Biotique Owocowa Maseczka Wyrównująca Koloryt


W ramach październikowej maseczkowej akcji u Maliny nadeszła pora na przedstawienie Wam kolejnej maseczki regularnie przeze mnie używanej. Jest to Biotique Owocowa Maseczka Wyrównująca Koloryt. Jest to ciekawa maska, słabo dostępna w Polsce (ale jednak jest i można ją kupić), więc mam nadzieję, że moja recenzja może okazać się przydatna.











Maska zapakowana jest w typowy dla firmy zielony, plastikowy słoiczek o pojemności 85g. Plastik jest twardy, słoiczek posiada zabezpieczającą przekładkę, napisy na opakowaniu łatwo się ścierają i zawierają tylko bardzo podstawowe informacje, bo większość z nich umieszczona była na kartoniku. 



 

Kartoniki kosmetyków Biotique zasługują na słówko opisu. Są utrzymane w zielonej kolorystyce firmowej, mają zabezpieczenie - plombę na górze (wygląda to jak nasza akcyza na alkoholu :))) i zawsze jest na nich napisane, że w środku mieści się nie kosmetyk, ale ajurwedyjski produkt leczniczy.









Słoiczek, obawiam się, będzie bardzo niewygodny pod koniec używania maski, bo jest wysoki i trudno będzie maskę wygrzebać z jego dna. 


Producent opisuje maseczkę jako luksusowe depigmentacyjne połączenie owoców ananasa, pomidora, cytryny i papai przeznaczoną specjalnie dla skóry z problemem przebarwień. Przy regularnym używaniu skóra odzyska swą miękkość, gładkość i młodość. Maska jest bogata w naturalne witaminy, minerały i składniki odżywcze. 


Zdziwiła mnie jej konsystencja - najbardziej przypomina mi bardzo gęstą pastę do zębów, ale nie mam większych problemów z rozprowadzeniem jej na skórze. Kolorek: brudny róż. Zapach: owocowo-duszący, ale nie czuć go za długo. 




Jak się sprawuje? Wygładza i zostawia skórę miękką i miłą w dotyku. Odświeża, ale nie przesusza. Działa trochę jak peeling enzymatyczny, na pewno enzymy z ananasa i papai robią tu swoje. Jest bardzo wydajna, nakładałam ją już wiele razy i nie doszłam nawet do połowy. Niestety nie zauważyłam wielkiego działania depigmentacyjnego, może gdybym przyłożyła się do jej stosowania codziennie jakiś rozjaśniający efekt byłby widoczny? Producent pisze, że można ją stosować wg potrzeb, nawet codziennie. Ja się na to nie odważyłam, bo maska bardzo szczypie! Moja skóra jest tłusta i wiele znosi, ale przez kilka pierwszych minut po nałożeniu tej maski nawet ja odczuwam duży dyskomfort, strach pomyśleć co mogłaby czuć osoba o wrażliwej skórze. Zaznaczam jednak, że po zmyciu (trzymamy ją 15-20 min) skóra nie jest ani podrażniona, ani zaczerwieniona. W ramach zabezpieczenia, przed położeniem jej na twarz używam zazwyczaj serum z kwasu hialuronowego i oleju arganowego (po 2 krople każdego z nich wymieszane na dłoni) i dzięki temu efekt pieczenia jest słabszy, ale wciąż jest. Podsumowując - fajny, naturalny produkt, ale nie dla każdego.


Wiecie już z poprzednich postów jak bardzo mnie wkurza różnica cenowa pomiędzy tymi samymi kosmetykami w Indiach i w Polsce. Ja płaciłam 199INR, czyli 10zł. Maskę znalazłam w ofercie tylko jednego polskiego sklepu internetowego za zawrotną cenę 79zł + wysyłka!!! To jest na prawdę przegięcie! Można ją też zamówić na ebay'u za ok. 44zł (wysyłka gratis) lub ze strony producenta, gdzie kosztuje 6,00USD, ale koszt wysyłki DHL-em do Polski to u nich 38USD, więc ta opcja raczej odpada. 




A jak u Was idzie jesienne maseczkowanie? Wykorzystujecie chłodne wieczory, żeby posiedzieć sobie z maską na twarzy? Jeśli nie - to polecam!




7 komentarzy:

  1. mi konsystencja przypomina rozrobiona glinkę :D
    jak robiłam zamówienie na Helfy myślałam o kupnie tej maski :D dobrze, że nie kupiłam bo te szczypanie jest dyskwalifikujące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma jej teraz w helfy, ale jest maska goździkowa myślę, że godna zastanowienia :)

      Usuń
  2. Póki co bawię się błotkiem z Bingo, ale czas przerzucić się na jakieś glinki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze masek z Bingo nie próbowałam, jak na razie mam spore zapasy do wykonczenia i wtedy też planuję przerzucenie się na glinki.

      Usuń
  3. mam wielką ochotę spróbować tej maseczki, ale polskie ceny sprawiają, że jest to nierealne, szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
  4. cena zawrotna ;/ ale nabrałam ochoty na maseczkę, w weekend muszę koniecznie jakąś wybrać :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger