Delikatne farbowanie - Color&Soin

 Zacznę od tego, że najchętniej nie farbowałabym włosów w ogóle. Lubię swój naturalny kolor ciemnej czekolady i nigdy go za bardzo nie zmieniałam. Niestety geny i czas powodują, że coraz więcej siwych włosów pojawia się na mojej głowie. Moi rodzice dość szybko zaczęli siwieć, a ja swój pierwszy siwy włos zauważyłam w wieku 18 lat! Na studiach było ich już kilka - a teraz nie wyobrażam sobie nie zafarbować włosów, a do tego odrosty są bardzo widoczne przez dużą ilość "siwków".  

                                                   



Włosy zawsze farbowałam samodzielnie, szkoda mi było kasy na farbowanie u fryzjera, więc skutki tego były różne. Najczęstsze to uzyskanie koloru mega czarnego z farb typu "ciemny brąz" oraz cała umywalka pełna włosów, które wypadały podczas i po zmyciu farby. Farb drogeryjnych wypróbowałam wiele, często używałam Garnier Nutrisse, po której nie miałam zniszczonych włosów lub Syoss Pronature. Szukałam swojej ulubionej farby, żal mi było tracić tyle włosów, miałam krótkie przygody z henną, ale zawsze czułam, że to nie to. Dopiero jak zaczęłam czytać bloga Anwen i natknęłam się na ten post o farbach naturalnych znalazłam swoją farbę! Jest nią Color&Soin - farba naturalna, do kupienia w aptekach, bez amoniaku, parabenów, rezorcyny i silikonów, a zresztą poczytajcie sobie tu: www.colorsoin.pl
Pierwszy raz wybrałam kolor 4N - sztyn naturalny. Wyszedł dość ciemny ale wciąż brązowy kolor na odrostach, a włosy poprzednio zafarbowane Syossem koloru nie zmieniły (ciemne, praktycznie czarne), co potwierdza tezę, że farba farby nie rozjaśni. Kolor delikatnie się zmywał, rozjaśniał do naturalnie szatynowego, włosy siwe wciąż były pokryte farbą. Ponieważ jako początkująca włosomaniaczka zaczęłam eksperymentować z różnymi maskami na włosy, zauważyłam, że farba C&S na pewno wypłukuje się po maskach z miodem. 
Dziś będę farbować kolorem 5G - jasnozłocisty szatyn. Chcę pozbyć się już ciemnego koloru w sposób jak najbardziej naturalny, trochę obawiam się, czy nie będzie zbyt dużej różnicy w kolorze - na długości włosy prawie czarne, przy głowie jasny szatyn, ale co tam - ryzykuję. 



W zestawie są rękawiczki, ulotka po polsku, balsam po farbowaniu. Farbę przygotowujemy tradycyjnym sposobem: żel koloryzacyjny dodajemy do butelki z czynnikiem utrwalającym, mocno mieszamy. Odkręcamy końcówkę aplikatora i możemy zaczynać. Farbę nakładamy na suche, brudne włosy, ja używam do tego pędzla fryzjerskiego, zwykłym kremem zabezpieczam skórę na linii włosów (czoło, uszy), żeby potem łatwiej zmyć farbę z tych miejsc.

Farba ma fajną konsystencję, żelową, łatwo ją nałożyć, nic nie kapie, nie spływa, jest jej dużo w butelce - nie trzeba oszczędzać:





Trzymałam wg ulotki 40min, zmyłam, nałożyłam na 2-3 min. balsam Color&Soin. Balsam ma trochę dziwny zapach jak na kosmetyk do włosów - wg mnie pachnie olejkiem kamforowym! Pozwoliłam włosom wyschnąć naturalnie, w wilgotne włosy wtarłam napar z kozieradki. Tak jak się spodziewałam kolor wyszedł jaśniejszy przy głowie, delikatnie rudawy, reszta włosów - nie ruszona, jak była czarna, tak jest. Chyba trzeba się będzie zdecydować na refleksy u fryzjera, żeby trochę całość rozjaśnić.  Przy całej tej operacji włosów wypadło mi tyle, ile zazwyczaj przy normalnym myciu i to jest dla mnie jedną z ważniejszych zalet Color&Soin i dowodem na jej delikatność.


Co do samej farby nie mam żadnych zastrzeżeń, polecam wszystkim chcącym spróbować farb z apteki, jedynym minusem może być wyższa cena - ja za swoją płaciłam 32zł, czyli ok. 2 razy drożej niż farby w drogeriach. Z drugiej strony taniej niż u fryzjera :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger