Indie: luźne uwagi i zdjęcia, cz. 2

Nikt tu nie używa wózków dla dzieci - po prostu tu się nie da ich używać! Chodniki albo nie istnieją, albo są bardzo dziurawe, albo krawężniki są bardzo wysokie (na oko mają gdzieś ze 30-35cm). Rodzice noszą więc dzieci na rękach, szczególnie częsty to widok w galeriach handlowych: idzie cała rodzinka a najmłodsze u taty na rękach.













Poszliśmy do jednej z galerii handlowych do kina. Wchodzimy do galerii a na dole tłum i poruszenie. Okazało się, że kręcą tu film! Kilku chłopaków do znudzenia powtarzało bardzo krótki układ taneczny, ale za każdym razem jeden z nich coś źle robił. Po pół godzinie oglądania tego samego poszliśmy na górę do kina.

Przy wejściu do każdej galerii oraz przed wejściem do kina stoją bramki wykrywające metal, jak na lotnisku. Dodatkowo przed kinem jest dokładna kontrola osobista. Sprawdzane są też damskie torebki. W mojej pani strażniczka przyuważyła aparat i zarekwirowała mi baterię, żebym a nuż nie nagrała filmu.

Dokładnie po pierwszej godzinie filmu jest przerwa. Można wyjść do toalety lub po popcorn. Po 10 min film puszczany jest znowu.







Jak ratowałam przesuszone włosy po myciu proszkiem Meera (klik klik): w szklance wymieszałam łyżeczkę żelu z aloesu, 2 łyżeczki oleju Amla, wyniesione z restauracji małe opakowanie miodu i odżywkę Garniera Avocado i Karite. Całość nałożyłam na wilgotne włosy na godzinę, trzymałam pod czepkiem i ręcznikiem. Co jakiś czas podgrzewałam suszarką. Po godzinie zmyłam delikatnym aleosowym szamponem. Efekty: miękkie, pofalowane włosy, ale końce wciąż przesuszone. Zapach Amli utrzymywał się jeszcze następnego dnia.



Pełno tu chudych psów, ale nie ma kotów. Jeszcze chyba żadnego kota nie widziałam, a psy co chwila  kręcą się pod nogami.

Bardzo lubię czipsy bananowe - w Polsce kupuję je sobie od czasu do czasu na stoiskach z bakaliami, jako fajną słodką przekąskę. Kupiłam więc i w Chennai - jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że czipsy są słone!


Każda mała dziewczynka tutaj jest obwieszona biżuterią. Na nóżkach i rączkach bransoletki, do tego obowiązkowy złoty łańcuszek i kolczyki.


India is all about colors!
Uwielbiam tutejsze sklepy i to bogactwo kolorów, wzorów i materiałów!



9 komentarzy:

  1. grzebanie w damskich torebkach uważam za przesadę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedawno na maratonie filmowym w rzeszowskim Multikinie była właśnie taka afera - nie wolno wnosić swojego jedzenia, więc sprawdzano plecaki i torby, a kobietom nawet torebki :/

      Usuń
  2. W Turcji też przed wejściem do galerii handlowych torebki są prześwietlane. Jeśli masz ze sobą gaz pieprzowy (a ja zawsze noszę ;)), to o zakupach nie ma mowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co mnie jeszcze bardziej zdenerwowało to fakt, że ta kobieta nie mówiąc do mnie ani słowa próbowała na siłę, paznokciem otworzyć klapkę w aparacie, żeby dostać się do bateriii. Dopiero jak jej go zabrałam, powiedziała, że muszę oddać baterię do depozytu...

      Usuń
  3. Ciekawych rzeczy się dowiaduję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. przerwy w kinie? nie chciałabym. tak samo strasznie irytowałby mnie fakt przeszukiwania torebek, gdyż uważam do za zbyt duże naruszenie przestrzeni osobistej.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger