W połowie planu pielęgnacyjnego + przepis na mgiełkę nawilżającą + puch na głowie

Pamiętacie mój miesięczny plan pielęgnacji włosów (klik)? Wisi sobie w mojej szafie, a ja systematycznie się do niego stosuję. Ponieważ minęło już 2 tygodnie od kiedy rozpoczęłam taką kontrolowaną pielęgnację mam kilka przemyśleń i spostrzeżeń co lubią moje włosy, a czego nie.






Co zauważyłam?

Sposób z psikaczem 2w1 - czyli łyżka kremu Isana, łyżka oleju i woda - jako alternatywa kremowania chyba nie do końca u mnie działa. Włosy maksymalnie mi się spuszyły, zaczęłam się zastanawiać co było tego przyczyną i chyba gliceryna na drugim miejscu w składzie kakaowego balsamu Isany (ewentualnie olej kokosowy z miejsca piątego) mi nie służy. Dlatego na razie dam spokój z kremowaniem i zostanę tylko przy olejowaniu. Dla dziewczyn lubiących Isanę taki psikacz to na pewno oszczędność czasu.





Skończyłam też mgiełkę nawilżającą produkcji własnej, ponieważ cały czas mam suche końcówki wydaje mi się, że zawarta w mgiełce keratyna im nie służyła. Zainspirowana TYM postem u Arsenic postanowiłam zrobić sobie podobną, całkowicie nawilżającą mgiełkę.

Ja użyłam:
46ml wody destylowanej
6ml żelu z aloesu
3ml żelu hialuronowego
3ml wit B3
1ml pantenolu
konserwant z BU (7 kropli)
Nie dodałam olejku z drzewa herbacianego, bo nie będę tej mikstury wcierać w skórę głowy.

Mgiełka ma fajne działanie - włosy są zmiękczone, gładkie.

Kombinuję też z bogatymi maskami, które stosuję w weekend. Wczoraj nałożyłam na swoje włosy następującą mieszankę:

1 łyżka maski drożdżowej Babuszki Agafii + 1 łyżka Biovaxu do ciemnych (Babuszka jest zbyt rzadka, Biovax służył za zagęszczacz)
1 łyżka miodu
1 łyżka oliwy w oliwek
1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej
1 łyżeczka żelu z aloesu

Po zastosowaniu tej maski moje włosy były super miękkie, ale wciąż spuszone. Wtedy przypomniał mi się post u Mysi o włosach wyglądających na zniszczone, które tak naprawdę potrzebowały odpowiedniej pielęgnacji, żeby zakręcić się w ładne fale. Spróbowałam więc powyciskać mój puch, na sucho, żelem Biotique i tylko taki rezultat osiągnęłam:



Efekt taki połowiczny - mniejszy puch, ale jakieś fajne fale to to nie są :( Muszę ugotować dziś żelu lnianego, zarówno na żel, jak i na płukankę - naprawdę fajnie działa. A i zrezygnowałam z stosowania octu jabłkowego jako płukanki, po informacji od Was, że nie jest to dobry pomysł na przesuszone włosy...

W akcie desperacji poskramiania puchu kupiłam też odżywkę Fructisa do farbowanych z lekkim silikonem - dam Wam znać jak się sprawdza i czy chociaż trochę wygładza moje włosy. A może macie jakieś inne pomysły na puch?


5 komentarzy:

  1. U mnie na puch pomaga gliceryna i olej lniany.
    Ładnie dyscyplinują włosy. Kolejnym dobrym sposobem jest odżywka na kwiatowym propolisie Agafii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kusi mnie ta odżywka na propolisie już od jakiegoś czasu, ale jej wielka pojemność mnie trochę przeraża - teraz jak mam krótkie włosy to zużywałabym ją chyba z rok....

      Usuń
  2. Witam Ciebie bardzo miło i wiosennie.Pozdrawiam i jeśli pozwolisz zostanę i rozgoszczę się na dłużej-bo jest tu ciekawe.W wolnej chwili zapraszam w odwiedziny do Dobrych Czasów.Pozdrawiam raz jeszcze J.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też tak miałam, że gliceryna mi puszyła włoski. A olej kokosowy to samo. Nie wyobrażam sobie koszmeru, który bym miała na głowie po zastosowaniu obu substancji jednocześnie!
    A tak poza tym to masz bardzo gęste włosy :)
    Co do octu- może być wyniszczający dla bardzo suchych i zniszczonych włosów, ale nie domonizujmy go za bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger