Jak to w towarzystwie polsko-czeskim bywa dzień zakończyliśmy przy piwie, a następnie przy śliwowicy :)))

Indie: pierwsze zachwyty nad olejkiem Bio Bhringraj i włosowy prezent

Indie: pierwsze zachwyty nad olejkiem Bio Bhringraj i włosowy prezent

Żebyście wiedziały co olejek Bio Bhringraj zrobił z moimi włosami muszę Wam najpierw opisać w jakim są stanie. Mimo moich początkowych pozytywnych opinii rozjaśnianie jednak je zniszczyło - końcówki mam przesuszone i szztywne niczym druciki. Do tego doszła indyjska pogoda - duża wilgotność powietrza powoduje, że moje puszące się w Polsce włosy w Indiach są wielką szopą napuszonych loków. Wyglądam jak wkurzony Chopin, jak Einstein lub Zbyszek Wodecki, jak kto woli :)



Indie: zakupy ubraniowe

Indie: zakupy ubraniowe

W Chennai sezon wyprzedaży w pełni, każdy sklep w Express Avenue Mall ogłasza 50% obniżki, w weekend tłumy ludzi, całe rodziny spędzają sobotę i niedzielę w klimatyzowanym centrum handlowym. Jak widać poniżej wyprzedaże wszędzie wyglądają tak samo, w Indiach może bardziej kolorowo. Tłumy kobiet młodszch i starszych przerzucają setki ubrań w poszukiwaniu tego właściwego fasonu, koloru, rozmiaru:


Indie: zakupy kosmetyczne

Indie: zakupy kosmetyczne

Uff jak gorąco! Cały dzień spędziliśmy wreszcie "na mieście" a nie w biurze. Byliśmy na lokalnej targowej ulicy, w lokalnej restauracji i w mało lokalnym shopping mall'u. Trochę zaszalałam i kupiłam ubrania (zamiast planowanych 2 zestawów wyszły mi 4 ;) oraz kosmetyki (też trochę więcej niż planowałam).

Dziś pokażę Wam kosmetyki - bo nie mam dobrego światła, żeby zrobić zdjęcia kolorowym szmatkom :)

Indie: przyjechaliśmy

Indie: przyjechaliśmy

Z kilkoma przygodami jestem wreszcie w Chennai. Przygoda pierwsza: samolot z Monachium spóźnił się o jakieś pół godziny do Dohy i nie złapaliśmynjuż samolotu do Chennai. To nic, że jeszcze było 20 min do jego odlotu - gate już był zamknięty i koniec. Kazali nam iść do Transfer desk, żeby się o dowiedzieć kiedy następny samolot, a tu kolejna niespodzianka: następny samolot mamy za 24 godziny. Spędziliśmy więc przymusowy dzień w Qatarze, podziwiając Dohę i jej piękne wieżowce, wielkie terenowe samochody, ktorymi wozili się szejkowie w białych szatach i ich zakwefione na czarno żony.



Następnego dnia już bez przeszkód wylecieliśmy do Chennai, a po przylocie czekała nas kolejna niespodzianka: zgubił się bagaż mojej szefowej. Wtedy poznaliśmy co to znaczy indyjska biurokracja - spędziliśmy na lotnisku ok. 2 godziny, gdzie wypisano kilkanaście papierków, każdy podpisany i podpieczętowany przez kilku urzędników. Ok. 5:00 rano mogliśmy już wyjść z lotniska, ok. 6:00 położyłam się spać, żeby obudzić się o 10:00 i jechać do biura. Uff, to była długa noc i długi dzień. Zgubiony bagaż miał jednakjeden plus - trzeba było jechać na zakupy :) Dzięki temu załapałam się na wyjazd do jednej z tutejszych galerii handlowych. W sklepie odzieżowym naooglądałam się bajecznie kolorowych tunik, które tu noszone są z legginsami w pasującym kolorze (najtańsza tunika to koszt ok. 45zł, oczywiście byłybteż całe jedwabne zestawy za ok. 250zł). Legginsy celowo są dużo za długie, bo nad kostką nosi się je zrolowane. W sklepie kosmetycznym zapytałam oczywiście o kosmetyki naturalne i pokazano mi półkę z Himalaya Herbs oraz jeszcze kilka innych, nieznanych mi marek. Na razie nic nie kupowałam, dziewczyny z biuranjuż obiecały, że zabiorą mnie do ciekawszych miejsc.

Mam nadzieję, że po weekendzie napiszę trochę więcej ciekawostek, tydzień upływa nam na sprawach biurowych, wieczorem kolacja i spać. Wiem, że na weekend przygotowano dla nas jakieś atrakcje, więc na pewno się odezwę :)


Ps
Doha - zachód słońca:


Indie - jutro wylot

Indie - jutro wylot

Pakowanie kosmetyków... I tu jest problem - jak ja to wszystko (co bym chciała) mam zabrać ze sobą, zmieścić do kosmetyczki, zmieścić do walizki??? A jutro rano, 6:35 wylot...

Pakuję się i pakuję i pakuję i końca nie widać...


Tak to wygląda, ale właśnie zauważyłam, że nie ma jeszcze szczoteczki i pasty. I grzebienia. Wybaczcie, że nie mam czasu i sił opisywać kosmetyków, które zabieram. Jeszcze dużo do zrobienia.

Do następnego razu - z Indii!!!
Nie taki diabeł straszny - czyli rozjaśniłam włosy!!!

Nie taki diabeł straszny - czyli rozjaśniłam włosy!!!

Zacznę od tego, że nad każdą zmianą włosową potrafię się zastanawiać tygodniami, a czasem i miesiącami. Zamęczam wtedy moje otoczenie wiecznymi pytaniami, czy może powinnam ściąć / zapuszczać / zafarbować / pocieniować, itp itd. Rozjaśnienie włosów też właśnie tak za mną chodziło i chodziło. Czytałam w necie, na blogach, pytałam koleżanek jak ich włosy zniosły rozjaśnianie i nie mogłam się jakoś zdecydować. Bałam się, że jak wreszcie doprowadziłam moje włosy do jako takiej normy - to rozjaśnieniem je zniszczę i połowa  z nich na pewno wypadnie.


Indie - przygotowania: apteczka

Indie - przygotowania: apteczka

Cześć Dziewczyny,
pakowanie w toku, a bardzo ważną jego częścią jest apteczka. Dziś więc nie będzie o kosmetykach, ani o maseczkach - ale o LEKACH. Odpowiednio przygotowani przed wyjazdem - możemy uniknąć wielu niefajnych sytuacji, kiedy w aptece za granicą próbujemy wytłumaczyć o co nam chodzi.



Moja mineralna kolorówka

Moja mineralna kolorówka




W tym poście chciałam się Wam trochę pochwalić moimi skromnymi zbiorami kolorowych mik - cieni mineralnych. Właściwie od tej kolorówki zaczęła się moja fascynacja mineralnym makijażem, a w ślad za tym poszła i naturalna pielęgnacja. Wszystko zaczęło się od bloga Arsenic - na którym przeglądałam piękne makijaże wykonane różnego rodzaju kolorowymi mikami. Wszystkie pochodzą ze sklepu kolorowka.com, gdzie można kupić też gotowe bazy - zmieszane z miką dodają pielęgnacyjnych właściwości naszym cieniom i sprawiają, że cień lepiej trzyma się powieki. 

(Prawie) denko i mini recenzje kosmetyków z Biochemii Urody

(Prawie) denko i mini recenzje kosmetyków z Biochemii Urody

Gdzieś tak na początku jesieni 2012 zaczęłam moją przygodę z naturalnymi kosmetykami ze sklepu Biochemia Urody - http://www.biochemiaurody.com/  Dałam się porwać opisom kosmetyków, które zapowiadały cuda: wolne od chemii i konserwantów, bogate w naturalne składniki, odpowiednie dla wielu rodzajów skóry wydawały się wręcz idealne dla mnie. Dodatkowo nie musiałam nic odmierzać (czego się na początku bardzo obawiałam), bo wszystko jest już przygotowane i gotowe do własnoręcznej produkcji. Zobaczcie co sądzę dziś - przy denku:



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger