Indie: pierwsze zachwyty nad olejkiem Bio Bhringraj i włosowy prezent

Żebyście wiedziały co olejek Bio Bhringraj zrobił z moimi włosami muszę Wam najpierw opisać w jakim są stanie. Mimo moich początkowych pozytywnych opinii rozjaśnianie jednak je zniszczyło - końcówki mam przesuszone i szztywne niczym druciki. Do tego doszła indyjska pogoda - duża wilgotność powietrza powoduje, że moje puszące się w Polsce włosy w Indiach są wielką szopą napuszonych loków. Wyglądam jak wkurzony Chopin, jak Einstein lub Zbyszek Wodecki, jak kto woli :)




Przedwczoraj pierwszy raz użyłam kupionego ostanio olejku Bio Bhringraj firmy Biotique (moje zakupy znajdziecie w TYM poście). Wieczorem wtarłam go w skórę głowy oraz we włosy, starając się pokryć wszystkie zniszczone końce. Rano zmyłam go delikatnym aloesowym szamponem Equilibra i na minutkę nałożyłam Garniera Avocado i Karite. Zaletą ciepłego indyjskiego klimatu jest to, że moje włosy odpoczywają od suszenia, schną szybko naturalnie.


Co zauważyłam po pierwszym użyciu?

Włosy są gładkie i miękkie, zniknęła ich "drutowatość", włosy nie są szorstkie i nie sprawiają już wrażenia przesuszonych. Oczywiście końce się trochę wywijają pod wpływem wilgoci, ale nie jest to już szopa spuszonych loków. Fryzura zaczęła przypominać moje polskie włosy :)

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest jeszcze dużo za wcześnie, żeby zauważyć wszystkie aspekty działania olejku, lub jego ewentualne minusy. Jest to przede wszystkim olejek na przyspieszenie wzrostu, producent obiecuje, że dzięki zawartości czystego zioła bhringraj, butea frondosa (drzewo o pięknych pomarańczowy kawiatach o leczniczych właściwościach), amli i centelli (ekstrakt z liści wąkroty azjatyckiej, jest bogatym źródłem flawonoidów, olejku eterycznego i kwasów triterpenowych) zmieszanych z olejem kokosowym i mlekiem kozim olejek zatrzymuje łysienie i wypadanie włosów. Odżywia skalp i wzmacnia włosy od cebulek po same końce. Spowalnia proces siwienia.

 Wczoraj dostałam też prezent od koleżanki, która pomagała mi wybierać kosmetyki przy ostatnich zakupach i wiedziała, że szukam fajnych kosmetyków do włosów. Przyniosła mi 2 saszetki ziołowego proszku do mycia włosów. Meera Herbal Hairwash to mieszanka korzeni, kwiatów i liści z 7 ziół o działaniu chłodzącym, wzmacniającym i odżywiającym włosy:


 

Proszek należy rozrobić w miseczce z wodą na pastę, nałożyć na mokre włosy i w miarę możliwości na skórę głowy, potrzymać 1-2 min, można zrobić delikatny masaż i zmyć dokładnie. Należy uważać, żeby pasta nie dostała się do oczu lub ust.


Może już jutro użyję pierwszej saszetki. Oczywiście dam Wam znać jakie wrażenia.

10 komentarzy:

  1. A jaki ma zapach, pewnie typowo indyjski?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, pachnie bardzo delikatnie, wręcz słabo.

      Usuń
  2. jak ci zazdroszczę możliwości wypróbowania tych kosmetyków!

    OdpowiedzUsuń
  3. oja, zazdroszczę! :) a my musimy z internetu zamawiać ... :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawi mnie zawartość tej saszetki! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale cuda :) Fajnie że masz możliwość korzystania z indyjskich dobrodziejstw kosmetyki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiele z indyjskich kosmetykow jest dostepnych w Polsce w sklepach internetowych, ale cena jest kilkakrotnie wyższa w porównaniu do cen w tutejszych sklepach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozdrowienia dla Malinowych Dziewczyn!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger