Indie: trzecia i ostatnia część zdjęć i luźnych uwag (urlop w Kerali)

To już ostatnia część zdjęć i luźnych zapisków i ciekawostek z podróży. Tym razem skupię się na ostatniej części mojego pobytu - czyli moim długo wyczekiwanym urlopie w stanie Kerala (południowo-zachodnie Indie).



Kerala - Gods Own Country -  jest jednym z najgęściej zaludnionych regionów Indii. Ze średnią życia mieszkańców wynoszącą 73 lata i 19% udziałem analfabetów w społeczeństwie ,Kerala jest jednym ze stanów o najwyższym poziomie służby zdrowia i oświaty. Stan był w przeszłości poddany wpływom kolonizacji ze strony Brytyjczyków, Holendrów i Portugalczyków. Stan słynie z przepychem organizowanych świąt religijnych i festiwali kulturalnych.Podstawą gospodarki stanu jest rolnictwo
Uprawia się tu około 600 gatunków ryżu ponadto duże znaczenie mają takie rośliny jak: palma kokosowaherbata,kauczuk oraz przyprawy - pieprzwanilia oraz cynamon. (wikipedia)





Najróżniejsze przyprawy można kupić na każdym właściwie kroku i stanowią one jedną z atrakcji turystycznych Fortu Koczi, który już od XIV w. był ważnym centrum handlu przyprawami:



Wieczorny targ rybny w Koczi


Niesamowite drzewa rzucające cień na całą ulicę


To się nazywa prawdziwy sok ananasowy!


Kerala Backwaters - to sieć połączonych ze sobą kanałów, jezior, rzek i przesmyków, gdzie woda słona z Morza Arabskiego miesza się z wodą słodką

Zwiedzamy tam farmę przypraw - przewodnik pokazał nam wiele roślin m.in. hennę, cassię, amlę, neem i inne znane włosomaniaczkom indyjskie rośliny :) 



Tak wygląda suszenie kokosów - leżą sobie na słońcu przez 3 dni, a potem zabierane są ciężarówką do tłoczni, gdzie powstanie czysty olej kokosowy. Z łupin robione są naczynia i pamiątki turystyczne, a z włókien plecie się sznurki i liny.

Tradycyjny obiad na liściu bananowca

Nagła ulewa to nic niezwykłego!


Słonie przyszły na swoją toaletę - szorowane są kokosową łupiną na leżąco!





 Miód prosto od dzikich pszczół - to dopiero musi być przysmak! My nie kupiliśmy, bo sprzedawano go tylko w litrowych butelkach...


Na kursie gotowania u Marii dowiadujemy się podstaw: każda indyjska potrawa doprawiona jest solą, kurkumą i pieprzem lub zamiennie chilli. Do tego zazwyczaj mamy też czosnek i imbir (tu zmiksowane na pastę). To jest oczywiście tylko baza, coś od czego wychodzimy, bo następnych kilka lub kilkanaście przypraw już czeka, żeby ich użyć :)




A na koniec trafia nam się jeszcze przejażdżka Ambassadorem!


Hindustan Ambassador – samochód osobowy produkowany nieprzerwanie od 1954 roku przez indyjską firmę Hindustan Motors. Jest on najpopularniejszym samochodem w Indiach powszechnie używanym jako taksówka. Pomimo tego, że bazuje na brytyjskim samochodzie Morris Oxford to mieszkańcy Indii uważają go za ikonę swojego kraju (wiki)


4 komentarze:

  1. Fajne zdjęcia. Te słonie to mają dobrze! Wylegują się jak w salonie spa gdzie ludzie koło nich skaczą:)

    OdpowiedzUsuń
  2. obiad na liściu wygląda super :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham podróże. Uwielbiam prawdziwe aromaty i smaki. I obiad na liściu i przyprawy i miód i sok z annanasa- przenoszą mnie tam. Mniam i och

    OdpowiedzUsuń
  4. Moi koledzy twierdzą, że jedzenie prosto z liścia i ręką (a nie sztućcami) ma całkiem inny smak. Na pewno coś w tym jest!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger