Cukrowa pasta do depilacji Easy Sweet

Stosowanie cukrowych past do depilacji jest bardzo popularne w krajach arabskich jako naturalny i tani sposób na pozbycie się niechcianego owłosienia. Taka pasta jest delikatniejsza niż wosk, nadaje się do skóry z problemami naczynkowymi i nie podrażnia. Pastę można przygotować samemu - wystarczy cukier, sok z cytryny, miód i woda, wszystkie składniki gotujemy na małym ogniu, aż się rozpuszczą i stworzy się gęsta masa. W internecie znajdziecie wiele przepisów na mieszankę, ja jednak skusiłam się na zakup gotowej cukrowej pasty do depilacji Easy Sweet.  


Pastę otrzymujemy w opakowaniu wielkości mydełka, dodatkowo w środku zabezpieczona jest woreczkiem. Na opakowaniu nie ma żadnych polskich napisów, tylko arabskie znaczki, musiałam więc poszukać sobie instrukcji użytkowania w internecie. Pasta jest bardzo twarda i klejąca, aby jej użyć trzeba przełożyć ją do jakiegoś pojemnika i ogrzać w kąpieli wodnej. 




Po podgrzaniu konsystencja zmienia się na ciągnącą, plastyczną masę. Trochę takiej masy należy wybrać z pojemniczka i zacząć wyrabiać - jak plastelinę lub ciasto. Bardzo dobrze pokazane jest to na poniższym filmiku:




Pastę wyrobiłam w palcach na gładką masę, tak jak na filmie jej kolor zmienił się - przestała być przeźroczysta, stała się żółta, matowa i miękka. Posuwistym ruchem przyklejałam ją do skóry w kierunku pod włos, a zrywałam z włosem. Za każdym razem wyrwało mi się zaledwie kilka włosków. Po kilku razach pasta zrobiła się bardzo miękka i strasznie zaczęła lepić mi się do rąk i paznokci - była jak bardzo wyżuta guma, której nie można odkleić od skóry. Musiałam umyć ręce ciepłą wodą. 

Postanowiłam się nie poddawać i spróbować jeszcze raz. Znowu powtórzyłam wszystko jak na filmie - pasta wyrobiła się bez problemu, a ja spróbowałam użyć jej do depilacji pachy. Poszło mi trochę lepiej, przy każdym przyklejeniu wyrywało się już trochę więcej włosków, ale po kilkunastu razach sytuacja powtórzyła się - pasta przestała nadawać się do użytku, oblepiła mi całe dłonie, musiałam ją po prostu zmyć. 

W słoiczku zostało mi jej jeszcze na jedno użycie, ale nie wiem, czy będzie mi się chciało jeszcze w to bawić. Cukrowa depilacja nie jest wcale taka bezbolesna, jak podaje wiele źródeł - przy odrywaniu pasty ze skóry ból jest właściwie taki sam jak przy wosku, nie było dla mnie żadnej różnicy. 

Pasty można kupić w sklepach oferujących kosmetyki orientalne, przeważnie są to sklepy internetowe, w cenie ok. 7-8zł. Jedna kostka wystarczy na 2-3 użycia, zależy jak wiele pasty nabierzemy sobie na jedną porcję. 


Używałyście może takiego sposobu depilacji? Byłyście zadowolone? Bo ja raczej nie skuszę się na powtórkę.


Pozdrowienia,


19 komentarzy:

  1. Zrobiłam raz sama, bawiłam się w kuchni godzinę. Potem godzinę bawiłam się z jedną łydką, której i tak nie skończyłam. Dałam sobie spokój. Za dużo czasu trzeba na taką depilację poświęcić. A potem to wrastanie włosków... Nie dla mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też próbowałam kiefyś zrobić ją sama - nic z tego nie wyszło, a ja spaliłam garnek... Myślałam, że z taką gotową będzie łatwiej

      Usuń
  2. Szczerze ja się obawiam takiej depilacji.
    Nie wiem skąd te uprzedzenia, ale mam za dużą wyobraźnię i myślę zawsze, że to potwornie boli...

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam i kupną, i własnoróbną, i szlag mnie trafiał za każdym razem. Miałam chyba 10 podejść i za każdym razem tak jak piszesz: najpierw twarda, później przez kilka ruchów zdatna do użytku, ale chwytała tylko część włosków, a potem rozmazujący się klej.. żadne odkładanie do lodówki czy nawet do zamrażarki już jej nie pomagało. Jedyny plus tego był taki, że łatwo się zmywa. Wydaje mi się, że mi się łapy za bardzo pocą i dlatego tak szybka rozmięka... nie wiem, nie znam się. Po kilku latach używania depilatora wróciłam do zwykłej golarki i wreszcie mam spokój z wrastającymi włoskami, krostkami, i tą cholerną pastą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już wiele lat używam depilatora i miałam nadzieję na jakąś zmianę, a tu wygląda na to, że bedę się dalej borykać z wrastającymi włoskami....

      Usuń
  4. Co do pasty cukrowej, to zawsze miałam mieszane uczucia.. Teraz na pewno się na nią nie zdecyduję, pozostanę wierna plastrom z woskiem ;)
    Anomalia

    OdpowiedzUsuń
  5. hmmm kusi mnie ta pasta. Lubię wosk, ale nie zawsze chce mi się czekać, aż się zagrzeje. Chyba wypróbuję taką pastę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, może będziesz miała lepsze doświadczenia niż ja

      Usuń
  6. Używałam, jednak pastę robiłam sobie sama. Miałam 2 podejścia i wrażenia był takie jak u ciebie - pasta zaczynała się po pewnym czasie topić pod wpływem ciepła ciała. Przez to, podczas odrywania pociągnęłam sobie skórę tak brzydko, że przez 2 tygodnie miałam potężnego siniaka :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jej czasem używam i mam mieszane uczucia. Taka pasta ma swoje wady i zalety. To normalne, że po jakimś czasie robi się zbyt miękka, trzeba ją wtedy odłożyć żeby trochę ostygła, a jeśli rozmiękła za bardzo to po prostu wziąć nowy kawałek.
    Samodzielne robienie takiej pasty jest dużo bardziej opłacalne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie dało jej się odłożyć, oblepiła mi całe dłonie...

      Usuń
  8. Polecam zaglądnąć do mnie na bloga, mam tam post jak samej zrobić pastę cukrową :)

    Całuski

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo przyjemnie ogląda się Twojego bloga, pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  10. nawet nie będę się nad nią zastanawiać...

    OdpowiedzUsuń
  11. nie przeżyłam wosku, tego zapewne też nie przeżyję...

    OdpowiedzUsuń
  12. kupiłam kiedyś z czystej ciekawości, i to jednak nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja co jakiś czas depiluje tak łydki i brwi bo np. pachy dla mnie to zbyt bolesna sprawa. Niestety minusem jest iż schodzi mi dłużej niż zgolenie włosów maszynką. Jednak na łydkach nie chce mi się bawić w golenie co kilka dni więc wole pomęczyć się z pastą cukrową. Nogi są dłużej gładkie. Ja pastę rozcieram na na kawałku np. maty sylikonowej bądź na kawałku skrawka materiału i tak depiluje włosy. W rękach prawie zawsze kończyło się plątaniem i zlepieniem wszystkiego w około....

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger