Indie: druga porcja zdjęć i słów kilka o wizycie u fryzjera

Ponieważ poprzedni post ze zdjęciami cieszył się dużą popularnością - dorzucam jeszcze kilka, z dwóch ostatnich weekendów.



Zaryzykowałam i poszłam do hotelowego fryzjera. Moje włosy przybrały ciekawy kolor - farba nierówno się z nich zmyła lub też utleniła, jak twierdzi tutejsza fryzjerka, więc miałam kolor rudo - żółty. Z palety L'oreala, którą tutaj mają, wybrałam kolor ciemny blond i na moich włosach wyszedł dość fajny brązowo-rudawy kolor, także z farbowania jestem zadowolona.

Podkusiło mnie jednak, żeby też trochę podciąć zniszczone końce - i tu masakra! Tak krzywo obciętych włosów nie miałam już dawno!!! Z jednej strony dużo bardziej wycieniowane niż z drugiej. Mówię to fryzjerki, że jest nierówno i pokazuję gdzie, a ona na to, że nie, nie, wszystko jest OK. Przyszłam do pokoju, oglądam - załamka.... Prawa strona krótsza i bardziej wycieniowana niż lewa....

Większość Hindusek tutaj nosi długie, proste włosy do pasa - pani fryzjerka nie ma więc za bardzo możliwości poćwiczenia obcinania włosów do ramion i to cieniowanych...

Teraz nie wiem, co robić: iść i kazać jej poprawić, czy zostawić tak jak jest, wiązać w kitkę i po powrocie do Polski iść do dobrego fryzjera na wyrównanie. Co radzicie?










11 komentarzy:

  1. Madziu poczekaj na naszego fryzjera, nie ryzykuj bo wrócisz obcięta na zapałkę. Buziaki i powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zaczekałabym z fryzjerem. Tymczasem zwiedzaj i cykaj fotki. Ależ te sukienki się mienią...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma co ryzykować ponownie. Jak tam cudownie *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym nie ryzykowała i zaczekała z fryzjerem do powrotu.
    Klimaty indyjskie mnie tak średnio kręcą, i curry blee ;-D ale przyrodę muszą mieć niesamowitą.

    OdpowiedzUsuń
  5. ale dosa pysznie wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też bym wolała poczekać z tym fryzjerem.....śliczny ten budynek na ostatnim zdjęciu co to jest ??? u nas to czasem takie tuniczki są w ciucholandach ale w Indiach to do koloru do wyboru.

    OdpowiedzUsuń
  7. Te branzoletki są cudowne!szkoda, że nie mogę ich kupić:(

    OdpowiedzUsuń
  8. Spiąć w kitke i po powrocie poprawić!

    OdpowiedzUsuń
  9. No dobra, nie pójdę, właściwie już byłam przekonana, żeby iść, ale może nie ma co ryzykować. Bransoletki to zwykłe druciki, tylko pomalowane na wszystkie kolory tęczy. Sukienki / tuniki - bardzo kolorowe i wyszywane cekinami. Budynek to taki lokalny Taj Mahal. Owoców na rynku jeszcze nie kupowałam, ale koniecznie muszę spróbować granat.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale bym się wybrała do Indii.. uwielbiam poznawać nowe kultury :)
    nie ryzykuj bo skoro nie potrafiła od razu ładnie tego zrobić to nie zrobi też drugi raz..

    OdpowiedzUsuń
  11. ależ Ci zazdroszczę tego wyjazdu, Indie są przecudne!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger