(Prawie) denko i mini recenzje kosmetyków z Biochemii Urody

Gdzieś tak na początku jesieni 2012 zaczęłam moją przygodę z naturalnymi kosmetykami ze sklepu Biochemia Urody - http://www.biochemiaurody.com/  Dałam się porwać opisom kosmetyków, które zapowiadały cuda: wolne od chemii i konserwantów, bogate w naturalne składniki, odpowiednie dla wielu rodzajów skóry wydawały się wręcz idealne dla mnie. Dodatkowo nie musiałam nic odmierzać (czego się na początku bardzo obawiałam), bo wszystko jest już przygotowane i gotowe do własnoręcznej produkcji. Zobaczcie co sądzę dziś - przy denku:





Zaczynajmy więc (pełen opis produktu na stronie BU - po kliknięciu na nazwę):

1. Hydrolat z drzewa oliwkowego EKO: 200ml, cena 19,90zł

Mój ulubieniec! Zakochałam się w jego zapachu od pierwszej chwili, jest delikatny, trochę słodki, bardzo przyjemny. Hydrolat przelewałam sobie do butelki z atomizerem i zamiast tradycyjnie używać wacika - pryskałam nim twarz po umyciu i delikatnie wmasowywałam (jak krem). Dawał fajne uczucie świeżości, nawilżał. Czy coś jeszcze robił - trudno powiedzieć, zawsze potem nakładałam albo serum, albo krem, więc ciężko zauważyć zauważyć działanie samego tylko hydrolatu. Już się skończył.

2. Olejek myjący - drzewo herbaciane: 120ml, cena 11,80zł

Po raz pierwszy wypróbowałam olejek myjący - zawsze stosowałam apteczne lub drogeryjne żele. Zapach typowy dla olejku z drzewa herbacianego (mi kojarzy się trochę z kamforą), dzięki niemu ma działanie antybakteryjne i przeciwzapalne. W połączeniu z ciepłą wodą tworzy fajną myjącą emulsję, nie pozostawia wysuszonej, ściągniętej skóry, co jest typowe dla niektórych antybakteryjnych żeli. Świetnie zmywa makijaż. Już prawie skończony. Troszkę chyba natłuszcza skórę i dlatego na razie z niego zrezygnuję: początkowo był moim ulubieńcem, teraz zastanawiam się, czy nie przyczynia się trochę do powstawania nowych zaskórników.

3. Tonik z kwasem AHA/BHA 10%: 110g, cena 18,80zł

Tonik na alkoholu, ładnie podsuszający i delikatnie złuszczający. Jak każda kuracja kwasami wymaga stosowania silnych nawilżaczy. Stosuję raz na jakiś czas do twarzy, a częściej do zanieczyszczonej skóry pleców, gdzie w połączeniu z Serum Lemon widzę naprawdę konkretne rezultaty (wygładzenie skóry, mniej niespodzianek).

4. Serum-olejek regulujący Lemon: 30ml, cena 23,50zł

Skusiło mnie jego oczyszczające i normalizujące pracę gruczołów łojowych działanie. Niestety jak dla mnie to serum okazało się za tłuste do twarzy, wchłaniało się wolno, wycierałam je w poduszkę i włosy lepiły mi się do twarzy (cała grzywka zatłuszczona). Mieszałam je więc z żelem hialuronowym, ale wtedy nie widziałam w ogóle jego oczyszczającego działania. Wymyśliłam więc, żeby stosować je na plecy, zaraz po prysznicu i to okazało się strzałem w dziesiątkę! W rozgrzaną skórę (dodatkowo wyszorowaną mydłem dziegciowym - klik) Lemon wchłaniał się dość szybko, podczas mycia zębów :) Plecy wyraźnie się poprawiły! Zapach: silny, kamforowo-limonkowy. Olejku zostało mi jeszcze na góra 2 użycia.

5. Żel hialuronowo-peptydowy: 60ml, cena 29,80zł

Niewątpliwym plusem jest fakt, że żelu jest dużo i jest bardzo wydajny. Mi służył głównie do mieszania z olejami i do produkcji różnych serów. Nakładany samodzielnie fajnie napina twarz, pięknie wygładza - dlatego będzie idealny pod makijaż przed imprezą, ale żeby jakoś super nawilżał - nie zauważyłam. Trzeba uważać, żeby nie nakładać za dużo, bo się roluje, wystarczy naprawdę mała ilość, ma dobry poślizg przy rozsmarowywaniu. Bez zapachu, już go skończyłam. Fajna butelka airless nie jest niestety w zestawie. Nie kupię ponownie tylko dlatego, że teraz robię sobie podobne żele sama - ale polecam dla wszystkich początkujących.

6. Serum oliwkowe Renew: 40ml, cena 49,50zł

Kupiłam w ramach walki ze zmarszczkami - nie mam ich jakoś tragicznie dużo, ale te pierwsze (i te drugie...) pod oczami już są. Serum ma fajną gęstą konsystencję, mleczny kolor, delikatny zapach. Przy dłuższym stosowaniu nawilża i wygładza skórę, odżywia, uelastycznia ją, delikatnie wygładza małe zmarszczki. Nie łudźmy się, że je całkowicie zlikwiduje, ale porządnie nawilżona skóra to mniej widoczne zmarszczki. Już prawie je skończyłam, czasem nakładałam je na noc samodzielnie, jest dość treściwe i trzeba odczekać przynajmniej 20 min, żeby potem nałożyć jeszcze krem. Polecam! Ja ze względu na cenę chyba nie kupię drugi raz, teraz będę szukać czegoś innego.

7. Serum rozjaśniające Extra:  45ml, cena 35zł

Duży zawód - nie zauważyłam w ogóle działania rozjaśniającego. Z tym, że moje przebarwienia są stare i głębokie, walczę z nimi mocnymi kwasami, może to serum pomoże na słabsze/świeże przebarwienia? Ma delikatną konsystencję, niezbyt gęstą, słaby zapach. Pozostawia na skórze klejący film. Nie polecam.

6. Krem rozjaśniający AZELO-BHA: 50ml, cena 29,50zł

Chciałam stosować ten krem razem z ww serum rozjaśniającym - żeby oba zadziałały wspólnie na moje przebarwienia. Niestety - nic z tego nie wyszło. Krem jest dość gęsty, koloru i konsystencji budyniu, bez zapachu. Nałożony na serum rozjaśniające w ogóle się nie wchłaniał- razem tworzyły na mojej twarzy grubą, klejącą warstwę. Porażka. Trzeba go stosować samodzielnie, cienką warstwą. Niestety (moja wina, nie doczytałam) włożyłam go do lodówki na jakieś 2 tyg - po wyjęciu krem się rozwarstwił, na wierzchu pływał
olej. Napisałam maila do sklepu, poradzono mi po prostu dobrze go wymieszać - ale i tak ta warstwa oleju zostawała/wypływała przy brzegach. Zniechęcona - wywaliłam zawartość opakowania.


7. Masło ze skrzypem: 50g, cena 14,85zł

Pisałam już o nim w poście o paznokciach - klik - bardzo jestem zadowolona z jego działania. Ponieważ została mi już końcówka i chcę je szybko wykończyć zaczęłam stosować je tez na włosy, na noc. Tutaj tez super działa - włosy są miękkie, wygładzone, mięsiste, bez puchu. Zmywam Facelle bez problemu. Super, polecam!

8. Puder bambusowy (jedwab+owies):  65ml, cena 17,80zł

Tak chwalony przez wiele dziewczyn na mnie jakoś nie zadziałał: po prostu nie matuje, świecę się w połowie dnia. Znalazłam dla niego inne zastosowanie - jest super jako suchy szampon. W kryzysowych sytuacjach świetnie odświeża włosy. Sypię go niewielką ilość na palce, wcieram przy skórze głowy. Puder unosi włosy, lekko je usztywnia, wchłania sebum, nie jest widoczny na ciemnych włosach (oczywiście jeśli za dużo go nie sypniemy). Włosy robią się trochę szorstkie i sztywne - ale tę metodę stosuję tylko na krótki czas, kiedy naprawdę muszę wyjść i nie zdążę umyć włosów. Jest go bardzo dużo, można go domieszać do pudrów / podkładów mineralnych, np. żeby je rozjaśnić lub zwiększyć ich matujące działanie.




PODSUMOWUJĄC:
Dałam się ponieść fali naturalnej pielęgnacji, co niekoniecznie okazało się takie super dla mojej cery. Opisy producenta trzeba dzielić na pół - traktować trochę jako wskazówkę; pamiętać, że dany kosmetyk nie koniecznie zadziała u nas w 100% jak opisane na stronie. Świetną sprawą dla początkujących jest to, że wszystkie składniki mamy odmierzone i tylko pozostaje nam je połączyć i daje to dużą frajdę.  Opisane przez mnie produkty kupowałam na 3 razy, za każdym razem wydawało mi się, że jeszcze coś koniecznie muszę mieć :) No cóż - teraz jestem mądrzejsza :)

Co kupię ponownie:
- hydrolat z drzewa oliwkowego (chyba, że będę chciała wypróbować jakiś inny zapach)
- tonik z kwasami
- serum-olejek Lemon
- masło ze skrzypem

Czego nie kupię:
- olejek myjący
- żel hialuronowy
- serum Renew
- serum rozjasniające
- krem rozjaśniający
- puder bambusowy

5 komentarzy:

  1. Na początku mojej przygody z naturalnymi kosmetykami, za bardzo chciałam odstawić całą chemię i używać tylko tych naturalnych i zrobionych własnoręcznie. Ale nie da się, znalezienie idealnych połączeń naturalnych składników wymaga czasu, nie wszystko się sprawdza. Teraz co mogę, staram się robić sama ale nie uciekam od drogeryjnych kremów i toników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo - każda z nas chyba musi dojść do tego sama, nauczona własnymi doświadczeniami :)

      Usuń
  2. Ja też swego czasu wszystko sama robiłam, teraz tylko na etapie demakijażu używam półproduktów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam jeszcze trochę samorobionych kosmetyków, ciągle jeszcze uczę się, które mi szkodzą, a które są OK

      Usuń
  3. Powiem szczerze, że wśród drogeryjnych kosmetyków nie znalazłam żadnego cudotwórcy - nie chodzi o charakter kosmetyków, ale o marketing... :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger