Rosyjskie kosmetyki: Gęste mydło dziegciowe w kremie z ziołami - recenzja

Najwyższa już pora, żeby napisać jak służy mi kolejny z zakupów z cyklu Rosyjskie Kosmetyki - czyli Gęste mydło dziegciowe w kremie z ziołami.




1. Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Brich Tar, Aloe Barbadensis Leaft Juice, Extractes: Betula Alba, Chamomilla Recutita, Panicum Millaceum, Equisetum Arvense, Salvia Officinalis, Urtica Dioica, Camelia Sinensis, Arctium Lappa, Lawsonia Inermis, Humulus Lupulus, Calcium Pantothena- te, Niacin, Biotin, Cocamide DEA, Citric Acid, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone,  Caramel, Parfum

Mamy tu i SLES i wysoko w składzie dużo naturalnych składników. Co ciekawe na moim mydle skład jest zalepiony naklejką z polskim opisem mydła (na naklejce polskiej brak składu INCI), więc skład musiałam skopiować z internetu. 













2. Opakowanie:
Plastikowy, półprzeźroczysty słoik 300ml, z białą nakrętką i przekładką:





Podobnie jak w przypadku Maski drożdżowej od Babuszki Agafii - taki rodzaj opakowania ma swoje plusy i minusy. Plusy: łatwo jest produkt wydobyć, można dokładnie wybrać, gdy się kończy. Minusy: łatwo wylać całą zawartość (wystarczy, że nam słoik spadnie z mokrej łazienkowej półki), a pod prysznicem łatwo zalać wodą.

3. Konsystencja, kolor i zapach: 
Mydło ma postać takiej nie do końca zastygłej, trochę wodnistej galaretki. Łatwo jest rozprowadzić je na skórze, nie leje się, nie kapie z dłoni.

Kolor - ciemno brązowy w słoiczku, jasno brązowy / bursztynowy przy nabieraniu.

Zapach - typowy zapach dziegciu, czyli jak dla mnie smoły, oraz trochę ziół. Nie jest jednak bardzo mocny, nie przeszkadza w używaniu, po prostu go czuć. Nie utrzymuje się na skórze. Da się wytrzymać, ale wyobrażam sobie, że dla bardzo wrażliwych nosów może być nie do zaakceptowania.




4. Wydajność i działanie:
Mydło stosuję od miesiąca - bardzo mało go ubyło, co widać na zdjęciach. Ilość nabrana na czubki palców obu dłoni spokojnie wystarczy na umycie pleców. I tu przechodzimy do sedna sprawy: mydła używam do mycia pleców, na których niestety zimą lubi sobie to i owo wyskoczyć. Wrodzone skłonności do przetłuszczania uwidaczniają się u mnie nie tylko na twarzy, ale i na plecach. Dlatego dość ostro traktuję je tym mydłem - nie jest to delikatne mycie, ale mocne szorowanie (czasem sama, czasem z pomocą :)) Co zauważyłam po miesiącu stosowania:
- uspokojenie pleców, mniej czerwonych niespodzianek,
- znacznie gładsza skóra, bez grudek
- spłycenie blizn potrądzikowych, rozjaśnienie plam.

Ale muszę uczciwie dodać, że to nie zasługa samego mydła dziegciowego...

Ponieważ mydło stosowane solo potrafi przesuszyć skórę, która zaczyna swędzieć, zaczęłam po wymyciu pleców nakładać na nie Serum-olejek regulujący LEMON EKO z Biochemii Urody. Serum okazało się zbyt tłuste do nakładania na twarz, ale na plecy spisuje się doskonale. Trzeba chwilę odczekać, aby się wchłonęło, ja zazwyczaj w tym czasie myję zęby :)

Serum-olejek regulujący LEMON EKO: serum w postaci nawilżająco - natłuszczajacego olejku wspomagającego łagodne oczyszczenie skóry, regulację pracy gruczołów łojowych oraz redukcję wyprysków, zaskórników i blizn potrądzikowych, na bazie ziołowego oleju z kocanki i gojącego oleju tamanu EKO, z dodatkiem kwasu salicylowego (BHA - 2%) i łagodzącego oleju z wiesiołka oraz antyseptycznego olejku z cytrynowego drzewa herbacianego EKO, o świeżym cytrynowo-ziołowym zapachu. Polecane jako serum na noc. (info ze strony BU)

Razem z mydłem dziegciowym ratują moje plecy - pięknie je zagoiły, uspokoiły, wygładziły. Wcześniej nie wierzyłam, że jest to możliwe bez jakichś kosmetycznych zabiegów, a tu 2 preparaty tak świetnie poradziły sobie z problematyczną skórą.



2 komentarze:

  1. Niestety nie mogę używać kosmetyków z SLES, ale na serum chyba się skuszę, bo też mam problem z plecami :(

    OdpowiedzUsuń
  2. trzeba przyznać, że nie wygląda to zachęcająco, ale też słyszałam o jego nieocenionej pomocy w walce z trądzikiem, także myślę że warto spróbować :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger