Zimowy niezbędnik dla całej rodziny i psa!

Miękkie, delikatne, lekkie, puszyste - czy takie może być masło? Tak, jeśli jest to nierafinowane Masło Shea (Karite) Nilotica, mój zimowy ulubieniec i ostatnia deska ratunku w ciężkich przypadkach! 




Odmiana nilotica masła shea, wywodzi się z gatunku Vitellaria Nilotica porastającego dolinę Nilu. Od powszechnie stosowanych gatunków zachodnich (Vitellaria Paradoxa) różni się składem chemicznym i zastosowaniem.

Bogate w witaminy E i F. Delikatna chroni przed pronieniowaniem UV. Wykazuje silne działanie przeciwstarzeniowe.

Odmiana Nilotica szybciej się wchłania i ma słodszy, orzechowy zapach, a jednocześnie wyższe wartości terapeutyczne, kierowana jest głównie do osób, których skóra wymaga głębokiego nawilżenia (skóra sucha, wrażliwa, dziecięca, problematyczna).

Masło Shea z odmiany nilotica bogate jest w kwasy tłuszczowe nie ulegające zmydleniu (pochodne kwasu oleinowego), które decydują o jego wartościach odżywczych i uelastyczniających. Wykazuje znaczną efektywność w leczeniu suchej i spękanej skóry, wyprysków, łuszczycy oraz poparzeń słonecznych. źródło






Jak widzicie mojego masła została już resztka na dnie plastikowego, całkiem sporego słoiczka. Zużyłam je w przeróżnych mieszankach i solo. Główne zastosowania u mnie:

- popękane usta - cudowny lek, sprawdzony na mnie i na dzieciach, 

- suche skórki - to jest właśnie mój produkt do ciężkich przypadków, o którym pisałam w poprzednim poście (klik, klik), nałożony na noc zmiękcza nawet najtwardsze skórki i zadziory,

- zaczerwienione od mrozu dłonie - leczy i łagodzi, zmiękcza twardą skórę,

- zaczerwienione i szorstkie policzki po zimowej zabawie - stosowany głównie u mojego syna, lepszy niż niejeden drogi apteczny specyfik, 

- domieszany do balsamu do ciała - zwiększa jego nawilżające i odżywcze właściwości,

- wymieszany z olejem migdałowym (w kąpieli wodnej) w stosunku 2:1 masło:olej - uzyskałam w ten sposób tłuste mazidło o cudownych podwójnie nawilżających i natłuszczających właściwościach, prawdziwa bomba na wyjątkowo oporne suche skórki lub popękane usta. 


Ze względu na dużą zawartość pochodnych kwasu oleinowego nie nadaje się do cer tłustych i mieszanych, gdyż jego potencjał zapychający jest wysoki! Nie nadaje się też do włosów wysokoporowatych (może spowodować na nich niezły puch!) - dlatego ja nie próbowałam go ani ma twarzy, ani na włosach. 

Masło, czy to u siebie, czy u dzieci, zawsze stosuję na noc, gdyż ten kosmetyk jest typowym tłuścioszkiem - po pierwszym rozsmarowaniu zostawia błyszczącą warstwę na skórze, którą warto wsmarować jeszcze raz po kilku minutach. Konsystencja jest dokładnie taka jak opisuje producent: półpłynna, kremowa, miękka, łatwo wybrać go ze słoiczka. Zostawia daleko w tyle twarde masła kakaowe czy zwykłe masło shea. W kontakcie ze skórą od razu zaczyna się topić. Pięknie orzechowo pachnie. Jest bardzo wydajne.





Masełko wytwarza się z nasion drzewa Buty­ros­per­mum parkii (rośnie w Afryce Centralnej i jest czczone przez lokalną ludność), a cały proces jest bardzo dokładnie opisany i pokazany na zdjęciach np. tutaj. Również na tej stronie wyczytałam, że masło shea można z powodzeniem stosować zimą u psów - świetnie leczy popękane od soli lub skaleczone łapy naszych czworonożnych przyjaciół!


Swój słoiczek zakupiłam w sklepie ecospa.pl, za 100g zapłaciłam jedyne 19,90zł i uważam, że jak za tak wszechstronny i wydajny produkt jest to niska cena.

Polecam Wam szczerze to masełko, szczególnie na zimę - jest to mój must have!

Buziaki!



14 komentarzy:

  1. ja mam takie masełko z innej firmy, ale jest bardzo twarde :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie czy też masz wersję Nilotica? Ona jest bardziej miękka i kremowa niż zwykłe shea.

      Usuń
    2. No właśnie nie, nie wiedziałam, że taka jest. Ale warto wiedzieć na przyszłość :)

      Usuń
  2. mam(innej firmy) i tak jak koleżanka wyżej też twarde, mięknie w dłoniach, używam i jest cudowne - ale u mnie na usta nie działa, wręcz przeciwnie za to nakładam na ciało i jest przecudownie nawilżone później :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ciało ja nakładam je razem z balsamem, bo samo masłojest jednak dla mnie za tłuste.

      Usuń
  3. Robiłam kilka podejść do masła shea, z różnych sklepów, rafinowanego i nierafinowanego... i po prostu go nie lubię. W gotowych kosmetykach jeszcze ujdzie, ale czysty czy w mieszance olejów to jakieś nieszczęście u mnie. Skórę tylko natłuszcza, na pewno nie jest nawilżona. Jest bardzo twarde i zapach jest dla mnie okropny. Ostatnią porcję zużyłam mieszając je z drogeryjnym balsamem i zużyłam do smarowania stóp. Więcej nie kupię, mimo że masełko ma wielu zwolenników, nie należę do nich. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz, a ja tak kocham moje! Ale jak już pisałam wyżej odmiana Nilotica ma troche lepsze właściwości użytkowe, jest mięciutka i kremowa

      Usuń
  4. Dla mnie tez jest to hit sezonów zimowych już od kilku lat.

    OdpowiedzUsuń
  5. mam i bardzo lubię , stosuje na usta oraz wieczorem do rąk ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam kiedyś je, uwielbiałam! Aż sama się dziwię czemu nie kupiłam go znów ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam solo i w różnych kombinacjach, owszem do skóry tłustej ono się u mnie nie sprawdziło, ale pod oczy jak najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzeczywiście tani produkt, myślałam, że będzie droższy :) !

    OdpowiedzUsuń
  9. za taką cenę to muszę i ja wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Masełko shea też u mnie jest kosmetykiem uniwersalnym i nie wyobrażam obie abym z niego zrezygnowała :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger